string(15) ""
» Blog » Najemnicy - fragment 2.
04-03-2013 15:11

Najemnicy - fragment 2.

W działach: literatura/fantasy | Odsłony: 10

Jak wspomniałem, w którymś z komentarzy do notki z poprzednim fragmentem powieści, tytuł "Wstęp" jest nieco mylący - tak naprawdę książka zaczyna się od trzech krótkich opowiadań, które wprowadzają trójkę głównych bohaterów. Poniżej pierwsze z tych opowiadań, do którego nawiązuje okładka.

Oblężenie

Ognisty pocisk rozświetlił na chwilę noc i przeleciał łukiem ponad murem. Rozpryskując się, uderzył w jeden z domów, który natychmiast zajął się płomieniami. Ze środka w panice wybiegły ciemne sylwetki. Szturmujący ani na chwilę nie przestawali być zasypywani gradem strzał. Mimo że wielu z nich padło, już dobiegali do muru i zaczęli przystawiać drabiny. Obrońcy usiłowali spychać je bosakami. Ale ilekroć któryś za bardzo się wychylił, atakujący szyli do niego z łuków. Już kilku nieszczęśników znalazło w ten sposób śmierć. Pierwsi wojownicy sprawnie wspinali się do góry. Szybko spadali rażeni strzałą, oszczepem, zrzuconym kamieniem lub oblani wrzątkiem. Na ich miejsce wstępowali jednak następni. Co zręczniejsi docierali na długość oręża i rozpoczynała się walka wręcz. Zdawałoby się, że obrońcy, wymierzając swoje ciosy z góry, będą mieli przewagę. Jednak, osłaniani z dołu przez łuczników, nacierający powoli pięli się o kolejne szczeble. Lada moment mogli wedrzeć się na mur.

Bramy zamku też nie pozostawiono w spokoju. Oblewani gorącą smołą i rażeni grotami strzał topornicy zawzięcie uderzali w wielkie dębowe wrota. Co chwila któryś z nich dołączał do ścielącego się stosu trupów. Mocna i dobrze zabarykadowana brama ani drgnęła. Teraz jednak topornicy ustępowali miejsca nadjeżdżającemu taranowi. Machina była sporych rozmiarów, do tego osłonięta drewnianym zadaszeniem pokrytym zwierzęcymi skórami, co miało zapobiec podpaleniu. W jej stronę posypał się grad pocisków, ale nie mogły one wyrządzić większej szkody. Wkrótce okuta żelazem, potężna głowica uderzyła z impetem w drzwi, które jęknęły i zadrżały. Wspierające je z drugiej strony belki i skoble zatrzeszczały niebezpiecznie. Było tylko kwestią czasu, kiedy wrota ustąpią.

Tymczasem walka na murze i drabinach stała się jeszcze bardziej zażarta. Jeden ze szturmujących zwinnie odchylił się przed nakierowanym na jego głowę uderzeniem miecza i sam wprawnym ciosem powalił stojącego mu na drodze obrońcę. Na chwilę zrobiła się luka. Wojownik natychmiast
to wykorzystał i wszedł na mur. Bardzo szybko, atakowany z dwóch stron naraz, został zarąbany, ale na jego miejsce już wskoczył następny. Kolejni byli u szczytu drabin. Obrońcy zaczęli ustępować. Jeden z nich zrobił krok do tyłu, udając, że cofa się jak inni, po czym nagle naparł do przodu i zepchnął swojego przeciwnika z muru. Rozejrzał się szybko, oceniając sytuację. Zasłonił się tarczą przed ciosem innego napastnika, po czym ustąpił miejsca swojemu towarzyszowi broni. Ruszył w stronę baszty, aby zejść na dół. Wszędzie dało się słyszeć szczęk broni i krzyki walczących. Przy bramie gotował się niewielki oddział z zadaniem zagrodzenia nieprzyjacielowi przejścia po tym, jak ustąpią wrota. Obrońca, który opuścił na chwilę bitwę, odciągnął na bok jednego z żołnierzy.
– Jak się zwiesz, chłopcze?! – zawołał.
– Erl! – odkrzyknął młody chłopak. – Erl...
Tu chciał dopowiedzieć nazwisko, ale huk pękającej bramy zagłuszył jego słowa. Świsnęły strzały. Atakujący z triumfalnym okrzykiem bojowym przedarli się przez zwalone wrota i natarli z impetem. Obrońcy mężnie zastawili im drogę, ale jasne było, że długo nie zdołają utrzymać swojej pozycji. Na murach cofano się do baszt, aby stamtąd jeszcze ostatni raz spróbować odeprzeć nieprzyjaciela.
– Nie ma czasu do stracenia! – krzyknął starszy mężczyzna. – Biegnij teraz do komnat mojej córki! Powiedz jej, że przysłał cię ojciec! Ona pokaże ci sekretne wyjście z zamku! Przysięgnij mi, że się nią zaopiekujesz!
Bitewny zgiełk przybrał na sile.
– Przysięgnij!! – mężczyzna potrząsnął ramieniem chłopaka.
– Przy... przysięgam!
– I pamiętaj! Kiedy stąd wyjdziecie, nikt nie może się dowiedzieć, że jest moją córką!
W tym momencie jeden z walczących na dziedzińcu padł trafiony potężnym buzdyganem. Rosły wojownik w zbroi z kolcami i garnczkowym hełmie rozejrzał się za nowym przeciwnikiem. Swoje przerażające spojrzenie zatrzymał na młodzieńcu.
– Biegnij! Już! – starszy mężczyzna ruszył, żeby przegrodzić drogę wielkiemu napastnikowi.

Godzinę później z pobliskiego wzgórza Erl razem z Nende oglądali płonący zamek jej ojca.

Komentarze


Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Jakoś mi się rwie w czytaniu ta krótkozdaniowa narracja.
04-03-2013 17:18
earl
   
Ocena:
+1
Ja natomiast wolałbym, abyś zostawiał odstęp pomiędzy akapitami, aby było bardziej przejrzyście.
04-03-2013 17:35
Torgradczyk
   
Ocena:
0
@ earl:
Wcieliłem w życie Twoją sugestię. Oczywiście w książce podział na akapity wygląda cokolwiek inaczej - tutaj nie działa mi przycisk "Tab".
04-03-2013 17:41
jakkubus
   
Ocena:
0
Styl pisania poprawny, ale bez pazura. Jeśli miałbym do kogoś porównywać to wydaje się najbliżej Christophera Paolini, czy Trudi Canavan. Nie porywa, ale da się czytać.

Zdaje mi się, że popełniasz ten sam błąd co autor Charakternika. Piszesz dla siebie. Jeśli ta książka jest nastawiona na zysk, powinieneś ją napisać, gdy Aphalon był jeszcze w miarę znany. Bo ja na przykład dowiedziałem się o nim z twojej pierwszej notki.
04-03-2013 18:52
Indoctrine
   
Ocena:
+1
@jakkubus

Nie przywiązywałbym wagi do tego Aphalona. Kto system znał - znajdzie podobieństwa, nazwy własne itp. Ale kto nie zna to pewnikiem nic nie straci - po prostu nazwy krain będą fikcyjne jak w każdej książce ;) W końcu jakie ma znaczenie, że rzecz dzieje się w Orgonie a nie Ostrogarze czy Tulupiluponii.
05-03-2013 08:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.