string(15) ""
» Blog » Mir - Clarke'a i Baxtera 10 pomysłów na 40:1
08-07-2013 00:38

Mir - Clarke'a i Baxtera 10 pomysłów na 40:1

Odsłony: 25

Mir - Clarke'a i Baxtera 10 pomysłów na 40:1

Skończyłem w piątek trzecią część trylogii "Odyseja Czasu", napisanej przez wspaniały duet Arthura C. Clarke'a i Stephena Baxtera. 

Jest to cykl nieco niedokończny (przeszkodziła w tym śmierć Clarke'a w 2008), i nie wiadomo, czy Baxter napisze dalsze części cyklu. Byłoby fajnie.

 

Ale o czym to ja miałem?

 

No tak, w tytule wspomniałem o zegarmistrzowym settingu do Savage Worlds, 40:1. Śledziłem ten cykl, przewijając przez tabelki broni i sprzętu, za to bardziej koncentrując się na samej konstrukcji tego świata. Bo koncepcja, którą przedstawił zegarmistrz, jest całkiem ciekawa.

Naprawdę ciekawa robi się, gdy spojrzymy na nią Oczami (czemu dużą literą, to wiedzą na razie ci, co czytali, a reszta wkrótce się dowie) duetu autorskiego odpowiedzialnego za "Odyseję Czasu".

 

Otóż panowie Clarke & Baxter zrobili bardzo podobny eksperyment w swojej trylogii tworząc "Mir", kieszonkowy wszechświat a w nim zlepek różnych czasów na Ziemi, takie swoiste muzeum ludzkości.

 

Chciałbym tu podrzucić kilka pomysłów do wykorzystania, czy to przez zegarmistrza na przyszłe dodatki, czy to przez grających, które są bezpośrednimi insiracjami, a często dosłownymi zrzynkami z Odysei Czasu. Najpierw może mała synposa.

 

Yellow Spoiler Alert  

Jeśli ktoś nie lubi spoilerów, to polecam zatrzymać się tu w lekturze, chociaż książki nie opierają się o jakieś dramatyczne i zaskakujące zwroty akcji.

  

Najwięcej o Mirze, poszarpanej czasem Ziemi, można przeczytać w pierwszej części trylogii, czyli w "Oku Czasu". W tej książce praktycznie cała akcja dzieje się właśnie tam. W ostatniej (na razie) części cyklu, "Pierworodni", akcja przeskakuje pomiędzy Ziemią a Mirem, chociaż dzieje się głównie w naszym uniwersum.

 

W "Oku Czasu" główni bohaterowie to trójka obserwatorów ONZ z 2037 roku, którzy patrolują w śmigłowcu pogranicze Pakistanu z Afganistanem. Trafiają w tzw. Nieciągłość, która przenosi fragment Ziemi, nad którym się znajdują (wraz z młodym afgańskim chłopcem na ziemi, który mierzy do nich z RPG) w inny wymiar, który jest stworzony ze zlepków Ziemi z różnych czasów. Tuż obok nich pojawia się np. fragment Pogranicza Północno Zachodniego z 1885 roku, wraz z fortem brytyjskich sił kolonialnych, a jeszcze niedaleko od nich - fragment Ziemi z czasów praczłowieka, wraz z dwoma przedstawicielami pierwszych hominidów (prawdopodobnie australopiteki).

Wkrótce odkrywają, że cała Ziemia została tak poszatkowana, na niewielkie fragmenty z róznych czasów, od okresu sprzed 2.5 mln lat, do roku 2037.

W ten dziwny świat zostają wciągnięci także rosyjscy kosmonauci (z kobitką z NASA) w lądowniku Sojuz, którzy w momencie Nieciągłości znajdowali się dokładnie nad helikopterem ONZ (na orbicie). Po wielu perypetiach i pzeszukiwaniu różnych częstotliwości obu ekipom udaje się nawiązać kontat radiowy, dzięki czemu główni bohaterowie mają jakiś pogląd tego, jak wygląda planeta, dzięki zdjęciom z Sojuza. To właśnie jeden z Rosjan nadaje tej dziwnej poszatkowanej planecie nazwę "Mir".

Bohaterowie odkrywają także, że wszędzie pojawiają się Oczy, dziwaczne kule unoszące się nad ziemią, które zdają się obserwować ten świat.

O tym, jak wygląda fabuła nie ma co za dużo pisać, skupię się za to na opisie fizycznym tego świata. Może podsunie wam jakieś fajne pomysły do wykorzystania w 40:1, czy w RIFTS.

