string(15) ""
» Blog » Metal Gear Solid
12-02-2013 11:54

Metal Gear Solid

Odsłony: 37

Metal Gear Solid

 

Mała informacja: Jest to moja już ostatnia recenzja z mojej gromadzonej latami kolekcji, a zatem mój roczny maraton uznaję za zakończony. Od teraz ukazywać się będą moje najnowsze, aktualne teksty, czyli możecie liczyć na moją o wiele mniejszą aktywność na blogu (wiem, cieszycie się;). Od następnej recki zaczynamy w końcu bardziej aktualnie, bo PS3! ;) Z tej okazji proszę was o jakieś dotychczasowe podsumowanie mojej twórczości, bo lubię wiedzieć co ludzie o mnie myślą. Od początku wiedziałem, że polter to nie forum dla mnie, ale padło właśnie na to miejsce i tu już pozostałem. Mam nadzieję, że moja dotychczasowa twórczość umiliła niejednemu graczowi chwile w tym przepełnionym nienawiścią i zawiścią Internecie i że nadal będziecie mnie czytać (o ile w ogóle ktoś czyta;). Tyle ode mnie, życzę udanej lektury. ;)

 

INFO:

Gatunek:Przygodówka 3D

Firma:Konami

Rok Produkcji:1998 r. (PAL:1998 r.)

Platforma:PSX

Liczba graczy:1

Muzyka : 7/10

Grafika : 8/10

Długość gry : 9/10

Grywalność (miód) : 8/10

Klimat : 8/10

Fabuła : 8/10

Filmiki FMV (ilość/jakość) : 4/6/10

Bajery (sekrety,mini gierki itp.) : 6/10

Rozbudowanie : 9/10

Poziom trudności : 9/10

Ocena:9/10

Miejsce na liście:?

GŁÓWNE POSTACIE:

Solid Snake, Meryl, Campbell, Liquid Snake

 

 

Recenzja:

 

          Musiało minąć dosłownie 15 lat, abym w końcu zainteresował się na poważnie serią, którą tak naprawdę zawsze omijałem szerokim łukiem. Metal Gear Solid bowiem zawsze kojarzył mi się z tematyką typowo militarną i zbyt chłodną jak na moje gusta i tak serio mówiąc to dobrze ją poznałem przez te wszystkie lata po prostu o niej czytając. Wyjątek stanowił aspekt fabularny, gdyż w tej kwestii bywam ostrożny („a może jednak kiedyś…”). Ostatnio jednak coś we mnie drgnęło i postanowiłem nadrobić w końcu tego niesamowitego klasyka. Zawsze zresztą MGS był dla mnie obiektywnie grą wspaniałą, co potwierdza moja mini recenzja którą wysmażyłem dawno temu, i której fragmenty można tu przytoczyć („Chyba najbardziej niedoceniona gra przeze mnie”, „Mimo wszystko gra jest świetna, ale chyba jednak nie do końca w moich klimatach, skoro nigdy nie miałem na nią większej „zajawki”. Tak to czasem bywa”). A zatem muszę się tu z grą przeprosić konfrontując w końcu moje indywidualne gusta z nią samą.

 

Akcja rozpoczyna się, gdy na misję zostaje wysłany Solid Snake, żołnierz owiany sławą dzięki swoim niesamowitym dokonaniom i umiejętnościom. Misja polega na odnalezieniu i zniszczeniu ogromnego, tytułowego robota: Metal Gear REX, który ma posłużyć jako broń nuklearna, którą nieznani terroryści zamierzają użyć, jeżeli oczywiście rząd nie spełni ich warunków. W sprawę zamieszane jest tu ugrupowanie zwane FOX-HOUND, które składające się z samych „asów” będzie deptało po piętach naszemu bohaterowi. Snake dzięki pomocy swojego zwierzchnika Campbell’a rozpoczyna samotną, niebezpieczną infiltrację bazy wojskowej, gdzie w/w broń bojowa ma mieć swoje miejsce. W misji pomoże mu jednak pewna tajemnicza, rudowłosa dziewoja: Meryl, która jako militarny amator ma tu sporo swoich sekretów. Jak zatem widać fabuła jest tu opowiedziana całkiem serio i ze sporym ładunkiem militarnym, a także ze sporą dozą aspektów typowo sensacyjnych. Główną siłą napędową są tutaj bezsprzecznie cut-scenki pomiędzy kolejnymi rozdziałami gry, które wyreżyserowane są w świetnym stylu i ze sporą dozą realizmu. Okazują sie one także całkiem długie ocierając się bardzo o niemalże filmową narrację.

