string(15) ""
» Blog » NOS4A2. Cztery rzeczy, które mi się podobały (i jedna, która mi się nie podobała)
30-06-2013 14:30

NOS4A2. Cztery rzeczy, które mi się podobały (i jedna, która mi się nie podobała)

W działach: książki, horror, joe hill | Odsłony: 43

NOS4A2. Cztery rzeczy, które mi się podobały (i jedna, która mi się nie podobała)
[Notkę z dużą ilością pięknych zdjęć można przeczytać na Wysznupanych.]


Joe Hill jest jednym z moich ulubionych autorów, co więcej, napisał Rogi – jedną z najważniejszych książek, jakie przeczytałem („ważność” to kategoria wysoce subiektywna, a przy tym inna niż „dobrość”). Możecie więc sobie wyobrazić, z jakim napięciem wyczekiwałem na jego kolejną powieść, NOS4A2. W końcu się doczekałem, pochłonąłem ją w kilka dni i co? To nie jest może książka ważna (książki ważne zdarzają się jednak dość rzadko), ale na pewno bardzo dobra i świetnie uwydatnia cechy pisarstwa Hilla, które u niego cenię. I jedną, za którą przepadam mniej. Ta notka będzie więc o książce, ale i o twórczości pisarza w ogóle.

Co mi się podoba:


1. Dyscyplina językowa


Po prostu: Hill wie, co chce napisać, każde zdanie ma osiągnąć konkretny efekt i całość jest dokładnie przemyślana. Widać to chociażby w porównaniach, które rzadko są przypadkowe – umieszczona gdzieś w połowie książki wzmianka o tym, że położony na przedmieściach domek wygląda, jakby pieczono w nim imbirowe ciasteczka, wywoła w Was ciarki. To puszczenie oka do widza: Ty już wiesz, co się szykuje, ale bohaterowie jeszcze nie. Ironia dramatyczna mocno podnosi napięcie i Hill wyraźnie lubuje się w jej używaniu (mnóstwo przykładów można znaleźć w Locke & Key).

To językowe wyważenie uświadomiłem sobie szczególnie silnie, gdy wkrótce potem czytałem Telegraph Avenue Michaela Chabona, dla którego każda okazja, nieważne, jak błaha, jest dobra, by zabłysnąć rozbudowanym porównaniem – nawet opis czerwonej nakrętki na tubce SuperGlue. Co czasem jest nawet fajne (jeśli nie popada się w przesadę), ale jednak pragmatyzm Hilla bardziej mi odpowiada.


2. Obrazowanie


Było o porównaniach, pora na metafory, ale te większe, organizujące cały tekst, będące nośnikami istotnych treści i często połączone z występującymi w danej powieści elementami fantastycznymi. Hill zawsze potrafi znaleźć niezwykle ekspresywne obrazy i było to widać już w opowiadaniach: „chłopiec budzi się i odkrywa, że zamienił się w gigantyczną szarańczę”; „chłopiec przyjaźni się z chłopcem, który jest nadmuchiwany”. W Pudełku w kształcie serca takim obrazem jest Nocna Droga, w Rogach... zgadnijcie. W NOS4A2 pojawiają się dwa takie wyraziste obrazy, związane zresztą z antagonistą i protagonistką. Pierwszy zostawię na razie na boku, drugi natomiast – to zdezelowany, drewniany most Vic McQueen. Dziewczyna (a potem kobieta), przejeżdżając po nim rowerem, trafia tam, gdzie chce trafić, znajduje to, co chce znaleźć, nieważne, ile mil od domu. To jak intuicja, która prowadzi człowieka w stronę tego, czego najbardziej potrzebuje, przynajmniej w młodości. Z biegiem lat zaczynają pojawiać się wątpliwości i korzystanie z tego daru staje się coraz trudniejsze. Ta interpretacja ma jednak swoje granice, bo samo przywołanie mostu ma swoją cenę – o czym przekona czytelników i Vic pewna bibliotekarka.

Ogromnie ciekawe wydaje mi się też to, jak Hill nawiązuje do swoich poprzednich powieści – które, jak się zdawało, rozgrywały się w oddzielnych uniwersach – i tworzy coś w rodzaju zunifikowanej teorii pola, która wszystkie jego większe teksty łączy (podobnie jak niektóre powieści Pewnego Znanego Twórcu Horroru, choć dopatrywałbym się tutaj raczej oficjalnego – wreszcie! – przyznania się do pokrewieństwa) w jedną całość i służy wręcz jako autorski autokomentarz. Nie wyjaśnię, w jaki sposób Hill to robi, ale zabieg ten również jest bardzo obrazowy.


3. Bohaterowie


Bohater to dla mnie zawsze najważniejszy element składowy powieści. Książki Hilla doskonale odpowiadają moim potrzebom: jego teksty opowiadają o bohaterach, których można zrozumieć i polubić, a którzy jednocześnie są głęboko niedoskonali – to dobrzy ludzie, którym przytrafiły się złe rzeczy, którzy podjęli niewłaściwe decyzje – a my obserwujemy, jak próbują poskładać się na nowo do kupy.

