string(15) ""
» Blog » Miód i piwo cz. 1 - opowiadanie
20-05-2012 22:21

Miód i piwo cz. 1 - opowiadanie

W działach: Południowiec, Warhammer | Odsłony: 28

Witam

 

Z racji chwilowego przestoju nie mam gotowej recenzji następnego tomu Conana. Dlatego na niedzielę proponuję ostatnie z moich Warhammerowych opowiadań, kończących spisane przeze mnie przygody Lechity Jimisława Skamirowica. Całość podzielę na jakieś 4-5 części, aby łatwiej było je czytać. Pragnę również uprzedzić, że opowiadanie to powstało ładnych kilka lat temu i choć treścią ciągle mi się podoba, to forma jego była bardziej prymitywna.

Jeśli ktoś mimo to gotów jest poświecić czas zapraszam do lektury:)

 

Nazwy własne, realia oraz postacie związane z uniwersum gry bitewnej i fabularnej Warhammer są własnością jej wydawcy i dystrybutora na ternie kraju. Autor nie rości sobie do nich żadnych praw.

 

Opowiadanie jest kontynuacją wydażeń opisanych w "Smoczej Hali"

 

Drewniane kufle zderzyły się z trzaskiem, a część ich złotej zawartości trysnęła na boki.

- Na pohybel mrocznym dupkom! – ryknął Gowron i przystawił naczynie do ust. Siedzący po przeciwnej stronie stołu Lechita kiwnął tylko głową i również przyssał się do naczynia. Trójniak był niezły, jednym z lepszych, jakie pił, ale w swej ojczyźnie spotykał jeszcze wspanialsze. A jeszcze niedawno nie miał wielu okazji do świętowania. Raptem parę lat minęło, od kiedy krwawe powstanie wygnało w końcu Kislevczykow z ziem jego ludu po tysiącu lat mordów, gwałtów i grabieży...

Jimisław skrzywił się, rzucając okiem na przeciwną stronę komnaty, bliżej tronu Jarla. Potężny Zygfryd Eryksen najwyraźniej bawił się w najlepsze, opowiadając jakieś historie zebranym wokół niego słuchaczom, czemu towarzyszyły częste salwy śmiechu. Sumiastowąsy Fyodor Godunow, członek ludu Ungołów, których Lechici wygnali ze swej ziemi razem z Gospodarami, siedział osowiały, pociągając jedynie co chwilę ze swojego cynowego pucharu. Jakby czując na sobie wzrok młodzieńca, spojrzał w jego stronę i obaj obcokrajowcy zaczęli się mierzyć wzrokiem. Godunow był zauważalnie starszy od Skamirowica, był również dłużej od niego na północy. Brązowowłosy był jednak pewny, że gdyby przyszło co do czego, przewaga siły zapewniłaby mu zwycięstwo. Twarz mu pojaśniała delikatnie, kiedy przed oczami stanął mu obraz martwego Fyodora. Odgonił go jednak. Czy chciał, czy nie, przysiągł lojalność temu samemu wodzowi, który rozporządzał Ungołem. Wobec tego czyniło to z nich sojuszników.

Westchnąwszy, pociągnął ponownie trunku i rozejrzał się po całej Długiej Sali. Nie trzeba było wiele czasu, aby nastrój biesiady udzielił się wszystkim zebranym Norsmenom. Jak tylko rozsiedli się z Worfsonem wygodnie przy długim stole, zaraz obok nich jak spod ziemi wyrosła beczułka ciemnego piwa. Krasnolud od razu z wprawą wybił klin w wieku i rozlał napitek sobie oraz wszystkim wkoło. Niemal w tym samym momencie, kiedy skończył, Koning wkroczył na podwyższenie swego tronu. Ująwszy w dłoń złoty kufel, wzniósł go wysoko nad głowę. Jakby na komendę, wszyscy zebrani zamilkli i powstali.

[Za tych, co zginęli i za tych, co przeżyli.] – powiedział Geraldsen, po czym pociągnął zdrowego łyka.

[Jarl!] – ryknęli wszyscy zebrani jednym głosem, również zaczynając pić.

[Sława im] – mruknął brązowowłosy w swym własnym języku, kiedy Worfson przetłumaczył mu słowa władcy, po czym przytknął piwny kufel do ust. Opróżniwszy go za jednym podejściem, zamachnął się zza głowy i trzasnął naczyniem o pobliski filar. Mimo że wykonany z solidnej sosny, kubek strzelił, jakby był ze szkła. Jimisław uśmiechnął się lekko, patrząc na jego szczątki. Twarz mu jednak zmarkotniała, kiedy dostrzegł wpatrzone w niego zdziwione oczy prawie wszystkich zebranych. W tym krasnoluda, z którym zdążyli się już polubić.

- Nie godzi się pić z tego naczynia ponownie po oddaniu tak ważnego toastu – wyjaśnił mu w khazalickim – toteż musiał on zostać zniszczony.

