» Recenzje » Dodatki i podręczniki » Lśniące Południe

Lśniące Południe


wersja do druku

Nie wszystko złoto...

Autor: Redakcja: Michał 'rincewind bpm' Smoleń

Lśniące Południe
Zaledwie kilka tygodni pozostało do zachodniej premiery czwartej edycji Dungeons & Dragons, czego nieustanne powtarzanie staje się już nużące, podczas gdy w Polsce niewielu poza garstką fanów śledzi na bieżąco wszystkie zapowiedzi dotyczące nowej wersji gry. Póki co w kraju między Bugiem a Odrą nakładem Wydawnictwa ISA ukazują się kolejne z serii dodatków do edycji 3.5, na czele z Zapomnianymi Krainami, do tych ostatnich zaś, obok "podręczników użyteczności ogólnej", takich jak Rasy Faerunu, pojawiają się kolejne "przewodniki geograficzne" - suplementy poświęcone poszczególnym obszarom Faerunu, niejednokrotnie będące nową wersją drugoedycyjnych pozycji o zbliżonych tytułach. Widzieliśmy już Srebrne Marchie czy Podmrok - pod wieloma względami zbliżone do nich jest Lśniące Południe.

W związku z tym, że większość czytelników i tak nie ma zapewne ochoty trudzić się lekturą całej recenzji, zacznę - nie całkiem typowo - od podsumowania, a po części - zapisu pierwszego wrażenia, z jakim zabierałem się do lektury tego podręcznika. Lśniące Południe postrzegam jako ciekawostkę, przeznaczoną przede wszystkim dla kolekcjonerów, fanów Zapomnianych Krain, wielbicieli Realmslore i tych - zakładam iż raczej nielicznych - grup, które chciałyby zakosztować na sesjach trochę "południowej egzotyki", dla pozostałych zaś zaledwie kolejny "zbieracz kurzu". Pierwszej grupie podręcznik potencjalnie przydatny, drugiej najzupełniej zbędny. Muszę przyznać, że po bliższym zapoznaniu się z treścią dodatku zdania nie zmieniłem... Niestety, by przekonać się, dlaczego tak było, konieczna jest lektura reszty recenzji. Wszystkim, którzy się do tego zmuszą, życzę powodzenia. Będzie mięsnie, choć raczej bez rzucania mięsem.

Mięcho, czyli... Fabuła

Tym co najbardziej rzuca się w oczy przy pierwszym przeglądaniu podręcznika są proporcje, jednoznacznie wskazujące na jego przeznaczenie: treści "geograficzno-historyczno-kulturalne" zajęły ponad sto z niespełna dwustu stron tejże pozycji. W szczegółach omówiono te części Faerunu, które składają się na tytułowe "Lśniące Południe" - ich ukształtowanie, zasoby, genezę i wydarzenia lat ostatnich. Nie zabrakło informacji o głównych ludzkich nacjach zasiedlających te regiony ani mnóstwa innych drobiazgów, o których prawdziwy fan chciałby wiedzieć. Można powiedzieć, że tu obyło się bez niespodzianek.

Ze wszystkich zaprezentowanych krain najciekawsza wydała mi się Halruaa, choć wielbiciele niziołków zapewne docenią Luiren, które również ma swoją specyfikę. Mieszanie uczucia pozostawił po sobie opis Dambrath... Zdaje się, iż autorzy chcieli upchnąć w nim zbyt wiele: uczynić zeń zarazem jednoznacznie "złą" krainę, jak i miejsce odpowiednie dla większości bohaterów, a nie zamknięte niczym Podmrok… Nie sposób zresztą trafniej opisać tej krainy niż przez porównanie do Podmroku - tyle że, niestety, w wersji "lite". Spotykamy tu oczywiście drowy, nie obyło się także bez obowiązkowego w tym przypadku matriarchatu, bezwzględnych kapłanek, pająków, okrutnych rozrywek, licznych zagrożeń i ciągłej, wynaturzonej rywalizacji… Tyle że klaustrofobiczne tunele zastąpiły równiny i pustkowia, nadrzędne miejsce Lolth zajęła Loviatar, potworów - barbarzyńcy i banici, a drowów - półdrowy Crinti, podporządkowane zresztą rozleniwionym, pełnokrwistym krewniakom spod ziemi. Do tego doszło trochę antycznych ruin i skarbów w nich, czyli swego rodzaju standard.

