string(15) ""
» Blog » Moja siostra, jabłonie i kamulce
27-10-2015 13:20

Moja siostra, jabłonie i kamulce

W działach: RPG, Mistrz Gry | Odsłony: 1022

Moja siostra, jabłonie i kamulce

Hej, chciałem was o coś dzisiaj zapytać. Zacznę od pytania, potem przedstawię kilka scen z sesji (oczywiście takich prawdziwych a nie wyssanych z palca na potrzeby tej notki. Wiecie, chodzi mi o to, żeby nie tylko wam truć nad uchem, ale też staram się, żebyście poznali parę faktów z mojego grania i mistrzowania), a na koniec oczywiście napiszę jak to jest u mnie. Dobra, zaczynajmy.

Pytanie brzmi, jak bardzo pozwalacie ingerować graczom w opis świata? Jak bardzo pozwalacie im go naginać? Czy pozwalacie korzystać ze wszystkiego (WSZYSTKIEGO)  co opisujecie? A może dajecie im możliwość chwytania za przed sekundą nieistniejące butelki i rozbijanie ich na głowach dystyngowanych erudytów zwilżających swe zachrypnięte gardła od polityczno-religijnych dysput w portowym przybytku o wdzięcznej nazwie "Chętna Dziewka"? A może liczycie każdego banana na jabłonce?

Ok, pierwszy taki mój przykład. Pamiętacie mojego bohatera Mozarta? Do Neuro? Jak nie to odsyłam do notki zatytułowanej tym właśnie nazwiskiem. Cóż... Siedziałem w krzakach. Nie zrozumcie mnie źle, poszedłem na zwiady, trafiłem na jakieś podwórze, była tam blaszana szopa, a w środku jacyś dżentelmeni władający nieznanym mi językiem. Mistrz gry dał nam ukradkiem do zrozumienia, że może to być rosyjski, który jakby nie patrzeć jest równie charakterystyczny co zapach amoniaku. Byłem tam sam, miałem tylko Glocka, poszedłem obadać kto tam siedzi, a drużyna została dosyć daleko, bo musiałem przedrzeć się przez park. No to sami rozumiecie, że na wzmiankę o tymże języku postanowiłem przyjąć zdrową taktykę i schowałem się w krzaczorach. Następnie powiedziałem "Podnoszę kamulec, na którym stoję i rzucam nim w szopę". Celem oczywiście wypłoszenia jak mniemałem degustatorów płynu z chłodnicy. Mistrz gry zwyczajnie powiedział mi, że rzuciłem i kamień uderzył w blachę. I... na tym zakończę. W tej sytuacji jak widać nikt nie kwestionował istnienia kamienia pod moim butem. Zwyczajnie wyciągnąłem go i rzuciłem pomimo tego, że mistrz gry dowiedział się o jego istnieniu dopiero gdy go wyciągałem. Nie zaprotestował, przyjął do wiadomości i poleciało. 

To może jak było o kamulcach to teraz o jabłonkach. Pewnego razu stwierdziłem, że pokażę mojej siostrze na czym to całe RPG polega. Pomijając miliony szczegółów i faktów przejdę do rzeczy. Trafiła ona do wioski, była wojownikiem, z mieczem tarczą, zbroją i wszystkim co tam charakteryzuje wojownika. W każdym razie obleciała ją gromadka dzieci, które chciały żeby ta pokazała im co nieco. Mówię tu oczywiście o rynsztunku, bo co innego chciałyby zobaczyć dzieci? Ona się zgodziła, ja opisałem jak zabiera je w cień drzewa, odkłada tobołek pod pniem i prezentuje miecz. Niestety według kości dzieci szybko straciły zainteresowanie i poszyły w pi... gdzieś sobie poszły. Ja natomiast chciałem nakierować gracza do karczmy. Z tego też powodu zacząłem opowiadać o jej głodzie i burczeniu w brzuchu. A ona na to "No tak, przecież jestem taka głodna. Zrywam jabłko z drzewa i idę usiąść przy moim tobołku". Hmm... Wtedy właśnie się dowiedziałem, że nie dość drzewo okazało się jabłonią to jeszcze były na niej dojrzałe owoce, które można było zerwać. Ile gatunek drzewa był do przełknięcia tak przecież jabłka dojrzewają na jesień, gdy wydawało mi się, że gramy latem. Do tego wszystkiego przecież chciałem zagnać ją do karczmy, a takie zagranie krzyżowało mi plany. Niemniej jednak pozwoliłem jej zjeść to jabłko, zmienić gatunek drzewa, które zwyczajnie dotąd gatunku nie posiadało w mojej głowie, jak i chwycić nieistniejące przed sekundą dojrzałe jabłko. Dodałem tylko, że jest jeszcze dość kwaśne. Pozwoliłem na taką ingerencję z prostego względu, dzięki niej gracz realnie żył w tym świecie i najwyraźniej widział jaki to gatunek drzewa lepiej ode mnie. Ja na tym nic nie straciłem, nie było to ważne dla fabuły i niczego przecież nie zmieniło. No... poza tym, że dotarcie do karczmy zajęło więcej czasu.