 

Owej narracji dodaje jeszcze pikanterii nasz codec, dzięki któremu będziemy kontaktować się z naszym zwierzchnikiem oraz innymi pomocnikami łączącymi sie z naszą osobą poprzez odpowiednie częstotliwości. Motyw polega na przycisku Select, gdzie w każdej chwili gry mamy możliwość załączyć nasz codec, rozmawiając z sojusznikami. Okazują sie oni bardzo pomocni i nawet rozmowni, gdyż dialogów (mówionych!) jest tu serio duużo! Tak naprawdę mówiąc, to "codec'owe" rozmowy stanowią grubo ponad połowę linii fabularnej, i „odsłuchuje” się je z wielkim zaciekawieniem. Głównie poprzez ujawniane tu tajemnice poszczególnych "uczestników dramatu" (włącznie z naszym Snake'iem), a także poprzez samą niepowtarzalną formę oszczędnej animacji podobizn postaci i powagę dialogów. Postaci do dyskutowania Snake odszuka tu około dziesięcioro, i co lepsze, sami możemy sobie je wyszukiwać, grzebiąc w częstotliwościach niczym w radiu, co oczywiście dodaje sporo do realizmu gry.

 

System sterowania także zdaje tu egzamin. Snake posiada dość spory arsenał "ruchowy" i porównując go do ówczesnych, konkurencyjnych tytułów (vide choćby RE) wypada wprost fenomenalnie. Poza standardowym bieganiem nasz heros potrafi także kucać i się czołgać, co ma swoje zastosowanie w elementach taktycznych gry. Walka wręcz nie jest także Snake'owi obca i potrafi wykonać tu 3-hitowe combo (ręka, ręka, noga), które skutecznie potrafi ogłuszyć przeciwnika. Możemy go także zajść od tyłu dusząc go, a nawet skręcić kark. Występują tu także takie nowatorskie elementy jak "przyklejanie się" do ściany i pukając w nią zwabianie oponentów. Jak widać gra nastawiona jest na system skradankowy i taki charakter też ma. Po za tym Snake posiądzie nie lada arsenał, dzięki któremu nastrzelamy sie znacznie.

 

I tu dochodzimy do systemu przedmiotów, bo dzialą sie one na dwa ich "segmenty". Mianowicie przytrzymując L1 otwiera nam się spis zdobytych już przedmiotów wspomagających, takich jak niezbędne karty do drzwi, leczące nas Rationy, noktowizor czy termiczne okulary ułatwiające przeprawę przez lasery. Znalazło się tu także miejsce na totalnie nowatorskie patenty takie jak papierosy, które Snake może palić w dowolnym miejscu. Ale po co one, skoro odbierają powolnie energię? ;) Zdobyć możemy również pudło, które stanowi niezły motyw kamuflarzu (hehe). Jak widać sporo tu tego, a to jeszcze nie wszystko! Konami wspięło się MGS-em w tej kwestii na wyżyny faktycznie zostawiając w tyle konkurencję. Arsenał (pod R1) także wypada różnorodnie poprzez pistolet, karabiny maszynowe, snajperkę (niezły zoom!), wyrzutnię rakiet (naprowadzanie rakiety rządzi;), czy zdalnie wystrzeliwane rakiety z widoku FPP. Rodzajów granatów tutaj także sporo (wybuchające, oślepiające, stunujące itd.). Daje to wszystko satysfakcję na całego eksperymetując na wszelkie możliwe sposoby. Bo każdy przedmiot jak i broń działa tu nieco inaczej i trzeba sobie samemu to "ogarnąć". Oczywiście "codec'owi" przyjaciele chętnie udzielą nam wskazówek i jest to miejscami dość spore ułatwienie.