 

1) Fragmenty Miru zostały niejako "wyrwane" z naszej czasoprzestrzeni i złożone jak puzzle na nowo. Każdy z nich to taki klin, biegnący od jądra planety do mniej więcej połowy odległości między Ziemią a Księżycem, możliwe, że do wysokości orbity, na której znajdują się punkty Lagrange'a (gdzie znosi się grawitacja Ziemi i Księżyca). Wszystko co znajdowało się w takim klinie zostaje przeniesione, razem z powietrzem, ziemią i oczywiście - florą i fauną.

 

2) Mir składa się z fragmentów czasu, w których istniała ludzkość, czyli z okresu od 2.5 mln lat temu, do roku 2037. Jest to podział proporcjonalny, a równocześnie wydaje się losowy (choć nie do końca). Losowy, bo fragmenty Ziemi z różnych czasów zdają się nie mieć jakiegoś klucza doboru (np nie przenoszą się w Mir największe czy najlwspanialsze osiągnięcia ludzkości, czy wedle jakiegokolwiek innego kryterium), ale z drugiej strony - na Mir trafia Aleksander Wielki ze swoją armią, oraz Czyngis Chan ze swoją. Dość wybiórczo, bo czemu nie Napoleon, Hitler, Cezar czy Chaka Zulu?

Można zakładać, że z ich fragmentów czasu przeniosło kawałek pola, albo fragment oceanu.

Proporcjonalny, bo fragmenty obejmują cały czas tych 2.5 mln lat, tak więc ludzi z 2037 roku, który w stosunku do tego okresu jest tylko mgnieniem, nie ma, oprócz Kosmonautów i ekipy ONZ, którzy znajdują się w jednym "klinie" podczas Nieciągłości.

 

3) Ta proporcjonalność ma także duży wpływ na klimat. Przez większość czasu człowieka na Ziemi panowały lodowce (tak mniej więcej na 10 tyś lat ocieplenia przypada 40 tyś lat zlodowacenia), co autorzy uwzględnili w Mirze. Oznacza to, że spora część Eurazji składa się z klinów z róznych epok lodowcowych, które bardzo szybko zaczynają wpływać na klimat, powodując tuż po Nieciągłości huragany i inne pogodowe kataklizmy na całym Mirze. Czasem takie lodowce otaczają oazę ciepła z innych czasów - tak dzieje się w przypadku jedynego ocalałego fragmentu w miarę współczesnej cywilizacji - Chicago. Miasto jest skazane na zagładę, otoczone ze wszystkich stron lodowcami. Ale oczywiście walczy.  

 

4)kolejną sprawą jest geologia. Bohaterowie trafiają czasem na równo ucięte, niewielkie płaskowyże, które są granicami różnych, odległych od siebie epok, pomiędzy którymi w międzyczasie nastąpiło np wypiętrzenie warstw geologicznych. Dryf kontynentów nie został uwzględniony, ale w okresie 2.5 mln lat nie był zbyt wielki - za to pojawia się wzmianka o tajemniczej wyspie na środku Atlantyku, do której chce dopłynąć Aleksander Wielki. Później jednak ten wątek się urywa, jakby autorzy go porzucili i Aleksander wysyła ekspedycję do ujścia Missisipi. 

Dodatkowo wkrótce po Nieciągłości płyty tektoniczne i samo jądro zaczynają szaleć, pocięte klinami, co powoduje kolejne katastrofy. Po jakimś czasie wszystko się uspokaja, gdy różnice ciśnień, temperatur itd się wyrównują. 

 

5) Populacja Miru to kolejna ciekawostka. Jest tu bardzi niewiele homo sapiens sapiens, jednak jeśli już się pojawiają, to przeważnie w dużych ilościach. Tak jest z mieszkańcami Chicago, armią Aleksandra czy Czyngis Chana. Jest też trochę ludzi w Babilonie, chociaż został on przecięty na pół Nieciągłością, i na Mir przeniosła się część świątynna miasta (wraz z wieżą Babel), za to część mieszkalna pochodzi z czasów późniejszych, gdy Babilon był ruiną.

Spotyka się tu też sporo prymitywniejszych form człowieka - neandertalczyków, australopiteki i wszystkie pozostałe stadia i gałęzie ludzkiej ewolucji. Pogranicze Północno Zachodnie jest tu też taką klamrą, bo tu właśnie pojawia się obok siebie najmłodszy fragment czasu człowieka (ten z Sojuzem i helikopterem) i najstarszy (z parą "australopiteków", matką i córką). 

Neandertalczycy stają się swoistymi służącymi, czy też może niewolnikami aleksandryjskich Greków, służąc np za tragarzy, a nawet za zwierzęta pociągowe, ze względu na swoją niespożytą siłę. 

