Outpost 2
string(15) ""
» Blog » Na marginesach. Queerowa fantastyka
20-03-2013 10:53

Na marginesach. Queerowa fantastyka

W działach: antologia, książki, lgbtq, michael rowe, na marginesach, queer fear, steve berman, wilde stories | Odsłony: 150

Na marginesach. Queerowa fantastyka
[Notkę można przeczytać również tutaj, zawiera więcej obrazków, a mnie oczywiście będzie bardzo miło.]


Jakiś czas temu recenzowałem Pożądanie – antologię opowiadań „miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych” (sic) – i narzekałem na to, że niemal wszystkie (z jednym chlubnym wyjątkiem) są o związkach heteroseksualnych. To zjawisko nie do końca mnie dziwi, stanowi bowiem odbicie podświadomych założeń, które przyjmuje większość ludzi (ja na ogół też). Jeśli ludzie na ulicach są dla nas i dla pisarzy domyślnie heteroseksualni, to tak samo będzie z bohaterami opowiadań. Nie zamierzam w tym miejscu nikomu czynić z tego powodu wyrzutów, co najwyżej jest mi szkoda niewykorzystanych możliwości; opowiadanie Anny Kańtoch, które wyłamało się z tego schematu, należało do tych najciekawszych w całym zbiorze. Zamiast narzekać, zamówiłem dwie antologie gejowskiej fantastyki. Pierwsza to Queer Fear z 2000 roku, zredagowana przez Michaela Rowe'a, druga – najnowsza odsłona ukazującego się co roku zbioru Wilde Stories (nawiązanie do Oscara w pełni zamierzone) przygotowywanego przez Steve'a Bermana.

Przed omówieniem obu antologii warto poświęcić parę słów temu, co to w ogóle jest „gejowska fantastyka”, bo określenie to rodzi sporo problemów (podobnie jak np. „literatura kobieca”, etykietka jeszcze bardziej kłopotliwa). Czy to teksty pisane przez autorów-homoseksualistów? Zawierające postaci gejów? Opisujące specyficzne problemy, z jakimi się stykają? Biogramy wykazują, że opowiadania zawarte w obu zbiorach pisali i mężczyźni, i kobiety, orientację seksualną można wyczytać tylko czasami ze wzmianki „lives with his partner in…”. Spora część opowiadań osnuta jest na problemach charakterystycznych dla życia gejów (to teksty z reguły ciekawsze, ale niekoniecznie lepsze), ale nie wszystkie. Cechą wspólną dla nich wszystkich, a zatem najbardziej użyteczną, jeśli chcielibyśmy stworzyć jakąś definicję, jest to, że homoseksualiści są obsadzani w rolach głównych bohaterów.


***
Queer Fear prezentuje dosyć szeroki przekrój podgatunków horroru, zawierających motywy homoseksualne – są tu i opowiadania w stylu gore, jak The Nightguard, i wpadające w makabreskę, jak Nestle's Revenge, ale też subtelniejsze, bazujące na przykład na historiach o duchach (Spindleshanks, Genius Loci) czy takie, które w ogóle są pozbawione elementu zagrożenia (albo go wprost nie pokazują), jak doskonała Tabula Rasa. Niektóre w ogóle trudno zaklasyfikować jako horror, przechodzą raczej w bardzo szeroko rozumianą fantastykę. We wszystkich wyraźnie zaakcentowano wątki obyczajowe, albo skupiając się na relacjach uczuciowych między bohaterami (Bear Shirt, The Siege), albo na sytuacji społecznej gejów: strachu przed przemocą (Hey Fairy, niestety zredukowane do bardzo prostej fantazji o zemście), życiu w szafie, bez możliwości wyjawienia swoich pragnień (Piercing Men), pierwszych, przeżywanych ukradkiem doświadczeniach homoseksualnych, stracie przyjaciół czy byłych partnerów z powodu AIDS.

Pod tym względem jest to antologia skierowana do gejów (o trudnościach w identyfikacji z bohaterami tradycyjnych horrorów bardzo ciekawie pisze we wstępie Michael Rowe), z drugiej strony – bo chyba literatura ma opowiadać nie tylko o nas samych (wtedy czytaliby ją sami twórcy), ale też pozwalać nam wejść na chwilę w skórę innego człowieka, poznać jego myśli, pragnienia i obawy? Wydaje mi się, że tak, więc abstrahując od wszelkich powinności moralnych, których literatura przecież wypełniać nie musi, dobrze, że takie antologie powstają – szczególnie, że fantastyka (czy popkultura w ogóle) inność pokazuje rzadko. No a poza tym: horrorowy sztafaż jest przecież uniwersalny i, jak zauważa autorka tej recenzji, przemawia do wszystkich fanów opowieści grozy.

