string(15) ""
» Blog » Mój problem z „ambitną" fantastyką
28-07-2015 00:07

Mój problem z „ambitną" fantastyką

W działach: Książki | Odsłony: 659

Jak wiadomo czytam fantastykę i to nawet w dość dużych ilościach. Problem polega na tym, że czytam fantastykę niewłaściwą, to znaczy: fantasy, pseudo-kryminały oraz wszystko, co zawiera duże czołgi strzelające do siebie z dużych armat, co niektórym ludziom w Internecie bardzo przeszkadza. Przeszkadza, bo powinienem zająć się New Weird i Hard Science Fiction, a fakt, że tego nie robię świadczyć ma o moim intelektualnym lenistwie. Istnieje jednak kilka powodów, z których „ambitną fantastyką” się nie zajmuję i nigdy nie zajmę. Generalnie więc z mojego punktu widzenia ta ma kilka problemów:

Tematy, które mnie nie interesują

Głównym powodem, który sprawia, że nie czytam książek uważanych za „ambitną fantastykę” jest fakt, że niestety za taką uważane są pozycje poruszające tematy, które mnie nie interesują. O ile np. opowieść o czołgach jest dla mnie całkiem przyjemna z powodów rozrywkowych, tak ciężka pozycja analizująca logiczne efekty podróży w czasie i pętli czasowych, socjologiczne rezultaty pojawienia się sztucznej inteligencji albo kontaktu z obcą cywilizacją już nie. Spowodowane jest to prostym faktem: nic mnie one nie obchodzą. Po prostu mnie to nie interesuje.

Po pierwsze: owszem, to bardzo dobrze jeśli człowiek posiada szerokie zainteresowania wykraczające poza jego dziedzinę oraz poza zaspokajanie najprostszych przyjemności. Niemniej jednak nikt nie ma obowiązku interesować się wszystkim. O ile kwestie sztuki wojennej mnie nawet pociągają, tak niestety wymienione tematy już nie, tak samo, jak nie obchodzą mnie zagadnienia związane z ichtiologią, uprawą bakłażanów czy malarstwem renesansowym. A nie da się ukryć, że wszystkie te trzy rzeczy mogłyby się okazać wiele bardziej rozwijające, intelektualnie stymulujące lub po prostu przydatniejsze pod względem praktycznym, niż dowolna problematyka Science Fiction. I nie sądzę, by brak zainteresowania nimi był powodem do wstydu.

Po drugie: nie przeczę, że istnieje możliwość, iż ludzkość w przyszłości faktycznie opracuje sztuczną inteligencję lub spotka obcą cywilizację (bo podróże w czasie raczej nigdy nie będą możliwe), niemniej jednak nie jestem pewien, czy w takim przypadku „wiedza” wyciągnięta z Science Fiction do czegoś nam się przyda (i czy na pewno najważniejszą jej dziedziną nie będzie taktyka walki z użyciem samoświadomych czołgów). Po prostu: trudno analizować cokolwiek na niewidziane. Nie wiadomo na jakim poziomie rozwoju będzie wówczas ludzkość. Nie wiadomo, jak będą wyglądali obcy czy na jakich zasadach działać będzie sztuczna inteligencja, jakie cele będą przyświecać zarówno nam jak i im... Tak więc wartość poznawcza tego typu spekulacji jest co najmniej wątpliwa. To fikcja literacka nie dająca jakichkolwiek twardych danych mogących przełożyć się na rzeczywistość.

Po trzecie: wątpliwa jest sama metodologia. Generalnie prognozowanie długookresowe jest bardzo trudne. Tak trudne, że w praktyce nie jest możliwe przewidzenie czegokolwiek w dłuższym okresie, niż 5 lat. Spowodowane jest to istnieniem trendów ukrytych, których istnienia nie jesteśmy świadomi. Po prostu: w chwili, gdy my czekamy na wyniki naszych prognoz ktoś inny może pracować nad wynalazkiem, który odmieni całą ludzkość i jej życie do tego stopnia, że go nie poznamy.

Nauka filozofii z piosenek

Żeby nie było: Diuna akarut mi się podobała. Choć prawdę mówiąc kiedy pierwszy raz ją czytałem byłem strasznie rozczarowany, bo nie było czołgów, ani Domu Ordosów jak w grze...

Nie przeczę, istnieją dziedziny, na temat których science fiction może próbować się wypowiadać całkiem skutecznie, jak na przykład rozwój obecnie istniejących technologii. Niemniej jednak tu nadal pojawia się inny problem: istnieją ludzie, którzy potrafią robić to lepiej. Przykładem mogą być tu ekonomiści, bowiem prognozowanie (prowadzone w sposób naukowy i sensowny) jest ważnym elementem tej nauki.

I z całym szacunkiem dla pisarzy Hard Science Fiction, ale większe wyobrażenie o kierunku, w jakim idzie nasz świat daje „Trzecia rewolucja przemysłowa”, „Koniec pracy” czy „The Biotech CenturyJeremiego Rifkina (przy całej jego skłonności do przesady) albo publikacje George Friedmana w rodzaju „The next 100 years” lub innego Stratford Strategic Forecasting. I to nie tylko dlatego, że twórczość tych osób i instytucji zawiera takie smaczki, jak mechy walczące o bazy kosmiczne na księżycu.