 

6) Patrzymy na ten świat oczami "ostatnich ludzi" z 2037 roku, przetykany perspektywą kolonialnych Anglików z 1885 roku (i Rudyarda Kiplinga, który akurat był w brytyjskim forcie w momencie Nieciągłości), co powoduje wiele ciekawych dyskusji pomiędzy ludźmi z przeszłości a przyszłości. Ludzie z "końca czasu" nauczają swoich praszczurów o technologii, obie grupy przyłączają się też do armii Aleksandra w Babilonie, by bronić go przed najazdem Mongołów - czego dokonują między innymi przy pomocy broni palnej Brytyjskich zołnierzy kolonialnych.

W dłuższym okresie czasu powstaje ciekawa mieszanka, pokazująca jak nowoczesna technologia wpływa na ludzi. Okazuje się, że pomimo wielkiego zasobu wiedzy jaki posiadają "nowożytni", Grecy aleksandryjscy nie są gotowi kulturowo na stworzenie nowoczesnej cywilizacji. Barbaryzują oni technologię i adaptują ją, ale ogólnie nie posuwają się do przodu. Budują np kolej, napędzaną ropą (bo w okolicach Babilonu łatwiej o diesla niż o węgiel), ale nadal wolą powozy napędzane siłą mięśni (neandertalczyków, bo o konie trudno).

Bardziej rozgarnięci technicznie wydają się "barbarzyńscy" Mongołowie (bo bliżsi naszym czasom?), którzy przejęli lądownik Sojuza który w końcu wylądował na Ziemi, jednakże przegrywają z Grekami i praktycznie schodzą z areny, przestając liczyć się jako siła na Mirze.

 

7) Bardzo ciekawie przedstawia się też kwestia religii w tym świecie. Ważnym etapem dla odnalezionych tu i tam niedobitków ludzkości jest Jerozolima, bo wielu liczy na to, że przeniesiono ją w czasie życia Jezusa, co okazuje się mrzonką - w miejscu Jerozolimy są tylko pustkowia.

Mongołowie znajdują natomiast świątynię, w której żyje stara i młoda wersja mnicha buddyjskiego - jest to ten sam człowiek z dwóch różnych czasów. To wydarzenie daje początek jakiemuś ruchowi religijnemu na Mirze, jednak nie za bardzo wiadomo jakiemu, bo autorzy również porzucają ten wątek. Istotne w tej religii jest jednak to, że istnienie tego mnicha w dwóch postaciach, młodej i starej jest ucieleśnieniem paradoksu dziadka, a dla dość prymitywnych Greków jest to niezwykłe mistyczno-filozoficzne zjawisko.

 

8) Fauna Miru to niezwykły miks istot żyjących na ziemi przez ostatnie 2.5 mln lat. Mamy więc tu tygrysy szablozębne (jeden z nich pożera młodego Afgańczyka z RPG), mamuty w Chcicago, które służą za zwierzęta pociągowe, wczesne humanoidy atakujące pociągi z Babilonu nad Morze Śródziemne. Dość ciekawie, choć bardzo ogólnie jest opisana wyprawa geodetów aleksandryjskich wzdłuż wyprzerzy Oceanu Indyjskiego w drodze do Babilonu - napotykają oni rózne dziwactwa zamieszkujące Mir.

Jeden z załogantów helikoptera ONZ rusza w późniejszych latach do Afryki, szukać kolebk ludzkości. Niewiele dowiadujemy się z tego, co tam odkrył, bo wątek również się urywa.

W Ameryce nie znajdujemy śladów Indian, ani innych ludzi czy hominidów, mieszkańcy Chicago są praktycznie jedyną grupą ludzi. Jak to Amerykanie, próbują na nowo budować Stany Zjednoczone, równocześnie walcząc z otaczającym ich lodowcem (a właściwie ewakuując miasto). Pomaga im trochę fakt, że Chicago pochodzi z lat '90tych XIX wieku, a akurat wtedy miały się tam odbywać Targi Światowe, w związku z tym dysponują nowinkami technicznymi i Tomaszem Edisonem, który przez targi utknął w Chicago w czasie Nieciągłości. 

 

9)  Układ Słoneczny, w którym znajduje się Mir, to również ciekawostka. Astronomiczna aplikacja Telefonu (skrzyżowanie Wikipedii ze sztuczną inteligencją), gadżetu posiadanego przez główną bohaterkę, pozwala ustalić, że nieboskłon odpowiada mniej więcej XIII wiekowi naszej ery, co oznacza, że jest to punkt wyjścia, do którego zostały przeniesione wszystkie kliny.

W ostatniej części trylogii, kilka dekad po Nieciągłości ludzie odkrywają, że zarówno Mars, jak i Wenus, przez pierwsze lata niewidzialne z Ziemi, są ziemiopodobne, i najprawdopodobniej istnieje na nich życie, a Księżyc ma rzadką atmosferę. Na Marsie udało się nawet zobaczyć miasta. Późniejsze obserwacje Merkurego pozwalają stwierdzić, że i na nim może istnieć życie.

