string(15) ""
» Blog » Moja siostra, jabłonie i kamulce
27-10-2015 13:20

Moja siostra, jabłonie i kamulce

W działach: RPG, Mistrz Gry | Odsłony: 1022

Moja siostra, jabłonie i kamulce

Hej, chciałem was o coś dzisiaj zapytać. Zacznę od pytania, potem przedstawię kilka scen z sesji (oczywiście takich prawdziwych a nie wyssanych z palca na potrzeby tej notki. Wiecie, chodzi mi o to, żeby nie tylko wam truć nad uchem, ale też staram się, żebyście poznali parę faktów z mojego grania i mistrzowania), a na koniec oczywiście napiszę jak to jest u mnie. Dobra, zaczynajmy.

Pytanie brzmi, jak bardzo pozwalacie ingerować graczom w opis świata? Jak bardzo pozwalacie im go naginać? Czy pozwalacie korzystać ze wszystkiego (WSZYSTKIEGO)  co opisujecie? A może dajecie im możliwość chwytania za przed sekundą nieistniejące butelki i rozbijanie ich na głowach dystyngowanych erudytów zwilżających swe zachrypnięte gardła od polityczno-religijnych dysput w portowym przybytku o wdzięcznej nazwie "Chętna Dziewka"? A może liczycie każdego banana na jabłonce?

Ok, pierwszy taki mój przykład. Pamiętacie mojego bohatera Mozarta? Do Neuro? Jak nie to odsyłam do notki zatytułowanej tym właśnie nazwiskiem. Cóż... Siedziałem w krzakach. Nie zrozumcie mnie źle, poszedłem na zwiady, trafiłem na jakieś podwórze, była tam blaszana szopa, a w środku jacyś dżentelmeni władający nieznanym mi językiem. Mistrz gry dał nam ukradkiem do zrozumienia, że może to być rosyjski, który jakby nie patrzeć jest równie charakterystyczny co zapach amoniaku. Byłem tam sam, miałem tylko Glocka, poszedłem obadać kto tam siedzi, a drużyna została dosyć daleko, bo musiałem przedrzeć się przez park. No to sami rozumiecie, że na wzmiankę o tymże języku postanowiłem przyjąć zdrową taktykę i schowałem się w krzaczorach. Następnie powiedziałem "Podnoszę kamulec, na którym stoję i rzucam nim w szopę". Celem oczywiście wypłoszenia jak mniemałem degustatorów płynu z chłodnicy. Mistrz gry zwyczajnie powiedział mi, że rzuciłem i kamień uderzył w blachę. I... na tym zakończę. W tej sytuacji jak widać nikt nie kwestionował istnienia kamienia pod moim butem. Zwyczajnie wyciągnąłem go i rzuciłem pomimo tego, że mistrz gry dowiedział się o jego istnieniu dopiero gdy go wyciągałem. Nie zaprotestował, przyjął do wiadomości i poleciało. 

To może jak było o kamulcach to teraz o jabłonkach. Pewnego razu stwierdziłem, że pokażę mojej siostrze na czym to całe RPG polega. Pomijając miliony szczegółów i faktów przejdę do rzeczy. Trafiła ona do wioski, była wojownikiem, z mieczem tarczą, zbroją i wszystkim co tam charakteryzuje wojownika. W każdym razie obleciała ją gromadka dzieci, które chciały żeby ta pokazała im co nieco. Mówię tu oczywiście o rynsztunku, bo co innego chciałyby zobaczyć dzieci? Ona się zgodziła, ja opisałem jak zabiera je w cień drzewa, odkłada tobołek pod pniem i prezentuje miecz. Niestety według kości dzieci szybko straciły zainteresowanie i poszyły w pi... gdzieś sobie poszły. Ja natomiast chciałem nakierować gracza do karczmy. Z tego też powodu zacząłem opowiadać o jej głodzie i burczeniu w brzuchu. A ona na to "No tak, przecież jestem taka głodna. Zrywam jabłko z drzewa i idę usiąść przy moim tobołku". Hmm... Wtedy właśnie się dowiedziałem, że nie dość drzewo okazało się jabłonią to jeszcze były na niej dojrzałe owoce, które można było zerwać. Ile gatunek drzewa był do przełknięcia tak przecież jabłka dojrzewają na jesień, gdy wydawało mi się, że gramy latem. Do tego wszystkiego przecież chciałem zagnać ją do karczmy, a takie zagranie krzyżowało mi plany. Niemniej jednak pozwoliłem jej zjeść to jabłko, zmienić gatunek drzewa, które zwyczajnie dotąd gatunku nie posiadało w mojej głowie, jak i chwycić nieistniejące przed sekundą dojrzałe jabłko. Dodałem tylko, że jest jeszcze dość kwaśne. Pozwoliłem na taką ingerencję z prostego względu, dzięki niej gracz realnie żył w tym świecie i najwyraźniej widział jaki to gatunek drzewa lepiej ode mnie. Ja na tym nic nie straciłem, nie było to ważne dla fabuły i niczego przecież nie zmieniło. No... poza tym, że dotarcie do karczmy zajęło więcej czasu.