To może jeszcze jeden przykład. Pewnie już nie macie ochoty czytać, bo nadmiar literek, szczególnie na komputerze męczy oczka. Obiecuję, że nie będzie za długo. Gracze wędrowali po drodze w stronę pewnej posiadłości należącej do kuzyna jednego z graczy. Idą idą, aż tu nagle zaskoczyła ich noc. Kto by się spodziewał? Trzeba było rozbić obóz, gracze zdecydowali się to zrobić przed pewnym mostkiem. Wszystko gra, jeden z nich rozpalił ognisko, drugi ostrzy miecz, trzeci dogląda koni. Jest fajnie. Klimacik, zapowiadało się przyjemne ognisko. Aż tu nagle, czwarty gracz zaczyna opowiadać jak to on podchodzi do tych kurhanów przy moście, jak to hełmy na wbitych w nie mieczach wiszą. Domniemywa, że to żołnierskie groby, snuje o potyczce jaka tu zapewne musiała się wydarzyć. Opowiada jak oddaje im hołd i cześć. [Dźwięk szurającej płyty gramofonowej] Że co proszę? Nic takiego tam nie ma. Przecież dobrze znam swoje notatki. Tam NIC nie ma. O czym on gada? No tak, gościu dużo grał w swoim życiu w gry indi i pewnie mu się troszkę pomieszało. Tak więc, grzecznie wytłumaczyłem mu, że tak nie wolno, nie wymyślamy sobie nowych lokacji, od tego ja tu jestem jako Mistrz Gry. Z drugiej strony... Nikomu by takie nagrobki przecież nie przeszkodziły. Gdy skończyłem mu tłumaczyć co może, a czego nie, zapytałem graczy, dlaczego oni nie oddają czci poległym. Przecież to nie ładnie. Nagrobki zostały w grze, ale zdecydowanie sprzeciwiłem się tego typu wtrąceniom.

No dobra, czas na konkluzję. Osobiście uwielbiam, gdy gracze żyją światem. Walczą pogrzebaczami wyjętymi z kominka, ładują garłacze rozbitymi dzbanami czy też na widok wrogiego okrętu zamiast wyciągać miecz biegną po dynamit do zbrojowni (Gwoli ścisłości, ostatnia historia dotyczy Wolsunga). Jeżeli coś ma szansę znaleźć się w zasięgu ręki gracza to z pewnością tam jest. W karczmie są dzbany, butelki i tak dalej. W krzakach zapewne leżą ze dwa kamienie. Może nawet więcej. No dobra, na drzewach nie zawsze rosną jabłka, ale czasem jednak rosną. I na to też pozwalam. Jeżeli w opisie jest jakaś luka, a gracz ją wypełnia (Było drzew, to czemu nie może to być jabłoń?) to ok, ale już mrużę oczy. Ale jeżeli gracz wprowadza na sesji własną lokację no to tu stawiam szlabanik. Takie rzeczy tylko w jakiś wyjątkowych przypadkach. Oczywiście, gdybym dobrze znał gracza to pozwoliłbym mu wstawić te nagrobki, ale owego nie znałem zbyt dobrze. Zaraz by sobie zaczął wstawiać jakieś odnogi w podziemiach, albo budował karczmy w mieścinach, gdzie z zasady miała stać tylko jedna. Kieruję się zasadą wszystko dla ludzi, ale co za dużo to nie zdrowo. Nawet źródlana woda w nadmiarze zabija. Nie wierzycie? A słyszeliście ile kobiet stało się wdowami za sprawą oceanu?

A jak to jest u was? Liczycie każdego banana na bananowcu? Racja żywnościowa to 1 racja żywnościowa, bez której się umiera? Głoduje? Na ziemi nie ma kamieni o ile o tym wcześniej nie opowiecie? A może wręcz przeciwnie? Gramy w dużym mieście, to niech gracze sami je stworzą? Krzysiek chce iść kupić sobie kremówkę? Niech Janek opowie o tym wozie z kremówkami. Magda chce zakupić nowe ciuszki? Niech Krzysiek przedstawi nam zakład krawiecki. Janek chce iść się zabawić? No to niech Magda coś wymyśli. A może zachęcacie graczy do tworzenia własnych lokacji/scen w czasie sesji? Jacek, co znajduje się przy obozowisku? Nic? No wysil się trochę?

Mam nadzieję, że i ty się trochę wysilisz i opowiesz jak to jest u ciebie mistrzu. A jeżeli nie jesteś mistrzem gry, to przyjmij to za komplement i też opowiedz o swoich doświadczeniach. Trzymajcie się.