Wyróżnienia
Bear Shirt – tekst o poszukiwaniu swojego prawdziwego ja i o tym, jak trudno żyć z kimś, kto może być niezrównoważony, okraszona sporą dawką mistyki inspirowanej mitologią nordycką. Postać białego supremisty-geja zafascynowanego legendami o berserkerach niesamowicie intrygująca, szkoda, że wątek rasowy nie doczekał się rozwinięcia.
Nestle's Revenge – gdyby Edgar Alan Poe był campową ciotą z Hollywood, to zamiast Czarnego kota napisałby właśnie ten tekst. Spora dawka makabry wymieszanej z absurdalnym tokiem myślenia coraz bardziej odklejonego od rzeczywistości narratora – czego tu nie lubić?
Tabula Rasa – domek w górach odcięty od świata, narrator, zazdrosny kochanek i kilku eks-chłopaków: taką sytuację początkową znajdujemy w tym opowiadaniu. Mocno pachnie klasycznym kryminałem, nie wiadomo tylko, czy jest morderca, czy go nie ma, ale tak czy inaczej napięcie i niepokój rosną aż do końca wraz ze znikaniem kolejnych gości. Mocna historia o zazdrości i pragnieniu posiadania przeszłości drugiej osoby na wyłączność.


Wilde Stories zbiera utwory należące do tego, co po angielsku nazywa się ładnie speculative fiction, a co po polsku należałoby chyba po prostu nazwać fantastyką, choć mam wrażenie, że termin angielski jest dużo szerszy niż polski.

W Queer Fear opowiadania, nawet jeśli nie wywoływały strachu, to przyjmowały charakterystyczną dla większości literackich horrorów kameralną perspektywę, opisując losy jednego czy dwóch bohaterów (w ostateczności małej grupki) z akcją osadzoną we współczesności. Autorzy tekstów zgromadzonych w Wilde Stories prezentują dużo szerszą perspektywę, bawiąc się jednocześnie światem przedstawionym. Już pierwsze opowiadanie, Arab's Prayer, przenosi nas w przyszłość, choć niedaleką, opisując przełomowy moment legalizacji małżeństw między wyznawcami islamu i judaizmu (w domyśle chyba również homoseksualnych, choć nie jest to dla mnie do końca jasne; to bardzo krótki tekst, w którym autor każe wszystkiego domyślać się czytelnikowi). Aluzję chyba łatwo dostrzec, choć dodanie wątku porozumienia między religiami nadaje tekstowi wymowę uniwersalną.

Opowiadań traktujących o rewolucji czy przełomie społecznym, co ciekawe w większości pokojowych, jest tutaj jeszcze kilka, z których wspomnę tylko dwa najciekawsze. W Color Zap!, gdzie obiektem prześladowań na wypranej z barw planecie skolonizowanej przez gejów są wszyscy ludzie kolorowi (to znaczy posiadający na przykład zielone włosy, jak główny bohater), czynnikiem wyzwalającym jest sztuka. W The Peacock – opisującym uzyskanie świadomości przez spambota i późniejszą emancypację maszyn – miłość przekraczająca granicę człowiek–maszyna.

Sporo tekstów jednak nie mieści się w kategoriach fantasy/science fiction i spokojnie mogłoby się znaleźć w antologii omówionej powyżej.

Wyróżnienia
The Peacock – temat wałkowany mnóstwo razy w literaturze sf, ale chyba nigdy maszyną uzyskującą samoświadomość nie był samotny spambot poszukujący miłości. Dodaje to tekstu świeżości, ale też mnóstwa humoru.
A Razor in an Apple – bardzo uniwersalna, trochę niepokojąca opowieść żalu, o tym, jak dużą cenę bylibyśmy skłonni zapłacić za chwilowy choćby powrót do przeszłości – i może jeszcze o tym, że jeśli nie zaakceptujemy straty, to żadna ilość takich powrotów nas nie zaspokoi.


***
Tym, co mnie nieco zaskoczyło w obu antologiach, jest nieobecność lesbijek i osób transseksualnych. Nie wiem, czy miała prawo mnie zaskoczyć, w końcu na obu okładkach napisano wyraźnie: gay (które jednak w  języku angielskim ma nieco szersze znaczenie niż w polskim). Mimo to w Queer Fear znalazło się jedno opowiadanie, którego bohaterkami są lesbijki, na swój sposób ten brak podkreśla też Color Zap!, gdzie natychmiast zacząłem się zastanawiać, czy lesbijki też poleciały zająć własną planetę. O bi i trans już nie wspominając.