I uprzedzę typowy kontrargument: zdarza mi się czytać tego typu książki.

Ogólnie to uważam, że człowiek, który ukończył studia wyższe na kierunku związanym z naukami społecznymi nie powinien swojego światopoglądu budować na literaturze pięknej, tak samo, jak geograf nie powinien swej wiedzy opierać o książki Cejrowskiego, a biolog lub lekarz o Animal Planet.

Dziwność nad dziwnościami i wszystko dziwność

Wyjdźmy teraz z pola Hard Science Fiction, bowiem jest to gatunek, który w prawdzie nie budzi mojego zainteresowania, ale go szanuję. Istnieje jednak duża liczba powieści zaliczanych do „ambitnej” fantastyki, które również do mnie nie przemawiają, a Hard Science Fiction nie są.

Chodzi o różnego rodzaju powieści, które są dziwne. I to dziwne dla samego udziwniania.

Wybaczcie, ale nie należę do ludzi, którzy na książkę, której nie zrozumieli reagują stwierdzeniem, że musi być wyjątkowo mądra. Przeciwnie, uważam się za człowieka dość inteligentnego, a przy tym oczytanego. Jeśli więc czegoś nie rozumiem, to najprawdopodobniej spowodowane jest to jakiegoś rodzaju błędami pisarza, a raczej nie moimi. Albo faktem, że w powieści nie ma niczego do zrozumienia, a autor ukrywa ten fakt za efektownym słowotokiem.

Po drugie: nie interesują mnie eksperymenty z formą. Należę do tych staromodnych konserwatystów, którzy uważają, że książki czyta się dla treści, a nie dla sposobu, w jaki ktoś stawia literki. Tak więc więc interesuje mnie bardziej przesłanie i przebieg fabuły, niż rezultaty czyichś eksperymentów.

Ciąg dalszy jak zwykle na zewnątrz:

Komentarze


   
Ocena:
0

Hmm, z New Weird znam z Wieków światła i moim zdaniem to po prostu Steampunk

28-07-2015 11:00
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Slann

New weird często wykorzystuje steampunkowy sztafaż, ale to nie to samo - to są raczej to są dwie oddzielne kategorie z utworami znajdującymi się "w części wspólnej".

@ Zegarmistrz

nie interesują mnie eksperymenty z formą. Należę do tych staromodnych konserwatystów, którzy uważają, że książki czyta się dla treści, a nie dla sposobu, w jaki ktoś stawia literki. Tak więc więc interesuje mnie bardziej przesłanie i przebieg fabuły, niż rezultaty czyichś eksperymentów.

Amen.

Mam prawie tak samo... Co mnie dziwi, bo mam Cię za wyznawcę kultu.ry.

28-07-2015 13:48
L. Norec
   
Ocena:
+2

Wybaczcie, ale nie należę do ludzi, którzy na książkę, której nie zrozumieli reagują stwierdzeniem, że musi być wyjątkowo mądra. Przeciwnie, uważam się za człowieka dość inteligentnego, a przy tym oczytanego. Jeśli więc czegoś nie rozumiem, to najprawdopodobniej spowodowane jest to jakiegoś rodzaju błędami pisarza, a raczej nie moimi.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, który z podmiotów jest mniej inteligentny czy też bardziej głupszy.

Po drugie: nie interesują mnie eksperymenty z formą. Należę do tych staromodnych konserwatystów, którzy uważają, że książki czyta się dla treści, a nie dla sposobu, w jaki ktoś stawia literki. Tak więc więc interesuje mnie bardziej przesłanie i przebieg fabuły, niż rezultaty czyichś eksperymentów.

Forma wpływa na odbiór treści w sposób niepodważalny. To właśnie zabiegi stylistyczne często pozwalają się treści wyróżnić. Osobista maniera danego pisarza i sposób w jaki treść przekazał to połowa sukcesu. Wybitna treść przekazana w sposób siermiężny, nudny czy toporny nie wybroni się sama.

28-07-2015 16:57
Alkioneus
   
Ocena:
0

Próbowałeś Chinę Mieville'a?
Jego trylogia nie tyle powinna Ci się spodobać(choć może), co wychodzi na przeciw twojej tezie o NW jako syndromie Eddbrooka.

28-07-2015 20:29
   
Ocena:
+1

Pytanie tylko czy w Przypadku WŚ właśnie nie prościej mówić o Steampunku? Bo jednak tematyka rewolucji i reszta są mocno typowe dla tej... Stylistyki?

W sumie właśnie to się zastanawiam, czy fantasy lub sf to nie gatunek a stylistyka?

30-07-2015 12:04
   
Ocena:
0

W sumie właśnie to się zastanawiam, czy fantasy lub sf to nie gatunek a stylistyka?

Powiedziałbym, że tak.