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
+2

Nie pozwalam graczom na samowolne kształtowanie świata bez konsultacji. Czyli: "Czy w pobliżu są jakieś jabłonie?" - spoko, brawo za inicjatywę. Ale jeśli słyszę "Podchodzę do jabłoni", to odruchowa reakcja jest "Ale tu nie ma absolutnie żadnych jabłoni. Najwyraźniej Twoja postać błędnie uznała, że dorodne kasztany to jabłka".

Jedyny etap swobodnego kształtowania elementów świata przez gracza (a i to nie zawsze) powinien mieć miejsce w tworzeniu historii postaci.

I w drugą stronę - jako gracz nie lubię, kiedy się ode mnie oczekuje, że będę kształtować świat. Jeśli ktoś ma do mnie pretensje, że idąc na targ mówię "Idę na targ" zamiast opisać wygląd targu i zacytować rozmowę z przekupką, w której odgrywam obie strony, to dziękuję za grę (i głownie dlatego od dawna praktycznie nie grywam PBF, bo tam takie rzeczy to norma, choć Dzemeuksis stwierdził kiedyś, że wcale nie i mam zwidy).

27-10-2015 13:33
Olórin
   
Ocena:
+1

Pozwalam (a nawet zachęcam) na tyle, na ile się da.

Właściwie mógłbym podpisać się pod przedstawionymi przez ciebie przykładami. Gracze mogą sobie wymyślić przechodnia, którego zapytają o drogę (o ile akcja nie dzieję się w środku nocy), kram, w którym kupią racje żywnościowe, drogowskaz, przy którym umówią się na spotkanie itp. Dużo zależy od szczegółowości scenariusza, a także od skali, w jakiej mają odbywać się wydarzenia. Przygotowałem szczegółową mapkę sioła - znajduje się tam dokładnie to co wymyśliłem i nic więcej. Z drugiej strony, to samo sioło może być tylko przystankiem. Jeżeli akcja toczy się w lochu, to właściwie nie do pomyślenia jest większa niż minimalna ingerencja. Jeżeli drużyna jest w drodze od miesiąca, przemierzyła pół świata, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wymyślić własną wieś, czy mniej istotne miasteczko, w którym zatrzymali się na parę dni, spieniężyli co mieli do spieniężenia i ruszyli dalej.

Bardziej liberalny jestem w RPGach stanowiących odbicie naszego współczesnego świata, np. WoD, czy ZC. Jeżeli akcja toczy się w wielomilionowej metropolii współdziałanie przy tworzeniu świata na linii gracz-mistrz jest po prostu niezbędne.

Ważne jest też żeby prowadzący trzymał rękę na pulsie - niekiedy gracz po prostu nie wie, że występowanie jakiegoś szczegółu (tudzież jego brak) jest istotne dla scenariusza.

27-10-2015 14:03
Exar
   
Ocena:
0

Ja pozwalam na wymyślanie. Gracze to uwielbiają, lepiej się wczuwają i czują, że też tworzą historię a nie tylko czekają na podanie wszystkiego na tacy.

A z takimi kurhanami, to jak pisał Adeptus - możesz zawsze powiedzieć, że to jednak nie są kurhany tylko w nocy mu się pomieszało i są to zwykłe wzgórki polodowcowe.

27-10-2015 14:36
amenarhi
   
Ocena:
+2

U mnie główną różnicę stanowi to, jak gracz deklaruje: "rozglądam się za patykiem" lub "podnoszę patyk". O ile w lesie nie ma nic niezwykłego w obu, o tyle na pustyni może być to okupione cholernie trudnym testem spostrzegawczości, więc nie ma mowy, żeby postać po prostu ten kijek podniosła, ot tak. Za to rozglądać się może, ile chce...;) A jeśli gracz w ogóle szuka konkretnego kijaszka (nawet w lesie), mogę już kazać mu rzucić kostkami, bo ma być tyle i tyle długi, wytrzymały, żeby mógł być bronią czy podporą dla napotkanego staruszka, etc. Jak ma pecha trafi na samo próchno, albo chruścik.

Bardzo lubię graczy myślących, wykorzystujących to, co widzą, dlatego chętnie bawię się w pokazywanie zdjęć scenerii, w jakiej się znajdują postaci - wtedy nie ma niedomówień. W systemach współczesnych korzystam z map 3D, dzięki którym gracze widzą, że między jednym a drugim budynkiem jest jakiś tam murek, za którym da się ukryć. Nie zawsze jednak jest to możliwe, więc wówczas staramy się wszyscy wypracować kompromis między moją wizją, a ich wyobrażeniem. Jeśli coś jest logiczne, tzn. mówię o zaśmieconej odpadkami ulicy, a chcą podnieść zgniłe jabłko albo jakieś żelastwo w ruinach w stylu post-apo, to nie ma problemu, ale już coś takiego, jak kurhany przy mostku raczej by u mnie nie przeszło:)

27-10-2015 15:03
Agrafka
   
Ocena:
+2

Absolutnie nie. Gracz odgrywa postac, mg kreuje swiat. Chcesz zeby cos sie pojawilo - zapytaj.

