string(15) ""
» Blog » Miód i piwo cz. 3 - opowiadanie
03-06-2012 21:51

Miód i piwo cz. 3 - opowiadanie

Odsłony: 7

Zapraszam na kolejną część fanowskiego opowiadania umieszczonego w uniwersum gry Warhammer. Pragnę również uprzedzić, że opowiadanie to powstało ładnych kilka lat temu i choć treścią ciągle mi się podoba, to forma jego była bardziej prymitywna.

Jeśli ktoś mimo to gotów jest poświecić czas zapraszam do lektury:)

 

Nazwy własne, realia oraz postacie związane z uniwersum gry bitewnej i fabularnej Warhammer są własnością jej wydawcy i dystrybutora na ternie kraju. Autor nie rości sobie do nich żadnych praw.

 

***

 

Część drugą można przeczytać tu

 

***

 

- No i wtedy my na nich skoczyliśmy ze wszystkich stron – kontynuował swoją opowieść Lechita. Pokazywał żywo zainteresowanemu krasnoludowi wszystko na poglądowej mapce wymalowanej piwem na blacie stołu.

- Wpuścić kawalerie w gęsty las – Gowron skrzywił się z niesmakiem – to nawet my wiemy, że nie robi się czegoś takiego.

Brązowowłosy wzruszył ramionami.

- Ich pech, nasz zysk – powiedział z zadowoleniem – dość powiedzieć, że wycięliśmy te armię prawie do nogi, zdobyliśmy wszystkie jej zapasy i dość swobody, aby odbić nasze ziemię.

- A jak zdobywaliście miasta? – zaciekawił się brodacz – oblężenia, machiny, układy, czy ciche rajdy pod osłoną nocy?

- Zdarzało się wszystko oprócz układów – Jimisław zwilżył gardło sporym łykiem – sam brałem udział w szturmowaniu murów Piastowa. Najczęściej jednak mieszkańcy sami wyżynali lub przeganiali Kislevczyków, aby przekazać nam już wolne miasta.

- A jak... – Worfson już miał zadać kolejne pytanie, kiedy nagle niski, donośny dźwięk rogu przerwał mu w pół słowa. Pozostałe rozmowy również zamilkły i wszyscy zwrócili swe spojrzenia w stronę grajka. Był to posiwiały starzec, nadal stojący jednak pewnie i dumnie. Obok niego stało jeszcze dwoje staruszków i jedna starowinka. Wszyscy mieli dość bogate, czyste stroje oraz muzyczne instrumenty. Kiedy dźwięk rogu przebrzmiał ponownie, dołączyła do nich także Barbara. Podeszła w okolice środka Sali i umieszczonych tam palenisk, po czym powiodła wzrokiem po wszystkich zebranych. Jej skóra i złote włosy lśniły czerwonawo w blasku ognia, a aksamitna suknia zdawała się błyszczeć własną poświatą. Koningdottir dała dłonią znak grajkom i spokojna, nastrojowa muzyka wypełniła całą Długą Salę. Domyślając się, co zaraz nastąpi, krasnolud wspiął się na stół, nie przejmując się, czy coś strąci i zeskoczył obok przyjaciela, aby tłumaczyć mu słowa pieśni.

[Zielona dolina była tak spokojna...*] zaczęła skaldka spokojnym, ale pełnym pasji głosem, dopasowując śpiew do taktów muzyki [W środku szemrał strumień tak błękitny...*]

Początkowo Norsmeni popatrzyli po sobie trochę zdziwieni, oczekiwali bowiem pieśni chwały o bitwach i zwycięstwach, nie zaś ballady. Szybko jednak zapomnieli o tym, dając się porwać pięknemu głosowi córki swego Jarla. Ballada opowiadała o zdesperowanej kobiecie, która spotkała na zielonej dolinie swą jedyną prawdziwą miłość i poprosiła swego oblubieńca, aby...

[Obiecaj mi, że kiedy zobaczysz białą różę, to pomyślisz o mnie...*] wypowiedziawszy te słowa, złotowłosa spojrzała w stronę stołu, przy którym siedział mężczyzna, który ocalił jej życie [Tak bardzo cię kocham, nigdy nie zostawię. Będę twym duchem róży...*]

Tłumacząc słowa do ucha Lechity, krasnolud uśmiechał się coraz bardziej rozbawiony sytuacją. Nawet dla niego nie było tajemnicą, do kogo skaldka adresuje pieśń. Adresat zaś siedział oniemiały, obserwując ją jedynie szeroko otwartymi oczyma. Historia opowiadana w balladzie wdzierała się w jego serce, ożywiając dawno zagrzebane uczucia. Wdzierała się w połać nieogarniętą przez poczucie zemsty, pozwalała budzić się naturalnym odruchom i pragnieniom młodego mężczyzny mającego przed sobą piękną i przychylną sobie kobietę. Wpatrzony w Barbarę uniósł wzrok wyżej, napotykając jej rozbawione spojrzenie.

