» Dojo » Artykuły o świecie » Mój Rokugan: ninja

Mój Rokugan: ninja


wersja do druku
Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek
Ilustracje: Maria 'marumaru' Pakuła

Mój Rokugan: ninja
Sama wzmianka o ninja postawi włoski na karku przeciętnego Rokugańczyka, choć powszechnie wiadomo, że wojownicy odziani w czerń to tylko stwory z dziecięcych bajek. Jednakże, gdy tajemniczo giną ludzie, Namiestnicy znajdują zatrute gwiazdki i strzałki a strażnicy widzą mroczne cienie przemykające po dachach, należy zadać sobie pytanie: „Może ninja istnieją naprawdę?” I jeśli tak, jakie jest ich miejsce w Szmaragdowym Cesarstwie?

Jak potężny jest przeciętny ninja – czy rzeczywiście jest to legendarny zabójca, czy tylko mięso armatnie rodem z licznych filmów? Komu służy – mrocznej potędze, tajnej organizacji, jednemu z Wielkich Klanów, a może jest po prostu neutralnym najemnikiem? Czy dysponuje szczególną mocą, czy też cała jego potęga tkwi w arsenale prostych trików? Kto jest świadom jego istnienia – wąskie grono sług cesarza, większość polityków rokugańskich klanów, czy może wszyscy mieszkańcy Cesarstwa?

I jak często, jako MG, wprowadzacie morderców w czerni? Jaki efekt chcecie przez to osiągnąć?

Drachu:

Wizerunek ninja w moim stylu prowadzenia bliski jest temu z filmów, czy komiksów o dzielnym Usagim. Chociaż swoją cegiełkę dołożył też tu Shogun: Total War. Opierałem się też na pozycjach Ninja - niewidzialni zabójcy Andrew Adamsa i na Broń dawnej Japonii Serge Mola (tam znalazło się kilka ciekawych uwag odnośnie wymyślnej broni ninja).

Dobra, ale jak to działa w praktyce? Ninja to zamaskowani przeciwnicy atakujący zazwyczaj stadnie. Wykorzystują cały swój arsenał sztuczek ninja - fikuśne bronie, zaskoczenie, kamuflaż, podszywanie się pod straż pałacową, wieśniaków, czy kochankę daimyo. Założenie jest też takie, że ninja w moich kampaniach nie mają problemów, by uśpić, otruć, zamordować, wykpić, czy zmylić Bohaterów Niezależnych. Dopiero Bohaterowie Graczy są dla nich problemem. Ważne jest to, że typowy, podręcznikowy ninja nie jest groźnym przeciwnikiem w walce. Dlatego jest idealny do szybkich, dynamicznych i filmowych walk. Atakuje błyskawicznie, z zaskoczenia, stosując podstęp, jednak pada po jednym, dwóch ciosach - stąd też emocje płynące z nagłych zmian sytuacji nie zostają osłabione przez długotrwałą wymianę ciachnięć. Ważne jest też odpowiednie wykorzystanie scenografii - dranie w piżamach nie uderzają ot tak, będą się czaić na belkach podtrzymujących strop, przebiją się przez papierowe ściany, uderzą z kilku stron naraz, zza parawanu cisną bombą z dławiącym gazem, będzie dużo skoków, akrobacji itp., a gdy gracze z ulgą powitają nadejście odsieczy gwardii pałacowej okaże się, że to kolejny oddział ninja przebrany w stroje strażników.

Jeśli idzie o wiedzę o ninja, to zwykle ważniejsze osobistości (daimyo zamku, szef straży) za dużo wiedziały, aby nie wierzyć w ninja, chociaż oficjalnie tego nie powiedzą. Podobnie postaci graczy - po kilku spotkaniach z łobuzami trudno w nich nie wierzyć, chociaż zwykle utrzymuje się, że to banda cwaniaczków, którzy zgrywają twardzieli wykorzystując legendę ninja, by wydawać się jeszcze groźniejszymi. Krótko mówiąc - to nie są prawdziwi ninja, tylko zbóje w czarnych piżamach. Ale i tak groźni.

W mojej obecnej kampanii ważny jest również podział na klany ninja. Wiadomo, gdy pojawiają się przebrzydli Goju (a moja drużynowa Shosuro wyczuwa ich na kilometr) z ich znamionami cienia, bardzo prawdopodobne staje się, że za wszystkim stoją siły piekielne - Krainy Cienia. To dodaje pikanterii całemu zajściu.