Fani rozbudowanych opisów mogą jednak poczuć się niepocieszeni - o ile Estagund, Shaar czy Wielka Rozpadlina zostały opisane w szczegółach, o tyle opisy "krajów sąsiednich" okazują się być aż nazbyt pobieżne - mało któremu poświęcono ponad pół strony. To zresztą łatwo zrozumieć, w końcu nie o nich ma traktować Lśniące Południe - znacznie bardziej zastanawia niewielka ilość precyzyjnych informacji o szerzej opisywanych krainach. Najwyraźniej autorom zabrakło miejsca, by rozpisać najważniejszych bohaterów albo by zastosować standardowe, znane z innych podręczników schematy z wyciągiem kluczowych danych na temat głównych miast - nawet stolic...

Co się jeszcze tyczy fabuły: ogółem opisane regiony wydają się ciekawe i nijak nie sposób odmówić im egzotyki, jednak zarazem sprawiają wrażenie nazbyt… nieprzystępnych. Weźmy takie Halruaa - otoczone z czterech stron naturalnymi barierami, jak większość opisanych państw i państewek izolacjonistyczne i zazdrosne o swoje sekrety, a do tego chyba komuś przycinała się klawiatura. Trudno pomyśleć inaczej widząc tuż obok siebie nazwy takie jak: Halruaa, Halarahh, Zalazuu, Kilmaruu - nawet jeśli to zabieg najzupełniej celowy.

Mięcho, czyli... Mechanika

Bez tego żaden dodatek do D&D nie mógłby się obyć - nie licząc wynalazków w rodzaju The Grand History of the Realms. Mechanika zajmuje większą część miejsca, które zostało po wciśnięciu wszystkich fabularnych drobiazgów w rodzaju "kto ostatnio najechał ten kraik o dziwnej nazwie" - niestety, jej zwolennicy wcale nie poczują się uradowani. Wynika to z tego, że tak naprawdę jest jej niewiele, a to, co przedstawiono, wydaje się albo zbędne, albo dziwne, albo niepełne, albo zwyczajnie opracowane wyłącznie z myślą o Mistrzu Podziemi. Niestety, temu odcinkowi patronują słowa: "wtórność", "przedruk", "schemat", "zapchajdziura" i ich synonimy.

Wspomniana tendencja najwyraźniejsza jest w przypadku klas prestiżowych. Rzadko zdarza się widzieć tyle "pięciopoziomówek" obok siebie! Niektóre z lśniąco-południowych klas wydają się całkiem ciekawe, podobnie jak pomysł… nierozpisywania opisywanej klasy. Korsarz z Wielkiego Morza i Pięść Hin - to wcale nie kolejne klasy prestiżowe, a jedynie ramki z sugestiami, jak przerobić gotowe klasy z innych podręczników, by odpowiadały potrzebom. Godna pochwały inicjatywa i niezły sposób na oszczędzenie miejsca. Szkoda tylko, że rzeczonych "innych podręczników" ani widu na polskim rynku wydawniczym. Takie życie.

Pozostałe prestiżówki wydają się przeznaczone wyłącznie dla BNów (np. Luireński Strażnik Marchii) - co gorsza, część z nich przypomina minimalnie zmodyfikowane, skondensowane wersje innych klas (podstawowych czy prestiżowych). Szczególnie uderzające jest to w przypadku Podziemnego Obrońcy Wielkiej Rozpadliny - klasy prestiżowej dla, jak nietrudno się domyślić, krasnoludów z Wielkiej Rozpadliny. Nawet wymagania są niemal identyczne jak w przypadku Krasnoludzkiego Obrońcy. Zdolności są "inne", jednak różnice są na tyle małe, że wrażenie wtórności pozostaje.

Z rasami i potworami wiąże się kilka ciekawostek. Do "grywalnych potworów" dołączyły humanoidalne modliszki - tri-kriny (znane z Księgi Potworów II oraz z drugoedycyjnego DarkSuna i z kilku innych bajek), a wraz z nimi humanoidalne słonie - loxo (zupełnie niepodobne do złych humanoidalnych maelefantów z Czarciego Foliału i dobrych humanoidalnych holifantów z Księgi Świętych Czynów, przecież te tutaj mają dwie chwytne trąby i są neutralne...) - oba te fantastyczne gatunki zamieszkują równiny Shaar. Otóż w rozpisze pierwszej z wymienionych ras znalazły się opcjonalne cechy psioniczne (których uwzględnienie odbija się na ich dostosowaniu poziomowym). Co w tym niezwykłego? Brak im magicznych zamienników, można więc z nich zrezygnować - a by z nich skorzystać, konieczny jest dostęp do niewydanego po polsku Podręcznika Rozszerzonej Psioniki. W którym to, jak wiedzą posiadacze jego oryginalnej wersji, znajduje się rozpiska tri-krinów jako w pełni grywalnej rasy... Trudno uznać to za "oszczędzanie miejsca", którego na inne rzeczy jakby brakło.