Z drugiej strony, wnioskując z przedmów do obu antologii, są one tworzone raczej z myślą o środowiskach, które opisują, więc może takie oddzielenie ma sens. Może lesbijki mniej chętnie czytałyby o gejach, geje o lesbijkach i tak dalej. Nie wiem. Ale natchniony tą myślą postanowiłem poguglać przy okazji za fantastycznymi antologiami spod znaku innych literek niż G. No i znalazłem Heiresses of Russ: The Year's Best Lesbian Speculative Fiction, a także Beyond Binary: Genderqueer and Sexually Fluid Speculative Fiction. Więc chyba faktycznie ciągnie swój do swego, każdą z grup tworzących queerową społeczność należy traktować jako osobny target (w sumie zupełnie słusznie) – antologia „mieszana” wyglądałaby zupełnie inaczej i miałaby, jak sądzę, zupełnie inny cel.

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Łodzianin

Czyli homoseksualizm jest zły, bo kościelna tradycja tak głosi? Ciekawe co zrobisz, kiedy kościół w końcu zmieni swoją opinię na ten temat, co wydaje się równie nieuniknione jak zniesienie kamieniowania i potępienie niewolnictwa.
21-03-2013 15:44
Łodzianin
   
Ocena:
0
"Boże, ja Cię proszę, miej litość i wyłącz już katolików. Albo daj im trochę rozumu."

Modlisz się do Boga, w którego nie wierzysz?

"Co było pierwsze moralność czy jakiś Bóg / bożek / duch ziemi albo dżungli?"

Ja (oraz mnóstwo filozofów i teologów) obstawiam jednak Boga.

"Katolstwo jest bardzo młode, są religie starsze i mądrzejsze."

Sam przed chwilą zdefiniowałeś wszystkie religie jako oszołomstwo i zabobon.

"Etykę można sprowadzić do nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam i nie oszukuj - co jest słuszne i niezmienne niezależnie od brandu twojego bożka."

Bez Boga te zasady istnieją jedynie wtedy, gdy ich stosowanie się danej jednostce opłaci (bo np. ktoś patrzy).

"Żaden prawdziwy Polak nie powinien klękać przed żydowskim bożkiem przyniesionym na niemieckich mieczach. Ten religijny sztuczny twór przyjął się tylko dlatego, że władcy PL chcieli do cywilizacji zachodniej."

Zabawne, ateista - rodzimowierca.

"Katoliccy księżą i ich "pedofilia TAK, homoseksualizm BE!"."

Co ciekawe większość pedofili to homoseksualiści.

"Czyli homoseksualizm jest zły, bo kościelna tradycja tak głosi? Ciekawe co zrobisz, kiedy kościół w końcu zmieni swoją opinię na ten temat, co wydaje się równie nieuniknione jak zniesienie kamieniowania i potępienie niewolnictwa."

Wtedy można zostać sedawakantystą.

Tak, odpowiedzi nie będą poważne. Nie mam zamiaru bawić się z tyldami.
21-03-2013 15:53
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
hehe, no i się zaczęło. Do ukrycia notki raz, dwa, trzy...
21-03-2013 15:55
Łodzianin
   
Ocena:
0
To Ty zacząłeś flejma. :)
21-03-2013 15:56
~homoseksualna tylda~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem"

Niech w sprawie złego homoseksualizmu wypowiedzą się Ci wierzący, którzy nigdy nie uprawiali seksu poza- lub przedmałżeńskiego, ponieważ sami szkodzą bardziej ich rzekomej świętości normatywnej, heteroseksualnej rodziny.

Co więcej... Zdrada? Ale tak nie można. Rozwody? Przecież przysięga się na całe życie. Wasza instytucja sypie się nie z naszej winy i to wszystko wygląda jak najzwyczajniejsze szukanie kozła ofiarnego by wytłumaczyć własną degenerację.
21-03-2013 15:57
Łodzianin
   
Ocena:
0
Nie ma to, jak merytoryczna, wartościowa wypowiedź.