 

Oponenci Snake'a to głównie uzbrojeni strażnicy bazy na Alasce, którzy szwędając się na prawo i lewo bywają na serio upierdliwi. "Dlaczego? Przecież strzelasz i lecisz dalej" powie niedzielny gracz. Nic z tego tym razem. Gra bowiem posiada dość spore rozbudowanie w kwestii SI strażników, którzy posiadając swój zasięg widzenia (widzimy go dokładnie na małej mapce terenu w rogu ekranu, swoją drogą jak na rok '98 oryginalny patent, który pozostał w branży gier w sumie do dzisiaj;) potrafią zauważyć naszego herosa, co ma konsekwencje w postaci alarmu, który zwabia całe hordy straży, a nam w miejscu mapki pojawia się licznik, który w sytuacji sukcesywnej ucieczki zmniejsza sie od liczby 99 do zera, a moment zagrożenia mija. W przypadku pozostawania w polu widzenia nawet nie drgnie, powodując ciągły ostrzał oraz nie lada gonitwę, co najczęściej kończy się Game Over'em. Ale o tym zaraz. Element totalnie innowacyjny zatem i dzięki niemu trzeba tu uważać na dosłownie każdym kroku, gdyż taki strażnik potrafi nawet usłyszeć twoje kroki i po chwili podbiec w miejsce gdzie stoisz! Samych miejsc do kryjówki bywa tu czasami jak na lekarstwo, co często powoduje ucieczkę w "kozi róg". Napięcie tu dzięki alarmowi spore, bo tętniącą sie adrenalinę Snake'a czujemy dosłownie na własnej skórze i "zimna krew" będzie tu wskazana jak najbardziej. ;) Swój zasięg widzenia posiadają także (równie upierdliwe!;) kamery, które obracając się w różne strony rejestrują co się da. Nie można ich rozwalić (choć jest na nie patent;), zatem przyklejanie sie do ściany potrenujemy w nadmiarze. ;)

 

Bossowie to już zupełnie inna sprawa, gdyż elementy skradanki zastępuje tu już taktyka i zręczność. Więksi przeciwnicy to oczywiście członkowie FOX-HOUND, lecz nie tylko. Najciekawsze jest to, iż jest ich....sporo! Czasem walkę z czymś "większym" odbędziemy co 15-20 minut gry i o chwilę relaksu podczas rozgrywki tu ciężko. Cała śmietanka "bossowa" jest kolejnym niesamowitym elementem MGS-a, bowiem walki z nimi są tu strasznie zróżnicowane i niesłychanie oryginalne! Każdy z nich wymaga innej taktyki i opiera się często na odrębnych założeniach. Nasz arsenał bardzo żadko odgrywa tu główną rolę, a do akcji wkraczają pomysłowość i przebiegłość. Nie będę tu zbytnio spoilerował tym co jeszcze nie grali (są tacy, prócz mnie?;), ale takie starcia jak z szybkim Ninją, pojedynek z piękną Sniper Wolf czy totalnie niesamowity patent z Psycho Mantisem zapadają w pamięci, bo nie grając a obserwując grającego brata w latach 90'tych zapamiętałem właśnie te momenty. Nie sposób tego nie docenić biorąc pod uwagę już 14-letni staż produkcji.

