» Recenzje » Mroczne Materie - Philip Pullman

Mroczne Materie - Philip Pullman


wersja do druku

Nowy Władca Pierścieni?

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Mroczne Materie - Philip Pullman
Jako nałogowy i, można by powiedzieć, profesjonalny "czytacz" fantastyki cierpię, podobnie jak wielu innych mi podobnych, na chroniczną niechęć do wszystkiego, co opisywane jest słowami zawsze brzmiącymi mniej więcej tak: "najsłynniejsza obok Władcy Pierścieni powieść fantastyczna". Nie tyczy się to oczywiście klasyków gatunku, jak choćby Ursula Le Guin, ale ilekroć podobne zdanie widnieje na okładce książki (zwykle obok innych superlatyw w stylu "bestsellera"), o której dotąd w ogóle nie słyszałem, rzadko kiedy mam ochotę bliżej przyjrzeć się danemu dziełu.

Nieco inaczej było w wypadku Mrocznych Materii Philipa Pullmana. Usłyszałem o nich stosunkowo niedawno, bo w ubiegłe wakacje, i nie całkiem przypadkowo, bo podczas projekcji zwiastunu Złotego kompasu, który w tym czasie był dopiero filmem nadchodzącym. Opinia z jaką się zetknąłem była bardzo pozytywna, a jako że całość sytuacji miała miejsce na Zlocie Redakcyjnym Poltergeista, postanowiłem zaryzykować – nawet pomimo tego, że okładka wszystkich trzech tomów Mrocznych Materii dumnie obnosi się z "Najsłynniejszą obok Władcy Pierścieni trylogią fantastyczną XX wieku".

Mroczne Materie to cykl, który narobił nieco szumu w Wielkiej Brytanii. Szum ten był spowodowany przede wszystkim tym, iż saga ma wymowę – przynajmniej według jej przeciwników – wręcz oburzająco antyreligijną. Trudno jest wdawać się w szczegóły, jednocześnie nie psując lektury zainteresowanym, jednakowoż warto przynajmniej wspomnieć choćby o fakcie, że Bóg w Mrocznych Materiach przedstawiony jest jako bezwolna kukiełka w rękach potężnych aniołów o nie do końca racjonalnych zamiarach. Jeśli dodamy do tego fakt, że Mroczne... są opisywane przez wydawcę jako książka dla dzieci, łatwo się domyśleć, dlaczego brytyjscy katolicy nazwali Pullmana "najbardziej niebezpiecznym piórem dzisiejszej Anglii".

Czy jednak sama atmosfera skandalu, a także głośny film, który jednak – według fanów cyklu – mocno spłycił jego przekaz, wystarczą, aby Mroczne Materie stały się pozycją wartą przeczytania? Niektórzy powiedzą, że tak. Inni jednak, szanujący swój czas na tyle, że wybór pomiędzy, przykładowo, nowym Martinem a Pullmanem ma dla nich zasadnicze znaczenie, mogliby się spierać.

Na początek szybkie spojrzenie na fabułę. Oto mamy dwójkę młodych ludzi – Lyrę i Willa, którzy, w wyniku zbiegu niefortunnych okoliczności, trafiają – a jakże! - w środek odwiecznego konfliktu między... No właśnie. Już tu Pullman nieco odbiega od utartych schematów i mocno gmatwa. W Mrocznych Materiach nie uświadczymy czarno-białych postaci, opowiadających się po "tej dobrej" bądź "tej złej" stronie. Mamy tu raczej płynną granicę, a "głównego złego" poznajemy dopiero pod sam koniec, choć i jego pokonanie nie kończy problemów głównych bohaterów.