Fairhaven

W moim Rokuganie ninja nie ma – na razie czarni zabójcy to tylko bohaterowie legend i obsesja jednego z moich graczy. Jeśli już zdecydowałabym się na wprowadzenie zamaskowanego mordercy, wyposażyłabym go w nadnaturalne moce i dużą przebiegłość. Nawet bardzo bystra drużyna miałaby z nim kłopot, i słusznie, bo w końcu ninja musieli jakoś zasłużyć na opinię grozy nocy.

Gdyby jednak tajemniczy zabójcy rzeczywiście istnieli, musieliby pozostać neutralną siłą. Banda doskonale zorganizowanych i stronniczych ninja naruszyłaby równowagę w Rokuganie. Wyobrażam sobie klan zabójców, ukrywający się w okolicach Przełęczy Benden, i sporadycznych posłańców z listami od największych z wielkich Rokuganu. Widzę sakwy pełne koku i chytre twarze starszyzny targującej się z wysłannikiem. A potem pojawia się samotny jeździec przekraczający przełęcz i szkarłatna krew, plamiąca papierowe ekrany.

Muszę przyznać, że niezbyt podoba mi się pomysł zabójców Kolatu. Z jednej strony ma to sens – tak wszechstronna organizacja potrzebuje też facetów od bardzo brudnej roboty – z drugiej brakuje tu jakiegoś smaczku, który ożywiłby cały pomysł. Można by dodać tu nutę arabską i przerobić kolatowych ninja na modłę assassinów, ale byłaby to zbyt duża ingerencja w mój wolny od gaijinów Rokugan.

Strasznie fascynuje mnie natomiast wątek Cienia i podległych mu potworów. Prawdziwi ninja, którzy za umiejętność zmiany rysów i przenikania przez ściany płacą zatracaniem osobowości, powolnym rozmywaniem się w Cieniu, to klasyczny motyw paktu z diabłem. W dodatku zabójcy Nicości są strasznie potężni – co prowadzi mnie do kolejnego paradoksu. Otóż, jeśli chciałabym wykorzystać ninja jako doskonałych zabójców, ich pojawienie się powinno oznaczać automatyczną śmierć drużyny. Piekielnie chytra pułapka, niespodziewany atak – i już nie ma połowy postaci. Dlatego chyba nigdy nie zdecyduję się na wprowadzenie zamaskowanych morderców – szkoda mi spłycać ten motyw na prostą wyżynankę. Moi ninja pozostaną w miejskich legendach.

Morf

W moim Rokuganie ninja nie są żadną bajką: to samurajski odpowiednik współczesnych WSI, MI6 czy CIA. Gdy stale toczą się skryte wojny na polach dyplomacji i dworskich intryg, wtedy posiadanie sprawnego wywiadu i kontrwywiadu jest niezbędne do przetrwania klanu. Najlepsi z najlepszych pełnią służbę najczęściej pod fałszywą tożsamością, co znacznie podnosi ich skuteczność. Ochraniają dostojników przed skrytobójczymi zamachami, trucizną, szantażem, zbędną paplaniną i popełnianiem głupstw narażających na szwank dobre imię klanu. Strzegą najważniejszych tajemnic. Dyskretnie obserwują samurajów – własnych i obcych – zawczasu wyszukując wśród nich szpiegów i zdrajców. I wcale nie potrzebują do tego osławionego czarnego stroju ninja, na widok którego każdy strażnik natychmiast podnosi alarm: w zupełności wystarczy im przebranie np. za prostego służącego, na którego żaden samuraj nie zwraca nigdy uwagi. Z drugiej strony czasami taki strój samurajskiego komandosa bywa przydatny, gdy trzeba w nocy niepostrzeżenie zakraść się do siedziby wroga by np. podrzucić kompromitujące kogoś materiały lub dyskretnie i po cichu pozbawić życia przeklętego zdrajcę w taki sposób, aby wyglądało to na śmierć naturalną i nie wywołało plotek.

Moi gracze bardzo rzadko mają do czynienia z ninja, a gdy nawet do tego dochodzi, to zwykle nie mają o tym pojęcia. Ot, dla nich to jeszcze jeden BN: wysłannik jakiegoś daimyo czy kolejna gejsza, jakich wiele. I o to chodzi: sztuka bycia ninja polega na pozostawaniu nierozpoznanym i niezauważonym.

