string(15) ""
» Blog » Mozart
29-09-2015 21:00

Mozart

W działach: Rpg, Neuroshima, Bohater Gracza | Odsłony: 387

Mozart

Hej, właśnie stworzyłem moje konto na Polterze i stwierdziłem, że chcę coś napisać.

Tak się składa, że właśnie wczoraj tworzyłem mojego bohatera do Neuroshimy i zechciałbym wam o nim trochę opowiedzieć. Napisze kim jest, w czym jest dobry, jak to wygląda w mechanice i oczywiście, dlaczego taka budowa postaci jest według mnie dobra.

Dobrze, zacznijmy od tego, że siadając do stołu chciałem stworzyć bohatera, który będzie świetny we wszystkim związanym z Percepcją. Miał on świetnie wypatrywać, nasłuchiwać, zastawiać pułapki i tym podobne. No... jasne, że wziąłem specjalizację ranger. Poza tym postanowiłem, że mój bohater będzie nienawidził mutków. Wiecie, takie zboczenie typu - Hej, jedziemy do Vegas na Pokera. Dawaj, podobno mają przedwojenny alkohol! No co ty? Serio? Będziesz jechał do Vegas przez Miami? Tylko dlatego, że masz okazję na dwugłowe poroże? Na prawdę? Jak tam chcesz...

Poza tym pomyślałem, że przydałaby mu się jakaś broń snajperska. Chciałem, żeby był gościem, który potrafi zastawić pułapkę, położyć się jakieś 300 metrów dalej na wzgórzu, zamaskować się i przeczekać czujnie następne 5 godzin, aż wreszcie coś tam wpadnie. No i wtedy właśnie przydałaby mu się ta broń snajperska. Ale zapewne wiecie, że na starcie takie cacka chodzą po masakrycznie dużo gambli. Więc już na starcie wiedziałem, że robię Rangera i rezygnuję ze sztuczki dla gambli.

W skład drużyny weszło jeszcze dwóch innych graczy, dzięki czemu nie musiałem martwić się o cechy typu Spryt czy też Charakter, które były już ogarnięte. Nasz MG chciał, żebyśmy losowali cechy, ale wyperswadowaliśmy mu to z głowy i zajęliśmy się rozdawaniem punkcików. Ja całkowicie zrezygnowałem ze sprytu, zostawiając tam zaledwie 8. Za to zainwestowałem w Percepcję i Zręczność. W Percepcję trochę więcej. Pozostałe cechy niestety musiały zapłacić cenę, za moje zachcianki. Do tego wszystkiego potrzebowałem też nienajgorszej Budowy, no więc, powiedzmy sobie, nie znalazłbym panny którą bym umiał zbajerować ani nie wyszłoby mi na dobre grzebanie w silniku.

Co do umiejętności to wykupiłem trochę pakietów, poleciałem ostro w Rangera, ale skupmy się na umiejkach, które wyboostowałem. Oczywiście Karabiny wysoko, Wypatrywanie o czym była już mowa i uwaga, Zastawianie Pułapek. Jeden z graczy wziął pirotechnikę, a ja stwierdziłem, że będzie fajnie rozdawać BN'om jakieś BOMBOWE prezenty. Do tego dobrałem jeszcze wysoko Skradanie i trochę w Sprawność. Czasem fajnie być takim asasynem, co nie? Szczerze, to rzadko bywam graczem i nie chciałem zmarnować okazji, gdybym mógł polecieć na jakąś skrytobójczą misję z podkładaniem komuś poduszeczki z trotylem na dobranoc. (Tylko skąd wezmę trotyl? Meh... to nie moje zmartwienie, niech pirotechnik się tym martwi)

I w tym właśnie momencie MG łaskawie mi powiedział, że losujemy choroby. Cóż... Miałem chrapkę na Paranoję. Wiecie, psychopata, spodziewający się ataku z każdej strony, trochę takie Pingwiny z Madagaskaru, podkładanie ładunków (Rico), podejrzenia względem każdego (Skiper), znienawidzone Mutki (Skiper) i tak dalej. No niestety ale nie trafiłem. Wypadła mi 17 i mam jedną z tych chorób, których nazwy nigdy nie da się zapamiętać. Czasem masz wrażenie, że to jest właśnie ten tekst, po którym następuje MACARENA! W każdym razie to ta choroba, w której dostajesz amnezji, a lekarstwa mają tylko 50% szans na to że zadziałają. Jak się okazuje to mój zabawny ranger trochę psychopata przerodził się w prawdziwego psychopatę. 