Jeszcze lepsze wrażenie pozostawia po sobie rozdział poświęcony potworom. Okazuje się bowiem, iż oszczędzający miejsce autorzy nie chcieli, by przypadkiem czytelnicy musieli szukać tej samej informacji po całym podręczniku… więc zamieścili ją dwukrotnie. Tym samym rozpiski tri-krinów i loxo jako potworów zostały okraszone akapitami: "… jako postacie graczy", żywcem skopiowany z wcześniejszego rozdziału o rasach. Co kto lubi - stroną w tę, strona we w tę, czyż nie?

To i tak nic w porównaniu z dziesięcioma pełnymi stronami, które zajmują tabele spotkań losowych dla poszczególnych regionów - zaiste, była to fascynująca lektura. Tym bardziej boleję, że nie zmusiłem się do ich szczegółowego przeczytania, choć już towarzyszące im wyjaśnienia na 2,5 strony przemęczyłem - i dzięki temu dowiedziałem się intrygującej rzeczy. Autorzy podręcznika zakładają, iż nabywca posiada dodatek zatytułowany Potwory Faerunu. Czemu nie, nawet jeśli był przeznaczony do 3 ed.? W końcu w Sieci dostępna jest darmowa konwersja… Cóż, nie przeszkodziło im to jakoś przepisać "uaktualnionej" rozpiski wysokich paszczowców, postrachu hinów (niziołków) z Luiren. Najwyraźniej ktoś uznał ją za niezbędną.

Pozostańmy przy potworach. Obawiam się, że osłabione, ogłupione behiry o mniejszych niż zazwyczaj rozmiarach również nie spotkały się z moim przesadnym uznaniem. Można było je zapewne wspomnieć jako ciekawostkę, bo tak powinny funkcjonować... Ale rozpisywać jako osobnego potwora? I dalej jest ciekawie. Same nowe twarze! Np. cyklop, znany już z Bóstw i Półbogów, jedynie faktem posiadania zaledwie jednego oka i jedną KW różni się od giganta wzgórkowego z Księgi Potworów… Bodaj jedynym naprawdę fajnym potworkiem z tego podręcznika okazał się być zwodnik. Taki magiczny, inteligentny lemur. Bajer dla magów, którzy przeżyli spotkanie z larakenem i chcieliby mieć fajnego chowańca z taaakimi oczami.

Klasy dla BNów... są.
Potworki-zapchajdziurki... są.

Przecież są jeszcze czary. No więc: są. Tyle można powiedzieć bez popadania w wodolejstwo. Jak zawsze: kilka jest nawet ciekawych pod względem użytkowym (myślę o czarach opatrzonych imieniem niejakiego Darssona, pozwalającymi stworzyć magiczny piekarnik lub zamrażarkę), kilka... intrygujących. Pośród tych ostatnich wybija się rozrost koralu: zaklęcie pozwalające zmienić drobne ziarnko żywego koralu w… rafę żywego koralu o maksymalnym rozmiarze sześcianu o boku 1,5/poziom. Czy w tych warunkach koral może mieć jakąkolwiek wartość rynkową? Uprzedzam: to nie jest magia epicka. Jedynie spełnienie marzeń obrońców przyrody - dowolny piątopoziomowy druid poradzi sobie z tym zaklęciem bez najmniejszych trudności i zaprojektuje nam wymarzony podmorski pałac za skromną opłatą...

Niespecjalnie fascynujące są także przedmioty magiczne. Znajdziemy wśród nich kilka obiektów użytkowych, które wydają się ciekawe, a także nieco przereklamowane (z racji na świetne rysunki Sama Wooda - na okładce i w samym podręczniku) halruaańskie latające statki. Do tego kilka artefaktów, specjalnych magicznych mocy dla ekwipunku. Bez niespodzianek.