[Kiedy było po wszystkim, odwróciła się i uciekła...*] Jimisław nie był pewny, czy to, co odczytał w jej oczach, nie było jedynie złudzeniem wywołanym przez ognie, przy których stała [...jak na nią patrzył.*]

Cała Sala milczała zasłuchana. Hardzi mężowie, którzy rozszczepiali czaszki trollom i równie łatwo jak ludzie z Imperium odkorkowywali kolejne beczki piwa, siedzieli teraz rozmarzeni, tuląc swoje łkające kobiety i samemu potajemnie ocierając łzy. Wszyscy z wyjątkiem jednego czarnowłosego olbrzyma i jego kislevskiego przyjaciela.

Zygfryd doskonale widział, gdzie Koningdottir słała swą pieśń oraz wdzięki i miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Barbara może i była córką jarla, jego jarla, ale żadna dziewka, nawet tak urodziwa, nie będzie go wodzić za nos, robiąc maślane oczy do jakiegoś przybłędy z południa!

Chcąc oderwać się od tych myśli, napełnił swój róg miodem i wysączył całą jego zawartość za jednym zamachem. Ciepło rozlało się po jego ciele, nie przyniosło jednak ukojenia, wręcz podsyciło jego wściekłość.

Nieświadoma jego odczuć lub zupełnie się nimi nie przejmująca skaldka skończyła zaś balladę, po czym skłoniwszy się nisko swemu ojcu, zasiadającemu na swoim tronie, następnie zaś obu rzędom stołów. Skamirowic poczuł uderzenie gorąca, gdy posłała uśmiech w jego stronę. Zwalił to wprawdzie na miód i piwo, odpowiedział jednak swym typowym lekkim uśmiechem. Kobieta już jednak tego nie widziała, zawinąwszy suknią ruszyła w stronę swych komnat. Grajkowie rozpoczęli zaś spokojną, przyjemną melodię, rozlokowawszy się po kątach Sali.

Gowron nadal uśmiechnięty od ucha do ucha, wrócił na swoje miejsce. Bawił go rumieniec, jakim pokryły się policzki człowieka, a jeszcze bardziej, że jedna pieśń i kilka spojrzeń kobiety zdołało zrobić to, czego beczka miodu nie dała rady. Wcześniej bowiem na jakiekolwiek wzmianki o kwestiach romantycznych Jimisław reagował wybuchami wściekłości, tłumionej, ale jednak wściekłości. Worfson żył już na świecie na tyle długo i słyszał tyle opowieści, aby domyślać się, że w sercu tego młodego południowca musiała ziać wyrwa pozostawiona przez dziewczynę. Czy to odeszła, czy zginęła, to nie ma znaczenia. Z doświadczenia wiedział jednak, że nic nie łata takiej wyrwy w męskim sercu niż inna, dobra kobieta...

 

Złowiwszy jego ostatnie spojrzenie przed przejściem do korytarza, Barbara uśmiechnęła się z pełnią satysfakcji, a potem zachichotała z rozbawienia. Jimisław mógł być nieokrzesanym dzikusem z południa, mógł być kudłaty jak zwierzę i barczysty jak niedźwiedź. Ale pod tym wszystkim bilo zwykłe, gorące serce młodzika, któremu wiele nie potrzeba, aby zapomniał o całym boskim świecie.

- Dobrze się bawiłaś, co? – usłyszała za sobą znajomy głos. Zygfryd stał w drzwiach do korytarza, opierając się o ich zwieńczenie. Kobieta nie była pewna, czy robił to dla efektu i zaprezentowania swego ogromnego wzrostu, czy po to, aby utrzymać równowagę. Widziała natomiast, że jest wściekły. Znała go na tyle dobrze.

- Podoba ci się robienie maślanych oczu do tego knura z południa – Eryksen rzekł ponownie, ruszając w jej stronę. Chwiał się delikatnie, ale nie dość, aby móc przestać się go obawiać. Skaldka uniosła jednak dumnie brodę i spojrzała mu wyzywająco w oczy.

- Co mi się podoba, to nie twoja sprawa – rzuciła hardo, podpierając się pod boki. Nors fuknął wściekle.

- Trzy dni temu w twojej komnacie twierdziłaś co innego!

- Byłam wtedy na północnej skale, a ty byłeś tak pijany, że nie widziałeś nawet, z kim wychodzisz – odparła i zaraz dodała drwiąco – oraz na tyle, że na niewiele się Sigrydzie w mojej łożnicy zdałeś!

