» Recenzje » Na skrzydłach pieśni - Thomas M. Disch

Na skrzydłach pieśni - Thomas M. Disch


wersja do druku

Na skrzydłach marzenia

Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Na skrzydłach pieśni - Thomas M. Disch
Recenzja zawiera kilka spoilerów o wadze lekkiej lub średniej.

Thomas M. Disch, pisarz, poeta i krytyk, w Polsce znany jest głównie jako autor dwóch powieści fantastycznych, które ukazały się nakładem wydawnictwa Solaris. Pierwsza z nich – Obóz koncentracji z 1968 roku – nie przypomina klasycznych pozycji science fiction z tamtych lat i reprezentuje ówczesny nurt nowofalowy w fantastyce. Powieść ta (według mnie niepozbawiona wad, ale warta przeczytania) zebrała wśród czytelników w naszym kraju mieszane recenzje. Na skrzydłach pieśni, utwór wydany jedenaście lat później i uhonorowany nagrodą Johna W. Campbella, sprawia wrażenie dzieła wyraźnie bogatszego, pełniejszego, a powtórzony (choć nie taki sam) motyw więzienny jest tylko jednym z elementów książki. Pełna wątków autobiograficznych, dojrzała powieść zdaje się hołdem złożonym sztuce, w szczególności operze, i jednocześnie opowieścią o podążaniu za marzeniem wbrew licznym przeciwnościom losu.

Podobnie jak w Obozie akcja Na skrzydłach pieśni dzieje się w bliskiej przyszłości w USA. Przez większość książki przebywamy w bardzo konserwatywnym stanie Iowa (Disch urodził się w jego stolicy – Des Moines), gdzie silny wpływ na politykę i tym samym życie obywateli mają Słudzy Boży. Do Sług zalicza się przede wszystkim tamtejsza arystokracja w postaci bogatych farmerów wyznających luteranizm, metodyzm lub baptyzm. W tej części powieści do opinii publicznej docierają wiadomości o kolejnych zamachach terrorystycznych na rurociąg alaskijski, skutkujących uciążliwymi brakami paliwa. Konsekwencją tych ostatnich są zamieszki, które w sposób zdecydowany tłumi policja. Właściwie cały środkowy zachód (Midwest) wielu ludzi zaczyna uważać za policyjne więzienie. W ostatniej spośród trzech części książki, kiedy akcja przenosi się do Nowego Jorku, krajem nadal wstrząsają akty terrorystyczne, w mieście dochodzi do strajków, obowiązuje godzina policyjna, a żywność jest ściśle reglamentowana.

Jedną z zakazanych w Iowa rozrywek jest "latanie" – stan oderwania od cielesności, możliwy dzięki śpiewowi, muzyce oraz specjalnemu aparatowi (w związku z tym procederem nawet występy muzyczne zostają prawnie zabronione). Nie każdy potrafi unieść się dzięki pieśni, za to niektóre osoby przez latanie na stałe opuszczają własne ciała i rzeczywistość; ludzi takich określa się mianem wróżek. Zafascynowani innym wymiarem, nie chcą lub nie potrafią wrócić do realnego świata, a ich organizmy pozostają w czymś w rodzaju śpiączki. Pomimo tych konsekwencji w bardziej liberalnej Minnesocie, dokąd dwójka chłopców (w tym główny bohater) udaje się w celu obejrzenia wiecu kandydatki na prezydenta, latanie nie jest karane (podobnie jak np. oglądanie filmów pornograficznych).

Protagonistą pisarz uczynił chłopaka z Iowy, Daniela Weinreba, którego losy śledzimy od dzieciństwa. Do dziewięcioletniego Daniela i jego ojca wraca matka, która kilka lat wcześniej zniknęła z walizkami. I chociaż mamie nigdy nie udało się polecieć, to od czasu rozmowy z nią w chłopcu rośnie ciekawość i fascynacja lataniem; rodzi się marzenie… Niestety, kilkunastoletni Weinreb zostaje aresztowany, a następnie skazany przez represyjny system na osiem miesięcy więzienia za sprzedaż nieprawomyślnej gazety. Więzienie Spirit Lake, choć pozbawione zamkniętych celi z kratami, a nawet strażników, okazuje się dla chłopaka ciężkim doświadczeniem. Daniel nie zapomina jednak o swym pragnieniu.