Nie jest źle, zawsze można było dostać coś gorszego. Przynajmniej jakoś klimat zachowałem. Stwierdziłem też, że mam sposób na tą całą niepewność, czy leki działaja czy też nie. To proste, nie będę brał leków. Wtedy mam 100% pewności, że nie działają, a nie tylko 50%. Będę się tego trzymał (jako bohater), ale zawsze może mi to wypaść z głowy (bo mam amnezję)(I zapominam rzeczy). Mówiłem już że leki mają tylko 50% skuteczności? Nie? Ok.

No to zrobiłem sobie postać gościa z oczami dookoła głowy, umiejętnością widzenia wszystkiego i pozostawania poza widokiem. Sztuczkę jak mówiłem wcześniej zamieniłem na gamble. A, prawie bym zapomniał, mój bohater cierpi na chroniczną amnezję. Z początku chciałem wziąć sobie snajperkę za 150 gambli, ale po jaką cholerę mi pukawka, bez amunicji? Do tego wszystkiemu średnio bym się przysłużył drużynie kupując gear tylko i wyłącznie dla mnie. Zamiast tego wybrałem super taniego Springfielda, ale za to niezawodnego i do tego celnego. Dobrałem do niego optykę i celownik laserowy. Za zaoszczędzone gamble dobrałem 10 x 7,62 mm (jakby nie patrzeć dwa magazynki), torbę lekarską (teamplay na propsie!) i parę głupot (talię kart bo jestem z Vegas i coś tam jeszcze). Natomiast poprosiłem innego gracza, któremu zostało dużo wolnych gambli, żeby upił mi bateryjkę do celownika laserowego bo mi nie starczyło. Gdyby ktoś mnie teraz podliczał, to powiem że zamieniłem na gamble jeszcze jakieś 2 punkty umiejętności.

Właśnie, jestem z Vegas. Dlaczego? Bo chciałem mieć Fart. Lubię fart. odrobina szczęścia jest zawsze w cenie. A profesja? Tropiciel. Tak, tropiciel. Wziąłem wyostrzone zmysły. W gruncie rzeczy zależy mi najbardziej na tej percepcji. Z doświadczenia wiem, że ta cecha potrafi zdziałać cuda.

I właśnie z taką kartą postaci stanąłem do nierównej walki z wymyśleniem jakiegoś imienia dla tego cudaka. Ostatecznie nazwałem go Mozart. Namalowałem historię, w której mój bohater zwyczajnie zapomniał jak się nazywa. Tak na dobre i nieodwracalnie. No i potrzebował nowego. I nazwał się Mozart, bo gdzieś zapisał sobie to słowo w dzienniczku czy czymś tam. Wiecie, bo mam tą cała amnezję, nie? 

Dla wielu graczy budowa postaci kończy się w tym momencie, a jeszcze częściej wcześniej. Czasem MG da wam jakiś formularz albo rzuci kilka pytań odnośnie wyglądu czy też historii. No nie fajnie jeżeli nie rzucicie MG jakichś haków na waszą postać. Zawsze jest dobrze dać coś mistrzowi w czym on będzie mógł rzeźbić. W tym momencie stwierdziłem, że mój bohater tylko nienawidzi mutków i już. (Żaden z tego hak co?) Ale widzicie, on traktuje to jak sport. Za wszelką cenę chce dorwać tego swojego unikatowego mutanta, którego odstrzeli, weźmie jego głowę i będzie już zawsze szczęśliwy. Albo poszuka sobie nowego niepowtarzalnego mutanta, którego zechce upolować. NIE WAŻNE. Ważne, że MG ma na czym pracować. Wymyśli sobie jakąś plotkę o mutancie z czterema mackami, czy dwugłowego cyklopa, który będzie się jarzył od promieniowania. Ważne, że moja postać to chwyci i zrobi pułapkę w którą wpadnie jakiś QuestGiver czy nawet jakieś służby mundurowe. Ważne, że coś z tym można będzie zrobić.

