string(15) ""
» Blog » Marcin zniszczył mi życie
19-08-2014 14:09

Marcin zniszczył mi życie

W działach: najman, rpg, boks, fandom, trendy | Odsłony: 109

Męczyłem się Pieśnią o Rolandzie. Etos rycerski nie jest dla mnie. Z całym szacunkiem dla kunsztu pisarskiego, ale twórcę poniosło. Nie chciałem się przyznać przed sobą, że Pieśń jest idealnym przykładem grafomaństwa. Zmieniłem zdanie, kiedy połowę przedostatniej sforki ostatniego dotychczas wydania, poświęcił na opis jakiś pierdół.

Sztuką nie jest pisać dużo. Sztuką jest prowadzić bloga o niczym i twierdzić, że jest się zawodowcem. Czegoś takiego nie uczyła mnie szkoła. Tego nauczyła mnie ulica. Pisanie wypracowań na minimum 250 słów oznaczało stratę czasu, co dopiero jakiś durnych licencjatów. Wolałem żyć na ulicy, gdzie siłą zdobywałem to co chciałem. Napisanie tekstu na 100 słów? Bez sensu. Ulica nauczyła mnie grać w RPG, To właśnie kradnąc batoniki w sklepie zdałem sobie sprawę ze swojego geniuszu, jako doskonałego MG. Prowadzone przez gang który prowadziłem napady batonikowe były zawsze rychłym sukcesem. Jednak potem... Potem musiałem iść do gimnazjum. Tam przygody się skończyły... W Pieśni o Rolandzie jest podobnie. Jest tam dużo słów, jest ich dużo więcej niż 150. Rozumiem, że trzeba tworzyć klimat i tło, ale można to robić subtelnie, pozostawiając miejsce na wyobraźnię czytelnika!

Jednak co z tym wszystkim ma wspólnego Marcin Najman? Bo to właśnie o nim jest Pieśń o Rolandzie, on jest takim naszym polskim błędnym rycerzem, Don Kichotem walczącym z wiatrakami... Kiedyś go podziwiałem, tak jak rycerskie etosy... Jednak się srogo zawiodłem. Po walce z Pudzianem byłem w takiej depresji, że rzuciłem studia... Moje elitarne studia na wydziale psychologii musiały odejść w zapomnienie.

Marcin wypala się z walki na walkę. Pieśń o Rolandzie pozostawiła niezatarte wrażenie czegoś nowego, świeżego w literaturze. Potem jednak Średniowiecze zweryfikowało zdolności ludzi do podążania za etosem. Nawałnica mieczy i wyprawy krzyżowe jeszcze na chwile uratowały etos, ale wszystko, co jest później ciągnie w dół. Znani bohaterowie Średnich Wieków pojawiają się pod zmienionymi imionami, albo nawet nie imionami, tylko przydomkami- np. Saladyn, albo jak dzisiaj- Pudzian.

Nie warto czytać Pieśni o Rolandzie. No chyba, że do bólu jaracie się Marcinem Najmanem (tak jak ja kiedyś), a i tak nie czytacie niczego innego, więc możecie poświęcić Marcinowi całą swoją uwagę.


P.S. Przeczytanie biografii Marcina Najmana na wikipedii i Pieśni o Rolandzie zajęło mi łącznie 3 miesiące. Nigdzie nie chwaliłem się, że zacząłem.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.