Brzmi to jak:

"Niech w sprawie przemocy wypowiedzą sie ci, którzy nikogo nigdy nie uderzyli" albo "Niech w sprawie prawa wypowiedzą się ci, którzy nigdy go nie złamali (tak, nieskasowany bilet też się liczy). Gdyby tak to miało wyglądać, to nie byłoby jakiejkolwiek dyskusji.
21-03-2013 15:59
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bo jak kościół mówi że geje są be to przyklasnąć, a jak mówi żeby nie uprawiać seksu przed ślubem to nieistotne? To się nazywa hipokryzja.
21-03-2013 16:03
~Rozmawiaj z Bogiem w sieci PLAY

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Modlisz się do Boga, w którego nie wierzysz?"
A co to jednemu psu Burek na imię?

"Ja (oraz mnóstwo filozofów i teologów) obstawiam jednak Boga."
Ja (oraz mnóstwo naukowców) wyklucza nawet istnienie wspomnianego tworu.

"Sam przed chwilą zdefiniowałeś wszystkie religie jako oszołomstwo i zabobon."
Tak, co nie wyklucza, że są te bardziej "światłe" i kompletnie nielogiczne.

"Bez Boga te zasady istnieją jedynie wtedy, gdy ich stosowanie się danej jednostce opłaci (bo np. ktoś patrzy)."
Wystarczy, że nie ma policji w okolicy a wierni Bogu potrafią splądrować dzielnicę. Przeciętny policjant jest silniejszy od twojego boga.

"Zabawne, ateista - rodzimowierca."
Zabawne, ale to hasło ex-katolika, kiedyś prawdziwiepolaka i maxipatrioty, do którego co nieco dotarło. Co nieco - bo zmienił jakiegoś Jahwe na jakiegoś Świętowida. Niektórzy dorastają a inni wolą całe życie słuchać bajek.
21-03-2013 16:04
Łodzianin
   
Ocena:
0
Nie, ja akurat tych praw nigdy nie przekroczyłem. Staram się być wierny nauce Kościoła. Przedstawiłem tylko Twój tok myślenia.
21-03-2013 16:04
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Bez Boga te zasady istnieją jedynie wtedy, gdy ich stosowanie się danej jednostce opłaci (bo np. ktoś patrzy)."

Właśnie, to co z tą wiernością, czystością seksualną i trwałością przysięgi małżeńskiej?

Na temat tego jak bardzo wierzą wypowiadają się ludzie, którzy w ogóle nie stosują się do zasad swojej wiary.
21-03-2013 16:06
Łodzianin
   
Ocena:
0
Zanim kontynuuję dyskusję. Wierzysz Ty w końcu w coś, czy nie?

"Właśnie, to co z tą wiernością, czystością seksualną i trwałością przysięgi małżeńskiej?"

U dużej części małżeństw dochodzi do skutku

"Na temat tego jak bardzo wierzą wypowiadają się ludzie, którzy w ogóle nie stosują się do zasad swojej wiary."

Co ty właściwie możesz wiedzieć o człowieku, którego tylko nick znasz?
21-03-2013 16:09
Łodzianin
   
Ocena:
0
"Co ciekawe większość pedosów w tym kraju to katolicy. Bardzo wielu to kapłani religii z Rzymu."

Ze statystyk wynika, że wśród nauczycieli jest więcej pedofilii niż wśród księży. Jednak i tu i tu ilości są niewielkie.
21-03-2013 16:13
Łodzianin
   
Ocena:
0
"Panie ksiundz, idź pan wyganiaj homosiów z koloratkami. Nawet superkatolik Terlikowski ma dość homo-lobby pasożytującego na zdrowej, katolickiej duszy kościoła."

Jeśli takie lobby istnieje, to trzeba je rozpędzić na cztery wiatry. Skąd podejrzenie, że jestem księdzem?
21-03-2013 16:16
~Antypedo squad ŁÓDŹ

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Ze statystyk wynika, że wśród nauczycieli jest więcej pedofilii niż wśród księży. Jednak i tu i tu ilości są niewielkie."
Bo ksiundz też nauczyciel (przynajmniej z pensji budżetowej) - dlatego psujecie im statystyki.
21-03-2013 16:17
Łodzianin
   
Ocena:
0
"Bo ksiundz też nauczyciel (przynajmniej z pensji budżetowej) - dlatego psujecie im statystyki."

Większość lekcji religii prowadzą katecheci (świeccy).
21-03-2013 16:18
oddtail
   
Ocena:
+2
Odnośnie tego, że Pismo Święte w oderwaniu od Tradycji można ugniatać jak plastelinę...

