» Artykuły » Inne artykuły » Mądrzenie się na temat #1

Mądrzenie się na temat #1


wersja do druku

Ta "gorsza"

Autor:
Ludzie od zawsze pragnęli opowieści, łaknęli historii o rycerzach i królewnach, o władcach, walecznych wieśniakach czy przebiegłych detektywach. W zajazdach i tawernach opowiadano niestworzone historie zza oceanów, a ludziska słuchali z zapartym tchem. Powoli zaczynała się rodzić literatura popularna, a to przysparza jej przeciwnikom radości do wiecznej krytyki i marudzenia.

Dawno, dawno temu (czyli już w starożytności) pewien pan, którego Homerem zwano, napisał Odyseję. To jest fabularny prawzór opowieści przygodowo-podróżniczej. Coś, co opowiada o niestworzonych wyczynach biednego Odyseusza, który strasznie długo wracał do domu po wojnie trojańskiej, o przemianie ludzi w świnie i jakimś dziwnym cyklopie, stało się lekturą w szkołach. Ta "gorsza" literatura zasłużyła sobie na miano klasyki. A czyż nie jest to czysta fantastyka, która przecież należy do literatury niższej, tak bardzo tępiona wśród szacownego grona pedagogicznego? Literatura popularna była od zawsze i to od niej wyszły ambitne dzieła, nad którymi dziś pieją peany nadęci krytycy.

Pierwsze wieki naszej ery przyniosły bardzo żywotne gatunki piśmiennictwa religijnego: apokryfikę, hagiografię, misterium, a przecież i tu zdarzają się cuda, rzeczywistość jest podkolorowana, święci stają się bohaterami, potrafiącymi znieść wszystko, a niektórzy bawią się wymyślając opowieści z dzieciństwa Chrystusa. Mniej więcej w X wieku upowszechnia się fantastyka orientalna, a to za sprawą pięknych baśni z 1001 nocy (Księga tysiąca i jednej nocy). Literatura popularna oficjalnie ma swój początek w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy dawne gatunki zaczęły przechodzić do obiegu ludowego, a wzrastająca, z powodu upowszechniającego się szkolnictwa, ilość potencjalnych czytelników łaknęła nowości. Dziwne, stała się rzecz niesłychana i jakże skandaliczna, powie piewca panny Masłowskiej, czy pana Pilcha. Oto nastąpił gwałtowny rozwój beletrystyki, trwający przez cały XIX i XX wiek, a co może przyprawiać niektórych złośliwców o dreszcze, powstawać zaczęły gatunki stricte popularne (powieść gotycka - okropieństwo, powieść o duchach - zgroza, tajnych związkach - absurd, zabójcach - błahostka, rycerzach średniowiecznych - banał straszny). Tak może sobie pomarudzić zagorzały przeciwnik tej "gorszej" literatury.

W XIX wieku staje się rzecz wielce niepokojąca dla dzisiejszych, zrzędzących krytyków. W Anglii, na początku tego wieku, z inspiracji powieści gotyckiej (co dla niektórych jest trudne do pojęcia) wyrosła powieść fantastycznonaukowa z kultowym Frankensteinem Mary Shelley, a we Francji (rzecz okazała się rozprzestrzeniać niczym zaraza) powieść frenetyczna, zaś później, w latach czterdziestych, powieść tajemnic. Aby jeszcze bardziej zmartwić malkontentów dodam, że w połowie wieku w Ameryce (!) pojawił się western z Cooperem na czele, dalej rodzi się powieść kryminalna (Anglia i Francja), a wraz z nią mamy do czynienia z postacią genialnego detektywa, którego wykreował Poe. Można jeszcze wspomnieć o powieści zaginionej cywilizacji z końca wieku XIX, zapowiadającej żywotny później rodzaj literatury popularnej, czyli fantasy, prawdziwej zmory maruderów.