To może jeszcze jeden przykład. Pewnie już nie macie ochoty czytać, bo nadmiar literek, szczególnie na komputerze męczy oczka. Obiecuję, że nie będzie za długo. Gracze wędrowali po drodze w stronę pewnej posiadłości należącej do kuzyna jednego z graczy. Idą idą, aż tu nagle zaskoczyła ich noc. Kto by się spodziewał? Trzeba było rozbić obóz, gracze zdecydowali się to zrobić przed pewnym mostkiem. Wszystko gra, jeden z nich rozpalił ognisko, drugi ostrzy miecz, trzeci dogląda koni. Jest fajnie. Klimacik, zapowiadało się przyjemne ognisko. Aż tu nagle, czwarty gracz zaczyna opowiadać jak to on podchodzi do tych kurhanów przy moście, jak to hełmy na wbitych w nie mieczach wiszą. Domniemywa, że to żołnierskie groby, snuje o potyczce jaka tu zapewne musiała się wydarzyć. Opowiada jak oddaje im hołd i cześć. [Dźwięk szurającej płyty gramofonowej] Że co proszę? Nic takiego tam nie ma. Przecież dobrze znam swoje notatki. Tam NIC nie ma. O czym on gada? No tak, gościu dużo grał w swoim życiu w gry indi i pewnie mu się troszkę pomieszało. Tak więc, grzecznie wytłumaczyłem mu, że tak nie wolno, nie wymyślamy sobie nowych lokacji, od tego ja tu jestem jako Mistrz Gry. Z drugiej strony... Nikomu by takie nagrobki przecież nie przeszkodziły. Gdy skończyłem mu tłumaczyć co może, a czego nie, zapytałem graczy, dlaczego oni nie oddają czci poległym. Przecież to nie ładnie. Nagrobki zostały w grze, ale zdecydowanie sprzeciwiłem się tego typu wtrąceniom.

No dobra, czas na konkluzję. Osobiście uwielbiam, gdy gracze żyją światem. Walczą pogrzebaczami wyjętymi z kominka, ładują garłacze rozbitymi dzbanami czy też na widok wrogiego okrętu zamiast wyciągać miecz biegną po dynamit do zbrojowni (Gwoli ścisłości, ostatnia historia dotyczy Wolsunga). Jeżeli coś ma szansę znaleźć się w zasięgu ręki gracza to z pewnością tam jest. W karczmie są dzbany, butelki i tak dalej. W krzakach zapewne leżą ze dwa kamienie. Może nawet więcej. No dobra, na drzewach nie zawsze rosną jabłka, ale czasem jednak rosną. I na to też pozwalam. Jeżeli w opisie jest jakaś luka, a gracz ją wypełnia (Było drzew, to czemu nie może to być jabłoń?) to ok, ale już mrużę oczy. Ale jeżeli gracz wprowadza na sesji własną lokację no to tu stawiam szlabanik. Takie rzeczy tylko w jakiś wyjątkowych przypadkach. Oczywiście, gdybym dobrze znał gracza to pozwoliłbym mu wstawić te nagrobki, ale owego nie znałem zbyt dobrze. Zaraz by sobie zaczął wstawiać jakieś odnogi w podziemiach, albo budował karczmy w mieścinach, gdzie z zasady miała stać tylko jedna. Kieruję się zasadą wszystko dla ludzi, ale co za dużo to nie zdrowo. Nawet źródlana woda w nadmiarze zabija. Nie wierzycie? A słyszeliście ile kobiet stało się wdowami za sprawą oceanu?