Lyra i Will bardzo szybko wchodzą w posiadanie pewnych przedmiotów, które mają zasadnicze znaczenie dla stron nadchodzącego konfliktu. Oczywiście, obie strony chciałyby pozyskać owe przedmioty dla siebie. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że jednym z owych artefaktów jest magiczny nóż, potrafiący – o ile znajdzie się w rękach odpowiedniej osoby – wycinać bramy do innych światów, a także ranić istoty, które w normalnych warunkach dysponują darem nieśmiertelności. Domyślnemu czytelnikowi na pewno już zaświtało, kogóż to jedna w walczących stron ma ochotę pozbawić życia. Tak – pomysł może i nie nowy, ale na pewno kontrowersyjny, jeśli weźmiemy pod uwagę, że chrześcijaństwo to bądź co bądź jedna z dominujących na świecie religii.

Problem polega na tym, że druga strona wcale nie jest taka szczerozłota, jak mogłoby się wydawać. Co więcej, dysponuje potężną siatką szpiegowską i pewnym pięknym, długonogim atutem, który okazuje się kimś bardzo blisko związanym z Lyrą.

To wszystko to jednak zaledwie zarys zdarzeń, które prezentuje nam Pullman. Do tego dochodzi wątek podróżowania przez światy, zagadka rodziców Willa... i rodziców dziewczyny, przepowiednia o nowej Ewie, wątek doktor Mary Malone oraz innych postaci pobocznych, no i wreszcie – jeden z najlepszych pomysłów Pullmana, czyli Dajmony.

Dajmony to coś, co udatnie promowało ekranizację pierwszego tomy trylogii – Złotego Kompasu – w Sieci. Każdy internauta mógł odpowiedzieć na serię pytań, a system generował mu zwierzęcego kompana, który początkowo mógł przybrać wiele postaci, a następnie uzyskiwał jedną, stałą. W Mrocznych Materiach Dajmony, chociaż nie występują we wszystkich światach, są bardzo ważnym elementem człowieka – tą częścią jego duszy, którą w dużym uproszczeniu można nazwać intuicją. Całą "dajmonową systematykę" Pullman opisał tak zgrabnie i szczegółowo, że momentami ma się wrażenie, że ktoś tu zbyt długo przebywał ze swoim kotem. Jednym słowem – należą się gromkie brawa za pomysł i sposób jego przedstawienia.

O wątkach i zagadnieniach poruszonych w Złotym kompasie, Magicznym nożu i Bursztynowej lunecie można by napisać pracę magisterską i znam nawet kogoś, kto się tym zajmuje. Nie mogę jednak nie poruszyć pewnego problemu, który – przy całym rozmachu powieści i świetnym zaprezentowaniu dobrych pomysłów – mierził mnie mocno i dogłębnie przez cały czas, jaki poświęciłem na lekturę cyklu.

Mianowicie, do tej pory nie jestem pewien, dla kogo tak naprawdę powstała ta powieść. Wydawca z uporem maniaka stara się usadowić ją w piaskownicy – według niego bowiem jest to książka dla dzieci. Rzeczywiście – głównymi bohaterami są dzieciaki w wieku szkolnym, co jest znamienne dla historii kierowanych ku młodszym czytelnikom. Ponadto od pierwszego zdania lektury w oczy rzuca się naiwność, z jaką autor opisuje niektóre zdarzenia, problemy czy sytuacje. Czasem wskazówki dawane wyobraźni przez autora są tak dokładne, że czytelnik ma wrażenie, że ma do czynienia z elementarzem albo czytanką dla pierwszoklasisty. Jako pełnoprawny obywatel z dowodem osobistym czułem się niejednokrotnie zażenowany brakiem zaufania autora do mojej wyobraźni – wszystko dostawałem niemalże na talerzu.

Z drugiej strony, zagadnienia i problemy poruszone w Mrocznych Materiach daleko – przynajmniej według mojej opinii – wykraczają poza zakres tego, o czym zwykle rozmyśla przeciętny 12-13 latek. Pullman stawia kilka istotnych pytań, w tym to najważniejsze – o sens istnienia religii. Nie jestem pewien, czy faworyzowana przez wydawców grupa docelowa nie tyle nawet zastanowi się nad odpowiedzią, co w ogóle odkryje istotę problemu. Nie mówiąc już o tym, że co bardziej zapobiegliwi wierzący rodzice usuną trylogię z zasięgu latorośli, zanim zdąży ona choćby otworzyć pierwszy tom.