Cała ta literatura funkcjonowała (ku przerażeniu niektórych dzisiejszych krytykantów) w wyższym, mieszczańsko - inteligenckim obiegu czytelniczym. Istniała w kontekście literatury wysokoartystycznej (słyszał kto, coś podobnego?) i wchodziła z nią w związki, polegające na wzajemnym przenikaniu się (tu marudy dostają palpitacji serca) i wykorzystywaniu pewnych elementów.

Aby dolać oliwy do ognia wspomnę słów kilka o samych autorach piszących właśnie literaturę nie - poważną (pozwoliłam sobie na pożyczenie wyrażenia Ziemkiewicza). Otóż taki pisarz był nastawiony na realizację nie własnej ekspresji, ale potrzeb czytelników. Dowody? Wynika to chociażby z biografii np. Doyle'a, Leblanca, czy Howarda. Autorzy starają się trafić na taki temat i wyraz artystyczny, który spodoba się czytelnikom, wypełni portfele i pozwoli godnie żyć. Czasem czytelnicy domagali się szumnie kontynuacji opowieści o Holmesie, Tarzanie, Conanie. Autor staje się prawdziwym gwiazdorem, znakiem firmowym określonego rodzaju twórczości.

Odbiór literatury popularnej dokonuje się na zasadach całkowitej dobrowolności. (Zacni krytycy, mam dla Was dobrą wiadomość, nikt Wam nie każe czytać tej, jakże niskich lotów literatury. Skoro nie każe, dlaczego po nią sięgacie? Dlaczego spędza wam sen z powiek i po co tak gwałtownie ją atakujecie?) Nie wiąże się z potrzebami zawodowymi i nie przynosi żadnego prestiżu towarzyskiego. A teraz czas na prawdziwą grozę, zatem jeśli jesteś nudziarzem, który jakimś cudem czyta ten tekst, lepiej zaprzestać lektury, bowiem zaczynam głosić herezję... Ta gorsza literatura służy przede wszystkim celom rozrywkowym. Książka czytana jest dla zabicia czasu i oderwania się od ponurej rzeczywistości. Dostarcza mocnych wrażeń, bawi i pozwala zapomnieć o długach, płaczącym dziecku za ścianą czy hałaśliwych sąsiadach, których pies wiecznie szczeka. Literatura popularna nie pozostawia nas z pytaniem:
Co autor chciał przez to powiedzieć?
. Ona daje propozycje odpowiedzi na męczące pytania, pozwala marzyć i wierzyć w rzeczy niemożliwe. Czy to samo może zapewnić literatura wysoka? Drogie zrzędy, nas, miłośników i zwolenników tego, co przez Was lekceważone, nie razi schematyczność czy balansowanie na granicy prawdopodobieństwa, ani nawet wypełnienie świata magią, żywymi trupami czy fantastycznymi stworami. Przy wyborze książki bardziej ufamy sobie nawzajem, niż Wam, wielkim profesjonalistom. Wraz z innymi tworzymy listy bestsellerów, wielkich przebojów literackich, to my kształtujemy rynek wydawniczy, to my jesteśmy górą. A Wy? Cóż, możecie sobie dalej marudzić i zachwycać się nowomową, czy tworzyć nowe kółka wzajemnej adoracji. Powodzenia w kreowaniu kolejnej Masłowskiej, Szczepańskiej i innych pisarzy używających czegoś na wzór języka i tworzących coś na wzór narracji...



