» Recenzje » Mirror's Edge

Mirror's Edge

Mirror's Edge
W czasach, w których gry komputerowe stały się ogromnym biznesem, za każdą produkcją stoją dziesiątki ludzi, a co roku wychodzi parędziesiąt, jeżeli nie paręset gier, naprawdę trudno stworzyć coś oryginalnego. Nawet jeżeli jakaś gra wprowadzi pewien powiew świeżości, zaraz okazuje się, że "nowe" rozwiązania pojawiły się już gdzieś wcześniej.
A jak jest ze sławną i uważaną za jedną z najoryginalniejszych gier ostatnich lat - Mirror`s Edge?

Zapraszam do mojej recenzji.

Zacznijmy od początku, czyli od pudełka i jego zawartości. W ładnym, plastikowym DVD-boxie znajdują się instrukcja i dwie płyty: jedna DVD z grą, drugą zaś jest soundtrack. Do instrukcji, nie można mieć większych zastrzeżeń - nie znalazłem żadnej literówki ani błędu merytorycznego, papier jest dobrej jakości, kilkanaście stron wystarczyło autorom do opisania większości zagadnień dotyczących gry i jej obsługi. Jeżeli zaś chodzi o soundtrack, to tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana. Na płycie mamy nagrany motyw przewodni z gry, "Still Alive" autorstwa Lisy Miskovsky, który jest naprawdę świetny (słucham go, z dużą przyjemnością, w trakcie pisania tej recenzji); resztę utworów stanowią zaś jego remiksy - te jednak są dużo gorsze niż oryginał. Byłoby lepiej, gdyby na płycie nagrane zostały inne motywy z gry, a nie tylko jeden w kilku wersjach.

Przejdźmy teraz do głównego dania, czyli samej gry. Po bezproblemowej instalacji jesteśmy przenoszeni do menu głównego. W tym momencie, o ile nie mamy naprawdę potężnej maszyny, zapewne uświadczymy serii lagów i zacięć (domyślnie gra odpala się na maksymalnych ustawieniach). Byłem w szoku, że już menu główne mi się zacina, ale nic to - postanowiłem zajrzeć do opcji i powyłączać wszystkie bajery, zmniejszyć rozdzielczość itd. Od tego momentu było dobrze, aczkolwiek gra naprawdę ogromnie traci na jakości obrazu.

Cóż, jeżeli masz, drogi czytelniku, komputer, który nie był co najwyżej rok temu technologicznym hitem – od razu Ci mówię, że nie ma sensu kupować gry. Z drugiej strony, Mirror's Edge w pełni wynagradza swe wymagania, o czym za chwilę.

Przybliżę teraz nieco fabułę produkcji. Akcja ma miejsce w niedalekiej przyszłości, kiedy świat jest kontrolowany przez wielkie korporacje, a totalitarny reżim w pełni kontroluje mieszkańców miast. Główna bohaterka, o wdzięcznym imieniu Faith, jest Sprinterką, a Sprinterzy to ludzie, którzy zajmują się własnoręcznym dostarczaniem przesyłek (jest to jedyna forma przesyłu niekontrolowana przez władzę), tym samym narażając się reżimowi. Cały czas są w biegu, cały czas ścigani. Żyją na krawędzi.

W trakcie jednej z misji Faith widzi swoją siostrę nad ciałem pewnej poważanej osobistości. Nasza Sprinterka szybko zbiera dowody i zaczyna śledztwo na własną rękę. Niestety, jej siostra wpada w ręce policji. Faith będzie musiała stoczyć wiele walk, odkryć niejeden spisek, zostać kilkakrotnie zdradzona i znaleźć niespodziewanych sojuszników. Słowem – sztampa do sześcianu. Spodziewałbym się, że autorka scenariusza, Rhianna Pratchett (córka znanego pisarza fantasy) postara się stworzyć coś lepszego, ale niestety, scenariusz jest banalny, nie wciąga, a wszystko da się przewidzieć ze sporym wyprzedzeniem. Postacie są nieciekawe, a świat gry niekonsekwentny. Ogólnie mówiąc, fabuła jest zdecydowanie najsłabszym punktem Mirror's Edge.