Nie inaczej jest w NOS4A2. Vic McQueen dorastała w nieszczęśliwej (a później rozbitej) rodzinie i próbując od niej uciec podjęła kilka niewłaściwych wyborów, z których najgorszym była próba stawienia czoła Charliemu Manksowi. Vic udało się przetrwać spotkanie z Manksem, ale jego cień wlecze się za nią jeszcze długo. Właściwie to od niego zaczyna się jej choroba, w której znaczącą rolę odgrywa wątek nadnaturalny, ale błędem byłoby do niego wszystko sprowadzać. Bo NOS4A2 to historia o zmaganiu się z problemami psychicznymi, o ich wpływie na życie rodzinne; o tym wreszcie, jak pomocną rolę może w tym zmaganiu odgrywać sztuka. W kątach naszej kultury ciągle pokutuje mit artysty cierpiącego, który musi pozostawać nieszczęśliwy, by móc tworzyć; z tym mitem Hill rozlicza się bez żadnych sentymentów – twórczość pomaga w walce z cierpieniem, mówi, ale cierpienie nie jest warunkiem sine qua non dla powstawania sztuki.

No i uwaga warsztatowa: ogromnie podoba mi się łatwość, z jaką Hill kreuje bohaterów – z jednej strony natychmiast rozpoznawalnych i zapadających w pamięć dzięki kilku wyrazistym cechom (Maggie: jąkająca się punkowa bibliotekarka; Lou: otyły nerd o złotym sercu), z drugiej – ani na chwilę nie przestają być ludźmi z krwi i kości.


4. Zło


Zło u Hilla wydaje się absolutnie przyziemne, a zarazem ma w sobie posmak czegoś nieludzkiego. Jak w Rogach, gdzie bohater poznawał niechlubne sekrety mieszkańców niewielkiego miasta, a zarazem konfrontował się z całkowitą obcością procesów myślowych mordercy Merrin. Tutaj jest podobnie – Vic styka się ze złem toksycznej rodziny, by potem stawić czoło całkowicie wypranemu z uczuć Charliemu Manksowi i jego pomagierowi – Gasmask Manowi.

Czy oba ta zła są sobie równoważne? Bynajmniej. Pierwsze wynika z ludzkiej natury – ludzie wpadają w gniew, czują się bezradni, słabi, popełniają błędy – i unieszczęśliwiają w ten sposób innych. Drugie zło, to prawdziwie nie-ludzkie, jest owocem braku empatii. To brak empatii czyni z ludzi potwory i wątek ten jest obecny u Hilla właściwie od początku, choć w Pudełku w kształcie serca nie zarysował go jeszcze tak wyraźnie jak w kolejnych książkach. Rozdziały poświęcone Gasmask Manowi mocno przypominają część Rogów opowiadającą o głównym antagoniście. No i jest jeszcze Charlie Manx, który w swoim odczuciu czyni dobro, porywając dzieci do Świątecznej Krainy, gdzie każdy wieczór to Wigilia Bożego Narodzenia, a bycie nieszczęśliwym jest wbrew prawu, chroni je przed „złymi” rodzicami. Jednocześnie jednak, sprawiając, że przez cały czas tylko dobrze się bawią, odbiera im empatię, a w rezultacie czyni je takimi samymi potworami, jak on sam.

Żeby domknąć ten temat, wspomnę o wyraźnym podtekście mizoginistycznym – kiedy Charlie Manx porywa dzieci, odbiera je przede wszystkim matkom (do tego kilka komentarzy świetnie pokazuje jego stosunek do kobiet), Gasmask Man widzi je przede wszystkim jako narzędzie zaspokajania swoich potrzeb, w podobny, uprzedmiotawiający sposób myśleli o nich także antagoniści dwóch poprzednich powieści Hilla. Tym bardziej satysfakcjonujące jest to, że w NOS4A2 wreszcie to kobieta uzyskuje status głównej bohaterki i sama może się zmierzyć z prześladowcami.


5. Co się nie podoba


Jedyna uwaga negatywna należy do kategorii „warsztatowych” i jest mocno subiektywna. Czujcie się ostrzeżeni.

Uwaga ta dotyczy zakończenia. W NOS4A2, podobnie jak w większości swoich tekstów, Hill z powodzeniem łączy wątki obyczajowe z fantastyką i horrorem. Opisy życia niezbyt szczęśliwej nastolatki z niezbyt szczęśliwej rodziny mieszają się z porwaniami, starciami pełnymi przemocy i odkrywaniem magicznych rejonów rzeczywistości. Że w końcówce brakuje tego pierwszego elementu, da się jeszcze wyjaśnić – w końcu to punkt kulminacyjny, rozwałka musi być. Jest to jednak trzecie starcie Vic z Charliem Manksem i trochę już nuży walka ograniczająca się w gruncie rzeczy do fizycznego unicestwienia. W poprzednich powieściach udawało się jakoś ten problem rozwiązać – na przykład w Rogach pod koniec pojawia się scena wyjaśniająca, skąd główny bohater wziął tytułowy atrybut, która powaliła mnie na łopatki i pozwoliła bez znudzenia przebrnąć finałową walkę. Tutaj zabrakło albo takiej bomby, albo pomysłu na nieszablonowe rozwiązanie konfliktu – wracam myślami do The Thousand Autumns of Jacob de Zoet Davida Mitchella, które Hill bardzo sobie chwalił (i którym trochę się inspirował), wspominam rozwiązanie problemu głównego złego i myślę, że szkoda, że inspiracja nie poszła o kroczek dalej. Z drugiej strony muszę przyznać, że mieszanie obyczajowego zacięcia z estetyką i konwencjami horroru stanowi o wielkim uroku twórczości potomka Stephena Kinga, więc może nie ma na co narzekać.

Jak łatwo się domyślić, to wcale nie oznacza, że książki nie należy czytać, szczególnie, jeśli chętniej niż ja łykacie sceny walki ze złem wszelakim, a jeśli lubicie mieszankę horroru z wątkami obyczajowymi, to trudno znaleźć coś lepszego. I tylko ostrzegę Was na koniec – piosenki świąteczne po lekturze NOS4A2 nie będą już nigdy takie same.
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.