string(15) ""
» Blog » Nagi Lunch z RPG?
25-05-2013 22:27

Nagi Lunch z RPG?

W działach: rpg, światotworzenie | Odsłony: 172

Nagi Lunch z RPG?

Przy okazji lektury powieści Burroughs'a – Nagiego Lunchu i obejrzenia filmu o tym samym tytule, a będącego jego luźną ekranizacją stwierdziłem, że surrealistyczny świat, który przedstawia pisarz świetnie nadaje się na psychodeliczny minisetting utrzymany w klimatach gier w rodzaju „Kiedy Rozum Śpi...”. Jako że mój słomiany zapał w kwestiach podobnych inicjatyw jest znamienny (Swaróg się robi! Ino powoli!) postanowiłem przedstawić swój pomysł w formie jednego tekstu, który stworzy solidny szkielet. Następnie, o ile pomysł kogoś zainteresuję mogę stworzyć nieco stuffu inspirowanego Nagim Lunchem – schematy scenariuszy, opisy postaci i narkotyków.



Nagi Lunch


Tym, którzy nie mieli okazji nigdy zapoznać się z tym o czym jest Nagi Lunch już wszystko tłumaczę. William S. Burroughs to amerykański pisarz, który pospołu z między innymi Charlesem Bukowskim był idolem pokolenia bitników, a później jego powieści i poezja zostały fundamentem ruchu hipisowskiego. Nagi Lunch to jego druga i najlepiej znana książka. Dużą część swojej sławy zawdzięcza ona nie tylko niekwestionowanemu geniuszowi autora, ale także faktowi, że procesu jej pisania on sam nie pamięta. Burroughs był narkomanem. I nie piszę tu o kanabinoidach, meskalinie, eterze czy innym kwasie, które ten wyśmiewał jako zwyczajne i względnie nieszkodliwe używki.


Stosowałem wszystko – morfinę, heroinę, Dilaudid, Eukodal, Pantopon, Diokodid, Diosan, opium, Demerol, Dolofen, Palfium – wprowadzając je do swojego organizmu na wszelkie możliwe sposoby: doustnie, dożylnie, domięśniowo, doodbytniczo.


Cała powieść to jeden wielki, makabryczny, obrzydliwy i paranoiczny ćpuński wid złożony z poszarpanych, porozrzucanych po stronach, jakby w nieładzie, scen, pomiędzy którymi związków czytelnik z trudem się doszukuje. Im głębiej w szaleństwo pisarza tym bardziej rozmyta staje się rzeczywistość, tym więcej pojawia się elementów fantastycznych czy wręcz surrealistycznych. Bohater czy nawet sam narrator przerzuca się z jednego narkotyku na kolejny, mocniejszy i tak raz za razem. W miarę wzrostu zatrucia organizmu narasta paranoja, najzwyklejsze, codzienne zdarzenia napierają grozy walk nieistniejących wywiadów i światowych, urojonych spisków. W końcu bohater odrywa się od rzeczywistości do tego stopnia, że uzależnia się od substancji, która WCALE NIE ISTNIEJE.


Założenie polega na tym, że postacie graczy to narkomani, którzy również dotrwali do tego etapu – narkotyzują się Czarnym Mięsem albo fluidem z głowowych gruczołów mugwumpów... cokolwiek. Są do tego stopnia uwikłani w swoje halucynacje (a może wręcz przeciwnie – jakaś substancja pozwala odkryć im prawdziwa naturę rzeczywistości), że uciekają ze świata powszechnie uznawanego za realny. Do Międzystrefy.



Międzystrefa


Akcja powieści w dużej części rozgrywa się w Interzonie, albo Międzystrefie. Jest to nieistniejący kraj/miasto przypuszczalnie położony gdzieś w Afryce (o ile dobrze zrozumiałem), choć w zasadzie niczym nie różniący się klimatem od dusznych, południowoamerykańskich miast. Jest to miejsce, gdzie pod „opieką” policji kwitnie handel wszelkimi narkotykami, dokąd uciekają mordercy i wygnańcy całego świata by oddawać się nielegalnym lub nieludzkim przyjemnościom. Interzona wydaje się być poza jakąkolwiek logiką, wyrwana z historii i posiadająca własną, zagmatwaną politykę, zamieszkana przez niesamowite stworzenia.