A jak to jest u was? Liczycie każdego banana na bananowcu? Racja żywnościowa to 1 racja żywnościowa, bez której się umiera? Głoduje? Na ziemi nie ma kamieni o ile o tym wcześniej nie opowiecie? A może wręcz przeciwnie? Gramy w dużym mieście, to niech gracze sami je stworzą? Krzysiek chce iść kupić sobie kremówkę? Niech Janek opowie o tym wozie z kremówkami. Magda chce zakupić nowe ciuszki? Niech Krzysiek przedstawi nam zakład krawiecki. Janek chce iść się zabawić? No to niech Magda coś wymyśli. A może zachęcacie graczy do tworzenia własnych lokacji/scen w czasie sesji? Jacek, co znajduje się przy obozowisku? Nic? No wysil się trochę?

Mam nadzieję, że i ty się trochę wysilisz i opowiesz jak to jest u ciebie mistrzu. A jeżeli nie jesteś mistrzem gry, to przyjmij to za komplement i też opowiedz o swoich doświadczeniach. Trzymajcie się.

Komentarze


Olórin
   
Ocena:
0

@Agrafka

Twój styl narracji jest bardzo absorbujący dla prowadzącego i części graczy może nie odpowiadać. Słusznie napisał jeden z przedmówców, że istotnym "argumentem za", jest odciążenie mistrza. Nie chodzi tutaj broń Boże o wyręczenie mistrza. Przyznasz jednak, że bywają momenty na sesjach, w których i prowadzącemu przydałoby się złapać oddech i przepłukać gardło. Nie wspomnę o wielu innych rzeczach (poza samym gadaniem), które mistrz musi na bieżąco przetrawiać. Chwała graczom, którzy potrafią wyczuć taki moment i rozpocząć rozmowę między sobą, czy odegrać jakiś fluff. Właśnie przy odgrywaniu takich niuansów po prostu trzeba dać pole do popisu i zaufać graczom. Z moich doświadczeń wynika, że potrafią fajnie wykorzystać i nienadużywać władzy (jakkolwiek to brzmi), którą im przekażemy.

Rodzaj graczy, który sygnalizowałem, to chociażby grający mistrzowie (c'est moi). W opisie lubię korzystać z otoczenia - np. moja postać przysiada na stołku, o którym prowadzący nie napomknął, a który zgodnie z zdrowym rozsądkiem mógłby (czy nawet powinien) znajdować się w swoim miejscu. Takie wstawki często ułatwiają wejść w buty postaci i po prostu ubarwiają słowotok.

Co do kulania na występowanie danych elementów otoczenia - uważam, że jest to zbędne. Każdy test kradnie cenne sekundy (mniej istotne) i przerywa narrację (bardziej istotne). Wszyscy wiemy, że kości i tak muszą się na sesji odezwać i nie ma potrzeby by takie sytuacje prokurować.

28-10-2015 09:29
Wlodi
   
Ocena:
+9

A ja dodałbym jedną uwagę, wiele zależy także od konwencji, jak również od sytuacji.

Przykład, który już kilka razy podawałem przy innej okazji - grając w przygody horror/thriller ciężej jest o pozwolenie graczom na mocną ingerencję w otoczenie - czemu? Ponieważ gracz będzie czuł, że ma wpływ na świat - a w takiej konwencji powinno być zupełnie inaczej (należy utrzymać klimat "osaczenia"). 

-Bohater wchodzi do ciemnego pomieszczenia, ledwo widzi co się wewnątrz znajduje. Słyszy jedynie uderzanie jakiegoś ciężkiego metalicznego przedmiotu.

Wersja z ingerowaniem małym - "Słysząc to, sięgam po włącznik światła i przyglądam się otoczeniu".

Wersja z ingerowaniem większym - "Słysząc to, sięgam po włącznik światła i przyglądam się tej dziwnej maszynie w rogu pokoju, która przez cały czas pracuje".

Wersja bez ingerowania - "Nerwowo szukam włącznika światła"

Czy bohater go znajdzie, zależy od nas. Czy bohater może ma zapałki, i właśnie drżącą ręką je rozpali by dostrzec coś strasznego w rogu pokoju? A może zapali je własną deklaracją i spokojnie wyłączy przegrzewający się piec ...