Komentarze


Żółw
   
Ocena:
0
Z przykrością muszę przyznać, że felieton jest beznadziejny. Po prostu wylewa się z niego morze złośliwości, wściekłości, nienawiści wręcz zalewając mi monitor i klawiaturę i skutecznie przeszkadzając w odbiorze. Nie dało się tego samego powiedzieć bez szarpania ciał paskudnych krytyków na sztuki?
Ponadto - nie mam pojęcia, do kogo pijesz. Może jestem niedouczony, może za mało się w świecie obracam, ale nigdy nie spotkałem tych brzydkich, nadętych, ograniczonych krytyków, o których piszesz. Kudłata, czy mogłabyś mi, bardzo proszę, pokazać palcem człowieka, który jedzie po fantastyce tak bardzo, że wart jest zbluzgania?
Po trzecie - w mojej szkole komentuje się Poego, Frankenstein jest lekturą, a na zadanie domowe piszemy oopwiadania frenetyczne. Obie moje polonistki mają tytuł doktora i nie są jakimiś dziwadłami skłóconymi z ogólnie przyjętą linią nauczania. Także z mojego punktu widzenia ten Twój zarzut jest bezpodstawny.
Po czwarte - jak się pisze felieton, który z założenia ma zjechać krytyków to się go publikuje w miejscu, w którym on do nich trafi. Myślisz, że któryś z tych krytyków przeczyta Twój felieton zamieszczony na serwisie fantastycznym?? Bo chyba nie piszesz tego DO NAS, miłośników fantastyki, prawda?
10-04-2004 16:55
~Furiath

Użytkownik niezarejestrowany
    hm...
Ocena:
0
Żółw sporo racji tutaj napisał.
Ja również nie spotkałem się nigdy z przejawem bluzgania z błotem literatury popularnej (przynajmniej w środowiskach, w których się obracam), a wręcz przeciwnie. Kadra akademicka dokładnie wiedziała kto to jest Poe. Lovecraft, zachwycano soię horrorem i Kinem Nowej Przygody.
A prpopo napisania przez Homera Odysei - to myslałem, że była to pieśń, którą napisano znacznie później niż jej autor ją śpiewał.
10-04-2004 17:31
~Neurocide (nie mogę się zalogować

Użytkownik niezarejestrowany
    :/
Ocena:
0
Prosty fakt. W Starożytności i Średniowieczu nie pisało się fantastki, na tamte realia, mozna powiedzić, że tworzyło się pisarstwo realistyczne... bo nikt nie kwestionował tego, że kgdzies tam żyją Cyklopowie, że Kalipso zminia ludzi w swienie, a Ładysław z Gielniowa w czasie przmemowy unosił się nad ambonę... Dla ówczesnego czytelnika to były fakty, a nie fantastyka, tak jak fantastyką nie była przemiana wody w wino, wskrzeszenie Łazarza i inne rozwarcia się mórz oraz rzek.

> "Cała ta literatura funkcjonowała (ku przerażeniu niektórych dzisiejszych krytykantów) w wyższym, mieszczańsko - inteligenckim obiegu czytelniczym."

Mozesz mi podać nazwiska owych "niektórych przerażonych"?

I po jaką cholerę piszesz te truzimy o tym, iż fantastyka to czytadła w większości, które czasem, choc nie za czesto zdobione są diamentami? To ma przekonac krytykę? Wystarczy zestwaić twórczość Poego, z twórczością Lovecrafta, Wystraczy zestawić "Rok 1984" z któryms z utworów w stylu "Zawoalowany Smok", aby zobaczyć różnice między litaraturą Main Streamu z czytadłami. Bo o wartości literatury fantastycznej nie stanowią chlubne wyjątki, a jej całokształt. I jak dla mnie powoływane się na "fantastyczne" rodowód wielkiej litaratury nie jest żadnym argumentem, jest podciąganie na siłę, zastanej rzeczywistości do swojej teorii.

W fantastyce zdarzają się perły, lecz po tych prełach czesto stąpają wieprze. Dla mnie nie liczy się to czy coś jest fantastyką czy głównym nurtem, dla mnie liczy się wartość dzieła. Wartość rozmaicie postrzegana: czasem liczą się wrażenia estetyczne, czasem zabawa. I zaręczam, że nie znam krytyka, który brałby się za porównywanie literatuty wyższej z popularną, tak jak nie znam krytyka muzyki, który bawiłby się w udowadnianie, że muzyka popularna jest gorsza od poważnej.