Przejdźmy do pozytywniejszych stron produkcji. Czym ona w ogóle jest? Z jednej strony można by powiedzieć, że to swego rodzaju symulator parkouru, z drugiej - że to Prince of Persia z widokiem z pierwszej osoby. Obydwie definicje będą trafne. Zwinna jak gazela Faith wykonuje niesamowite akrobacje (niektóre identyczne z tymi wykonywanymi przez Księcia), biega, skacze, walczy, przeciska się między wąskimi przejściami, słowem - robi wszystko to, za co lubimy zręcznościówki. I to z jaką gracją! Muszę zdecydowanie pochwalić twórców za animacje naszej bohaterki – poczucie "bycia nią" jest niesamowite – widzimy jej ręce, gdy wspinamy się po płocie, nogi, gdy skaczemy, cały tułów, gdy ześlizgujemy się po pochyłym dachu budynku. Naprawdę maestria. Nieraz przyłapałem się na tym, że balansuję na krawędzi fotela, gdy Faith wykonywała jakąś szczególnie karkołomną akrobację. Efekt godny zapamiętania.

Napisałem, że w grze istnieje również walka. Twórcy chwalili się, że grę można przejść bez żadnego wystrzału, nikogo nie zabijając. Nie jest to prawda (z przyczyn fabularnych). Mimo to, możliwe jest przejście gry strzelając tylko raz (ze snajperki) oraz wysyłając na łono Abrahama tylko jedną postać. Tylko po co się męczyć z bieganiem między przeciwnikami, uciekaniem itd., skoro walka w grze jest całkiem przyjemna i bardzo intuicyjna? Wprawdzie nie mamy do dyspozycji zbyt wielu combosów (w końcu nie jest to gra oparta na walce), ale te, które są, zupełnie wystarczają Wydawałoby się, że cios ręką, uderzenie z wyskoku i ze ślizgu i odebranie przeciwnikowi broni to niewiele. Nie jest tak dzięki ciekawej opcji wykorzystywania otoczenia w walce – nie ma większego problemu, aby przebiec po ścianie, odbić się, kopnąć w locie przeciwnika, ślizgiem skosić drugiego, w trakcie owego ślizgu zabrać mu broń, natychmiast zastrzelić następnego wroga, a w końcu wyskoczyć przez okno, strzelając za siebie (jak Trinity w Matrix: Reloaded). Muszę przyznać, że robi to spore wrażenie, ale może nastręczyć nieco trudności (starcie z więcej niż trzema przeciwnikami zawsze jest ogromnym wyzwaniem).

W walce niebanalną rolę odgrywa również grafika. Jeżeli jeszcze nie widzieliście screenów z gry, powiem wam, że jest naprawdę znakomita. Początkowo podchodziłem do niej bardzo sceptycznie, bowiem obrazki znalezione w sieci wyglądały nieco odpychająco. Sterylna czystość, skrajnie jaskrawe kolory, przesycenie barw robiły na mnie niemiłe wrażenie - do momentu, kiedy ujrzałem to wszystko w akcji. Otoczenie wspaniale rozmywa się w trakcie szybkiego biegu, jaskrawe barwy pomagają łatwiej wychwytywać istotne dla nas obiekty (wszystkie najważniejsze elementy planszy są zaznaczone czerwonym kolorem), czystość dobrze oddaje klimat anty-utopijnego, uporządkowanego świata. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że jest to - jak zwykle - sprawa gustu – jednym grafika przypadnie do gustu, innym nie.