Konwencja ...

Heroiczna/Przygodowa - pozwala na mocniejsze ingerowanie.

Mroczna/Horror - powinna ograniczać jeśli chcemy mocniej wpłynąć na podkreślenie klimatu (jeśli nie operujemy tylko na emocjach bohaterach)

28-10-2015 10:46
fajersztorm
   
Ocena:
+1

Dla mnie tocząca się dyskusja przypomina wykłócanie się o to czy zielony jest  ładniejszy od niebieskiego. U mnie to wszystko zależy od graczy z którymi gram. Są tacy którym na to pozwalam(ale bez przesady) bo nie przeginają i wymyślają elementy wzbogacąjące sesję a są też tacy którzy psują tym klimat i nie pozwalam im na wymyślenie czegokolwiek. Wszytko jest kwestią zgrania z drużyną i żadne podejście nie jest lepsze.

 

28-10-2015 10:58
MaksZ
   
Ocena:
0

@Wlodi bardzo trafna uwaga.

Zgodzę się też z @Olórinem, nie przesadzajmy z tymi rzutami. Mieliśmy już wcześniej rzut na spluwaczkę, teraz mam rzut na występowanie kamieni w krzakach. To raczej nie jest dobra droga.

@fajersztorm z tobą się nie zgodzę. Gracze powinni z góry wiedzieć, niezależnie od drużyny czy mogą chwycić za jakąś tam butelkę w karczmie, czy mogą rzucić nieopisanym przedmiotem, który powinien w danej scenerii się znajdować czy też nie mogą. Oczywiście, jak zawsze wszystko zależy, jak też pisał Wlodi od konwencji, jak sam mówiłem, od systemu, ale nie jesteśmy tutaj, żeby spierać się o to kto ma rację. Pamiętaj, jesteśmy tu po to, żeby wymieniać się doświadczeniami, zobaczyć styl prowadzenia innych oraz to jak takie naginanie może prowadzić do czegoś fajnego jak i potrafi zniszczyć całą magię. Fajnie, że powiedziałeś nam jak to jest u ciebie, tylko nie wiem, czy grając w drużynie, gdzie jeden może nagiąć otoczenie, a drugi musi się dostosować czułbym się dobrze. Grałem raz u jednego mistrza gry, który powiedzmy pozwalał mi i drugiemu graczu na troszkę więcej, gdzie pozostała dwójka graczy musiała o wszystko pytać. Ja siadałem na stołku, drugi gracz musiał się za nim rozglądać. Ja rzucałem komuś piachem po oczach, on musiał pytać czy może chwycić piach. Osobiście czułem się z tym źle. Ale to moje subiektywne odczucie.

Dziękuję wszystkim za podzielenie się swoimi myślami. Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja rozmyślam nad takimi farmazonami.

28-10-2015 11:54
Podtxt
   
Ocena:
0

Ja tak przy okazji - woda źródlana oznacza słodką, a w oceanie jest słona, więc porównanie takie średnie. Co do artykułu to czasami pozwalam na interwencję gracza w świat, np. walka koło studni, gracz deklaruje że chwyta stojące na niej wiadro i uderza przeciwnika. Ja w mojej głowie widziałem wiadro opuszczone na dół, ale po krótkim namyśle stwierdziłem że niczemu to nie przeszkadza i przytaknąłem. Ale częściej mam problem z graczami którzy obawiają się manipulacji światem gry w ten sposób, niż tego nadużywających.

28-10-2015 12:38
   
Ocena:
+1

Mieliśmy już wcześniej rzut na spluwaczkę

Nie. Mieliśmy rzut na bezkonfliktowe przejście obok nieprzyjemnego typka w potencjalnie wrogim środowisku. Na uniknięcie kłopotów, innymi słowy. Dlaczego miałoby go nie być?

28-10-2015 18:46
Enc
   
Ocena:
+2

To był rzut na spluwaczkę. Gracz nie znał stawki, dopiero po rzucie okazało się, źe MG robi z jego postaci pośmiewisko. To prowadzenie zgodne z wykładnią pierwszej połowy ostatniej dekady XX wieku.