Osobnicy o rzadkich, niewyobrażalnych zawodach, gwarzący po etrusku, narkomani uzależnieni od jeszcze nie zsyntetyzowanych narkotyków, czarnorynkowi handlarze z okresu trzeciej wojny światowej, poborcy podatków od wrażliwości telepatycznej, osteopaci ducha, detektywi prowadzący śledztwa w sprawie przestępstw ujawnionych przez ślepych paranoidalnych szachistów, doręczyciele fragmentarycznych nakazów aresztowania spisanych hebefreniczną stenografią i zawierających oskarżenia o niewyobrażalne okaleczenia ducha, urzędnicy nie istniejących jeszcze państw policyjnych, dealerzy rozkosznych snów i wspomnień wypróbowanych na wyczulonych komórkach głodu morfinowego i przehandlowanych na surowce woli, miłośnicy ciężkiego fluidy zapieczętowanego w przejrzystym bursztynie marzeń.


Oto właśnie panorama Międzystrefy, miejsca, w którym niesamowite przygody będą przeżywać gracze. A może to oni będą którymiś z wymienionych we fragmencie? Czy trudno wam sobie wyobrazić to co opisuje Burroughs? Tak właśnie ma wyglądać narracja i sesja – tak, aby każdy z graczy mógł inaczej zrozumieć prowadzącego, by sami sobie zaprzeczali i kształtowali sceny według zupełnie innych bodźców. Nie chodzi bowiem o to, że morfina lub inny narkotyk będzie pisał te opowieść. Nie chodzi też nawet o to, że będzie to robić Interzona, zakładając, że istnieje. To gracze mają tu pisać własne losy i pielęgnować szaleństwo swoich charakterów. Z założenia gra w Międzystrefie musiałaby być bliska psychodramie.



Fabuły


Wiemy kim są gracze – ćpunami. Wiemy, gdzie są gracze – w Międzystrefie. Ale to nie są najważniejsze kwestie. Na czym miałaby się opierać fabuła i rozgrywka? Tutaj możliwości jest kilka. Celem rozgrywki mogłoby być dotarcie do prawdy, określenie czy wszystko co spotkało bohaterów w Interzonie miało miejsce w rzeczywistości, czy stanowiło tylko halucynacje (odpowiedź nie powinna być w tym wypadku oczywista). Celem może być ucieczka od przeszłości. Być może postacie popełniły straszną zbrodnię, o której chcą zapomnieć. Albo jeszcze inaczej – zapomniały już o niej, a teraz próbują sobie przypomnieć, bowiem nie pamiętają, dlaczego chciały zapomnieć. Może być też coś prostszego – to grupa młodych artystów, którzy poszukują w Interzonie natchnienia. Chcą stworzyć dzieło swojego życia, a narkotyki mają im to umożliwić. Bohaterowie mogą nie przebywać w Międzystrefie z własnej woli – może ktoś prowadzi na nich medyczne eksperymenty, a ich przerażona i stłamszona świadomość ucieka do tego miejsca? Może nie pamiętają już jak się do niej dostały i bardzo chcą się wydostać? Może, już całkiem banalnie – przeniosły się do Interzony dzięki opiatom, a teraz nie mogą wrócić, bowiem ich ciało umarło z przedawkowania? Możliwości jest multum. Należy jednak pamięć o dwóch rzeczach – ma być strasznie, niewyobrażalnie i nierealnie – to po pierwsze. Po drugie – w tych opowieściach nie ma happy endów ;). Szczęśliwe zakończenia jedynie psują efekt.