Co do ważnych obiektów i koloru czerwonego – twórcy wpadli na bardzo fajny pomysł. Kiedy się zbliżamy, istotne elementy planszy zaczynają świecić jaskrawym szkarłatem. Są to drzwi, rury, kładki, liny, pudła, broń przeciwników... no właśnie, ważna kwestia – kiedy walczymy w zwarciu z przeciwnikiem, jednym kliknięciem myszy możemy odebrać mu broń, pod warunkiem, że ta akurat świeci na czerwono. Niestety, trwa to ułamek sekundy i dość trudno jest akurat utrafić w ten moment. Na szczęście mamy możliwość spowolnienia czasu na kilka sekund w dowolnym momencie gry (regenerujemy poprzez szybki bieg), dzięki czemu najtrudniejsze wyzwania stają się dużo prostsze. Oczywiście, z odebranej broni możemy strzelać jak w grach FPS.

Poziom trudności jest bardzo nierówny – czasami przechodzimy cały etap w siedem-osiem minut, czasami stoimy w jednym miejscu przez pół godziny, bo nie możemy pokonać jednej przeszkody. W ogóle odniosłem wrażenie, że gra jest dość krótka – jej przejście zajęło mi jakieś piętnaście godzin, a i tak miałem na koncie kilka "utknięć" w paru newralgicznych miejscach. Przypuszczam, że osoba zręczniejsza ode mnie byłaby w stanie przejść grę w jedną noc.

Muzyka stoi na dość wysokim poziomie. Jest to elektronika, pomieszana nieco z ambientem (ale nie techno, jak zdają się sugerować niektórzy) – zdecydowanie służy jako muzyka tła, nie wybija się na plan pierwszy. Warstwa dźwiękowa (dźwięki otoczenia itd.) jest przeciętna - nie mam jej nic do zarzucenia.

W grze istnieje swego rodzaju opcja multiplayer: mamy możliwość ścigania się z "duchem", publikowania swoich wyników, bicia rekordów innych graczy. Biegamy po planszach z kampanii. To niestety wszystko.

Podsumowując, Mirror`s Edge jest całkiem ciekawą, przyjemną, silnie zręcznościową grą, nie wymagającą żadnego wkładu intelektualnego. Ma po prostu bawić. Elementy pozytywne znacznie przeważają nad negatywnymi, więc ocena musi być wysoka. Zaś co do oryginalności produkcji, musicie to ocenić sami – dla mnie był to nieco przerobiony Prince of Persia, z widokiem z pierwszej osoby, skrzyżowany z "czuciem ciała" znanego choćby z Thiefa, czy Kronik Riddicka.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 18 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 6
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Mirror's Edge
Producent: Digital Illusions/EA DICE
Wydawca: Electronic Arts
Dystrybutor polski: Electronic Arts Polska
Data premiery (świat): 11 listopada 2008
Data premiery (Polska): 16 stycznia 2009
Wymagania sprzętowe: Windows XP/Vista, Pentium 4 3 GHz, 1 GB pamięci RAM, 8 GB wolnego miejsca na twardym dysku, napęd DVD 8x, karta graficzna 256MB zgodna z DirectX 9.0c (Pixel Shader 3.0), karta dźwiękowa zgodna z DirectX 9.0c
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: www.mirrorsedge.com/
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 139,90 zł



Czytaj również

Mirror's Edge Catalyst
Wizja na przyszłość
- recenzja
Mirror's Edge
Biegnij Faith, biegnij
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Erykz
   
Ocena:
0
"W ogóle odniosłem wrażenie, że gra jest dość krótka"

DOŚĆ? To właśnie jej największa wada.
Dobra recka.
28-02-2009 13:18
~Nivo

Użytkownik niezarejestrowany
    Autor
Ocena:
0
Zapomniał tylko dodać, że Mirror's jest jedną z pierwszych gier, która wykorzystuje najnowszą technologię Nvidii - Physx.
28-02-2009 13:31
Raziell
   
Ocena:
0
IMHO fajnie można poskakać w ME ale nic więcej.
28-02-2009 14:12
szelest
    my way
Ocena:
0
Grałem w ME - ale na PS3. Jest to bardo dobra gra. Jest trochę trudna - może samo przejście jej nie tak bardzo, ale już osiąganie różnych rekordów jest już naprawdę czasem irytujące - ale i dające sporo satysfakcji jeśli już się nam uda.