 

Lokacje w grze to jak już wspomniałem w głównej mierze bazy, placówki i inne arktyczne miejsca, zatem jest klimatycznie, sugestywnie i ze smakiem. Oczywiście jak na moje gusta to za dużo tu żelastwa i wszelkiego rodzaju militariów, ale taki charakter ma Metal, zatem nie mogę tego uznać za minus. Samych lokacji jest tu ilość nienaganna. Każda z nich składa się z wielu pomieszczeń, pięter i zakamarków. Niestety czasem ciężko jest wszystko dokładnie poeksplorować, bo trzeba po prostu uciekać, a czasem powrót jest po prostu niemożliwy. I łączy się to bezpośrednio z tematem poziomu trudności, gdyż jest tu po prostu strasznie ciężko! Pisząc wyżej o upierdliwości strażników dokładnie wiedziałem co robię, bowiem nielubiany przez nas napis widnieje na ekranie wręcz czasem co moment (fajny patent z dzwoniącym codec'iem i nawoływania Campbell'a w stylu: "What happend? Snake? SNAAAKEE!!!";). Furia gwarantowana przy powtarzaniu po raz setny tej samej sekwencji gdzie jeden błąd kosztuje nas śmierć. Pasek naszej energii nie jest bowiem zbyt długi, a rośnie powolutku tylko po pokonaniu kolejnego bossa. Rationów także tu mało (i na dodatek mamy ograniczone miejsce na nie!) zatem trud trud trud! W sumie gdyby nie częste checkpointy (i możliwość save'owania w niemalże każdym miejscu u Mei Ling poprzez codec) i zaczynanie w miejscu gdzie skończyliśmy, gra byłaby po prostu nie do przejścia! Mówię to z ręką na sercu jako gracz z około 20-letnim doświadczeniem z joystickiem/padem w ręku. Ponadto niektóre nowatorskie patenty również miejscami przeginają z poziomem trudności ("przesłuchanie" Revolver "nawalaj kółko" Ocelota chociażby, czy podwójna walka z REX-em), a o zawieszkę w stylu "co dalej" także tu nie trudno. MGS to zatem nie łatwa gierka, a dzika szarża przez kamery, strażników i miny najczęściej po prostu nie ma prawa bytu.

 

Na koniec parę słów o oprawie, bo grafa prezentuje maksymalne możliwości ówczesnej ewolucji szaraczka i wszelkiego rodzaju przybliżenia kamery są tu dość śmiałym krokiem, bo piksele można tu śmiało policzyć. ;) Nie szkodzi, bo modele postaci i lokacji wykonane są świetnie, jednak teza, że "grafika 3D starzeje się najszybciej" sprawdza się tu w 100% i w dobie PS3 trzeba chwilkę pograć, aby sie na nowo oswoić. Warto nadmienić jeszcze o możliwościach kamery, gdyż „przyklejanie” się do ściany wiąże się z jej przemieszczeniem, ukazując nam totalnie inną perspektywę widoku. Ponadto mamy możliwość obserwowania lokacji z perspektywy FPP (bez możliwości jednoczenego poruszania się). Muzyka...hmmm...jest w sumie dobrze, elementy militarne jak najbardziej na plus, motyw alarmu czy inne patenty także. Nie spodziewałem się czegoś na miarę RE, ale to nie te klimaty. Czyli nie do końca moje klimaty. ;)

 

Stwierdzenie z początku tekstu: "muszę się z grą przeprosić" jak najbardziej aktualne. Metal Gear Solid to niesamowita, oryginalna, nowatorska i efekciarska pozycja ze starannie przeprowadzoną, filmową narracją, a dział "minusy" tym razem w samym tekście sobie podarowałem, bo takowych tu niewiele. Jest to klasyk, którego zaliczenie uważam za mój dobry pomysł, mimo że zabierałem się za niego wieele lat. ;) Nie żałuję także z tego względu, iż fantastycznym, PSX-owym klimatem wali tu aż na kilometr i jadaka cieszyła mi się już od charakterystycznej muzyczki przy logo Konami czy przy misjach treningowych jako bonus do gry. MGS to wielka gra zaliczająca sie zdecydowanie do pierwszej dziesiątki PSX-a i mimo, że moja ocena gry jest czysto obiektywna, to doceniam kunszt jej wykonania. Czy pozostałe części zagoszczą w czytniku moich konsol? Czas jeszcze pokaże...

 

 

PIERWSZY KONTAKT:

’98...Listopad 2012!