Punkty Odurzenia


W przypadku tej gry rozbudowana mechanika byłaby tragicznym pomysłem. Przychodzi mi jednak na myśl element, nawiązujący nieco do „Kiedy Rozum Śpi...”, który mógłby urozmaicić rozgrywkę. Punkty Odurzenia gromadziłoby się oczywiście zażywając różnie substancje (narkotyki mogłyby mieć różną „wartość odżywczą”). Traciłoby się je w miarę upływu czasu lub poprzez wykonywanie akcji specjalnych, o czym za chwilę. Jeśli liczba Punktów Odurzenia spadłaby do zera oznaczałoby to, że bohater całkowicie wytrzeźwiał oraz zerwał z głodem narkotykowym, co byłoby równoznaczne ze zniknięciem z Międzystrefy i „śmiercią” w grze. Posiadanie pięciu lub mniej Punktów Odurzenia oznaczałoby, że postać znajduje się w stanie głodu narkotykowego. Jej sprawność byłaby z tego powodu znacznie obniżona, jednak zyskiwałaby pewne szczególne zdolności? Jakie? To zależałoby od prowadzącego – być może jakaś forma telepatii czy innych zdolności parapsychicznych, które nieodmienne wiązałyby się ze sporym dyskomfortem. Powyżej pięciu Punktów Odurzenia ćpun jest zadowolony. W jego krwiobiegu krąży dosyć narkotyku. Dzięki temu może kształtować Interzonę – czyli przejmować narrację od Mistrza Gry lub dokonywać rzeczy niemożliwych – wskrzeszenia towarzysza, zmiany formy, latania... wyobraźnia stanowi tu jedyną barierę. W zamian za to traciłby określoną przez prowadzącego rozgrywkę liczbę Punktów. Myślę, że to byłoby dość interesujące rozwiązanie.


Wiem, że to wszystko cholernie ogólne i tym, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z Nagim Lunchem może wydawać się niezrozumiałe, ale co o tym myślicie? Wydaje się to grywalne? Interesujące chociaż? Warto dopisać do tego ten jeden, dwa teksty?


Pozdrawiam

B.”A.”D.


PS: Możliwe inspiracje poza Nagim LunchemEnter The Void, Ereaserhead, Linia Oporu, Trainspotting, American Mc'Gee's Alice.  

Komentarze


Aesandill
   
Ocena:
+1
Naked lunch to był właściwie jedyny film na którym sie bałem. Jest po prostu świetny.

W tym stylu moge polecić "Finch'a" czy "podziemia Venis" (oba z uczty wyobraźni)
Wszystko to new-weird'ujace powieści.
Generalnie brak nam porządnego new-weirdowego rpg'a, tyle że nie indiasowego a takiego przynajmniej jeśli chodzi o role uczestników i mechanizmy bardziej głowno scenowego. Ja coś tam w temacie grzebie, ale pomiędzy Polskimi rpgowcami raczej nie ma popytu.
25-05-2013 22:33
Aravial Nalambar
   
Ocena:
+1
Podziemia Venis znam już od dawna, ale do Nicha warto się przymierzyć. A Enter The Void oglądałeś? Może ci się spodobać.

Co masz na myśli mówiąc o czymś głównoscenowym? Chodzi ci o to, że typowa mechanika i odejście od psychodramy? Czy o coś innego? Jeśli działasz w tym temacie, to ja bardzo chętnie pomogę :>. Do własnych projektów sobie towarzystwa nie mogę znaleźć to chociaż komuś się na coś przydam :P.
25-05-2013 22:36
Aesandill
   
Ocena:
+1
@ Aravial
Tak, chodzi mi o taką mechanikę "po bożemu". Wiesz, kostki, Miś Gry, Gracze, współczynniki.
Bo do klimatów właścnie psycho takie podejście paradoksalnie moim zdaniem działa lepiej. Nie ma tej umowności, płynięcia z tematem, cech sprawiających że całej tej niezwykłości Gracz nie traktuje poważnie.

Mam w zanadrzu swój system New-Weirdowy. Taki z miastem, dziwną magią, psychodelą, okrucieństwem. Od czasu do czasu badam teren na blogu, wrzucając notkę w tych klimatach (czy nawet pisząc scenariusz na Q.) ale po odzewie widzę że lepiej Autorkę zostawić Autorką. Mi gra dobrze, większego grona nie obchodzi.
http://aesandill.polter.pl/,blog.h tml?16307
http://aesandill.polter.pl/,blog.h tml?12319

Chętnie bym obgadał temat, ale tak przy piwku. Będziesz na Polconie?