Brodacz przekrzywił na moment głowę, jakby próbując złowić sens słów człowieka, aby po chwilce zanieść się szczerym śmiechem. Szybko przełożył wyjaśnienie Lechity na język pozostałych. Większość Norsmenów skwitowało to pobłażającymi kiwnięciami głów. "Ot, dzikus z dziwnego kraju z dziwnymi obyczajami..." -zostało przez większość wypowiedziane bez słów. Niektórzy jednak dołączyli w rozbawieniu do krasnoluda, pojmując sens takiego zwyczaju. Kilkoro spróbowało go powtórzyć, zawiedli się jednak srodze, kiedy ich kufle wytrzymały uderzenia. Popatrzyli więc zdziwieni na przybysza, on jednak tylko bezradnie wzruszył ramionami...

Po toaście zaczęła się właściwa uczta. Szybko wśród sąsiadów przy stołach nawiązały się rozmowy. Rozmowy przerodziły się w toasty i przechwałki. Od nich zaś było już blisko do opowieści i pieśni. Pomiędzy biesiadującymi oprócz trunków zaczęły również krążyć zupy, ryby i mięsiwa, na bieżąco przygotowywane na środku Sali. Wraz z zapadającym zmrokiem ogień i żar pod kotłami stawały się głównym źródłem światła w całym pomieszczeniu.

Barbara stała w drzwiach za tronem swego ojca, ukryta w mroku. Nie dołączyła na razie do grona bawiących się, czekał ją bowiem jeszcze występ. W zasadzie powinna wziąć się do swej skaldowskiej powinności w chwilę po toaście. Uznała jednak, że z racji połamanych palców wszyscy jej wybaczą trochę zwłoki. A jeśli nie, to spróbuje udobruchać ich pieśniami. Teraz jednak nie dbała o to. Opierając się o framugę, z rogiem białego wina w zdrowej dłoni, obserwowała zachowanie Lechity...oraz obserwowała go samego.

Od kiedy o poranku wyrwał ją z paszczy samej śmierci, nie potrafiła przestać o nim myśleć. Ten niski, posępny barbarzyńca z południa fascynował ją nie tylko z powodu uratowania życia czy promieniującej od niego siły. Nie chodziło też o jego obce pochodzenie i opowieści o dalekich krajach, jakimi mógłby uraczyć jej żądną wrażeń dusze skladki. Nie, prawdziwy powód był inny, starszy i bardziej tajemniczy. I to przez niego zwlekała ze swoim występem. Musiała bowiem mieć pewność, a tylko jedna osoba mogła jej ją dać. Ona zaś się spóźniała. Złotowłosa westchnęła więc i ponownie zwróciła baczniejszą uwagę na krasnoluda i jego towarzysza. Stukali się właśnie kuflami, a gromki głos krasnoluda przebił się nad zgiełk uczty, wywołując uśmiech na twarzy kobiety. Jej spojrzenie nadal utkwione było jednak w Jimisławie.

[Twoje zdrowie Skamirsenie] powiedziała cicho, wznosząc róg w jego stronę, po czym pociągając z niego solidnego łyka. Wiedziała, że Lechita nie usłyszy tego toastu ani norskiej wersji swego nazwiska, dlatego bez żalu wymówiła to w języku swego ludu. Wtem jednak dostrzegła jakieś poruszenie przy wejściu do Smoczej Hali. Wytężyła wzrok i przez półmrok dostrzegła, jak dwie pary młodych ludzi, które stały przy wrotach, zapewne aby flirtować w świetle gwiazd, odsuwają się nagle pod ściany. Do pomieszczenia zaś wkraczał ktoś nowy. Ktoś, przez kogo ogólny harmider przycichł. Trudno to było wyłapać innym, ona jednak doskonale umiała odczytywać emocje biesiadników. Musiała umieć w swoim fachu. Domyśliła się więc, że było to spowodowane przez zamilknięcie tych przy ostatnim stole oraz kto jest za to odpowiedzialny. Energicznie odsunęła się od framugi i ruszyła w stronę wnętrza Sali, nagle jednak jakby zmieniła zdanie.

[Skif] przywołała najbliżej znajdującą się dziewczynę. Niespełna piętnastoletnia, rudowłosa podrostka oderwała się od niewiele od niej starszego młodzika i podeszła szybko.

[Tak, pani?] spytała, schylając lekko głowę.

[Z tego, co widzę, właśnie dołączyła do nas Jarga] powiedziała, wskazując skinieniem głowy w stronę drugiego końca pomieszczenia. Młódka aż zadrżała na dźwięk tego imienia i spojrzała strwożona we wskazanym kierunku. Koningdottir zaś kontynuowała.