...pragnę tylko zauwazyć, że Tradycja jest właśnie takim ugniataniem jak plastelinę. Sposobem, w jaki Kościół mówi "uważamy tak i uważaliśmy tak już od jakiegoś czasu, więc oczywiście to prawda".

Mimo że jestem chrześcijaninem z wiary i katolikiem z poczucia przynależności, nie mogę traktować poważnie argumentu "te kawałki są prawdziwe, bo Tradycja (nasza Tradycja), te są nieprawdziwe, bo przecież nie można tekstu źródłowego traktować w 100% dosłownie". Zwłaszcza gdy spojrzymy, co historycznie Kościół katolicki promował - jak również, co historycznie po cichu akceptował/tolerował.

Nawet w obrębie chrześcijaństwa teologia nie zamyka się tylko w tym, co głosi Kościół katolicki. Kiedy głównym argumentem teologicznym w dyskusji jest "Tradycja Kościoła", to dyskusja się kończy. Zastanówmy się, jak w dyskusji o czymś innym niż religia potraktowalibyśmy kogoś, kto mówi "ja mam rację", opierając swój argument tylko na tradycji tego czy innego rodzaju.

To jak w tej historyjce o rabinie, który rozmawia z aniołami:

"No a skąd wiesz, że rozmawia z aniołami?"
"Sam mi tak powiedział."
"I uwierzyłeś mu?"
"Miałbym nie wierzyć komuś, kto rozmawia z aniołami?!"

Kościół ma rację. Dlaczego kościół ma rację? Bo czerpie z Tradycji kościelnej. Dlaczego wiemy, że owa Tradycja jest właściwą interpretacją słowa Bożego (mimo, że tu i ówdzie dodaje to, co akurat w danym stuleciu jest wygodne, a tu i ówdzie ignoruje to, co akurat warto zignorować)?

Bo Kościół tak mówi.

Genialne. Ale ja tego nie kupuję. I na szczęście, albo może niestety, coraz mniej osób to kupuje, nawet osób głęboko wierzących.

P.S. Lobby gejowskie które wpłynęło swoimi naciskami na skreślenie przez WHO homoeksualizmu z listy chorób to teoria spisku. A teorie spisku, jako niefalsyfikowalne, nie mogą być przedmiotem sensownej dyskusji. A dowodu, czy chociażby poszlaki, na istnienie lobby gejowskiego jak dotąd nie widziałem.
21-03-2013 16:18
~homoseksualna tylda~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja? Wyznaję Buddyzm, który właściwie jest bardziej systemem filozoficzno-etycznym niż religią. Ale tak, zakłada istnienie duszy, reinkarnację, karmę i skupia się na rozwoju duchowym prowadzącym do oświecenia. Więc tak, w coś wierzę. W ludzi, w wartości, w rozwój.

Buddyzm przemawia do mnie, ponieważ skupia się na człowieku, a nie na wyimaginowanym abstrakcie i mówi o tym żeby postępować słusznie, dobrze i w zgodzie z samym sobą, zamiast narzucać subiektywną listę nakazów i zakazów której właśnie z tego powodu mało kto przestrzega.

I tak, pomimo mojego homoseksualizmu czuje się dobrym człowiekiem i uważam moje standardy etyczne i moralne za znacznie bardziej stabilne i rygorystyczne niż u większości "niepraktykujących" katolików. Nie trzeba wierzyć w boga, żeby stosować się to zasad w których nie chodzi o to czy coś się opłaci czy nie, tylko o to jakim się jest człowiekiem.
21-03-2013 16:22
Łodzianin
   
Ocena:
0
Czy tradycja jest ugniataniem w plastelinę? Kościół nie włącza do swojej nauki niczego "ot tak". Ta Tradycja nie jest jakimś mitycznym tworem, ale wysiłkiem wielu pokoleń świętych, Ojców Kościoła i jego Doktorów. Jest wysiłkiem niezliczonych rzesz teologów, wzbogaconym objawieniami. Oceniając Tradycję należy spojrzeć na wyznania chrześcijańskie gdzie jej zabrakło. Katolicyzm i prawosławie są znacznie bliżej pierwotnego chrześcijaństwa niż wspólnoty protestanckie, które pod naciskiem świata powoli tracą Skarb Wiary. Tradycja nie jest sama w sobie argumentem. Argumentem jest to co się za danym jej kawałkiem znajduje.

"Genialne. Ale ja tego nie kupuję. I na szczęście, albo może niestety, coraz mniej osób to kupuje, nawet osób głęboko wierzących."