Zdecydowanie muszę pwowiedzieć, że nie znam recenzji, które ukazyałby się w co bardziej znacżacych periodykach i zajmowały się fantastyką. Pamiętam antomiast, że w Wyborczej około roku 97 pisano obszernie o Dicku, że pisano o Dukaju... tam własnie wyławia się godne polecenia skarby, z zalewu fantastycznej przeciętności pokroju powieści Salvadore'a.
10-04-2004 23:51
kudłata
    szkoda...
Ocena:
0
Oj szkoda, że Wam się nie spodobało. Nic to może następny będzie lepszy... Żółw żyje jak widzę w świecie sielanki, gdzie fasntastyka jest czymś ?normalnym?. Ja studiuję filologię polską i powiem z ręką na sercu, że fantastyka jest czymś gorszym w mniemaniun moich kolegów studentów. Niestety.. o ile w ogóle coś czytają to na pewno nie fantastykę. Napisałam artykuł, ponieważ mam dosyć głosów typu, poczytaj coś mądrzejszego, a nie bajki o wróżkach... Ja to słyszę na co dzień (no może co drugi dzień) ten, kto nie musi bronić tej literatury, niech się uważa za szczęściarza... Zatem stąd pomysł. W liceum też polonistka spychała temat fantastyki na drugi plan i była nieszczęśliwa jak pisałam bajki dla dzieci (czyli opowiadanka fantastyczne) Mam zatem pełne prawo żeby pisać o swoich odczuciech. A dlaczego na tej stronie?? Żeby dowiedzieć się, że może mam rację...
11-04-2004 17:05
Żółw
   
Ocena:
0
1. Neurocide. Z Twoją pierwszą tezą nie mogę się zgodzić. Ludzie żyjący tysiąc, czy dwa tysiące lat temu wcale nie byli głupsi od nas. Oczywiście, poziom edukacji był niższy, niejednokrotnie panowały ciemnota i zabobony, ale przecież literaturę tworzyły i komentowały elity intelektualne. Wiadomo, że starożytni grecy podchodzili do mitów bardzo "na luzie", traktowali je jak zwykle przypowieści z morałem (trochę tak, jak my bajki, np. o żółwiu i zającu :P) i nie wierzyli w nie dosłownie. Dochodzi jeszcze sprawa religii. W przypowieści biblijne wierzymy (lub nie :P) dziś tak, jak i tysiąc lat temu, bo są one elementem naszej wiary. Ale chyba masz rację, że kiedyś ludzie byli bardziej "fantastyczni"...

2. Kudłata. Przykro mi, że obracasz się w takim środowisku. Widać miałem nieco więcej szczęścia.
11-04-2004 19:51
~Neurocide

Użytkownik niezarejestrowany
    Kudłata... :)))) Mordo ty moja :))))
Ocena:
0
Ja studiuję to samo i u mnie nie ma tematu poprostu. Każdy czyta co chce i nikt nikomu, że tak powiem w talerz nie zagląda. Widomo przecież, że tak jak o RPG nie będę rozmawiał niekumatymi, tak o fantastyce nie będę rozmwaiwał z kims kto się tym nie interesuje. Wiadomo poweszechnie, że pojęcia fantastyka funkcjonuje powszechnie jako synonim w sumie gorszej literatury... I ja się z tym zgodzę. Nie da sie obronić fantastyki jako takiej. Walczysz z wiatrakami. I tej postawy nie rozumiem ... już wyjasniam dlaczego.

Sama przyznajesz, że fantastykla to często "czytadła". Sama piszesz o zasadzie dobrowolności przyswajania literatury popularnej. A jednocześnie jakby tego nie akceptujesz i na siłę dodajesz wartości wskazując na związki z praźródłem - w gruncie rzeczy religijnym (czyli jakby nie patrzeć fantastycznym - z punktu widzenia mego bezbożnego Ja).

Ja sam przeczytałem tylko co bardziej wartościowe (z mojego punktu widzenia) dzieła fantastyczne - ot Dicka, Orwella, Sapkowskiego, Zajdla - okrasiłem to sobie niestety rozmaitym innym syfem, który zalega obficie na półkach bibliotek. I wyleczyłem się z czytania fantastyki jako takiej, jako gatunku czy lepiej powiedzieć nurtu literatury (bardzo ogólnie pojętego) wracając do czytania dobrych książek (jakkoliwek czasem są to książki, które tyzaliczas do fantastyki). Ja uznaję je poprostu za literaturę głownonurtową.