Dzięki z polecenie filmu, obejrze.
A tak swoją droga warto ogarnąc Fincha. Lepszy niz podziemia, bardziej spójny.
25-05-2013 22:43
de99ial
   
Ocena:
+1
A może to tak naprawdę narzędzia do wyrwania się z Iluzji i wejście do jednej z dzielnic Metropolis? :)
25-05-2013 23:24
Aravial Nalambar
   
Ocena:
+1
Wiesz, myślę, że target pojawi się, jeśli wieści o czymś większym, choćby podręczniku się trochę rozejdą. Było tak przecież z ostatnimi systemami w konwencji SF. Mnie osobiście wizja takiego systemu cholernie się podoba.

Twoje pomysły czytałem, całkiem mi się podobały z tego co pamietam.

Na Polconie raczej nie będę, ale można zgadać się tak poza tym. Choć z przykrością muszę stwierdzić, ze nie piję wcale alkoholu i bliżej mi do hm... "zwyczajnych i względnie nieszkodliwych używek" niż tej gorzkiej cieczy :P.

De99ial, niestety nie rozumiem :(.
26-05-2013 00:22
de99ial
   
Ocena:
+1
@Aravial
KULT :) Kto raz pozna ten system na zawsze zostanie przez niego wypaczony :)

Z używek osobiście preferuję naturalnie rosnące niż filtrowane tudzież destylowane ;)
26-05-2013 00:45
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Aravial
Piwo to taka matefora. Ja sam nie pije np. jasnego pełnego, moge się napić choćby coli. Chodzi mi o spotkanie gdzieś tak sobie po prostu, w luźnej atmosferze.

Ja mam wrażenie że niestety tego typu gra była by kolejna niszą w niszy niszy. No ale masz racje, bez sprawdzania tego się człowiek nie dowie.

Chetnie się zgadam, tyle że aktualnie chłonie mnie praca i właściwie dostane urlop na polcon jedynie. Tzn szef nie wie jeszcze ze dostane, no ale jakoś wyłudze :)

Swoją drogą, warto zerknąć na kult i czy nie wyczerpuje tematu
26-05-2013 09:01
Overlord
   
Ocena:
+2
Kult ma świetny setting, ale dla mnie jego ogromnym minusem jest to, że niszczy beznadziejnie głupią mechaniką...

Niby można grać na dowolnej innej, ale ja lubię używać kompletnego produktu, a sesje w Kult mają to do siebie, że po intensywnym używaniu mechaniki gracze wychodzą z butthurtem.
26-05-2013 21:06
de99ial
   
Ocena:
+1
Mechanika KULTa to porażka. Dla mnie ten system jest czymś innym.

Kiedy prowadzę, właściwie nie ważne co (może poza fantasy) to tak naprawdę prowadzę Kult. Neuroshima to Kult, Cyberpunk to Kult, Zew Cthulhu to Kult, Armie Apokalipsy (teraz czytam i kończę) to też Kult.

W Kulta gra się najlepiej kiedy gracze nie wiedzą, że w niego grają :)
26-05-2013 23:07
~Quentin ?! LOL

Użytkownik niezarejestrowany
    Dziękuję, jestem spoza Krakowa
Ocena:
0
skejven
   
Ocena:
+3
Fajny tekst. Film znakomity. Polecam genialny soundtrack, który może znaleźć doskonałe zastosowanie na sesjach: http://www.youtube.com/watch?v=Bpn uPi51ksM

http://www.amazon.com/Naked-Lunch-Music-Original-Soundtrack/dp/B0000015FN

27-05-2013 09:41
~TRYBUNA LUDU

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bez obawy
Im więcej kasujecie jurorzy, tym więcej archiwizujemy.
Stronę z Waszymi kompetencjami też możemy otworzyć...

http://www.fotosik.pl/pokaz_obraze k/c24285528955303a.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obraze k/60cc69b975f3f261.html
27-05-2013 09:48
Aravial Nalambar
   
Ocena:
0
Soundtrack faktycznie rewelka :>. Muszę to kiedyś wykorzystać.
27-05-2013 20:55
~JB

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
W świetle powyższego polecam takie systemy jak "Over The Edge" i "Unknown Armies". Pierwsze w zasadzie rozgrywa się w Interstrefie pod inną nazwą, a drugie to Burroughsowska baza wzbogacona o rozpasaną postmodernę.
28-05-2013 20:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.