27-10-2015 15:28
Kanibal77
   
Ocena:
0

@Adeptus i Agrafka

Takie podejście jak Wasze jest kiepskie ze względu na to, że gra się tnie. O ile mg powinien kreować lokacje w jakichś wytrybowanych miejscach typu statek kosmiczny obcej rasy, zaświaty/pustkowia chaosu/umbra/łotewer, to w lokacjach standardowych nie ma przeciwskazań, by gracz współtworzył opis.

Gramy, powiedzmy, w deadlands, bg przyjeżdża do miasteczka i postanawia iść do saloonu. Gracz może wtedy zadeklarować.

BG-Przywiązuję konia do tego takiego stojadła do przywiązywania koni, wchodzę do saloonu, zamawiam kufel piwa, spluwam tytoniem do spluwaczki, po czym podchodzę do stolika zajętego przez miejscowych grających w pokera i pytam, czy można się dołączyć.

Jak rozumiem u Was wyglądałoby to tak:

BG-Przyjeżdżam do miasteczka, jest tam saloon?

  MG-Jest.

BG- A jest przed nim stojak do przywiązania konia?

MG-Jest.

BG- To przywiązuję konia i wchodzę do saloonu. Mają tam piwo i spluwaczkę?

MG- Ano.

BG- To zamawiam piwo i spluwam do spluwaczki itd...

Gra traci na dynamice i niepotrzebnie się przedłuża. Współtworzenie świata przez gracza jest też oznaką tego, że jest wkręcony w akcję i zależy mu, a nie zwisa i powiewa. Oczywiście mg ma zawsze prawo powiedzieć stop, no pasaran, to tak nie wygląda, jeśli dojdzie do przegięć, ale póki wszyscy zachowują umiar, why not? 

rpgi generalnie są odmianą rozrywki, która wymaga dość dużej dozy zaufania i wiary w uczciwość i rozsądek współgraczy. Ja przynajmniej widzę, to tak, że jak mamy się kantować i przeginać to już lepiej pójdźmy do sklepu po wódkę i spędźmy miło przy niej czas. Dlatego uważam, że nie ma nic złego we współudziale uczestników sesji w opisie. Byle zachować umiar. 

27-10-2015 16:32
Adeptus
   
Ocena:
0

& Kannibal77

A skąd założenie, że MG może opisywać świat tylko wtedy, jeśli gracz go zapyta?

27-10-2015 16:51
Agrafka
   
Ocena:
0

Kanibal77 - mi się sesje nie tną. Opisuję, jeśli gracz chce coś wiedzieć to dopytuje.

I nie. U mnie wygląda to tak:

Przyjeżdżasz pod saloon. Wygląda tak i tak, widzisz to i to, klimat taki a taki.

(G) Zsiadam z konia, przywiązuję.

(MG) jest tu standardowy pałąk do przywiązania konia, od razu z korytem z wodą. Chłopak stojący obok i żujący źdźbło podchodzi do ciebie "Panie, za kilka drobniaków popilnuję"

(G) Obrzucam go pogardliwym spojrzeniem i wchodzę.
(MG) Ok, w środku jest tłoczno, pełno dymu. Ludzie pijani, kilku kolesi rżnie w karty, koleś o nieprzyjemnej aparycji z paskudnym uśmiechem ugniata wdzięki siedzącej mu na kolanach kobiety. Przez tłum nie widzisz karczmarza, będziesz musiał się przecisnąć jeśli chcesz do niego podejść.
(G) Ale rozumiem, że spluwaczka standardowo jest?
(MG) Gdy się rozglądasz po saloonie to ją dostrzegasz. Jest niedaleko, ale po drodze miniesz tego nieprzyjemnego typa. Idziesz czy sobie darujesz?

(G) Idę. To tylko kilka kroków.

(MG) rzuć sobie.
(G) Kiepawo
(MG) Ok, nie zauważyłeś że typ podstawił ci nogę i przewracasz się na stolik kolesi rżnących w karty. Oblałeś ich piwem, monety pospadały. Wstali z rozmachem i wydają się wkurzeni...

"Gra traci na dynamice i niepotrzebnie się przedłuża."
To zależy. Dynamikę możesz stworzyć sytuacyjnie, a nie tylko szybkością wykonywanych akcji. U ciebie gość zamówił piwo i splunął. U mnie, w tej samej sytuacji zdążył już poznać kilku beenów i wplątać się w tarapaty. Może goście od kart wejdą z nim w sprzeczkę, może dojdzie do bójki, a może wstawią się za nim i razem przeciwstawią się ciemnemu typkowi. Na moje oko w mojej wersji jest ciekawiej.