I jeszcze chciałbym przypomnieć paradygmat badawczy Lema co do oceny literatury. Jeśli dobrze pamiętam twierdził on, że: literaturą głównego nurtu, a zatem litearturą o pewnej wartości, jest taka litaratura fantastyczna, która odarta ze smoków, skafandrów kosmicznych, magii i technologii jest jeszcze cos warta, zawiera w sobie ważne i istotne myśli, obraz człowieka i jego kondycji.

Tak jak film "Twierdza" odarty z karabinów i pościgów jest niczym, tak np. Lovecraft odarty ze śluzu takoz niczym jest. Czego już o Poe powiedzieć się nie da. Ale niektórzy ten śluz lubią i się nim zachwycają.

Ale wiesz co, pocieszę cię... Trafił mi się w grupie chłopak z psychologii i na zajeciach z poetyki opisowej wypalił takim tekstem, ze do dziś nie mogę się podnieść i czuję się fatalnie jak pomyslę, że bardzo błądzę...

Nasza pani dr czytała fragmenty Spisu Cudzołżnic ilustrując zajęcia o stylu i cechach charakterystycznych o wydobywaniu go itd... i tu też nasz kolega wypalił, że z realizmu w literaturze wyleczył się w 8 klasie szkoły podstawoej... Tak więc dla co poniektórych i fantastyki i realizm w literaturze to syf :/ - do dziś nie wiem co on czytuje :)))

I jeszcze powiedzmi Kudłata, gdzie w liceum jest miejsce na fantastykę? I jaki jest cel czytania jej i przerabiania na lekcji?

ŻÓŁW: oczywiście, ze nie byli od nas głupsi, jednak, żyli religią - która jest pierwotnym źródłem wszelkiej kulktury (z niej teatr, poezja, malarstwo i ogólnie sztuka).
12-04-2004 13:01
Furiath
    Neurocide
Ocena:
0
A propo Lovecrafta to mocno się mylisz. Kto jak kto, ale filolog powienien wiedzieć co nowego pisarz ten wniósł w mieszczańskie wyobrażenia strachu. Nie chodzi o sluz, o nienazwane zło i inne bambuły - jego literatura przyniosła zupełnie nowe pojęcie lęku, przypomniała ludziom czasów racjonalnych lęki religijne średniowiecza - zło nie pochodziło z zewnątrz, ale było wszechobecne. Mogę o tym pisać dużo, ale to już akademickie dyskusje...

Jestem tego samego zdania jeśli chodzi o literaturę dobrą - fantastykę zalewa masa grafomańskiego syfu. W wielu środowiskach fantastyka uchodzi za synonim czytadła romasidłowego podstarzałych gospodyń z tą różnicą, że jest przeznaczona dla innej grupy odbiorców. Ja wiem, że czasem takie czytadła wesoło się czyta - np. Pratchetta, ale warto sobie jednak zdawać sprawę, że to literatura nienajwyższych lotów.
Fantastyka nie jest odosobniona. Wiele jest zupełnych kiszek po stronie wielu innych gatunków.
Po prostu są ksiązki dobre i złe, niezaleznie od gatunku.

