» Recenzje » Mass Effect 3

Mass Effect 3


wersja do druku

Mało efektowny koniec trylogii

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Mass Effect 3
Jako wierny fan sagi Mass Effect z zapartym tchem wyczekiwałem dnia premiery finalnej trzeciej części. Niestety mój egzemplarz gry dotarł do mnie bardzo późno, więc przez ten czas naczytałem się na wszelkiej maści forach wiele złego o stronie fabularnej ostatniej wielkiej przygody komandora Sheparda. Z mocno ochłodzonym entuzjazmem zasiadłem po raz kolejny do walki ze Żniwiarzami, inteligentnymi maszynami mordującymi z jakiegoś powodu co 50 tysięcy lat wszystkie wysoko rozwinięte organiczne rasy. Niniejszy tekst jest tak naprawdę podsumowaniem tego, co dotąd powiedziano – i w zasadzie tego, co można było powiedzieć – o Mass Effect 3.


Wojna totalna

Akcja trzeciej części Mass Effect rozgrywa się kilka miesięcy po zakończeniu poprzedniej odsłony. Shepard jest uziemiony za sprawą zniszczenia jednego z systemów batarian (DLC Arrival) i obecnie oczekuje na przesłuchanie. W tym samym czasie Żniwiarze dokonują zmasowanego ataku na Ziemię, niemal całkowicie niszcząc znajdujące się na orbicie planety floty Przymierza. Admirał Anderson przywraca naszego herosa do czynnej służby i rozkazuje mu zebrać wśród ras Cytadeli jak najwięcej sprzymierzeńców do walki z najeźdźcą. Tymczasem organizacja Cerberus ma własne plany co do inteligentnych maszyn i wykorzysta wszelkie metody, aby osiągnąć swój cel.

Olbrzymią zaletą fabuły w Mass Effect 3 jest to, że niemal na każdym kroku odczuwamy prowadzoną przez Żniwiarzy inwazję. Oblężenie rodzimych planet Ziemian czy Turian, ciągłe plotki o sytuacji na frontach, obóz uchodźców czy ściana wspomnień na Cytadeli to tylko wierzchołek góry lodowej. Napięcie wzmagają znacznie zarówno misje poboczne, jak i główne, podczas których staramy się zebrać sojuszników, załagodzić (albo rozpętać na nowo) stare waśnie czy też rekrutować załogantów. Niestety tutaj także pojawiają się pierwsze poważne potknięcia w całej produkcji.

Przez całą grę możemy korzystać z pomocy zaledwie kilku przyłączalnych członków załogi. Przy rozmachu, jaki oferowała poprzednia część, jest to w moim odczuciu straszne uproszczenie. Jednak największą wadą są błędy logiczne w sposobie odnoszenia się do wszystkich wcześniejszych wydarzeń, tak jak i straszne spłycenie wielu pobocznych wątków fabularnych. W pierwszym przypadku odnosi się to głównie do finału trylogii oraz wielu kwestii poruszonych wcześniej w Mass Effect 2 oraz jego DLC. W drugim zaś niemal kompletnie zignorowano znaczną część kluczowych postaci. Z pominiętymi jest co prawda związana jakaś tam misja, ale nie odgrywają tam zbyt dużej roli. Inny mankament stanowi lichy wpływ poprzednich części na przebieg fabuły w końcowej odsłonie. Różnic pomiędzy postacią, którą przeprowadziliśmy w pocie czoła przez 100 godzin gry, a nowo stworzonym bohaterem w ME3 jest naprawdę niewiele, co potrafi przyprawić o frustrację. Mimo wszystko uniwersum gry nadal wciąga, zachęcając, aby dotrwać do finału. Dzieje się tak głównie za sprawą misji związanych z Cerberusem oraz głównego toku zadań, podczas których będziemy szukać potencjalnych sojuszników.


