string(15) ""
» Blog » Nałęczokon 2.1
24-04-2012 17:33

Nałęczokon 2.1

W działach: Konwenty | Odsłony: 2

Nałęczokon 2.1

Wstępniak

Kiedy pojawia się pytanie, od czego zacząć?, pomocnym stwierdzeniem okazuje się być powiedzenie, najlepiej od początku. I tak też rozpocznę. W sobotę, miał miejsce kolejny Nałęczokon, tym razem spod odsłony 2.1, przy zmienionej numeracji.  

 

W międzyczasie, przed samym wydarzeniem, powstało forum, które skutecznie spełnia swoją rolę, przy koordynacji całej imprezy, poczta pomimo swoich rozlicznych zalet nie była na tyle przejrzysta.

 

Właściwie, nKon rozpoczął się już w piątek, od „niepoważnej sesji” Wampira prowadzonej przez Szampierza oraz innych atrakcji, o których nie napiszę, bo moja wiedza o nich jest dziurawa, jak Poncho westernowego meksykańca. Z drugiej strony, na pewno nie kryje się pod tym intryga rodem z Chinatown, a wyżej wspomniane atrakcje pochodziły raczej spod znaku rozrywki, którą można znaleźć pod literą A, gdzie trzymając się konwencji westernu, występuje ona również pod gatunkową nazwą na W.

 

Następnie, w sobotę, miał miejsce kolejny punkt programu, którym było serfowanie po warszawskich falach asfaltu. W skrócie, wyglądało na to, że Chimera nieźle wszystkich wycisnął, co było widoczne po zadowolonych, acz strudzonych twarzach. Do tego, dochodził jeszcze wątek niewyspania. Zakończenie tego etapu przyśpieszyła złośliwa pani Aura. Na szczęścia, podczas realizacji tego epizodu, nie ucierpiał żaden z uczestników, czy też kotów, a normy ISO zostały zachowane.

 

Czarny, Cezar, Whitlow i ja, przybyliśmy późnym wieczorem. A, że jechaliśmy komunikacją, wszelkie monopole stanowiły zagrożenie taktyczne dla całej wyprawy. Dotarliśmy jednak, w innym wypadku, raczej nie pisałbym tej relacji.  

 

Dalej, wszystko było w najlepszym porządku, według klucza, rozpoczęły się rozmowy na tematy wszelakie, a sytuacja zmieniała się dynamicznie, co pozwalało na rozmowę z kilkoma osobami jednocześnie, kontynuując kilka wątków naraz. Miejscami, poziom hałasu osiągał normy gimnazjalne, czyli całkiem nieźle. Wszystko to z muzyką ABBY w tle, która mogłaby nie przejść u przyszłych adeptów na wspomnianym poziomie nauczania.  

 

Wydłużając powyższy, ulubiony etap, przeszliśmy do sesji. Dave poprowadził Wampira: Maskaradę „na poważnie” dla Agnieszki vel Gnieszki, Wen, Chimery, Szampierza i Whitlowa. Ja prowadziłem „Czarcią Szablę” na Wideo RPG, to jest, dramat sarmacki z wątkami nadprzyrodzonymi dla Reni, Akashne, Marcina, Cezara i Czarnego. Początkowo, założyliśmy sobie reżim czasowy, żeby przejść do drugiego bloku, jednak wyszło to połowicznie. Następnie, Szampierz mistrzowsko poradził sobie z sesją o 02.00, prowadząc scenariusz „Gdy krew przestaje być błękitna” dla Agnieszki, Wen i mnie. Pozostała część załogi, czyli Renia, Akashne, Marcin, Chimera, Dave, Czarny, Cezar i Whitlow grali w Until We Sink. Na przyszłość, będziemy musieli trzymać się bardziej dyscypliny czasowej, żeby ludzie się nie wyłączali, w oczekiwaniu na odpalenie kolejnego punktu, co jest i do zrobienia, bo wcześniej się udawało.  

 

Zabierając gadżety w postaci koszulek i wydrukowanych logosów oraz robiąc Zombie Zdjęcie, zaczęliśmy się żegnać i wychodzić, co zajęło nam standardowe pół godziny. W miasto, ruszył z nami Dave, a naszym sprzymierzeńcem był abstrakcyjny humor. I tak, w Formacji Ameby znanej dobrze z Nowej Szkoły Zarządzania, ruszyliśmy w stronę Wilanowskiej. Na przystanku, pożegnaliśmy się z Davem, a pozostałą drogę pokonaliśmy na pieszo, zabijając czas, jednak nie pozostawiając śladów zbrodni. 

 

Ostatecznie, wyjazd zakończył się w stylu Black Hawk Down Piaseczno, skąd zabrał nas Kudłaty. Konkluzja była taka, że planowanie nie było złe, lecz wcale go nie było, a rozkłady trzeba czytać uważnie.

 

Oczywistą oczywistością będą podziękowania w tym miejscu dla: Reni i Marcina za organizację, gościnność, sarmacką rozgrywkę ze szlachecką fantazją oraz koszulki; Chimery za stałe już w programie rozmowy lovecraftowe (kanoniczna niepojętość w kontekście twórczości), serialowe, erpegowe i „plany kilkuletnie” co do gier; Agnieszki za kul(t)owy humor sesyjny z cyklu „To nasza kwestia!”; Akashne za postać panny Woronieckiej; Wen za rozgrywkę spod znaku pudru, lecz nie cukru; Szampierza za klimatyczną sesję osadzoną w czasach Ludwika – króla, nie płynu; Dave’a za powrót w konwencji abstry, rozmowy o podobieństwach Metallicy i Paktofoniki oraz ich wczesnych utworach; Kudłatego, Czarnego, Cezara i Whitlowa za Black Hawk Down Piaseczno.

Komentarze


Akashne
   
Ocena:
0
Juuuż mi niosą suknię z welonem...
24-04-2012 17:58
Arkadiusz Rygiel
   
Ocena:
0
I donieśli... Z tym, że panna Woroniecka stała się równie szybko wdową, co i żoną :-D
24-04-2012 18:02
Szarlih
   
Ocena:
0
Raport fajny, nadużywasz, przecinka. Pozdrawiam
24-04-2012 21:46
nid
   
Ocena:
0
Hej, to przypomina mi że mam z dawnych czasów obiecaną kontynuację Francji u Szampierza!
24-04-2012 23:02
Arkadiusz Rygiel
   
Ocena:
0
VoBono, Już poprawione. Szczere dzięki za opinię i krytyczną uwagę, bo tych nigdy za wiele :-) Faktycznie, trochę za bardzo poszatkowałem tekst. Ponadto, ten nie odleżał, i wyrosły takie kwiatki :-)

Nid, Jest na co czekać :-) Zwłaszcza, że w wykonaniu Szampierza, Paryż wart jest gry :-D

Pozdrawiam,
Arek
25-04-2012 17:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.