Jeszcze jedno, a propo fantastyki u starożytnych Greków. Chyba nie sądzicie, że oświecone warstwy społeczne wierzyły w mitologię? Bo religia starożytnych Greków a mity to zupełnie coś innego.
12-04-2004 13:50
Mona
    :/
Ocena:
0
Właśnie jestem w trakcie robienia licencjatu, a dumnie brzmiący temat mojej pracy brzmi: "Intertekstualność w 'Trzech Wiedźmach' Terry'ego Pratchetta: dlaczego fantastyka to nie tylko bajki dla dzieci". Dodam kilka uwag wypływających z doświadczenia:
1. Ani mój opiekun ani recenzent nie powiedzieli złego słowa na fantastykę i jestem póki co JEDYNĄ osobą z grupy, której nie zmieniono ani tematu pracy, ani podejścia do tematu
2. Broniąc w mojej pracy fantastyki siłą rzeczy muszę umieścić w niej jakieś podejścia krytyczne. Szukam na sieci, w książkach - i takich podejść jest naprawde cholernie mało.
2a) jeżeli ktos ma dostep do takich artykułów niech da mi znać:p
3. Mój pierwszy felieton, jaki napisałam na poltera był o problematycznym tłumaczeniu slowa "goblin" i stosunku do tego pani prowadzącej zajęcia z translatoryki. Jako pracę zaliczeniową pisałam własnie o tym, gdzie widze problem i jakie sa moje propozycje zlikwidowania go (biorac pod uwagę tak piekne tłumaczenia jak te Skibniewskiej, PWCa czy Polkowskiego /Harry Potter/). Dostałam bdb i zwrot honoru od pani magister.
4. Dodam jeszcze ten drobny fakt, że większość polonistów jakich spotkałam (a jako córka nauczycieli z wielopokoleniowej nauczycielskiej rodziny, mieszkająca na dodatek ze studentką polonistyki mam spore doświadczenie) fantastykę sobie ceni.
4a) A nawet robi z niej doktoraty.

W sumie... to chyba tyle. Pozdrawiam:]
12-04-2004 16:17
~Żółw

Użytkownik niezarejestrowany
    Neurocide...
Ocena:
0
Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale swoimi słowami nieco uprawomocniasz zarzuty Kudłatej. Oto poajwia się osoba, która mówi, że fantastyka nie jest warta czytania, bo nie zawiera głębszych treści. Bzdura! Ja tak nie uważam a i Kudłata chciała to właśnie powiedzieć. Przecież literatura spełnia także, między innymi, funkcję rozrywkową. Jeśli komuś sprawia przyjemność czytania opowieści o krasnoludkach i smokach to jest to jego święte prawo i ja się go nie czepiam, tak jak nie czepiam się czytania Harlequinów czy powieści psychologicznych. Jeśli literatura jest dobrze napisana, ciekawa i przyjemna w odbiorze to nie musi w niej być nic poza smokami! Choć oczywiście tym lepiej dla niej, jeśli po odjęciu smoków też coś zostanie.
Kudłata - widzę, że ludzie na filologii faktycznie zbyt głębokich treści szukają w fantastyce. W tym miejscu masz rację :)
Ale, ale - pamiętać trzeba o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy: Zarówno w fantastyce, jak i jakimkolwiek innym nurcie literatury zdarzają się perełki, dzieła dobre, dzieła słabe i gnioty. Więc nie należy sądzić literatury po nurcie do którego należy!

Poza tym, Nuerocide, napisałeś:
"nikt nie kwestionował tego, że kgdzies tam żyją Cyklopowie, że Kalipso zminia ludzi w swienie, a Ładysław z Gielniowa w czasie przmemowy unosił się nad ambonę"
A to nie jest prawda. I o to mi chodzi.
12-04-2004 17:08
~Neurocide

Użytkownik niezarejestrowany
    Żółw i inni
Ocena:
0
hmm... może i ci cyklopowie i Kalipso są chybionymi przykładami... dobra :) niech wam będzie... nie mniej jednak świat bardzo długu był płaskim dyskiem na grzbicie czegoś tam, na grzbiecie jeszcze czegoś w dodatku w centrum wszechświata itd... Ładysław z Gielniowa (patron miasta Warszawa) unosił się i tego kwestionowac nikt nie mógł, bowiem "fakt ten" został utwierdzony jego kanonizacją. :p To raz.

Dwa - funkcją mitu jest tłumaczenie rzeczywistości, której nie mozna zrozumieć. Więc, każdty mit, u swego źródła był próbą zrozumienia zjawisk zachodzących w rzeczywistości niezależnie od tego, że z czasem okazywało się, iż wytłumaczenia są inne.