"Współtworzenie świata przez gracza jest też oznaką tego, że jest wkręcony w akcję i zależy mu, a nie zwisa i powiewa."
Współtworzenie świata przez gracza to wpływ zachowań bohatera na świat. Wkręcenie to nie "świat wygląda tak i tak" tylko "moja postać robi to i to".
 

"why not?"

Ponieważ gracz ma grać i nie zaprzątać sobie głowy kreowaniem świata. Co innego założyć, że obiekt który być powinien tam jest. Pytanie czy w karczmie jest piwo jest bezzasadne dopóki MG nie zasugeruje że może go tam nie być.

"Dlatego uważam, że nie ma nic złego we współudziale uczestników sesji w opisie. Byle zachować umiar."
W pełni się zgadzam. Dlatego gracz opisuje działania, myśli, odczucia bohatera, a MG świata".

27-10-2015 17:24
WekT
   
Ocena:
+2

Kreowanie świata przez graczy wzięło się tam jakoś z kości dramy i innych Punktów Fejta oraz bardziej narracyjnej czy też luźniejszej przygodowej gry.

"Ponieważ gracz ma grać i nie zaprzątać sobie głowy kreowaniem świata"
Totalnie się z poniższym zdaniem nie zgodzę, pewnie tez jako grywający MG, który uwielbia tworzyć świat.

Ortodoksyjne podejście ma ne pewno jakieś plusy szczególnie w bardziej restrykcyjnych warunkach przygody, ale w innych warunkach nie sądzę (dla bardziej opornych można kreować świat tylko za pkty fejta), no chyba że nie mamy zupełnie synergii bądź zaufania do graczy, Bądź też MG boi się improwizacji i wyjścia poza strefę komfortu

W przykładzie, który podała Agrafka dostrzegam sporo marnowania energii MG na szczegóły. Mg ma i tak dużo roboty, więc warto przerzucać jak najwięcej rzeczy na graczy.

Po pierwsze oszczędzamy energię, po drugie gracz ma więcej satysfakcji z sesji, po trzecie sesja jest mniej przewidywalna, po czwarte gracz może zainspirować MG swoim pomysłem i to jest najważniejszy pkt pozwalania graczom na kreację świata- oczywiście to trzeba sobie z graczami wypracować i bo nie zadziała to w ciemno, ale na pewno warto. (pamiętając o wymogach specyfiki gry również i klimatu)
 

27-10-2015 17:38
Agrafka
   
Ocena:
0

Absolutnie nie zgadzam się, że to marnowanie czasu na szczegóły. Takie rzeczy są niezwykle istotne przy odgrywaniu przygody. Każda z nich może być punktem zwrotnym - od koniuszego aż do karczmarza. Większym marnowaniem energii byłoby dla mnie wplatanie w przygodę lokacji i pomysłów graczy w stylu "a tu jest pomnik", "a tam cmentarz", "a tu mam kochankę". Poza tym zaskakująco często kończy się to "To ja jednak mam pochodnię/klucz do tych drzwi/znam hasło".

"Mg ma i tak dużo roboty, więc warto przerzucać jak najwięcej rzeczy na graczy."
Brzmi dla mnie jak przykład naprawdę złego MG. Wybacz.

"Po pierwsze oszczędzamy energię"
Najlepiej oszczędza energię w ogóle nie prowadzenie. Ale nie po to prowadzimy, żeby "oszczędzać energię".

"gracz ma więcej satysfakcji z sesji"
Nie udowodniono ;) U mnie jest przeciwnie. Graliśmy pod różnymi MG i w różny sposób, i jednak ten o którym pisałam dotąd daje najwięcej satysfakcji. Nie ma co przerzucać "u mnie się sprawdza" na "tak właśnie jest bo ja tak wolę".

"sesja jest mniej przewidywalna"
Niby w jaki sposób? Absolutnie się nie zgadzam! Właśnie takie odgrywanie sprawia, że mogą się dziać rzeczy nieprzewidziane.

" gracz może zainspirować MG swoim pomysłem"
Zawsze może. Ale zakładasz, że MG nie jest zainspirowany prowadząc? Że potrzebuje dodatkowego źródła?
Poza tym nawet jeśli już tak by było, to zawsze gracz może powiedzieć "szukam czy w okolicy nie ma jakiegoś niezwykłego miejsca, na przykład druidzkiego kręgu". To też będzie "inspiracja", ale nie będzie wciskaniem pomysłu gracza na siłę. Bo być może kręgu akurat być nie może. Albo jego istnienie poplącze zbytnio przygodę.