Mięcho, czyli... Wszystko inne

Okładka. Jest. Genialna. Tyle w temacie. Reszta rysunków Sama Wooda w tym podręczniku również trzyma poziom - polecam szczególnie grafikę przedstawiającą Halarahh, stolicę Halruaa. Cud, miód i jeszcze raz to samo proszę. Pozostałe ilustracje w podręczniku prezentują się rozmaicie. Kilka jest dobrych, kilka inspirujących, niektóre odstręczające - na szczęście przeważają te lepszego sortu.

Nie dla obrazków czytamy podręczniki... przynajmniej nie tylko dla nich. Z tego też względu szkoda, że pod względem "poczytności" Lśniące Południe prezentuje się zupełnie przeciętnie. Być może jest to winą przekładu i korekty, o czym jeszcze za moment, jednak lektura bynajmniej nie porywa, a momentami bywa cudownie usypiająca. Szczęściem w nieszczęściu są porozrzucane w całym tekście "sole trzeźwiące", które przybrały postać pospolitego pleonazmu. "Wodnych akwenów" i podobnych mu kiksów niestety nie brakuje. Szczególnie irytują rozerwane zdania z quasiangielską interpunkcją... Cóż to za twór? Śpieszę z wyjaśnieniem. Aby lepiej to sobie unaocznić, zabawmy się w purystów, których nasi anglojęzyczni koledzy określają niekiedy jako grammar nazis.

Jak często zdarza się rozpoczynać zdanie proste od "ale", "lecz" lub w podobny sposób, spójnikiem typowym dla zdania podrzędnie złożonego? Nie wydaje się to zbyt częste - może w rozmowie mniej zwraca się na to uwagę, jednak w tekście… Otóż dla osób anglojęzycznych najzupełniej naturalne jest, by zaczynać zdanie od "but" - dla nich nie stanowi to błędu; dla nas, owszem. Przekonajmy się, jak wypada pod tym względem Lśniące Południe. Wybieramy przypadkowy fragment w środku podręcznika... O, opis Dambrath - pierwszy rozdział "geograficzny". Tu podobna sytuacja ma miejsce nawet pięć razy na pojedynczej stronie. To oczywiście ekstremum, jednakowoż szybko przekonujemy się, iż nie ma strony bez podobnego błędu. Ba! Dosyć rzadko zdarza się, by nie wystąpił on przynajmniej dwukrotnie na jednej stronie - i to nawet w sytuacji, gdy w połowie zajmuje ją ilustracja... Cóż z tego, można by zapytać? Po prostu podręcznik tłumaczono dosłownie, nie biorąc pod uwagę języka docelowego - korekta zaś, miast zgłosić i poprawić błąd, zignorowała to w zupełności. W przypadku pojedynczego potknięcia można by to było przemilczeć, ale w momencie gdy cały podręcznik został zapisany w taki sposób, nie można się o to pokusić.

O polskim wydaniu jeszcze: o ile korekta się nie popisała, o tyle tłumacz, spuśćmy zasłonę milczenia na błąd dosłownej translacji, wywiązał się ze swego zadania całkiem nieźle. Kilka razy powinęła mu się jednak noga - znakiem tego "Pamięć ejdetyczna" (zdolność specjalna Jorainskiego Wezyra wg tabeli i opisu klasy), która we własnym opisie została przemianowana na "Doskonałą pamięć", wprowadzając niejakie zamieszanie. Miejscami zdarza się również niezgodność z kanonem tłumaczenia: "Faerun: Przewodnik Gracza" kilka stron dalej poprawnie zostaje nazwany Przewodnikiem Gracza po Faerunie, a w tabelach z rozpiskami klas prestiżowych tłumacz nieustannie waha się między "klasą z czarami" a "klasą z magią". To jednak szczegóły bez większego znaczenia.

Czy cokolwiek z tego, co tyczy się tego podręcznika, zostało pominięte? Najpewniej - między innymi opisy BNów, bo tych tu zwyczajnie nie znajdziemy (o ile przemilczymy pozbawione jakiegokolwiek tła fabularnego, charakterystyki etc. - czyżby znów zabrakło miejsca...? - statystyki przykładowych przedstawicieli wszystkich nowych klas prestiżowych) oraz znajdujące się na ostatnich stronach podręcznika gotowe lokacje/spotkania w liczbie trzech. Gdyby opisywać je w kilku słowach: od biedy do wykorzystania, z tych trzech jedno może być interesujące do rozegrania bez walki, a dwa pozostałe nastawione są na wyrzynkę. W jednym przypadku do wybicia będzie obóz bandytów z półczarcim wodzem i dwoma innymi szczególnymi zabijakami, w drugim - krasnoludzka krypta z mantimerą-zombie i niespodzianką na koniec w środku. Jeśli ktoś zechce, skorzysta z gotowców, większość raczej je zignoruje.