[Weźmiesz najsłodszego miodu, najlepszego mięsiwa i najsmaczniejszych ryb i każesz zanieść do mojej komnaty] rozkazała [potem zaś pójdziesz lub wyślesz jakiegoś mężczyznę, jeśli się boisz podejść do niej sama, i powiecie Wiedzącej, że czekam tam na nią.]

Ruda kiwnęła tylko szybko głową i ruszyła czym prędzej wykonać polecenia. Córka władcy odetchnęła zaś głębiej i rzuciła ponownie okiem w stronę drugiego końca Długiej Sali. Tym razem jej spojrzenie nie spoczęło jednak na Jarudze, a na innej parze gości, którzy przyszli razem z nią. Teraz, kiedy się zjawili, jeśli jej pamięć nie myli, byli już wszyscy, którzy mogli przybyć na ucztę. Uśmiechając się lekko, kobieta odwróciła się i ruszyła w stronę swojej komnaty...

 

Część druga dostępna jest tu

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
jarl fra oslo?
20-05-2012 23:10
earl
   
Ocena:
+1
Niezłe, całkiem niezłe. I do tego bardzo swojskie klimaty - np. Fyodor Godunow czy Lechita Jimisław Skamirovic. Widzę, że słowiańska brać rządzi.
21-05-2012 07:10
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Ta slowianskosc w warhammerze jakos mnie odpycha. Jakby to było w jakims innym świecie, spoko.
21-05-2012 08:11
nerv0
   
Ocena:
+1
@zigzak

No daj spokój, Warhammer też ma swój Kislev. :)
21-05-2012 13:03
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Kislev tak. Kislev ma. Polonizacja (lachizacja?) jednak mi nie pasuje. Natomiast chyba nie byloby problemu przelożyc tego na podobny, czy nawet wzorowany swiat fantasy. Wtedy tez Grom nie musialby sie przejmowac prawami do swiata. No i "Lechici" byliby mniej kolący w oczy. IMHO.
21-05-2012 13:09
earl
   
Ocena:
+3
Grom wg mnie mógłby stworzyć własne uniwersum. Z jego wyobraźnią nie byłoby to trudne.
21-05-2012 16:37
sskellen
   
Ocena:
+1
Polecam, ale nie komentuję, bo nie mam czasu muszę skończyć Diablo3:)
21-05-2012 16:45
earl
   
Ocena:
0
Powodzenia, sskellen.
21-05-2012 16:50
Grom
   
Ocena:
+1
Właśnie brak "naszych" mocno odrzucał mnie od Warhamca. Dlatego postanowiłem ich dodać:) Projekt jednak upadł, bo postanowiłem zając się właśnie własnymi realiami.

Co do własnego uniwersum (dzięki Earl i Zig za dobre słowo) to kilka zacząłem na potrzeby opowiadań i książek, ale nie wykluło się z tego jeszcze nic naprawdę konkretnego. Dlatego na razie wolałem skupić się na czymś prostszym czyli alternatywie naszego świata.
21-05-2012 22:51
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Więc możesz przerobic te opowiadania na alternatywę naszego świata, tylko że średniowiecznego. z krasnoludami i Złymi Mocami na przykład :) W końcu młotek jest też taką "alternatywną wersją" Europy.

Go on, dasz radę! :)

Tekst jest fajny, szkoda go na warhammerowy fanfik, bo to że to dorabiasz do młotka to akurat mnie strasznie razi.
21-05-2012 23:08
Grom
   
Ocena:
0
Zastanawiam się nad tym, nad takim przerobieniem cały czas, z reszta wspomniałem to w pierwszej części pierwszego opowiadania. Ale zostawiam to na "czarną godzinę" braku weny i pomysłów.
21-05-2012 23:27
earl
   
Ocena:
+4
Ej, Gromie, co Ty bredzisz? Jaki brak weny? Ktoś, kto namachał "Mroczne przebudzenie" uskarża się na brak pomysłów? Wolne żarty. Lenistwo przez Ciebie przemawia, Panie kolego. Spróbuj posiedzieć przez kilka dni, wymyślić jakiś zarys świata (tak jak Zig napisał - niech będzie on alternatywą naszego albo jakąś jego wariacją), wymyśl jakieś wydarzenia, które połącz z historycznymi, zapełnij go różnymi państwami, ludami itd. Będziesz miał potem, tak jak Howard, szkielet, na którym sobie budować będziesz swoje opowiadania.
22-05-2012 20:02
Grom
   
Ocena:
0
Nie zrozumiałeś mnie Earlu:) Weny mam w bród, podobnie pomysłów (szkiców powieści mam na jakieś 10 książek, nie licząc kontynuacji Mrocznego).
Na czarną godzinę braku weny zostawiam sobie ta historię o Jimisławie. Jest już napisana, nie ucieknie (a przynajmniej nie powinna), przeróbki zaś wymagają miej weny niż tworzenie od nowa. Dlatego właśnie Lechita ląduje w odwodach, "na ciężkie czasy":)
22-05-2012 22:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.