Grafika jest trochę ascetyczna i trzeba się do tego przyzwyczaić. Ale samo sterowanie (w wersji PS3) daje niesamowity feeling postaci. Muzyka też jest niesamowita. Szkoda, że fabuła jest krótka i za szybko się rozwiązuje.

Ale pomijając niedoskonałości to bardzo dobra gra wnosząca pewien powiew świeżości.
28-02-2009 14:33
LiAiL
   
Ocena:
0
DICE wykonali kawal dobrej roboty. Co tam stanie 30 minut i zastanawianie sie gdzie dalej. Co tam powtarzanie pewnej sekwencji po raz 10ty. Ta gra jest piekna. Dzielo sztuki - moze nie perfekcyjne, ale bardzo temu bliskie. No i na XBoxie smiga jak nie wiem.
28-02-2009 22:43
Elizeusz
   
Ocena:
0
Bądźmy poważni - jedynymi plusami gry są świetne sterowanie, oprawa graficzna i muzyczna oraz pomysł. To wszystko. Przy zestawieniu z minusami, czyli bardzo słabą, sztampową, pozbawioną dramatyzmu fabułą, linearnością rozgrywki (poziomy przecież przejdziemy na jeden sposób tylko) - ocena 8,5 to jakiś kiepski żart.

Ostatecznie gra jest bardzo krótka, a tryb tylko "rzekomo "przedłuża rozgrywkę. Mirro's Edge jest na "raz" i tyle.

Skoro sam recenzent przyznaje m.in., że fabuła jest oględnie mówiąc do kitu, to skąd taka wysoka ocena? "Mirror's Edge" to niestety klasyczny przykład formy nad treścią. Motyw biegu i parkouru i otoczka jest naprawdę dobrym posunięciem, ale Electronic Arts postawił na efektowność. Jeśli piękna grafika i ciągłe robienie tego samego czyni grę, jak to jeden z komentatorów stwierdził, niemal perfekcyjną, to ja dziękuję.

Dziełem sztuki Mirror's Edge może rzeczywiście być - pozachwycać się wizualnością i to wszystko, bo innych walorów nie posiada.
03-03-2009 12:54
Czarny
   
Ocena:
0
To nie cRPG, żeby fabuła była najważniejsza... Dostałem to, czego oczekiwałem (mniej więcej), stąd ocena.
03-03-2009 13:55
WH
   
Ocena:
0
Może to nieco dziwne pytanie, ale... da się zejść na ulice? W jakikolwiek sposób [bo w niektórych grach próby zeskoku "tam w dół" kończą się szybkim zaciemnieniem obrazu, bądź (zakładam, że postać zginęła) kamera zawiesza się w jednym miejscu, podczas gdy ciało bohatera/ki staje się coraz mniejsze, i mniejsze... pyk].
03-03-2009 17:31
Czarny
   
Ocena:
0
Jasne, że się da :).

TZN., żeby nie było wątpliwości: niektóre etapy zwyczajnie zaczynają się na ziemi, albo mają jakiś "naziemny" epizod.

Niestety, jakiekolwiek (no, prawie) zejście ze ścieżki wymyślonej przez twórców kończy się śmiercią.
03-03-2009 20:03
~Elkh

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mnie ta gra strasznie nudziła.
07-03-2009 20:37
theblood
   
Ocena:
0
Fenomenalna gra, dzięki której zarwałem niejedną nockę. W przypadku tej gry bardzo dał mi się we znaki syndrom jeszcze jednego levelu, a to chyba najlepiej świadczy o niebotycznej grywalności tej gry. Tylko coś z dźwiękiem jest skopane - dialogi b.ciche, a odgłosy robót tak głośne, że musiałem niemal do 0 zciszać głośniki, by nie ogłuchnąć.
20-03-2009 20:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.