Mięcho, czyli... Ocena

Zastanówmy się. Gdyby rozbić podręcznik na składowe, co byśmy otrzymali? W moim przypadku było to coś tego rodzaju:

Treść i oprawa: "Jest nieźle". Dużo informacji na temat głównych obszarów, zahaczki, historia, trochę map (choć niewiele szczegółowych) - wszystko to na pół podręcznika. Poza tym też na ogół dobrze - czy to pod względem opisów, czy też grafik. Ocena - 5; może odrobinę naciągana, ale też zdobyta bez większych trudności.

Mechanika: W zasadzie poprawna... i to chyba tyle jeśli chodzi o zalety. Najbardziej zabrakło oryginalności, dobrych, świeżych pomysłów. Stąd i ocena cząstkowa: 3.

Polskie wydanie: Jakość wydania jest równie dobra co zwykle, tłumaczowi zdarzyło się kilka głupich błędów, a korekta usnęła przy lekturze i już się nie obudziła, by czynić swą powinność... 3,5. Więcej nie sposób wystawić.

Pomijając wszystko powyższe, Lśniącemu Południu należy się w mojej opinii specjalna nagroda za Zapchajdziurę Sezonu. To nienajzaszczytniejsze spośród wyróżnień wywalczył mu, deklasując wszelką konkurencję w przedbiegach, rozdział Kampania, a konkretnie jego główne składowe: Tabele spotkań w dziczy, Naturalne zagrożenia i Losowanie pogody. Przy odczuwanym w każdym momencie niedostatku miejsca poświęcenie ponad piętnastu stron na najzupełniej zbędne tabele i ich objaśnienia, przynajmniej po części skopiowanej z i tak wymaganego Przewodnika Mistrza Podziemi... Nie mogę wyjść z podziwu, doprawdy.

Wbrew pozorom, to nie jest zły podręcznik. Wypada po prostu przeciętnie - niektóre aspekty go ratują, inne - pogrążają; nie wszystkie są jednak równie ważne. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, komu ma posłużyć i do czego... Obawiam się niestety, że wszyscy - poza kolekcjonerami, dla których ma to znikome wrażenie - poczują się choć trochę rozczarowani. Dla zwolenników fluffu prawie pół podręcznika "zmarnowanego na bluźnierczą mechanikę" to stanowczo za wiele; z drugiej strony dla niestrudzonych poszukiwaczy nowych przepaków nie ma tu chyba nic wartego uwagi - większa część zawartych w Lśniącym Południu zasad do niczego się nie przyda.

Tak, ta książka ma jedną, ściśle określoną grupę docelową - tych, którym nudzi się już Faerun znany z Wybrzeża Mieczy, w Podmroku brakuje słońca, a na Północy jest za zimno. Lśniące Południe jest dla nich wymarzonym antidotum i z pewnością je docenią. Pod warunkiem iż nie będą zwracali przesadnej uwagi na jakość korekty... Z myślą o nich w głównej mierze wystawiam taką a nie inną ocenę.


Ocena: 4 / 6



Czytaj również

Lśniące Południe
Druga recenzja dodatku do Zapomnianych Krain

Komentarze


Voaraghamanthar
   
Ocena:
+1
Zgadzam się całkowicie z recenzją Zsu, ale rozbije to na części.

Mechanika: Jak patrzę na podziemnego obrońce Wielkiej Rozpadliny to przeżywam swoiste deja vu. Wiele klas prestiżowych jest zaś mocno związanych ze lśniącym południem i niespecjalnie nadaja się na gre w jakimś innym miejscu. Większość była chyba specjalnie tworzona pod BN. Czary nie porywają, ale w większości trzymają poziom. Przedmioty magiczne? To samo co czary. Jeśli chodzi o potwory to w miejsce paru (a już zwłaszcza na stronach na których powtarza się opis tri-krinów i loxo jako postaci graczy) wolałbym zamiast nich zobaczyć jakiegoś charakterystycznego dla regionu BN'a. Z drugiej strony podoba mi sie smok-grzechotnik, zwodnik i wysoki paszczowiec (rozpisany już wcześniej do ed. 3.0).