28-10-2015 19:53
Petros
   
Ocena:
+1

Tak, pozwalam. Jako MG zawsze mam ostatnie słowo, ale póki Gracz mi nie stwierdza, że wujek jego postaci jest prezydentem, albo że jakiś funkcjonariusz FSB ma u jego postaci dług, to spoko: na danej polance mogą sobie rosnąć jabłonie, kasztany, czy wierzby płaczące; w danym barze może przesiadywać grupa harleyowców grająca w bilard, pijany dresiarz, atrakcyjna studentka z laptopem; strażnicy miejscy mogą skroić jakiegoś młodego chłopaka na ulicy, szanowany kapłan może dymać 12-letniego nowicjusza w oknie jakiegoś domu i tak dalej. Świat na sesji nie jest światem moim, tylko naszym wspólnym.

28-10-2015 22:37
   
Ocena:
+1

To był rzut na spluwaczkę. Gracz nie znał stawki, dopiero po rzucie okazało się, źe MG robi z jego postaci pośmiewisko.

(G) Ale rozumiem, że spluwaczka standardowo jest?
(MG) Gdy się rozglądasz po saloonie to ją dostrzegasz. Jest niedaleko, ale po drodze miniesz tego nieprzyjemnego typa. Idziesz czy sobie darujesz?

28-10-2015 23:28
MaksZ
   
Ocena:
+1
@PK_AZ proszę, zadaj sobie pytanie jak to ma sie do tematu. W ktorym momencie gracz nagina otoczenie? Spluwajac, przechodząc, rzucając czy zarywając o stół czołem? Jak na moje oko gracz niczego nie nagina, a gdy próbuje wejść w interakcje z otoczeniem zostaje pokarany ryzykiem rzutu na... nie wiadomi co. A potem dowiaduje się że zarywa łbem o blat. Nie ma tu ingerowania w świat, nie ma naginania otoczenia o którym piszę. Jest za to karanie gracza za interakcję ze światem. Zgodnie z trzecią zasadą dynamiki newtona jezeli ty reagujesz na świat to on reaguje na ciebie (akcja reakcja), ale coś mi sie wydaje że po takiej reakcji będę na tej sesji już tylko słuchaczem.

W mojej opini jest to błąd mistrza gry, niszczenie zabawy z odgrywania i mijanie się z tematem tej notki blogowej. Ale jak zdążyłem już zauważyć jest to moja opinia, o którą możemy się spierać w komentarzach przez tydzień. I tu też nie mam nic przeciwko gdyby było to w temacie, a niestety nie jest.

Nie chcę być wrednym blogerem który wie najlepiej, jednakże no nie jest to sytuacja pokrewna do przedstawionej. Spójrz na przykład @Petrosa. Gracz raczej nie bedzie rzucal na dotarcie do wiadra przy studni ani nie bedzie rzucał na sznse wystąpienia wiadra w okolicy. Postawione pytanie brzmi czy wiadro zaistnieje czy nie oraz jak bardzo gracz moze nagiac otoczenie do własnej dyspozycji, stąd moja krytyka.
28-10-2015 23:50
Enc
   
Ocena:
0

@PK_AZ:

To "miniesz tego nieprzyjemnego typa" nie jest ustaleniem stawki. To wciąż rzut na dojście do spluwaczki.

29-10-2015 06:27
Agrafka
   
Ocena:
0

Enc.

Jakkolwiek moje prowadzenie moze ci sie nie podobac, to naprawde trudno mi uwierzyc ze nie trollujesz. Ty na swoich sesjach slyszysz "przejscie obok tej bandy orkow bedzie niebezpieczne, ten rzut okresli czy ci sie uda. Uwaga, bedzie to rzut na skradanie z modyfikatorem +10. Jesli ci sie nie uda to cie zauwaza, a jesli temu z lukiem wyjdzie to moze do ciebie strzelic"? Jak to sie ma do wspomnianych wczesniej "cennych sekund gry", "dynamiki" i "przewidywalnosci"? Moi gracze doskonale wiedza, ze podejmuja ryzyko przechodzac obok nieprzyjemnego typa czy innego zagrozenia. Czy to rzut na,spluwaczke? Nie. To,co jest po drugiej stronie nie ma,znaczenia. Potencjalne niebezpieczenstwo stoi na drodze do twojego celu. To, czy jest to krysztal mocy, kibel czy piwo nie ma znaczenia. Jestem absolutnie pewna, ze nawet srednio rozgarniety gracz wiedzialby, ze rzut jest zwiazany z ryzykiem wywolanym niebezpieczna sytuacja. 