Katolicyzm bez Tradycji upadnie tak nisko jak protestantyzm, rozdrobni się i roztrwoni bogactwo duchowe.

Odniosę się jeszcze do inkwizycji. Święte Oficjum było bardzo łagodne, o czym świadczy choćby niewielka liczba straconych. To przecież ono wprowadziło do europejskiego prawa instytucję obrońcy. To purytańskie polowanie na czarownice było największym problemem.

"Albo klerykiem. Nikt normalny by tak nie pitolił. Nawet Terlik matkoboski."

Nie mogę być klerykiem, jeszcze się uczę.
21-03-2013 16:29
oddtail
   
Ocena:
+3
@tylda: o ile nie lubię manipulacji katolickiej, to nie lubię też manipulacji antykatolickiej. Podawanie Torquemady, który był Kościołowi cierniem w boku i działał dzięki temu, że miał realną władzę, zaś kontrola Rzymu nie sięgała tak daleko, jako argumentu przeciw Kościołowi jest demagogiczne i nieuczciwe.

Kościołowi można zarzucić wiele, ale powoływanie się na jedną osobę w ten sposób jest obniżaniem poziomu dyskusji. Argumenty powinny być rzeczowe, powoływanie się na kontrowersyjny przykład to nie jest rzeczowe podejście.

@Łodzianin: przyjmujesz apriorycznie kupę rzeczy. Na przykład to, że protestantyzm stoi niżej niż katolicyzm. Masz prawo mieć opinie wartościujące, ale używasz ich jako argumentów w dyskusji. Tak więc Twój argument jest inwalidą.

Argument "bliższy pierwotnemu Kościołowi" jest lekko bez sensu, ponieważ pierwotny Kościół był sektą judaizmu. Otwarcie go na resztę świata było silną, wyraźną zmianą. Co więcej, ta logika kuleje, bo jeśli to co bliższe temu, co pierwotne i dobre jest automatycznie lepsze, to przypomnę że ortodoksyjny judaizm jest znacznie bliższy pierwotnemu judaizmowi niż chrześcijaństwo. Czyli według Twojej logiki lepszy. Szach mat.

Przed powstaniem chrześcijaństwa jako religii było wiele objawień. Było ich również wiele po powstaniu chrześcijaństwa jako religii. Nie ma żadnego powodu, dla którego objawienie Mahometa, Baha'u'llaha albo Josepha Smitha nie miałyby być "prawdziwsze" niż objawienia, dajmy na to, Świętego Franciszka z Asyżu. A to, że określone ideologie miały za sobą autorytet świeckiej władzy miało zapewne "niewielki" wpływ na to, że jedne koncepcje teologiczne były promowane, a inne zostały potępione. Liczba schizm w Kościele jest ogromna, nie zaczeła się od protestantyzmu. I wiele tak powstałych odłamów odeszło właśnie dlatego, że chrześcijaństwo w ich przekonaniu odeszło od pierwotnego ideału.

Ale hej - goście, którzy mieli największą armię i poparcie największej liczby włoskich czy niemieckich arystokratów to na pewno ci, którzy mieli zawsze rację. To logiczne! ;)
21-03-2013 16:34
~homoseksualna tylda~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Ja się w sumie zastanawiam, o co ten cały raban? Co wam tak przeszkadza w tym, że ktoś pisze homoseksualną fantastykę dla homoseksualistów?

Bocie się że się emancypujemy, założymy grupę "RPG jest dla gejów i lesbijek", zrobimy o tym prelkę na konwencie i zaczniemy się domagać żeby 50% postaci prezentowanych w polterowych materiałach było orientacji innej niż homoseksualna? No bez przesady, to śmieszne jest.

Prawda jest taka, że wepchnęliście się z szerzeniem własnej niechęci do ciekawego, merytorycznie napisanego posta i zrobiliście z tego niezły syf. I nie, nie było tutaj żadnej "propagandy" czy czegoś w tym stylu. Jedyne co dostaliście to oburzenie i reakcje obronne na wasze, różnego rodzaju naruszanie godności ludzkiej przez uwłaczające porównania, wmawianie chorób i sprowadzanie wszystkiego do seksu, tak jakby homoseksualiści nie mieli uczuć i nie potrafili kochać.

Więc skoro nie macie nic ciekawego do przekazania, to moglibyście skończyć wyrażać wasze subiektywne zdanie po raz setny i odejść w pokoju. Chyba że waszym celem jest zrobienie takiego syfu aby ukryć notkę, jeśli tak, to gratuluję niskich pobudek.
21-03-2013 16:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.