string(15) ""
» Blog » Ludzkie supermoce
11-06-2016 00:01

Ludzkie supermoce

Odsłony: 500

W fikcji homo sapiens zwykle przedstawiani są jako rasa słaba, często pozbawiona supermocy lub w najlepszym razie po prostu „średnia”, nie posiadająca żadnych, znaczących plusów ani dyskwalifikujących wad, dobra we wszystkim i niczym. W najgorszym: znacząco ustępująca na skali mocy istotom pokroju Sajan czy Kryptończyków, tak, że w zasadzie nie mająca żadnych szans w konfrontacji z nimi.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie ludzkie cechy inny gatunek rozumny mógłby potraktować jako „supermoce”, gdybyśmy taki napotkali?

Trzy „moce” pominięte:

Ludzie mają, w stosunku do całej reszty znanego życia trzy cechy, które czynią nas specjalnymi. Są to: wysoka inteligencja, zdolność mowy oraz umiejętność posługiwania się narzędziami. Niemniej jednak poetyka większości dzieł fikcji jest taka, że większość ras rozumnych jest zdolna robić to samo, a jedyny warty wzmianki wyjątek stanowią przypadki rozmaitych post-xenomorphów, w rodzaju Tyranidów, czy Zergów. Niemniej jednak w duchu tego typu twórczości leży założenie, że obcy będą przynajmniej pod pewnymi względami podobni do nas. I będą umieć te trzy rzeczy.

Jeśli więc nasze największe zalety stają się czymś powszechnym, to jakie jeszcze moce możemy przeciwstawić innym rasom z posiadanego arsenału?

Superwytrzymałość:

Pierwsza z ewentualnych, ludzkich supermocy jest jednocześnie tą najbardziej lamerską, a jest nią chodzenie. Może się wydawać to dziwne, jednak ludzie należą do gatunków cechujących się największą wytrzymałości na trudy w świecie zwierząt. Możemy chodzić i chodzić bez zatrzymywania się, wiele dłużej niż jakiekolwiek zwierze. Owszem, nie jesteśmy najszybszym gatunkiem, ale z całą pewnością (obok wilków, psów i hien) jednym z najwytrzymalszych. Możemy więc podróżować dużo dłużej, przekraczając punkt, w którym inne zwierzęta by padły. Niektóre prymitywne plemiona praktykują nawet zwyczaj, nazywany polowaniem uporczywym, polegający po prostu na ściganiu ofiary tak długo, aż ta zdechnie z wycieńczenia.

Jesteśmy zwyczajnie niestrudzeni. Nawet konie i woły, będące symbolami wytrzymałości nie są w stanie równać się z nami.

Co więcej mamy też doskonałą gospodarkę cieplną, pozwalającą nam (dzięki możliwości pocenia się) znosić bardzo wysokie temperatury, przez co możemy polować i poruszać się nawet w upale południa, znosząc wysiłek w warunkach, w których większość innych gatunków zdechłaby na skutek przegrzania organizmu. Przykładowo: większość psowatych poluje nocą, o świcie lub zmierzchu. My możemy robić to w dzień.

Supersiła:

Ludzie należą z jednej strony do gatunków o największej gęstości mięśni, z drugiej: o najlepszym ulokowaniu ich na kręgosłupie. Jesteśmy też bardzo duzi i silny: przeciętny dorosły mężczyzna ma ciężar porównywalny z niedźwiedziem himalajskim (choć oczywiście nie z brunatnym lub grizly), jaguarem, pumą lub panterą. Jest też cięższy od wilka.

Co więcej nasz szkielet i rozłożone na nim mięśnie są jakby stworzone do zadawania ciosów, gwarantując nam doskonałą biomechanikę. Mapły nie są w stanie boksować, co więcej ich ewentualne ciosy wykonywane są tylko ręką. W wypadku człowieka prawidłowo wykonany cios wprawia w ruch całe ciało znacząco zwiększając siłę i skutki uderzenia.

Oraz energię ewentualnego rzutu, bowiem rzucanie jest naszą kolejną supermocą. Pomijając fakt, że oprócz małp niewiele gatunków w ogóle jest zdolnych ciskać pociskami, to ludzie nawet nad nimi mają przewagę. Nawet dziesięcioletnie dziecko jest w stanie nadać ciśniętemu pociskowi trzykrotnie większą energię, niż dorosły samiec szympansa.