30-07-2015 20:54
Adeptus
   
Ocena:
0

Pytanie tylko czy w Przypadku WŚ właśnie nie prościej mówić o Steampunku? Bo jednak tematyka rewolucji i reszta są mocno typowe dla tej... Stylistyki?

Może w tym przypadku, ale generalnie nie nalezy utożsamiać NW ze steampunkiem, jako tożsamych.

Przykładowo - klasyczna powieść przygodowa osadzona w steampunkowym sztafażu raczej nie będzie NW.

NW może odejść dosyć daleko od steampunka - np. nierzadko "realistyczną" technologię "parową" zastępuje jakaś forma nieokreślonej "magotechniki", pojawiają się elementy zaczerpnięte z innych nurtów, jak np. klasycznej "tolkienowskiej" fantasy (oczywiście ukazane w krzywym zwierciadle itd.).

Przykładem NW, które zdecydowanie nie uznałbym za steampunk, jest np. niedawno czytana przeze mnie duologia R. Orkana "Głową w mur", "Dziki Mesjasz".

Z drugiej strony, utwór może jednocześnie należeć do steampunku i do New Weird, podobnie jak może być np. jednoczesnie fantasy i powieścią przygodową, albo hard science fiction i kryminałem.

30-07-2015 23:14
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Adeptus: doprawdy, nie wiem, skąd ci się wzięło przekonanie, że wyznaję kultu.rę... Bo o Beksińskim wiadomo, że to nie jest sztuka.

Alkioneus China Mevile ma inną wadę: to straszny komuch jest i to niestety przebija z jego książek.

31-07-2015 00:33
earl
   
Ocena:
0

@ zegarmistrz

Ogólnie to uważam, że człowiek, który ukończył studia wyższe na kierunku związanym z naukami społecznymi nie powinien swojego światopoglądu budować na literaturze pięknej

Zależy jakiego światopoglądu. Jeśli bowiem przeglądasz literaturę piękną jakiegoś okresu i zapoznajesz się z przedstawianymi w niej treściami, masz prawo na ich podstawie wyciągnąć wnioski co do sposobu pojmowania rzeczywistości w danym czasie. W ten sposób kreujesz sobie jakiś fragment swojego widzenia na świat.

31-07-2015 10:02
Adeptus
   
Ocena:
0

Ogólnie to uważam, że człowiek, który ukończył studia wyższe na kierunku związanym z naukami społecznymi nie powinien swojego światopoglądu budować na literaturze pięknej

W sumie dlaczego? Dlaczego światopogląd budowany na naukach społecznych miałby być lepszy, niż zbudowany np. na "Plastusiowym pamiętniku"? Według jakich kryteriów oceniasz światopoglądy?

doprawdy, nie wiem, skąd ci się wzięło przekonanie, że wyznaję kultu.rę...

Hmmm, na podstawie Twoich notek?

31-07-2015 10:43
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Earl: Ale to jest już badanie źródeł.

Adeptus: weź się nie wygłupiaj.

31-07-2015 10:56
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Zegarmistrz

Nie wygłupiam się (na pewno nie celowo), to jest pytanie na poważnie. Według jakich kryteriów oceniać światopogląd? Nawet kryterium pragmatyczne/utylitarne nie rozwiązuje problemu - bo np. światopogląd oparty na badaniach nauk społecznych może skuteczniej realizować cele... te cele, które Ty sobie postawiłeś. Ktoś inny sobie stawia inne cele. Czemu cele "powszechny dobrobyt", "brak przestępczości" itd mają być lepsze niż cel "zgodność z książką X"? Tobie daje szczęście i zadowolenie coś tam, komuś daje coś innego - nie da się udowodnić, ze Twoje subiektywne odczucia są "sensowniejsze".

To jest tak, jakbyś wywodził, że samochód X jest lepszy od Y, bo jest szybszy, wytrzymalszy, bardziej zwrotny itd., a ktoś Ci odpowie 'Ale dla mnie Y jest lepszy, bo jest ładniejszy, to dla mnie istotniejsze".

Każdy pogląd jest subiektywnym wytworem ludzkiego umysłu - dlaczego jeden wytwory mamy oceniać na podstawie innych wytworów? To jest rozumowanie na zasadzie "Książka X jest głupia, czego dowodem jest to, ze tak pisze w książce Y". Żeby w ogóle oceniać te ludzkie poglądy, trzeba przyjąć istnienie jakiegoś nadludzkiego wzorca, wg którego można by je oceniać - prawa bożego, karmy (celowo nie piszę o Prawach Człowieka itd. bo one również są spisane przez ludzi - taki wzorzec musiałby istnieć niezależnie od jakiegokolwiek człowieka) - tyle, że istnienia takie wzorca, ani tym bardziej ich treści, nie da się udowodnić, a zatem ostatecznie one też pozostają kwestią poglądów... i wracamy do punktu wyjścia.

Dlatego tak naprawdę jedyną uczciwą argumentacją jest "Uważam, ze mój pogląd jest lepszy, bo jest mój. To wszystko".

31-07-2015 11:21
earl
   
Ocena:
0

@ Zegarmistrz

O to mi właśnie chodziło.

01-08-2015 09:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.