Naukowcy Miru zakładają, że i na tych planetach ktoś również stworzył takie skanseny czasowe jak na Ziemi, dokumentujące inteligentne życie - najprawdopodobniej z odległej przeszłości. Fabuła to potwierdza, gdy "ostatnia Marsjanka" pomaga ludziom z Mira - jej świat również został poszatkowany przez ich własną Nieciągłość, wiele milionów lat przed Ziemią.

 

10) No i tu dochodzimy do ostatniej kwestii, czyli tego, DLACZEGO tak się stało. Bohaterowie dużo na ten temat spekulują w ciągu cąłej trylogii, i powoli odkrywają prawdę. Zakładają oni istnienie jakiejś superinteligencji, która steruje rozwojem życia w Galaktyce, i która boi się powstawania innych form intelgentnego życia, ponieważ ich niespożyte zapotrzebowanie na energię spowodowałoby przyspieszenie entropię Wszechświata. Tworzą więc takie skanseny w "kieszonkowych Wszechświatach", a następnie niszczą inteligentne życie w kosmosie - u Clarke'a i Baxtera rzecz zdaje się powszechną, ale bezlitośnie pieloną przez te istoty, zwane Pierwrodnym. Np. pojawia się wątek Gwiazdy Betlejemskiej, która była "dziką planetą" wysłaną wieleset tysięcy lat temu przez Pierworodnych z pobliskiego układu, by uderzyła w Słońce i wywołała pewne fluktuacje, które po 2 tysiącleciach zaowocują potężną erupcją promieniowania, które zniszczy życie na Ziemi. O tym właśnie opowiada tom drugi, "Burza Słoneczna".

Okazuje się, że i Mir nie jest bezpieczny. Jego "kieszonkowy Wszechświat" bardzo szybko się rozszerza, i naukowcy zakładają, że za 500 lat nastąpi implozja, i wszystko się zapadnie do jednego punktu, a ich uniwersum przestanie istnieć.

 

Wszystko to składa się na ciekawe przedstawienie takiego świata, o którym pisze zegarmistrz w 40:1. Z fizyką, wyjasnieniam, ekstrapolacjami kulturowymi i technicznymi. Fajna sprawa, serdecznie polecam przeczytać tę trylogię.

Okrasić ten świat nieco większą ilością zaawansowanych cywilizacji, wykorzystać modele wzajemnego przenikania się kultur zaproponowane przez Clarke'a-Baxtera, dorobić białe plamy, które porzucili autorzy, i można rozbudować 40:1 o zupełnie nowe poziomy - lub stowrzyć zupełnie nowy świat do erpegów, wydaje mi się, że dość miodny. Dodając do tego "Marsjan" i "Wenusjan" (życie na kazdym kawałku skały!), i odblokowując możliwość lotów kosmincznych, powstałby z tego całkiem ciekawy setting SF. 

Autorzy zresztą zachecają do takich ekstrapolacji, podrzucając uwagi o tym, jak to Aleksander Wielki po podboju Ameryki zamierza ruszyć dalej, ku gwiazdom, by i tam prowadzić podboje.

Oczywiście, jesli kogoś nie interesuje "kosmiczność" takiego świata, to zawsze można się pobawić na poziomie postapo, czy nawet fantasy w stylu Jankesa na dworze Króla Artura , albo jak w tych powieściach o nowoczesnych żołnierzach rzuconych w odmęty czasu.

Myślę, że Clarke-Baxter dają dobre podwaliny pod taki świat, i dość sprytnie go tłumaczą, zostawiając jednak sporo białych plam - co w literaturze może wkurzać, ale w RPG raczej cieszy, bo można je zapełnić samemu, albo skanibalizować to co jest i wrzucić do swojej gry.

 

A w ogóle to trzeba podziękować karpiowi i trikiemu, że mnie kiedyś zaciągnęli do Dedalusa we Wrocławiu przy Solnym. Od tamtej pory robię tam wypad za każdym razem, gdy mi się kończą lektury, i zawsze wracam z jakimś dobrym kawałkiem klasyki do czytania w wannie. Wygrzebałem tam właśnie całą trylogię Clarke'a-Baxtera za dwadzieścia kilka złotych i wyposażyłem swoją biblioteczkę w kilka innych książek Clarke'a, w tym w czteroksiąg Odysei Kosmicznej, dorwałem też omnibusa Howardowskiego Conana z Rei i dużo, dużo więcej. Polecam.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

61010

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ty głupcze! :)
09-07-2013 10:37
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Ano.
09-07-2013 10:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.