 

ULUBIONE POSTACIE:

Solid Snake - Niezły twardziel. ;) Typowy facet „z jajami” i przy okazji bardzo inteligentny żołnierz. Ma ciekawą przeszłość i dość zimny stosunek do ludzi  

Ninja - Fajna postać. Nieźle wygląda i stanowi przez pewien okres gry nie lada tajemnicę. Kim jest? Czego chce od Snake’a?

Psycho Mantis - Psychol na całego. Jest bez wątpienia jednym z najbardziej widowiskowych elementów gry, a walka z nim przeszła już do historii PSX-a. I ta dziwna muzyka…brr…;)

Liquid Snake - Przywódca FOX-HOUND to nie lada utrapienie dla naszego protagonisty. Zdeterminowany to „Bad Ass” ;)

Meryl - Rudowłosa piękność pomaga Snake’owi jak może, ale „dobrymi chęciami…”;) Fajna postać i dzięki niej Snake ma kogo bez przerwy ratować ;) Dzięki niej można także dojść do wniosku, że fajnie byłoby mieć takie „mantis’owe” moce ;) „Hurry, hurry Snake! Make love to me!” hehe ;)

Mei Ling - Bez jej pomocy gra byłaby nie do przejścia. Słodka jest i ma fioła na punkcie japońskich powiedzonek ;)

 

TOP 5 OST:

1. Warhead Storage

2. Encounter & Duel

3. Mantis Hymn

4. Intruder 02

5. Blast Furnace

 

PLUSY:

+ Niesamowicie nowatorska gra! Totalnie świeże i oryginalne patenty wprawione w życie

+ Imponujący realizm gry. Para z ust, ślady na śniegu, papierosy, autentyczne zdjęcia ze wstawek itp.)

+ Elementy gameplayu typu skradanka, radar czy licznik dodające tony napięcia

+ Fabuła dorównująca niejednemu filmowi sensacyjnemu

+ Niezapomniany, PSX-owy klimat!

+ Prawie 14 godzin gry to całkiem dobry czas ;) Choć wiem, że da się ją ukończyć w mniej/więcej 8 ;)

 

MINUSY:

- Jednak trochę ten poziom trudności. Gra bywa naprawdę irytująca, bo w żadej innej nie widziałem tyle razy na ekranie napisu „Game Over”. Co chwila się ginie (jeden niewłaściwy ruch), a niektóre sekwencje powtarzać trzeba do znudzenia

- Nieco zbyt chłodna gierka i zbyt jednolity OST

 

SCREENY:

 

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Każdy z Twoich teksów czytało mi się bardzo fajnie. Piszesz w sposób niezwykle naturalny, a przede wszystkim zarażasz swoim entuzjazmem do gier. Cieszę się, że planujesz kontynuować swoje recenzje. Powodzenia! :)
12-02-2013 19:26
~Borys

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tylko lurkowałem, ale z uwagą. Sądzę, że swoimi "sentymentalnymi" recenzjami odwaliłeś kawał dobrej roboty. Z mojego punktu widzenia Twoje wpisy to chyba najwartościowsza część tutejszej blogosfery. Świetna robota!

Jeśli chodzi o MGS, rozumiem oczywiście, że właśnie na tej legendarnej grze postanowiłeś zakończyć swój cykl, ale szczerze mówiąc, mnie MGS nie przypadł go gustu. Dużo gadania, mało akcji, a fabuła infantylnie skomplikowana z często słabymi dialogami. Jestem jedną z nielicznych osób, którym bardziej podobał się "Syphon Filter" od MGS-a. W SF było po prostu więcej grania.
12-02-2013 22:21
52670

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Przeczytałem większość twoich tekstów. Pozazdrościć entuzjazmu bijącego z recenzjonotek :)
13-02-2013 16:54
   
Ocena:
0
A rechu opiszesz?
14-02-2013 13:50
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Też wiele z Twoich tekstów czytałem, a i, jeśli chcialo mi się czasem zalogowac, polecałem!
15-02-2013 01:38

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.