Finał bez polotu

Największą wadą całej gry jest niestety zakończenie. BioWare naobiecywało przez okres promocji Mass Effect 3 wiele, a faktycznie dało bardzo mało. Finał jest krótki, rwany i chaotyczny. Co gorsza, nie dość, że nie poznajemy odpowiedzi na wiele pytań, to jeszcze te, które zostały udzielone, są bez sensu i nijak się mają do samego uniwersum. Logiki brakuje w szczególności ostatniej scenie, ponadto rzekomo różne wersje finału odróżnia kolor tajemniczego promienia, a cała reszta jest w istocie tym samym. Nie była niczym dziwnym reakcja fanów serii, którzy na wszelkich forach wygłaszali swoje niezadowolenie, na co BioWare zareagowało następująco "Kupcie kilka DLC, a wszystkie niejasności się wyjaśnią". W tym momencie poczułem się tak, jakbym dostał w twarz. W poprzednich częściach DLC były osobnymi misjami rozwijającymi jedynie główną fabułę i jej wątki poboczne, a tutaj dostaliśmy niekompletny produkt za spore pieniądze wraz z informacją na koniec, że jeżeli chcemy mieć całą grę, to musimy jeszcze dopłacić drugie tyle.


Rozwój postaci

Dla RPG na równi z fabułą liczy się rozwój bohatera i jego załogi, a tutaj Mass Effect na szczęście spisuje się mistrzowsko, łącząc w sobie to, co najlepsze z poprzednich odsłon. Nadal posiadamy tylko kilka umiejętności na postać (choć zdecydowanie więcej niż w ME2), jednak każdą możemy rozwinąć do szóstego poziomu. Co ważniejsze, od czwartego poziomu włącznie musimy wybierać pomiędzy dwoma różnymi drogami rozwoju dla danego skilla: na przykład czy ma działać obszarowo, zadając mniejsze obrażenia, czy może ranić silniej, ale tylko jeden cel. Sprawia to, że możemy za każdym razem inaczej poprowadzić bohatera. Twórcy zwiększyli też znacząco maksymalny poziom postaci, który obecnie wynosi 60.

Smaczkiem też jest możliwość samodzielnego modyfikowania broni. Każda spluwa posiada kilka ulepszeń, z czego naraz możemy na niej zainstalować tylko dwa; posiadamy także możliwość podnoszenia poziomu modyfikacji. Tłumiki, powiększone magazynki, akceleratory absorbujące ciepło – znajdzie się tego sporo. Arsenał również jest pokaźny i oferuje niemal wszystko, czego dusza zapragnie, od pistoletów po potężne karabiny snajperskie w najróżniejszych kształtach. Postacie, które się do nas przyłączają, możemy wyposażyć w dwa typy odgórnie przypisanego rodzaju broni, natomiast naszego herosa mamy możliwość uzbroić, jak nam się podoba. Niemniej trzeba pamiętać o tym, że broń posiada swój ciężar, co przekłada się na szybkość regenerowania naszych umiejętności (przy nadmiernym obciążeniu czas regeneracji potrafi się nawet trzykrotnie wydłużyć). Dlatego gracz sam musi zdecydować, co woli – walczyć za pomocą wielkiego arsenału, opierać się na zdolnościach albo wyważyć swój potencjał pomiędzy tymi dwoma możliwościami.

Innym atutem jest duża dostępność w sklepach Cytadeli wszelkiej maści pancerzy oraz unikalnych zestawów zbroi. Co prawda te ostatnie są szalenie drogie, jednak warto zainwestować w dwa lub trzy typy, aby mieć możliwość przysposobienia się do różnych sytuacji na polu bitwy. Poza tym wizualnie pancerze te prezentują się oszałamiająco. Jeśli idzie o członków drużyny, to możemy u nich wybierać pomiędzy dwoma typami zbroi, które wpływają na ich wartości bojowe lub zwiększają siłę posiadanych umiejętności.