Literacka wartość dzieł Lovecrafta jest dyskusyjna. Natomiast dla horroru jest on twórcą nowej jego twarzy i dlatego bardzo ważny. Tak jak wkład Futurystów w wartość naszej poezji nie jest wielki, tak ważne jest to, że dzięki ich działaniom w 3 lata przeszliśmy to co gdzie indziej trwało lat 12. BTW: Ja też lubię Śluz :)

Żółw - Wcześniej napisałem: "Wartość rozmaicie postrzegana: czasem liczą się wrażenia estetyczne, czasem zabawa. I zaręczam, że nie znam krytyka, który brałby się za porównywanie literatuty wyższej z popularną, tak jak nie znam krytyka muzyki, który bawiłby się w udowadnianie, że muzyka popularna jest gorsza od poważnej."

Mona:
Ja mam kolegę, który będzie robił Magisterkę z Dukaja. I takoż znam polonistów, którzy czytają fantastykę i sobie cenią. I co więcej: takoż nie bardzo znam recenzje w "poważnych" pismach, które traktowałyby o fantastyce - o czym już zresztą pisałem. Gdybym pił, to bym se z tobą na Conqueście wypił, ale nie piję :)

I w sumie prośba: podajci listę lektur fantastycznych, które waszym zdaniem powinno sie przerabiać na lekcjach polskiego, z krótkim uzasadnieniem dlaczego? (A że będzie to lista krótka? - nie wątpię)
12-04-2004 19:09
~Żółw

Użytkownik niezarejestrowany
    Neurocide
Ocena:
0
"jednak świat bardzo długu był płaskim dyskiem na grzbicie czegoś tam, na grzbiecie jeszcze czegoś w dodatku w centrum wszechświata itd..."

Jak to czegoś? Jak to CZEGOŚ?! To był żółw! :P:P

"Żółw - Wcześniej napisałem: "Wartość rozmaicie postrzegana: czasem liczą się wrażenia estetyczne, czasem zabawa. I zaręczam, że nie znam krytyka, który brałby się za porównywanie literatuty wyższej z popularną, tak jak nie znam krytyka muzyki, który bawiłby się w udowadnianie, że muzyka popularna jest gorsza od poważnej.""

Okej, w takim razie sorki. Tośmy ię dogadali :]


Co do listy lektur fantastycznych... Cóż, nie czuję się niestety na tyle kompetentny :( Podam Ci za to listę autorów lektur fantastycznych, o które do tej pory otarłem się na lekcjach i w podręcznikach(!) w gimnazjum/liceum...

Lem ("Solaris", "Dzienniki gwiazdowe")
LeGuin
Tolkien
Shelley - "Frankenstein"
Sapkowski (tak! był w podręczniku do gimnazjum)
Houxley (tak się pisze?)
Dick
Orwell

Więcej nie pamiętam... Ale myślę, że jeszcze coś było. To chyba nie jest mało, prawda?
12-04-2004 19:38
Mona
    Neuro:)
Ocena:
0
Gdybym była na CQ, tez bym z Tobą wypiła, ale nie jadę na CQ:p
Poza tym zgadzam się z Tobą: fantastyka jest fajna, ale jest literaturą popularną, najczęściej nie aspirującą do literatury wyższej.
Choć istotnie, jest kilka chlubnych wyjątków: "Diuna", "Silmarillion" (mimo wszystko), "Gra Endera", "Piknik na skraju drogi", "Solaris"...
12-04-2004 19:43
Zeus
    Swoją drogą...
Ocena:
0
...to na Poltku wszyscy piszą felietony w cyklach. A wy wiecie, co się dzieje z CYKLISTAMI? Kwadratowi faceci w garniturach porywają ich do USA! :P
12-04-2004 20:53
~Furiath

Użytkownik niezarejestrowany
    lektury
Ocena:
0
Jak dla mnie to w szkole nie powinno się przerabiać żadnych lektur. Skutecznie uczy to odzwyczajać od posiadania własnego zdania na przeczytany temat na zasadzie wiary w dogmaty filologiczne (czyli co autor miał na myśli, dlaczego to a nie tamto, lektura jako wyraz epoki itd. itp. psychologizmy). :)
12-04-2004 21:31
Seji
    Zolw
Ocena:
0
Na temat wartosci fantastyki wypowiedzial sie jej polski nestor, Lem. Rzekl on, ze to byl blad mlodosci, glupota i ze nalezy o tym zapomniec, bo on juz powazne rzeczy pisze.