Wniosek jest prosty: najlepszym uzbrojeniem przeciwko ewentualnym obcym są granaty.

Superzmysły:

Ludzie w prawdzie nie mają zdolności echolokacji jak nietoperze, węchu jak psy, wzroku jak koty ani sokoły, nie są też w stanie usłyszeć pisku myszy z dystansu 100 metrów jak lisy. Nadal jednak posiadamy bardzo dobry zestaw zmysłów.

Po pierwsze: posiadamy bardzo dobry i skuteczny zmysł dotyku, pozwalający nam bardzo precyzyjnie operować przedmiotami.

Po drugie: dysponujemy zmysłami wzroku i słuchu, które, w stosunku do innych gatunków żyjących na naszej planecie ocenić można na dobry z plusem lub nawet więcej. W szczególności na uwagę zasługuje tutaj nasz zmysł wzroku, który w prawdzie nie jest w stanie konkurować z większością najbardziej bystrookich zwierząt, ale wciąż ma swoje zalety.

Tak więc ludzie są w stanie dostrzegać znacznie więcej kolorów niż większość innych gatunków, w szczególności drapieżnych, co wydatnie wpływa na naszą zdolność orientowania się w terenie oraz odnajdywania szczegółów. O ile psowate lub kotowate postrzegają świat głównie w barwach szarożółtych, tak my widzimy całe spektrum kolorów.

Najlepszym z naszych zmysłów jest jednak znów zmysł najbardziej lamerski: smak. Znaczna część zwierząt zarówno drapieżnych jak i roślinożernych nie rozróżnia smaków, lub robi to w mniejszym zakresie niż my. Dla wielu jedzenie smakuje poprostu jak jedzenie. Ludzie natomiast są w stanie odczuwać ich aż pięć (piątym jest „białkowy”), co prawdopodobnie wiąże się z naszą wszystkożernością, która wymusza na nas konieczność rozpoznawania zarówno roślin trujących jak i zepsutego mięsa.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


   
Ocena:
+5

Tak więc ludzie są w stanie dostrzegać znacznie więcej kolorów niż większość innych gatunków, w szczególności drapieżnych, co wydatnie wpływa na naszą zdolność orientowania się w terenie oraz odnajdywania szczegółów. O ile psowate lub kotowate postrzegają świat głównie w barwach szarożółtych, tak my widzimy całe spektrum kolorów.

W sumie ma to ciekawą konsekwencję. Powiedzmy, że armia doggirls postanawia najechać Ziemię swoimi czołgami trzeciej generacji i myśliwcami wielozadaniowymi. Najeżdżają, oczywiście, na pałę, bez porządnego rozpoznania, bo to popkultura. Z jakichś jednak powodów ich mundury maskujące wydają się po prostu nie działać...

11-06-2016 01:00
Eliash
   
Ocena:
+1

Bardzo fajny wpis!

Tylko co do kotów - wbrew pozorom potrafią całkiem nieźle pływać ;)

11-06-2016 15:20
Kanibal77
   
Ocena:
+3

@PK_AZ

Raczej w przypadku gatunku o monochromatycznej wizji, wogóle nie powstałaby koncepcja stroju maskującego, skoro każdy tak samo wtapiałby się w otoczenie. Analogicznie, dopóki nie wynaleziono radaru, nikomu nie śniło się zbudowanie samolotu dla niego niewykrywalnego. 

@zegarmistrz

Bardzo ciekawy wpis. Co do nijakości ludzi na tle innych ras w fantastyce, wynika ona w/g mnie z prostego faktu, że nie bardzo wiadomo jak taki obcy, rozumny gatunek miałby się zachowywać. Sprawę rozwiązano w ten sposób, że mamy:

-Inteligentne mrówki. Pojedynczy osobnik jest bezrozumny i pozbawiony osobowości, ale rój tworzy kolektywną świadomość (wspomniane przez Ciebie alieny, zergi, tyranidzi itp. itd.) 

-Obcych obcych, którzy są nie mniej inteligentni niż my, a może i nawet bardziej, ale ich motywacje i sposób rozumowania są całkowicie niepojęte. Wiemy, że robią rzeczy, możemy nawet wiedzieć jakie, ale nie mamy pojęcia dlaczego i po co. Lovecraftowskie Mi-Go są tu dobrym przykładem.