Miodne dźwięki i porządna grafika

Od strony audiowizualnej gra prezentuje się naprawdę rewelacyjnie, zwłaszcza jeśli idzie o dubbing postaci oraz muzykę lecącą w tle. Soundtrack z Mass Effect od początku serii był jej wizytówką i nie inaczej jest w tym wypadku. Muzyka towarzyszy graczowi na każdym kroku, umilając rozgrywkę. Zresztą poza samą grą również świetnie się sprawdza do posłuchania w czasie relaksu czy w trakcie lektury książki. Angielski podkład głosowy również stoi na wysokim poziomie, choć w przeszłości nasz rodzimy dubbing bardzo mi odpowiadał. Niemniej pełna polonizacja gry sprawiła że część DLC była niedostępna, więc dobrze, że tym razem wydano u nas wersję kinową. Na wielki plus zasługują też wszelkie odgłosy otoczenia, zwłaszcza eksplozje oraz okrzyki żołnierzy czy cywilów w trakcie prowadzenia bitew. Wszystko to sprawia, że otaczający nas świat wydaje się naprawdę żywy.

Jeśli idzie o grafikę, to jest bardzo dobrze, ale mogło być lepiej. Postacie dalej biegają trochę sztywno, mimika twarzy nie powali nikogo na kolana, a co jakiś czas pojawiają się tu i ówdzie błędy w postaci przenikających obiektów. Same lokacje wykonano bardzo dokładnie, ponadto są one spore, ale nie na tyle duże, aby zanudzić gracza ciągłą bieganiną. Ustrzeżono się też błędu z Dragon Age 2 i tym razem nie napotkamy na wciąż powtarzające się klony tych samych pomieszczeń. Zdecydowanie podnosi to walory rozgrywki, gdyż miło jest przenieść się ze stalowej stacji kosmicznej na pokłady Cytadeli albo przejść się po rodzimej planecie Quarian.

Samą Normandię również przebudowano. Co prawda jest to dalej ta sama jednostka, którą odbudował Cerberus, jednak tym razem widać wyraźne przeróbki wprowadzone przez monterów Przymierza. Normandia posiada salę obrad wojskowych, olbrzymi hangar, w którym możemy dokonywać ulepszeń broni, przezbrojeń zespołu czy nawet dokonać zakupów ze sklepów Cytadeli, choć po nieco wyższych cenach (koszt dostawy). Dawna kajuta Mirandy obecnie jest rozbudowanym centrum Liary Tsoni, zajmującej się pozyskiwaniem informacji, a w kokpicie koło Jokera zasiada teraz drugi pilot. Wszystko to wpływa na brak wrażenia klonowania, nie zmusza się gracza do ponownego odwiedzania tych samych lokacji na tym samym okręcie. W praktyce jest to dalej Normandia SR2, ale jej zwiedzanie zapewnia zupełnie nowe emocje podczas eksploracji poszczególnych pokładów i poznawania nowej załogi.


Multiplayer

Zupełną nowością w serii jest gra wieloosobowa, która co prawda wielu opcji nie ma, ale daje sporo zabawy. Kto miał okazję pograć w demo, ten poznał prawie w pełni opcje jakie oferuje rozgrywka sieciowa. Na dobrą sprawę mamy tylko jeden tryb, czyli odpieranie coraz to większych fal przeciwników, a w to wkomponowane są wytyczne w postaci wybicia oponentów, przejęcia czterech punktów kontrolnych czy likwidacji kilku głównych celów. Liczba wspomnianych fal wynosi zawsze dziesięć, a po nich następuje kilkuminutowa walka o przetrwanie, podczas której oczekujemy na transport. Map jest całkiem sporo, zaś przeciwnicy to Cerberus, Ghety lub Żniwiarze, więc na nudę tutaj nie można narzekać. Dodatkowo walki w multiplayerze bezpośrednio wpływają na przygotowanie wojsk sprzymierzeńców w kampanii dla jednego gracza, a co za tym idzie, zwiększają nasze szanse w finale.