Swój wywiad i kontrwywiad mają więc wszystkie klany, ale niewątpliwie najlepsi są ninja z Klanu Skorpiona. Dzieje się tak dlatego, że podczas gdy inne klany szkolą swych agentów w rozwijaniu umiejętności jak Skradanie się, Fałszowanie czy Trucizny, to Klan Skorpiona dysponuje dodatkowo specjalnymi technikami ze Szkoły Zabójców Shosuro. Dzięki nim ninja Shosuro są żywą legendą. Choć oficjalnie Klan Skorpiona oczywiście zaprzecza jakoby taka szkoła istniała. Feniksy próbują rekompensować brak technik przy pomocy magii, ale na razie z miernym skutkiem.

Niezależnie od klanu, z którego pochodzą, moi ninja nie są wojownikami: to wywiadowcy. Stając do otwartej walki z bushi odpowiadającym im rangą, zwykle przegrywają. Ale też walka to dla moich ninja ostateczność, do której dochodzi zwykle tylko w momencie, gdy agent popełnił jakiś błąd. Jak dotąd, moi gracze nie skrzyżowali mieczy z ninja, a jedynie nałykali się dymu z bomb.

Wojtek Rzadek

Ninja to cudowny temat, niesamowite możliwości fabularne, wyjątkowe postaci… Jak wprowadzić do przygody coś, co nie istnieje?

Zacznijmy od ogólnego zarysu: kim są, kto i jak wiele o nich wie? W moim Rokuganie nie wie się o nich nic. To naprawdę ktoś, kto nie istnieje. Znakomita większość klanu Skorpiona, z którego się wywodzą, nie ma pojęcia o ich istnieniu. Są oni tajną organizacją najlepszych z najlepszych, zabójców doskonałych, idealnych szpiegów, kierowaną przez daimio klanu Skorpiona i jego najbliższych doradców. Znajdują się wszędzie tam, gdzie klan ich potrzebuje.

Przejdźmy do estetyki. Trochę inaczej podchodzę do tego, co jest napisane w Drodze Skorpiona, w której wujek Wick mówi, że czarny i niewygodny strój jest tylko dla nowicjuszy, a kto przejdzie pierwszy etap, przestaje go nosić. Dla mnie są to naprawdę osoby w czarnych, „klimatycznych” piżamach. W dzień ukrywają się jako wojownicy klanu Skorpiona (i nie tylko), ochroniarze, urzędnicy, mało widoczne postaci, może nawet prości służący, by w nocy wrócić wreszcie do swej prawdziwej postaci. Bowiem to właśnie ta maska – maska ninja - jest ich prawdziwym obliczem. W nocy zakładają kostium, który ukazuje ich właściwy status i niesie za sobą cały bagaż motywów do wykorzystania.

Dlatego też myślę, że dla graczy jest to świetna okazja, by zagrać w Legendę w zupełnie inny sposób. Mogą wreszcie pełnoprawnie zagrać postacią, która jest mistrzem w tym, co uchodzi za niegodne, w skakaniu po dachach, wspinaniu się, posiadaniu fajnych - także wybuchowych - gadżetów, skradaniu, ukrywaniu się w cieniu, w kradzieży, torturach i zbrodni. Wszystko to staje się, a w zasadzie powinno stawać się, osią przygody, bo kimże byłby ninja, gdyby nie mógł robić tego, do czego jest stworzony?

Od strony Mistrza Gry, widzę w tym niesamowite możliwości fabularne – stworzenie przygód, których akcja opiera się na innych motywach, zupełnie nowych celach i, odmiennych od normalnych, wartościach oraz zaskakująco różnych priorytetach. Nigdy nie wprowadziłbym jednego czy dwóch ninja do drużyny, tylko stworzyłbym z niej idealnie działający organizm, złożony w stu procentach z mrocznych zabójców - wtedy to naprawdę działa. Przecież Legenda 5 Kręgów to wszechobecny patos, honor i wielkie słowa, które idą w parze z przekonaniami samurajów. W przypadku ninja słowa zawsze pozostają tylko i wyłącznie słowami.