-Ekscentrycznych dziwaków. Obcy fizycznie co prawda różnią się w większym lub mniejszym stopniu od Homo Sapiens, tj. zakończeniem małżowin usznych, lub też kompletnie każdym szczegółem anatomicznym, jednak w sferze psychiki nie różnią się od ludzi wcale, lub też cały ich gatunek z wyjątkiem sporadycznie występujących Drizzdów Do Urdenów, składa się albo z kiboli nie znających innego sposobu rozwiązywania sporów niż przy pomocy pięści, tudzież zagorzałych pacyfistów, którzy, choćby nie wiem co, po przemoc nie sięgną, tudzież zagorzałych geszefciarzy/cinkciarzy jeśli rasa ma być handlarzami. Tu oczywiście kłaniają się orki, klingoni, ur obuni i pierdyliard ich klonów w milionie settingów.   

Problem polega na tym, że nie da się wyjść poza ten schemat. Pierwsza odmiana obcych nadaje się świetnie do rozwałki, do czego zresztą jest powszechnie wykorzystywana, druga dobrze pasuje do horroru, ale w przypadku, gdzie interakcja między ludźmi, a obcymi ma być trochę bardziej rozbudowana niż wzajemna wyrzynka, trwająca do momentu unicestwienia jednej ze stron, nie ma innego wyjścia niż zrobienie z innych gatunków "mentalnych ludzi". Ponieważ zaś podświadomie, lub też całkiem świadomie każdy czuje, że byłoby rozwiązaniem lamerskim, gdyby społeczeństwo gatunku z drugiego końca galaktyki, albo elfów, czy innych krasnoludów składało się w równych proporcjach co u ludzi, z chamskich kierowców PKS, pań Jadź z warzywniaka, hipsterków z Warszawki tudzież innych indywiduów współtworzących koloryt naszego ziemskiego społeczeństwa, toteż "tamci" muszą odpowiadać pewnemu archetypowi ludzkiej osobowości, tylko być "bardziej". Wynika to z faktu, że empatia o której pisałeś, faktycznie jest zaletą, jest jednak ograniczona do stworzeń do nas podobnych. Z psami, czy kotami dogadujemy się całkiem nieźle, jednak w przypadku takiej ośmiornicy nasza przenikliwość jest już znacznie ograniczona, stąd zresztą problemy z oceną ich inteligencji, skoro nawet nie wiadomo, czy testy które mają jej poziom ustalić, są adekwatne.   

Tak więc podsumowując, powszechna w fantastyce bezpłciowa nijakość ludzi wynika z próby nadania charakteru innym rasom, czego nie da się uzyskać inaczej niż robiąc z nich karykaturę człowieka, tj. wyolbrzymiając, lub niwelując nasze właściwości psychofizyczne.     

13-06-2016 22:25
Exar
   
Ocena:
0

Problem polega na tym, że nie da się wyjść poza ten schemat. 

Polecam tutaj Odyseję Czasu Clarka i Baxtera.

14-06-2016 07:04
Kanibal77
   
Ocena:
0

Wygląda interesująco. Dorzucam do listy książek do przeczytania. Dzięki za cynk.

14-06-2016 11:23
   
Ocena:
0

Raczej w przypadku gatunku o monochromatycznej wizji, wogóle nie powstałaby koncepcja stroju maskującego, skoro każdy tak samo wtapiałby się w otoczenie. Analogicznie, dopóki nie wynaleziono radaru, nikomu nie śniło się zbudowanie samolotu dla niego niewykrywalnego. 

Kieruję się filmikiem linkowanym na blogu zewnętrznym, według którego psy rozróżniają dwa kolory: niebieski i nieniebieski.

W takim przypadku można podejrzewać, że ichnia heraldyka i barwa wczesnego munduru będzie opierać się na kontraście między tymi dwoma kolorami, np. niebieskie koszule do nieniebieskich spodni. Oczywiście taki mundur, dobrze spełniający swoją rolę odróżniania wojsk swoich od wrogich i pokazywania że król ma kasę, w dobie wojen drugiej generacji zostanie odrzucony na rzecz stroju nieniebieskiego, zlewającego się z nieniebieskim otoczeniem.

14-06-2016 21:48
Kanibal77
   
Ocena:
0

W sumie racja. Good point.

15-06-2016 12:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.