27-10-2015 17:51
WekT
   
Ocena:
+2

@Agrafka
chyba nie do końca rozumiesz co mam na myśli:
zgadzam się że takie szczegóły są bardzo ważne, ale rozchodzi się o to jak je wykorzystujemy:
1. spluwaczka
zastanawianiem się nad tym czy jest spluwaczka i odpowiadanie graczowi to jest strata czasu. Bo dla mnie istotniejsze by było przejść od razu do wykorzystania tej spluwaczki w fabule, choćby jak od niej przejść do interakcji z tył od podstawiania nogi. Może to spluwaczka tylko dla miejscowych, a może gracz jest zbyt spragniony aby efektownie splunąć, albo właśnie napluje kolesiowi na buta przez przypadek- gracz bardzieje się tym zajara bo to wyszło od niego z pomysłu.
(dwa zdania mniej, ciekawiej i kilka/naście sekund oszczędzone

2. Jestem daleki od twierdzenia, że cały ciężar sesji spoczywa na MG- gracz musi mieć świadomość, że ma współodpowiedzialność za sesje.

3. Oszczędzanie energii jest bardzo istotne, jeśli spokojnie możesz sobie grać po kilkanascie godzin to OK, ale jeśli prowadzisz po całym tygodniu pracy i masz na to tylko kilka godzin to warto zużywać energię na rzeczy ważne i ciekawe a nie na takie drobnostki. Oszczędzasz czas na dronostkach aby te najisottniejsze rzeczy były z pełnym wykopem- odgrywanie BNów, opisy, akcja itp, itd.

4. Inspiracja. Jako MG zawsze masz utarte schematy myślowe i skojarzenia. Gracz może zwasze podrzucić Ci pomysł na który nie wpadłeś i pozytywnie zastymulować. A propos druidzkiego kręgu? a czemu gracz chce go szukać? (to taki małodojrzały przykład- bo po co gracz ma szukać czegoś niezwiązanego z fabułą)

27-10-2015 19:22
Enc
   
Ocena:
+5

Rzut na dojście do spluwaczki. Kawał dobrej roboty.

27-10-2015 19:57
MaksZ
   
Ocena:
0

@Agrafka

Tematem było jednak trochę co innego. Nie tworzenie sobie opisu podjazdu do karczmy i zamawianie piwa, a chwytanie kamieni z ziemi, których w opisie nie było, zrywanie owoców z drzew bez gatunku, bo mistrz gry nie założył czy to dąb czy też olcha oraz wstawianie lokacji przez samego gracza.

Czyli jak bardzo pozwalacie korzystać z otoczenia na sesji. Nie jak gracz powinien opisywać własne akcje. Czy pozwalacie rzucać kamieniami graczom, którzy siedzą w krzakach? Przecież nie mają kamieni w ekwipunku. Pozwalacie wstrzelić się w lukę i zerwać jabłko z nienazwanego drzewa? Ostatecznie, pozwalacie żeby gracz kreował własną lokację na boku?

@amenarhi i @Olórin załapali o co się rozchodzi. O korzystanie z otoczenia. Czy można je naginać wedle woli gracza? Czy może pojawić się drogowskaz, przy którym mam zamiar się umówić? Czy może pojawić się karczma zaraz za mostem, podczas gdy właśnie mieliśmy rozbijać obóz w lesie? Czy gracz może skorzystać z brzytwy jako broni, gdy został napadnięty u balwierza? Jeżeli jesteśmy na wyścigach konnych i ktoś nam ucieka, to czy znajdzie się pod ręką jakiś koń do pościgu? Czy jeżeli jestem na pustyni to do licha ciężkiego mogę cisnąć komuś piachem po oczach?

Poza karczmą po drugiej stornie mostu, kurhanami wyssanymi z palca na mojej sesji możesz. Zależnie od klimatu i systemu mniej lub więcej. Umówmy się, że w Kiedy Rozum Śpi wyciąganie sobie namiotu z gardła nie jest niczym szczególnym, gdy wyssanie sobie z palca karczmy w Warhammerze zakrawa o konszachty z siłami Chaosu. Niemniej jednak i tu i tu w krzakach znajdę kamyki, a na drzewach rosną jakieś owoce. To jak to jest?

@Agrafka, rzucam kamieniem, który leży pod moim butem. Mogę? A zerwać to jabłuszko na drzewie, pod którym właśnie stoję? Nie mogę? Kasztany? A co ci szkodzi, żeby były to jabłka? Ale już dobrze, niech będą kasztany. A może pójdę oddać cześć przodkom, bo tu o, zaraz, rzut beret jest grobowiec? Nie ma? Przecież jest, mówię ci! Ale jak to punkt obłędu? Że niby mam zwidy? Dobra, więcej tak nie będę, ale mogę sobie go zmazać? Grobowiec też zmażę, tylko odpuść mi ten obłęd.

@Czytelniku (już nie tylko @Agrafka)

Chciałbym usłyszeć jakie masz podejście do tego typu sytuacji. To czy podjeżdżając do saloonu powiesz mi o koniuszym, czy sam będę opisywał zamawianie piwa... zostawmy sobie może na pojutrze. Albo na kiedy indziej. A jak nie, to przecież nikogo nie powstrzymam od kontynuowania tej rozmowy w komentarzach. Wręcz przeciwnie, też się będę cieszył taką aktywnością, ale chciałem rozmawiać o korzystaniu z otoczenia, naginaniu otoczenia i nadbudowy również otoczenia przez graczy. To jak to jest?