Wściekle szalony grymas wykrzywił twarz czarnowłosego i dopadł do niej wściekle, otaczając ramionami w pasie. Podniósł ją jak piórko i przycisnął do najbliższej ściany. Jego usta zaczęły szukać jej, lecz nie mogły znaleźć z powodu uników desperacko czynionych przez Barbarę. Chcąc je zapewne ukrócić, Zygfryd cofnął się o krok i natarł na nią ponownie. Koningdottir stęknęła, gdy całe powietrze zostało z niej wyciśnięte i na moment opadła z sił. To wystarczyło, aby Norsmen odnalazł w końcu jej usta i zamknął je w namiętnym pocałunku. Pocałunek zaś wystarczył, aby wściekłość przywróciła siły córce jarla.

Mając dociśnięte do boków dłonie nie mogła go uderzyć, wisząc w powietrzu nie mogła go kopnąć. Mogła za to zrobić co innego. Z całych sił zacisnęła zęby na jego wardze, rozdzierając ją jak szmatę na bandaż. Zygfryd przerwał pocałunek, odrywając głowę i dając Barbarze dość miejsca na wzięcie zamachu. Skorzystała z tego od razu i rąbnęła czołem w nos rodaka. Gwiazdy zaświeciły jej przed oczami, Eryksen poleciał jednak do tyłu wypuszczając ją.

Jak tylko opadła na ziemię, przystąpiła do ataku, wiedząc, że nie może mu dać czasu na dojście do siebie. Doskoczyła zwinnie doń i kopnęła kolanem, tam gdzie mężczyzn boli najbardziej. Czarnowłosy zgiął się w pół z wybałuszonymi na wierzch oczami, skaldka zaś z całej siły trzasnęła go w skroń, rozciągając na posadzce.

Już miała doń dopaść lub rzucić się do ucieczki, kiedy ciężkie kroki zwróciły uwagę obojga. W drzwiach stał Koning podtrzymywany przez dwie przytulone od niego kobiety. Chwiał się mimo tego, zauważalnie jedną dłonią ściskając szklany dzban z przeźroczystą gorzałką, drugą pierś jednej z kobiet.

- Co tu się dzie-eje?! – ryknął, patrząc na nich zaskakująco bystrym wzrokiem.

- Nic – odparła szybko Barbara, ścierając krew z ust – Zygfryd się potknął i wywrócił.

- Hmm... – mruknął jej ojciec, przeciągając spojrzeniem po obojgu, a w jego zmętniałym od alkoholu wzroku zaczęły pełgać ogniki trzeźwości i zrozumienia – to w takim razie musiał za dużo wypić. Nie powinien się więc oddalać od Sali biesiadnej. Wracaj tam Zyg...a jak cię kto w innej części Smoczej Hali zobaczy, to do wschodu nowego księżyca będziesz latarnikiem na zachodnim fiordzie. Rozumiesz mnie, chłopcze?

Eryksen zmełł w ustach przekleństwo i wstał chwiejnie z powodu obolałej męskości. Powiódł po obojgu wściekłym spojrzeniem, nic jednak nie powiedział, gdyż w oczach Koninga nie dostrzegł już ani grama alkoholowych oparów. Wyprostował się wobec tego dumnie i wymaszerował z korytarza z powrotem do Sali biesiadnej. Zaraz za drzwiami złapał go Fiodor i zaczął coś szeptać do ucha, odciągając zupełnie uwagę przyjaciela od nieprzyjemnego incydentu.

Jarl odprowadził go wzrokiem, a następnie spojrzał na córkę.

- To się też tyczy ciebie – mruknął, ale już uprzejmiejszym tonem – masz się nie zbliżać do Sali biesiadnej, póki trwa zabawa. Inaczej te dwa łosie rozniosą mi zamek, bijąc się o ciebie.

- Ale tato... – zaczęła złotowłosa, co ojciec jej przerwał, prostując się dumnie i o mało nie przewracając z tego powodu. Obie kobiety stęknęły, podtrzymując jego mocno bezwładne ciało.

- Żadnego ale! – rzucił nierażony własną niemocą – ja jestem jarlem i nawet jarlowa córką musi się mnie słuchać! No!

Barbara posłała mu zabójcze spojrzenie, widząc jednak, jak usilnie próbuje stać prosto z zaciętą, władczą miną, i błagalne spojrzenia kobiet, nie wytrzymała i parsknęła jedynie śmiechem.

- Albo mnie też wyślesz do roboty latarnika? – spytała rozbawiona.

- Nie – odparł Koning, ruszając w stronę swojej sypialni – albo oddam cię Eryksenowi za żonę.

Złotowłosa skrzywiła się, pocierając rosnącego na czole guza.

- To ja już wolę fiordy...

 

*Fragmenty piosenki "Ghost of a Rose" zespołu Blackmores Night w wolnym przekładzie autora

 

***


Zakonczenie tej historii można przeczytać tutaj

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1
Znakomite klimaty, czuć powiew takiej baśniowości jak u Sapkowskiego. Polecam, bo warto przeczytać.
04-06-2012 11:44
Grom
   
Ocena:
0
Dzięki Earlu za dobre słowo:)
04-06-2012 13:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.