Po opuszczeniu aresztu bohater poznaje w szkole Boadiceę Whiting, córkę majętnego właściciela farm. Wkrótce zostają parą; różnią się pochodzeniem i doświadczeniami, ale poza uczuciem łączą ich młodzieńcze tęsknoty. W międzyczasie Daniel, wiedziony przemożną chęcią nauczenia się śpiewu i gry na instrumentach, uczęszcza na lekcje muzyki. Zakochani wylatują do Nowego Jorku, gdzie w pewnym hotelu, po zamontowaniu odpowiedniego sprzętu, szykują się do spełnienia wspólnego marzenia. Weinrebowi, mimo kilku prób i silnego pragnienia, nie udaje się jednak polecieć. Także w kolejnych latach wiele rzeczy nie będzie układać się po jego myśli…

Wokół Weinroba – poza rozdziałem, w którym poznajemy Boadiceę – skupia się cała fabuła i trzeba przyznać, że protagonista jest nie tylko postacią intrygującą, ale wręcz godną dłuższej charakterystyki. Zamiast typu bohatera-twardziela, obecnego w niektórych książkach fantastycznych, mamy do czynienia ze zwykłym człowiekiem toczącym ciągłą walkę z ponurą i przytłaczającą go rzeczywistością. Człowiek ten nie traci z oczu swojego życiowego celu, nawet w sytuacjach, które zmuszają go do uginania karku i poniżania się. W świecie artystów operowych, ludzi o bardzo wygórowanym ego, decyduje się nawet na formę prostytucji (rozumianej dosłownie i w przenośni). W mało przyjaznej atmosferze Nowego Jorku, w dobie pogrążonych w kryzysie Stanów Zjednoczonych, potrafi znaleźć siły na utrzymywanie bliskiej osoby i opiekowanie się nią. Nawet kiedy w końcu osiąga sukces, to dzieje się to po wcześniejszych poświęceniach, wielokrotnych klęskach i upadkach. A gdy już zachwyca innych swoim belcanto, duchowo wznosi się dzięki sztuce, czy tak naprawdę potrzebuje aparatu do latania?

Disch wykreował też wyraziste postacie drugoplanowe (Boa, jej przedsiębiorczy i pragmatyczny ojciec, konserwatywna nauczycielka Wosu, operowy kastrat Rey) – ich cechy charakteru wynikają z opisów i manifestują się w dialogach, którym trudno cokolwiek zarzucić. Styl pisarza, równie dobrze wykorzystującego zdania proste i złożone, powoduje, że tekst pozbawiony jakichkolwiek elementów przygodowych czy sensacyjnych i tak wciąga. Rzekłbym nawet, że ma w sobie dziwny magnetyzm. Nie zmienia tego fakt, iż Na skrzydłach pieśni to powieść smutna (choć podobno nie tak bardzo jak inne utwory Discha), a momentami wręcz przygnębiająca; nawet epilogu, po sielankowym początku, autor nie zamyka happy endem. W tym akurat dziele pisarz w pełni wykorzystał dobrodziejstwa gatunku, tworząc prozę oryginalną i zapadającą w pamięć. Gdyby jednak książkę nieco zmodyfikować i pozbawić wszelkich elementów fantastycznych (wizja przyszłości USA, aparat do latania, pigułki-implanty w żołądkach więźniów), otrzymalibyśmy wartościową literaturę głównonurtową, gdyż science fiction w rękach Discha stała się narzędziem i tłem, a nie celem samym w sobie.

Disch był gejem (Na skrzydłach pieśni zadedykował swojemu partnerowi) i osobą o wyraźnie antyreligijnych zapatrywaniach – w książce występują akcenty homoseksualne, a poglądy pisarza wypowiadają niektóre postacie drugoplanowe. Podobieństwa między autorem a bohaterami na tym się nie kończą. Po pierwsze, zarówno Weinreb, jak i Disch – urodzeni w tym samym stanie – podczas pobytu w Nowym Jorku chwytali się różnych prac dorywczych, obaj też pracowali w operze w charakterze biletera i szatniarza. Po drugie, kilka postaci popełnia w książce samobójstwo, jak chociażby przekraczający ustawione słupki więźniowie Spirit Lake, których decyzję reszta nazywa "pójściem na całość". Racjonowanie pożywienia podczas załamania gospodarczego doprowadza pewnego policjanta-kulturystę do frustracji; po ataku szału mężczyzna, który nie może realizować swojej pasji, kończy ze sobą przy użyciu broni palnej. Disch zrobił to samo prawie trzy lata temu, w Dzień Niepodległości…