29-10-2015 08:39
   
Ocena:
0

Wlodi chyba wyczerpał temat 

@Agrafka

Premiujesz prowadzenie , które wg mnie rozciąga sesję.

Ja staram się zmieścić w 3h grania cały scenariusz, takie dokladne opisywanie scen  w moim odczuciu powoduje straszne przestoje. Szczególnie kiedy opisujesz graczowi błahą sytuacji która może wychodzić na konfliktową w zależności od gracza na jakiego trafisz to może spowodować , że on będzie myślał co dla jego postaci jest najodpowiedniejsze albo wręcz że tam jest jakiś istotny npc z punktu widzenia przygody.

Ja pozwalam graczom dodawac sporo od siebie jeśli przygoda jest prowadzona w takim heroiczno filmowym klimacie :)

29-10-2015 09:31
Enc
   
Ocena:
0
@Agrafka:

Nie trolluję, wskazuję właśnie czemu Twój styl prowadzenia - przynajmniej to co opisujesz tutaj - jest toksyczny. Możesz darować sobie zgadywanie jak to jest u mnie, średnio Ci to wychodzi.

I wciąż nie łapiesz podstaw idei ustalania stawek.

Odnośnie tej sytuacji, ja bym nie tyle powstrzymał się od rzutu, co dodał "kolesie chcą cię ośmieszyć, jeśli wyjdzie ci słabo, podstawią ci nogę ipolecisz na stolik rozlejesz piwo na grających". Gracz mógłby zasugerować coś innego albo ekipa zgodnie by mogła stwierdzić "Bójka w saloonie!", bez rzutów.
29-10-2015 10:04
Tyldodymomen
   
Ocena:
0

Encu zaczynasz być takim samym fanatykiem jednego stylu grania jak Laveris. Nie idź tą drogą.

29-10-2015 12:43
Enc
   
Ocena:
0
Przepraszam. Nie idę.

Ale stawki i tak IMHO są gites. :)
29-10-2015 13:00
Agrafka
   
Ocena:
0

Enc, i super, w koncu dochodzimy do sedna. Dla ciebie opis jest niekompletny. Nie ma to wiekszego znaczenia dla ogolu, bo i tak jest tylko przykladem. ;) dla ciebie jest toksyczny, nam sie podoba.

Nigdy nie twierdzilam, ze prowadze w popularny sposob. To raczej rozrywka dla konkretnej grupy o specyficznych upodobaniach.

29-10-2015 13:15
Enc
   
Ocena:
0
Ech, tu nie chodzi o opis, a reguły stołu, podział ról i stopień kontroli nad bohaterem, tym co go spptyka i jak reaguje.

Ja w ogóle do niczego nie staram się przekonać, jedynie wartościuję tak, jak Ty na początku dyskusji. Plus punktuję rzut na spluwaczkę jako słaby pretekst do bójki. :)
29-10-2015 13:44
Furiath
   
Ocena:
+7

Co daje fajnego grze to, że mistrz gry nie pozwala na ingerencje? Bo że Mistrzowi pozwala podbić ego to zrozumiałe, ale w sensie fajności gry pytam? Argument Wlodiego jest ciekawy, ale co jeszcze? 

Przykład: W czasie walki w warsztacie szalonego konstruktora.

  • Gracz (ingeruje w narrację): oplatam jego nogę łańcuchem i spycham do szybu, a sam łapię się liny aby wciągnąć się do góry. 
  • MG (pozwala na partycypcjonizm w świat): heh, niezłe, zrób test zręczności... 

Jak się uda to macie fajną scenę. 

Mistrz gry, który by powiedział "nie ma tutaj żadnego łańcucha!" albo "Nie pytałeś wcześniej czy tu jest łańcuch" - to dla mnie wystawienie certyfikatu niezaradności jako prowadzący. Takie działanie i zmuszanie graczy do schematu - pytania wcześniej, "czy widzę, czy jest, czy można" to tłamszenie kreatywności graczy niczym biurokracja polska. I to po co? W imię boskiego podziału kompetencji, a może własnej słabizny jako prowadzący? 