Do tego wszystkiego dodałem tą historię z Mozartem. Ale to nie wszystko! Mój bohater od teraz ma zaje*istą ochotę poznać Mozarta (Przecież nie wie, że facet nie żyje), a przede wszystkim dobrać się do jakiegoś starego-starego (starego-starego, dla podkreślenia jak bardzo starego) gramofonu z płytą winylową, na której będą jakieś fortepiany czy skrzypce z jego muzyką. Bo wiecie, Mozart jest fanem muzyki klasycznej. Może czasem zapomni kim jest, co ma na plecach czy jaki kaliber naboi ładować do spluwy, ale nie da się zapomnieć gustu muzycznego (Pisząc Mozart miałem na myśli mojego bohatera, tym razem nie kompozytora). Wyobraźcie sobie jak łatwo będzie stworzyć przygodę, w której będę szukał gramofonu, płyty, odtwarzacza muzycznego na kasety czy cokolwiek o ile znajdę na tym nazwisko Mozarta. 

Od razu rodzi się pytanie - hej, stary. A po jaką cholerę reszta drużyny ma za tobą łazić? Co, zrobiliście postnuklearny team skrzypków? A może zwyczajnie tak was napromieniowało, że nie myślicie już logicznie? 

Oglądaliście Titanica? Pamiętacie jak szedł na dno? Pamiętacie jak orkiestra zagrała swój ostatni koncert, aby umilić załodze i pasażerom ostatnie chwile ich życia? Iść na dno można tylko i wyłącznie przy muzyce klasycznej! A tak się składa, że w Neuro cały świat idzie na dno. Powiedzmy sobie szczerze. Drużyna kontrabasitów byłaby zwyczajnie idealnie w klimacie.

No i jeszcze coś. MG zawsze przecież może nazwać jakiś schron Mozart. Albo jakiś przedwojenny projekt. Albo cokolwiek. Moja postać się rozczaruje, ale ja na pewno nie. Bo o to chodzi. Budując postać nie zapomnij o pozostawieniu jakichś haków dla mistrza gry. Nie pozwól biedakowi budować przygody tylko i wyłącznie na suchych statystykach drużyny. Daj mistrzowi gry coś z czego wyrzeźbi wam sesję.

Pozwólcie, że zapomnę na chwile o drużynowym budowaniu postaci, nie będę wydłużał tego materiału i na tym skończę. Nasza drużyna, w tym moja postać Mozarta czekamy na pierwszą sesję. Rzadko zdarza mi się osobiście grać, zwykle mistrzuję i nie ukrywam, nie mogę się doczekać. Czas, żebym poszedł poszukać jakiś ploteczek o mutkach w okolicy. Trzymajcie się.

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

Super klimat. 

30-09-2015 07:40
L. Norec
   
Ocena:
+1
jesykh
   
Ocena:
0

Niby nic, a notka mnie wciągnęła. Spoko motyw:)

30-09-2015 23:46
gower
   
Ocena:
+1

Witamy na Polterze:)

01-10-2015 00:24
ThimGrim
   
Ocena:
0

Ktoś bardzo załapał klimat Neuroshimy. :)

01-10-2015 08:54
Z Enterprise
   
Ocena:
+2

Dobry troll

01-10-2015 11:15
Tyldodymomen
   
Ocena:
0

@ Zakzig - to nie twoje ?

01-10-2015 11:29
L. Norec
   
Ocena:
0

Już nie.

01-10-2015 18:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.