Techniki Shosuro Shinobi – genialnie wymyślone – zapierają dech w piersiach i na tym ma to dokładnie polegać, gdyż przecież każdy człowiek, półczłowiek, a nawet eta jest przeciwko nim. Każdy ma prawo, a nawet obowiązek rozsiekać ich na kawałki, gdy będą na tyle głupi, słabi lub nieostrożni, by dać się zauważyć. Znikają więc między jednym oddechem a drugim, cień to opończa, którą naciągają na siebie wedle woli, a wszystko po czym chodzą staje się aksamitnym dywanem. Dla mnie ich techniki naginają zasady rzeczywistości, choć szkoły innych klanów również ocierają się o mistykę. Bo każdy klan, każda szkoła ma swe Kami, które się nimi opiekują. Ninja są wyznawcami i pupilami duchów cienia.

Jednak to, co najważniejsze, to nie techniki, nie estetyka, ani też żadne możliwości fabularne, lecz dusza ninja, która jest dla mnie największą pożywką. Bowiem Skorpiony maja dwa honory – ten dla świata (niski, pogardzany przez inne klany) i ten dla klanu (niezmiernie wysoki), który pozwala im wiele znieść i być niehonorowym w sytuacjach, kiedy serce krzyczy „dosyć”! Czy pamiętacie opowieść o sprzeczce trzech klanów o najwierniejszego sługę? On wierzył, że zabijając swego Pana będzie działać dla dobra klanu Skorpiona, a więc dla dobra Cesarstwa.

Ten sługa był świetnym materiałem na ninja... Bo zwykli samuraje z klanu Skorpiona to po prostu lepsi lub gorsi intryganci, którzy mimo wszystko muszą zachowywać pewne pozory i najważniejsze prawdy kodeksu Bushido. I ich sumienie nie jest aż tak często wystawione na próbę. Tak nie jest w przypadku ninja… Taki samuraj (jak to dziwnie brzmi w tym kontekście, czyż nie?) jest wyrzutkiem, o którym nikt nigdy nie napisze, nikt nie dowie się o jego poświęceniu. A przecież to on dzień w dzień dopuszcza się najgorszych rzeczy dla dobra… a może raczej - z rozkazu swego klanu. To on sprząta po niezręcznych dyplomatach, często zabijając swoich pobratymców. To on truje całe wioski, morduje po cichu bezbronne ofiary, podpala budynki, słysząc wrzaski bezbronnych i czując odór ich palonych ciał. I to on najczęściej zada sobie pytanie, czy postępuje właściwie, czy klan nie posuwa się za daleko, czy nie wybiera zbyt łatwych, brutalnych rozwiązań, pozostawiając wyrzuty sumienia temu, kto był ich wykonawcą. Dla mnie ten właśnie poziom, poziom dylematów moralnych jest najpiękniejsza perełką, z której można wykuć najwspanialsze przygody.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Komentarze


fairhaven
    Uwagi, uwagi
Ocena:
0
Czekamy z niecierpliwością na wasze uwagi! Jak tym razem podoba wam się dobór gości? Co sądzicie o nieco dłuższej wypowiedzi zamykającej artykuł?
26-06-2007 21:37
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Zdecydowanie najbliżej mi do wizji ninja autorstwa Morfa. Może to odarcie ninja z cząstki tej legendarności - ale zdecydowanie też urzeczywistnia ich w moich oczach. Nic dodać, nic ująć.
Podoba mi się idea zestawienia czterech pomysłów czterech różnych mistrzów gry, prowadzących L5K.
26-06-2007 22:09
Johny
   
Ocena:
0
Koncepcja Dracha postawiła mi wszystkie włosy na głowie ;). Walka z tabunami ninja?? Przy L5kowym haśle "Ninja nie istnieją"???? Hmm czemu nie :).

Wydaje mi się, że jeśli chodzi o walkę ninja vs BG musimy zadać sobie pytanie: Czy chcemy prowadzić w L5k "Obcy ósmy pasażer Nostromo", czy "Obcy decydujące starcie"?

Osobiście skłaniam się do wizji Morpha/Fairhaven - czyli ninja realni, ale jak najrzadziej wykorzystywani na sesji by nie zniszczyć ich legendy.