Być może Pullman chciał napisać książkę skierowaną jednocześnie do dzieci, jak i do czytelnika starszego. W tym wypadku jednak, i muszę to powiedzieć z całą stanowczością, wyszło mu to bardzo słabo. Pomimo tematyki, przez całą lekturę – głównie ze względu na stylistykę i naiwność bijącą z każdego zdania – odbierałem Mroczne Materie bardziej jak rozwiniętą bajkę, a nie jak fantastykę pierwszego sortu.

Czy warto zapoznać się z trylogią Philipa Pullmana? Jak najbardziej – choćby dlatego, że taka mieszanka świetnych pomysłów i pędzącej jak Struś Pędziwiatr akcji trafia się naprawdę rzadko. Wątpię jednak, by dojrzalszy czytelnik uznał Złoty kompas i spółkę za dzieło wiekopomne, które można by postawić obok Władcy pierścieni, Sagi lodu i ognia czy Czarnoksiężnika z Archipelagu. Mam niezbyt miłe wrażenie, że o takiej a nie innej formie zadecydowały względy czysto komercyjne – w końcu dzieci są znacznie szerszą (i mniej krytyczną) grupą docelową niż narzekający na wszystko i wszystkich fantaści. To posunięcie zabiło jednak w Mrocznych Materiach ducha książki doniosłej i poważnej. A bez tego naprawdę trudno iść w zawody z powieścią "dorosłą" i wygrać.

Tytuł: Złoty kompas (Northern Lights)
Cykl: Mroczne materie
Autor: Philip Pullman
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Albatros – Andrzej Kuryłowicz
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 29 listopada 2007
Liczba stron: 448
ISBN-13: 978-83-7359-607-8
Cena: 29,90 zł

Tytuł: Magiczny nóż (The Subtle Knife)
Cykl: Mroczne materie
Autor: Philip Pullman
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Albatros – Andrzej Kuryłowicz
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 29 listopada 2007
Liczba stron: 352
ISBN-13: 978-83-7359-608-5
Cena: 27,90 zł
7.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Komentarze


~Miroe

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
>Trudno jest wdawać się w szczegóły, jednocześnie nie psując lektury zainteresowanym, jednakowoż warto przynajmniej wspomnieć choćby o fakcie, że Bóg w Mrocznych Materiach przedstawiony jest jako bezwolna kukiełka w rękach potężnych aniołów o nie do końca racjonalnych zamiarach.

I w ramach "nie psucia lektury" walnąłeś spoiler z trzeciego tomu. Brawo.

A sama recenzja strasznie chaotyczna.
12-03-2008 10:56
~Sayonara

Użytkownik niezarejestrowany
    :)
Ocena:
0
Chaotyczna recenzja? To ja sobie zażyczę, żeby wszystkie na Polterze były takie „chaotyczne”. Według mnie jest bardzo dobrze napisana i konkretna.
Pozdrawiam
16-03-2008 19:14
~Kay-ol

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Recenzja bardzo konkretna i dobrze napisana, moim zdaniem. Jednak nie zgadzam się z tym całym ogromnym zachwytem nad dajmonami - są sztuczne i wielu autorów wykorzystało już ten pomysł. Uważam, że Pullman nie odpracował ani jednego wątku, wszystko jest chaotyczne. Poza tym myślę, że autor musi mieć nieco psychopatyczne skłonności - przecież w książce co chwila ktoś ginie, a nikogo to nie obchodzi. Super.
Ja dałąbym tej trylogii 1 na 6. Pullman nie ma u mnie żadnych szans.
27-07-2008 17:01
~on

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Widze, że pana interpretacja jest dziwna, recenzja faktyccznie słaba i bardzo chaotyczna
01-01-2009 15:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.