Czy zatem książkę polecam wszystkim? Na pewno nie – lekturę odradzałbym młodszym czytelnikom, a już na pewno tym nastawionym na fantastykę przygodowo-rozrywkową. Nie znajdą tu szybkiej akcji w jakiejkolwiek postaci: ani grama pojedynków, bijatyk, pościgów czy strzelanin, albowiem Na skrzydłach pieśni jest literaturą zupełnie innego typu; z uwagi na pewną depresyjność i niekonwencjonalność – raczej nieeskapistyczną.
9.0
Ocena recenzenta
9.25
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Na skrzydłach pieśni (On Wings of Song)
Autor: Thomas M. Disch
Tłumaczenie: Michał Raginiak
Wydawca: Solaris
Miejsce wydania: Stawiguda
Data wydania: 4 września 2007
Liczba stron: 360
Oprawa: twarda
Format: 120 × 190 mm
Seria wydawnicza: Klasyka Science Fiction
ISBN-13: 978-83-89951-84-7
Cena: 43,90 zł



Czytaj również

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kilka małych uwag odnosnie recki:

- streszczenie ksiazki nie powinno być dłuższe niz reszta recenzji
- "protagonista" to strasznie nadęte słowo, bardziej pasujące do rozprawy naukowej niż zwykłej recki
- fajnie, ze próbujesz zawrzeć w tekscie "coś wiecej" szkoda jednak, że jest tego tyle, ze przesłania nieco sam jego sens - ocenę jakosci tekstu.
22-05-2011 21:30
Scobin
    Od redaktora
Ocena:
0
Hm, czy znasz jakieś słowniki, które kwalifikowałyby wyraz "protagonista" jako książkowy, literacki lub rzadki? Tutaj nie ma takiego kwalifikatora, a do innych słowników nie mam w tej chwili dostępu.

Oczywiście, (nie)obecność takich kwalifikatorów w słownikach nie w pełni rozstrzyga o tym, czy wyraz "protagonista" jest nadęty, czy nie. To również kwestia subiektywnego słuchu językowego. Moim zdaniem można tego słowa używać bez obaw, byle nie za często – rozumiem, że "słyszymy" je inaczej, ale chyba nie da się tego rozstrzygnąć w dyskusji.

Poza tym myślę, że w kwestii pierwszej (mimo iż to hiperbola) i trzeciej masz sporo racji – jako redaktor wezmę to pod uwagę w dalszej pracy. Dzięki za komentarz!
22-05-2011 21:43
~

Użytkownik niezarejestrowany
    Protagonista
Ocena:
0
Może i nie jest ksiazkowy, literacki ani rzadki ale w życiu nie słyszałem, żeby ktos użył go w normalnej rozmowie. Stąd jego "niedopasowanie" do tekstu użytkowego (przynajmniej w moich oczach).
23-05-2011 06:40
jareckr
   
Ocena:
+4
Ok. Wezmę sobie do serca uwagi i postaram się poprawić przy pisaniu kolejnej recenzji :)
Co do "protagonisty" - uważam, że dobrze zastępuje "głównego bohatera" i w tego rodzaju tekstach można go używać podobnie jak słowa "antagonista". Czy fakt, że dane słowo nie jest powszechnie używane w rozmowach dyskwalifikuje je w recenzji?
23-05-2011 07:12
Scobin
   
Ocena:
0
Styl większości rozmów jest inny niż styl tej recenzji. Mało kto w zwykłej rozmowie użyje chociażby słowa "jednak". Dlatego akurat ten argument mnie nie przekonuje. :-)
23-05-2011 08:32
malakh
   
Ocena:
+2
"Protagonista" to nadęte słowo? Ludzie, bez przesady - jeżeli coś ma więcej niż 4 sylaby, nie jest automatycznie nadęte;p
23-05-2011 09:23
nimdil
   
Ocena:
0
@Napiszmy skrypt który będzie wszystkie wyrazy z więcej niż 4 sylabami automatycznie podlinkowywał do sjp.pwn.pl :]
23-05-2011 14:07
Dawidek
   
Ocena:
0
Może raczej taki, który będzie je zmieniał na ekwiwalenty o mniejsze ilości sylab :D
23-05-2011 17:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.