Co do koncepcji Wojtka Rzadka - kiedyś mój MG wygrzebał na necie profesje ninja do Cyberpunka i pozwolił mi nią zagrać. Przy odgrywaniu niewidzialnego zabójcy klimat jest po prostu niesamowity, to była jedna z lepszych sesji w jakie grałem.
Nie wiem tylko jak by to wyglądało w L5k. Co do honoru skorpiona, to obawiam się, że bardzo łatwo może zostać użyty jako wymówka do robienia wszystkiego na co się ma ochotę.
27-06-2007 11:23
Drachu
    Re: Borsuk
Ocena:
0
Tak jak wspominam materiały L5K, to daje się zauważyć, że w Legendzie ninja są stworzeniami stadnymi. Już pierwszy odnotowany opis ich pojawienia się zawierał informację o tym,że było tych ninja kilku :P

No i w Drodze Skorpiona jest opis taktyki ninja - na przeciętną drużynę uderzeniową składało się bodaj 10 skaczących piżamowców i jeden zabójca. Czyli jednak tabun :)

Ta sama Droga Skorpiona wspomina, że bodaj połowa studentów szkoły Shosuro ginie podczas "rękawicy" (czyli pierwszego roku, podczas którego trzeba biegać w piżamce). Kurcze, czyli dość często odnajdywani są truposze w piżamach, a Rokugan nic?

Że nie wspomnę, że w takim Ryoko Owari namiestnik regularnie wieszał bandytów pod zarzutem "bycia ninja". To w końcu istnieją?

Reasumując - z materiałów L5K wynika, że to jednak są tabuny średniaków. I nie są tak tajni :) Wszystko jest czarno na białym w podręcznikach :)
27-06-2007 14:12
Morf_GM
   
Ocena:
0
Przyznaję się bez bicia, że myśl o wzięciu udziału - w charakterze GRACZA - w przygodzie "ninja style by Drachu" byłaby dla mnie bardzo kusząca. Na sama myśl ślinię się jak niewinne dziecko na widok teletubisia TinkyWinky ;) Natychmiast przypominają mi się klasyczne filmy w rodzaju "Shoguns ninja", z tłumami piżamowców wspinajacych się po drzewach, wyskakujących spod ziemi, spadających z nieba itp., itd. Lubię tę konwencję na ekranie, lubiłbym ją też pewnie jako gracz. Zwłaszcza, ze dzięki temu mój samuraj mógłby nacinać karby na noszonym za pasem wachlarzu: jeden zaciukany ninja - jeden karb. Codziennie nowe karby, a co tydzień nowy wachlarz ;P
27-06-2007 14:29
Szczur
    Fajne wizje
Ocena:
0
najbardziej mi osobiście odpowiadają dwie. Podobnie jak Gerardowie podoba mi się wizja Morfa, za 'realizm' świata i odniesienie do naszej rzeczywistości - doskonała do poważnych kampanii. Niemniej wizja 'filmowa', którą zaprezentował Drachu również jest bardzo fajna - jeśli mamy przygody nastawione na akcje, takie tabuny wyskakujących ninja doskonale się sprawdzają. Jak w filmach zresztą.
27-06-2007 15:40
Johny
   
Ocena:
0
Drachu w Drodze Skorpiona, na jednym z marginesów jest przypis mówiący, że cały rozdział o ninja jest kłamstwem :).

Fajnie, że artykuły do L5k pisze kilku autorów, bo dzięki temu można zobaczyć na ile różnych sposobów da się bawić w te grę.

Ja tam wolę, by ninja był kimś wyjątkowym, taką wisienką na torcie. Wtedy robi na mnie większe wrażenie. Do scen filmowych można wykorzystać bakemono, roninów bądź yojimbo wrogiego daimyo.

No ale de gustibus... co nie znaczy, że jako gracz nie dałbym się namówić na bicie gości w piżamach :P.
27-06-2007 16:28
beneq
   
Ocena:
0
Naprawdę niezły artykuł. Zastanawiam się czy jego tematyka została zaczerpnięta z mojego dawnego już zamiaru na napisanie arta-opisu tych tajemniczych samurajów. Niestety zabrakłó materiałów i pomysł legł w gruzach gdyż artykuł oparty na dodatku nie miałby sensu...

Co do doboru gości: fair, ty decydujesz, ty rozporządzasz i ty przyjmujesz baty :)
30-06-2007 15:02
~Dragons

Użytkownik niezarejestrowany
    jak zostacz Ninja
Ocena:
0
ja zawsze chciałem zostcz ninja ale zawsze nie miałem pewnosci czy to jest prawda ale jaednaka sie dowiedziałem i wierze ze zostane dobrym UCZNIEN ):):):) (*)
07-07-2007 10:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.