Mistrz gry, który opisuje wszystkie detale, bo gracz może tylko tym działać, co zostało opisane, to dla mnie tez jakaś pomyłka niespełnionego literata. Przecież wiadomo, ze w warsztacie znajduje się dużo rzeczy jak drążki, liny, galeryjki, narzędzia, jesteśmy fanami fantastyki widzieliśmy w filmach, grach komputerowych, kartach książek i komiksów podobne obrazy. Po kiego mistrz gry ma to bardzo szczegółowo opisywać w detalach? Dla dźwięku słyszenia swego głosu opisywacza? No chyba że ma opóźnionych graczy, którzy wyobrażają sobie tylko to, co mistrz gry im powie, normalny gracz jak mu rzucisz "las" to widzi drzewa, patole, szyszki i liście" :)

A co zrobić, gdy gracz przegina? A co za problem - dojrzali ludzie potrafią to chyba rozwiązać:

  • Gracz (ingeruje z przegięciem: "Ach, atakuje mnie? To łapię za jakiś sprzęt, ale co to? Okazuje się, że to eksperymentalna piła żarowa, podobno wyprodukowano ich tylko kilka. I tą piłą..."
  • MG (rozwiązanie nr 1 - MG uważa, że to przegięcie): ...Hej, stój! O w mordę, przeginasz! Nie ma tutaj nic takiego. 
  • MG (rozwiązanie nr 2 - MG uważa, że to przegięcie, ale pomysł wart uwagi, więc teścik): rzuć kością 1-2 to rzeczywiście ta piła, 3-5 to ta piła, ale nie działa, czegoś jej brakuje - będziesz miał motyw naprawienia fajnego gadżetu 6-10 to tylko kawał złomu, który wziąłeś za piłę. 
  • MG (rozwiązanie nr 3 - MG uważa, że to przegięcie, ale pomysł wart uwagi): Ach, istotnie jest jakiś sprzet w gablocie, który wygląda jak ta piła. Ale jest to na galeryjce, za daleko, byś mógł sięgnąć. Musiałbys się jakoś tam dostać.

Wszystkie rozwiązania (a może być ich o wiele więcej) są w porządku.Gracz w ingerencjach uruchamia wyobraźnię - gdy rozkręca scenę, dokłada do gry coś swojego, czasem nieprzewidywalnego, przygody mogą stać się barwniejsze, co w tym złego? I dlaczego na to nie pozwalać?

29-10-2015 15:15
Torgradczyk
   
Ocena:
+1

Jak pisałem wcześniej, każdy lubi grać inaczej, ale tak z mojej perspektywy:

Biję się na sesji z przeciwnikiem, deklaruję, że łapię leżący na ziemi kamień i rozbijam go na głowie przeciwnika... Mg mówi: "podoba mi się, walnąłeś gościa"... Nie... mi się to nie podoba. Jestem całkiem kreatywny i w ten sposób mógłbym wygrać większość walek. Ja nie czuję wtedy świata przedstawionego. Lubię, kiedy mg powie mi "to rzuć, zobaczymy, czy kamień jest w zasięgu ręki" albo: "macasz ręką, ale jak na złość żadnego kamienia, co robisz?" Samo życie - rzeczywistość nie zawsze nam sprzyja, nie zawsze podsuwa kamienie, liny i butelki, kiedy tego potrzebujemy. Jako gracz szybko zniechęciłbym się do mg, który bez niczego akceptował każdy z moich kreatywnych pomysłów (choćby bez jakiegoś rzutu na powodzenie), kiedy miałbym wiedzę, że cokolwiek wymyślę, byle było w miarę prawdopodobne, to mi się to powiedzie, magicznie w ręce zmaterializuje mi się lina, łańcuch, pręt, kamień.
Oczywiście, żadna skrajność nie jest dobra, jeśli bijemy się na kamienistej plaży, to obejdziemy się bez rzutów, żeby po jeden z kamieni sięgnąć. Niemniej czasem nawet w saloonie nie będzie butelki. Lubię kiedy mg tego pilnuje i czasem (nie zawsze) zrobi jakiś problem.
Lubię kreatywność i jako mg zawsze staram się premiować za nią graczy, ale lubię też szczegółowość świata przedstawionego i mocno zarysowane granice rzeczywistości. Tak ja to widzę.
 

30-10-2015 07:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.