27-10-2015 21:12
WekT
   
Ocena:
0

@Maksz

Na konkursach dla MG ogólna wykładnia jest taka, że jeżeli gracz się spyta czy coś jest to to jest- towja decyzja w jakiej formie.
_________

Jeżeli takie coś jest rozsądne i nie psuje gry to nie widzę żadnych przeciwskazań- ale to kwestia wypracowania zrozumienia i wyczucia z graczami.

Przykłady:
____

Jeżeli gracz mówi że pamięta, że coś tu było bo był tu kiedyś to to było.
______
Rozpoczyna się pościg, start z gospodarstwa. Gracz rozglada się za wozem lub koniem- on tam jest. Chyba że jakieś wczesniejsze fakty zdecydowanie temu przeczą.
___
Traw bójka wewnątrz domu- nie ma żadnego problemu aby gracz chwycił za szafkę na buty w przedpokoju.
______
Wysiadamy z samochodu na walkę. Jeśli gracz deklaruje że ma w bagażniku topór (przykład z Wampira)to ma.
______

Dobrze wyszkolić graczy aby umieli też takie rzeczy negatywne wrzucać i zajmować się sami sobą gdy ty masz sprawę z innym graczem/graczami a potem po prostu raportują co zrobili np we dwóch gracze coś sobie rozsądnego grają na boku. itp itd
 

27-10-2015 21:24
Adeptus
   
Ocena:
+3

Na konkursach dla MG ogólna wykładnia jest taka, że jeżeli gracz się spyta czy coś jest to to jest- towja decyzja w jakiej formie.

Czy tuż przede mną leży broń, która pozwala mi zabić każdego przeciwnika wedle mojej woli, której mogę użyć kiedy tylko zechcę i tyle razy ile zechcę bez żadnych ograniczeń i która nie powoduje u mnie absolutnie żadnych negatywnych skutków ubocznych?

27-10-2015 21:30
Enc
   
Ocena:
+1

Adeptus, jesteś mistrzem w obracaniu rozmowy w absurd i czepianiu się słówek. Chylę czoła :)

27-10-2015 21:32
MaksZ
   
Ocena:
0

@WekT, nie chciałbym szukać tutaj jakiegoś Kanonu, co wolno, czego nie wolno. Chciałbym się dowiedzieć jak Wy podchodzicie do naginania otoczenia na swoich sesjach. Poza tym, twoje przykłady zdecydowanie nie dają nam odpowiedzi. Co można, a czego nie można? Gdzie ty stawiasz szlaban? Jeżeli powiem, że tam przecież jest karczma, to znaczy, że tam była? Jeżeli była to wtedy mi powiesz, że spłonęła? A jak ja powiem, że przecież wiem, bo pomagałem na jej zgliszczach zbudować nową? To to też będzie prawda? Nie wydaje mi się, żeby złote zasady tu działały. Dlatego pytam jak to jest u was. Dla ogólnego zrozumienia zagadnienia, porównania naszych doświadczeń, może przekonania kogoś do większego liberalizmu (jak to napisał Olórin), a może wręcz przeciwnie?

I jeszcze coś. Starajmy się omijać systemy, w których możliwe są rzeczy niemożliwe. Deklaracja topora w bagażniku nie wszędzie przejdzie prawda? Więc może omijajmy takie wyjątki, ok? Kiedyś w Kiedy Rozum Śpi wyciągnąłem sobie z gardła całe obozowisko, a z kieszeni wyjąłem butlę rozpuszczalnika do metalu. Nie mówimy o takich sytuacjach, zgoda?

27-10-2015 21:48
Agrafka
   
Ocena:
0

MaksZ
Chcesz rzucić kamieniem, a są wątpliwości czy tam są? Rzuć sobie. Szansa na to, że są uzależniona od terenu.
Chcesz zerwać jabłko a nie było określone jakie to drzewo? Rzuć sobie. Szansa na to, że to jabłoń uzależniona od terenu. W parku miejskim mniejsza, w sadzie duża. Proste? Opis przez gracza karczmy, spluwania, chwytania kamieni, zrywania jabłek czy znajdowania kurhanów - wszystko zależy moim zdaniem od dwóch czynników:
1) Czy takie rozwiązanie nie szkodzi fabule i jej głównym założeniom
2) Jakie jest przybliżone prawdopodobieństwo wystąpienia takiego czynnika
Moja wypowiedź była skierowana do Kanibala ze względu na jego stwierdzenie, że kreowanie świata tylko przez MG zacina sesję. Otóż, nie zawsze. U nas w żaden sposób nie zacina.