Znam mase osob - to juz chyba idzie w setki - ktore na slowo "fantastyka" pukaja sie w czolo. W moim liceum bylem _jedyna_ osoba na caly rocznik 4 klas (spoleczniak, 16 osob na klase, klasy byly 3 lub 4, nie pamietam), ktora otwarcie mowila, ze lubi fantastyke. Na ile osob - przemnoz sobie. Inne, jesli byly, baly sie reakcji otoczenia i siedzialy cicho. Na studiach podobnie - co krok spotykam podejscie "nie czytam fantastyki, bo to glupota" - a ci ludzie wygladaja na inteligentnych. Co najmniej kilka z tych osob bedzie kiedys krytykami. I jak myslisz, co beda pisac o fantastyce?

Rzeczpospolita przedswiateczna. Ranking ksiazek Empiku. Wstep do jakiegos fantastycznego tytulu (albo Pilipiuk, albo Dukaj, glowy nie dam, gazeta juz wywalona). Recenzent zaczyna od tego, ze niestety jakos sie ta fantastyka, literatura bez wartosci, sprzedaje i on jest tym wielce zaskoczony, bo on tego nie lubi i uwaza czytanie takich pozycji za strate czasu.

Jeszcze malo? W LO zetknalem sie z fantastyka szeroko rozumiana dwa razy: Mistrz i Malgorzata i Folwark Zwierzecy. Obie pozycje omawiane jako wybitnie mainstreamowe. O tym, ze Orwell napsial 1984 (SF! kurde, a nie mainstream) nikt sie slowem nie zajaknal, bo wstyd.

To, ze nie spotkales ludzi plujacych na fantastyke nie oznacza, ze oni nie istnieja.
13-04-2004 10:23
kudłata
    dzięki Seji, że nie jestem sama:)
Ocena:
0
Jak w temacie. Już myślałam, że tylko ja mam styczność z ciągłym marudzeniem na temat fantastyki i wogóle to krytyka już peany na jej cześc pieje... Podpisuję się pod Twoimi słowami wszelkimi k ończynami, bo mam to samo:) Zatem mój tekst przynajmniej ma jakieś poparcie... widzę, że się mała dyskusja wywiązała i bardzo mnie to cieszy, w zasadzie liczyłam na to. Może i się takst nie podobał, ale za to wywołał jakiekolwiek rekacje i to mnie cieszy:)
13-04-2004 11:26
Mona
    Seji,
Ocena:
0
jak to było za czasów Twojego LO, to wiesz... wtedy dinozaury żyły...
;p
13-04-2004 11:27
Seji
    Mona
Ocena:
0
Wypraszam sobie stawianie mnie w jednym szerego z dziadkiem Removem ;).
13-04-2004 12:45
neishin
    ja nie twierdze
Ocena:
0
że problem nie istnieje. Pewnie ostnieje, ale ja się z nim nie spotkałem. Ludzie dziwnie patrzą na okładki, ale jak byłem na polonistyce to później zaczeli brać ode mnie Sapki czy inne Brzezińskie. Teraz Prachett cieszy się dużym uznaniem, choć jakoś nie widzę osoby nie znającej fantastyki bawiącej się tak dobrze jak ta, która zna.
A co do fantastyki w szkołach - akcja rodzi reakcje. Zmuś dziecko do przeczytania czegokolwiek, a znienawidzi temat. Pamiętam jak ja musiałem czytać "Przygody pilota P... jakiegośtam" Lem i umierałem. Do dziś po Lema nie sięgam.
13-04-2004 13:05
Mona
    Seji...
Ocena:
0
Remov jest tylko dziadkiem, ty masz mentalność dinozaura;>
13-04-2004 13:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.