Gra wieloosobowa oferuje szereg uzbrojenia, dodatków, modyfikatorów do broni oraz nowych klas postaci, które musimy odblokowywać. Mamy na to dwa sposoby: możemy zebrać kredyty podczas walk lub też kupić wyposażenie za punkty Bioware, które kupujemy za prawdziwe pieniądze. Druga opcja jest dla mnie zwykłym pójściem na łatwiznę, lepiej po nią nie sięgać, gdyż multiplayer straci kompletnie swój urok.


Podsumowanie

Minęło już kilka miesięcy od premiery, a fani nadal linczują twórców za zakończenie serii. Z jednej strony się z tym zgadzam, gdyż BioWare nie wywiązał się z obietnic, z drugiej zaś zwracanie gry do sklepów uważam za dziecinadę. Niemniej producent nadal poprzestaje na obietnicach. W kwietniu miał się pojawić spory DLC wyjaśniający wiele niedopowiedzeń w fabule ostatniej części sagi Mass Effect i jak go nie było, tak go nie ma. Istnieje tylko dodatek wprowadzający Proteanina jako członka załogi oraz osobną misję z nim związaną i nic ponadto. Osobiście czuję się strasznie rozczarowany takim brakiem szacunku BioWare i Electronic Arts dla graczy. Co zaś się tyczy samej gry, to do zakończenia grało mi się całkiem przyjemnie, choć całość nie absorbowała mnie tak jak w poprzednich częściach. Multiplayer dość szybko zaczął mnie nudzić, a gorycz płynąca z fabularnych wpadek logicznych podczas finału zupełnie mnie zniechęca do prób ponownego przejścia Mass Effect 3. Gra zła nie jest, ale na tle poprzednich części wypada co najwyżej dobrze, dlatego też polecam ją jedynie jako dodatek do całej serii.

Plusy:
  • grafika
  • oprawa audio
  • boski soundtrack
  • przez większość czasu wciąga
  • dynamiczna fabuła
  • system awansu postaci
  • ulepszona Normandia SR2
  • czuć klimat wojny
  • dużo misji pobocznych
  • DLC z Proteaninem
  • multiplayer
Minusy:
  • zakończenie mocno rozczarowuje
  • brak logiki w odnoszeniu się do serii i całego uniwersum
  • wiele wątków romansów sklecono niezdarnie
  • minimalny wpływ decyzji z poprzednich części sagi na finalną część
  • tak naprawdę mamy tylko jedno zakończenie
  • multiplayer mógł być spokojnie rozbudowany o rozgrywki PvP
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


7.0
Ocena recenzenta
Tytuł: Mass Effect 3
Producent: BioWare Corporation
Wydawca: Electronic Arts Inc.
Dystrybutor polski: Electronic Arts Polska
Data premiery (świat): 6 marca 2012
Data premiery (Polska): 8 marca 2012
Nośnik: DVD
Strona WWW: masseffect.bioware.com/me3/game/
Platformy: PC



Czytaj również

Mass Effect 3
Pan i władca na końcu wszechświata
- recenzja
Mass Effect 3
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Nuriel
   
Ocena:
+2
No proszę. Recenzja gry Bioware od Vermina z którą się zgadzam... Niewiarygodne ;)

W kwietniu miał się pojawić spory DLC wyjaśniający wiele niedopowiedzeń w fabule ostatniej części sagi Mass Effect i jak go nie było, tak go nie ma

W kwietniu? Przecież od początku zapowiadali, że DLC będzie dostępny w wakacje:

http://social.bioware.com/forum/Ma ss-Effect-3/Mass-Effect-3-News-and-Announcements/Mass-Effect-3-Extended-Cut-11028404-1.html
09-06-2012 21:45
de99ial
   
Ocena:
0
Cóż... Zgadzam się.
13-06-2012 12:14

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.