Jeżeli chodzi o wplatanie pomysłów z historii postaci "znam tu kogoś/jest tu karczma" to:
1) zawsze warto poznać historię postaci przed sesją i z niej korzystać. Jeżeli postać jest w miejscu, które dobrze zna, to siłą rzeczy powinna móc powiedzieć "znam tu fajną knajpę". Ale rolą MG - a nie gracza - jest ją opisać. Można dopytać jeśli historia tego nie precyzuje "w jakich typach miejsc bywałeś?" i od tego uzależnić odpowiedź. Ok, szukasz karczmy na poziomie, jesteś już bogatym najemnikiem. Znasz tu miejsce w którym bywałeś, niestety jest to knajpa dla studentów. Niskie ceny, niski standard, za to dużo chętnych dziewek i pijanych młokosów.
2) Dobrze działa określenie procentowe szansy na powodzenie. Chcesz mieć znajomości wśród handlarzy? Większa szansa, jeśli często kupowałeś na targu i masz umiejętność targowania. Ale szansa na znajomość wśród szlachty jest marna jeśli jesteś elfim traperem z dzikiej puszczy. Tyle.

WekT
1) Rozumiem. Dla mnie jednak odegranie dojścia jest bardzo ważne. Być może gracz nie zdecyduje się ze względu na opis sytuacji i uniknie zagrożenia. Może rozwiązać to na milion sposobów. Może oleje spluwaczkę, może zagada do typka, może coś zwróci jego uwagę - usuwanie tego z sesji zabrałoby naszej drużynie radość z gry. Nie róbmy z sesji ceerpega. Jasne, wiele rzeczy można przewinąć, jeżeli z całą pewnością stwierdzasz, że nic ważnego nie będzie się działo. Ale akurat przejście się po karczmie jest dla mnie workiem z prezentami, bo nawet z pozoru banalna sytuacja może przerodzić się w konflikt, zawarcie przyjaźni albo doprowadzić do poważniejszego zagadnienia.

2) Kumam twój punkt widzenia. Po prostu dla nas współodpowiedzialność za sesję to kreowanie swojej postaci, a nie świata przedstawionego.

3) No my akurat grywamy po pracy i zajmowaniu się dzieckiem. Nie wątpię, że można być zmęczonym, chodzi mi raczej o to, że jeśli męczy kogoś prowadzenie to może powinien grać albo iść spać. W moim odczuciu mistrzowanie jest formą rozrywki zbliżoną do grania i "odpoczywanie" od niej wydaje mi się...nie na miejscu podczas sesji.

4) Jasne, że tak. Ale argumentowanie czemu interesuje graczy konkretne zagadnienie zawsze jest dobrym pomysłem. Tu wystarczy się dopytać - czemu właściwie krąg? Czy jest ważny powód czy tak cię naszło? Co cię nakierowało? Gracze zaskakująco chętnie opisują takie rzeczy, a mg znając ich motywacje i pomysł ma możliwość wykreować nie tylko coś czego chcą, ale też coś, co ich zaskoczy i nie będzie dokładną kalką ich zachcianek.

27-10-2015 22:40
nerv0
   
Ocena:
+2

Jeśli to nie było nic szczególnie ważnego, mocno ingerującego w fabułę, albo logikę świata to nigdy nie miałem problemów z tym by pozwolić graczom dodać coś od siebie. "Macham na przejeżdżającą dorożkę", "idę do pobliskiej gospody", czy coś w ten deseń. Jak gracz zadeklaruje, że zagaduje do jakiegoś gościa w gospodzie to nie widzę powodu by wydziwiać i mówić, że "jest wczesny ranek, sala całkiem opustoszała, jedynie gospodarz za szynkwasem ustawia kufle na półkach." To zawsze mnie trochę odciążało i pozwalało wprowadzić coś niespodziewanego także dla mnie.

27-10-2015 23:38
Torgradczyk
   
Ocena:
+3

Jeden woli jak mu skrzypce grają, inny jak mu byty śmierdzą. Myślę, że nie ma jedynej słusznej metody - pozwalać graczowi kreować, nie pozwalać graczowi kreować. Jedni gracze będą lepiej się bawić kreując, inni kiedy mg będzie stawiał jasne granice i dokładnie opisywał.
Ja osobiście preferuję starą szkołę, gdzie mg jasno wyznacza granicę świata, a kamienie i butelki nie pojawiają się znikąd na zawołanie. Jako gracz czuję wtedy, że świat jest prawdziwy, a nie że wspomniane kamienie i butelki pojawią się na zawołanie, kiedy mi się tak spodoba. Dla eksperymentu mógłbym zagrać w sesję, na której gracze kreują rzeczywistość niemal na równi z mg. Rozumiem też tych, którzy tak lubią grać. Po prostu mi to nie leży, zarówno jako mg i jako graczowi.
Fajna notka.
 

28-10-2015 09:15

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.