Fabuła: Naprawdę nieźle, lecz odnoszę wrażenie, iż niektóre informacje powtarzają się po parę razy. Zdecydowanie brak mi tu takich rzeczy jak rozpiski BN'ów, czy stolic i większa liczba informacji o nich. Co do krain sąsiadujących to bym się nie czepiał. To nie miejsce na ich opis.

Przygody: Karczma astralna wypada świetnie. Pozostałe dwie? Sam umiem coś takiego wymyśleć w 15 minut, ale z braku laku...

Tabele spotkań: Chciałem to opisać osobno. U mnie wyglądało to tak. Czytam książkę. Dochodzę do strony 78 (Tak. Tu zaczynają się tabele) i nagle jestem na 94 (Tu się kończą).

Korekta: To była jakaś korekta???

To tyle na temat książki. Tak jak Zsu wychodzi mi 4 (naciągane), a sięgając po książke miałem nadzieję na co najmniej 5, gdyż za sam temat (odskocznia od tego co szare i codzienne (czyt. Północ Faerunu)) należało się +1 do oceny. Jestem zawiedziony i mam nadzieje na poprawe gdy dostanę do rąk "Unapproachable East"

Do komentarza wyżej: A czy to odpowiednie miejsce na takie pytania?
14-03-2008 12:30
~Maniek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-1
Wiadomo czego na pewno nie wyda ISA z D&D 3/3,5?
14-03-2008 21:10
Freeeze
   
Ocena:
0
Widziałem ten podręćznik dzisiaj, nawet przewertowałem. Trochę się rozczarowałem, ale nie oczekiwałem niczego nadzwyczajnego. Szkoda mi trochę pieniędzy, jeśli mam kupić podręcznik, tylko dla połowy zawartych w nim informacji.
14-03-2008 21:46
Vitriol Plugawiciel
   
Ocena:
0
Również zgadzam się z w kwestii recenzjii.
Do fabuły nic nie mam, wszystko jest tip top, ta strona podręcznika prezentuję się najlepiej.
Nie powiem, mocno mnie wciągnęło przy czytaniu. Mechanika: kontrowersyjna sprawa, do czarów i artefaktów nic nie mam, z potworów to najbardziej spodobał mi się smok - grzechotnik ( tylko jak dla mnie troszkę słabo obdarowany np. broń oddechowej). Co do klas ... no właśnie, najgorzej to wypadł Maqarski Krzyżowiec. Spodziewałem się czegoś silnego w stylu Księgi Wzniosłych Czynów a zobaczyłem lekko podrasowanego Oddanego Obrońcy z Miecza i Pięści. Bardzo się rozczarowałem. Również daję 4, lecz z małym minusem.

Ps. Przynajmniej na Odległym Wschodzie się nie zawiodę bo z tego co widziałem jest lepszy.
14-03-2008 21:51
gad13
   
Ocena:
0
Według mnie cena nie jest odpowiednia do treści zawartej w książce
15-03-2008 10:52
~krach

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
re Wiadomo czego na pewno nie wyda ISA z D&D 3/3,5?

niestety beda tylko prawdopodobnie wydane 3 podreczniki do Fr moze cos z complete i tyko te ktore sa przetlumaczone
isa wchodzi w Nwod i czeka na 4 edycje D&D
wbrew zapowiedzia nie zostana wydane wszystkie pody do Fr i nie chodzi tu o przygody
16-03-2008 17:52
~Adam Waśkiewicz

Użytkownik niezarejestrowany
    Doprawdy?
Ocena:
0
@Krach
A można wiedzieć, skąd czerpiesz te rewelacje?

O ile się orientuje, na pewno zostanie wydany Expanded Psionics Handbook, Eberron CS, Tome of Magic, poza tym przynajmniej kilka podręcznikó z serii Complete i dodatków do Zapomnianych Krain. W zapowiedziach jest także Draconomicon i Libris Mortis (między innymi, o ile skleroza mnie nie zawodzi).

Czy to może tylko taki flejm i sianie fermentu?
16-03-2008 19:38
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
sam Draconomicon jest w zapwiedziach od 2 lat i co i nic co dzwonie do Isy to maja przetlumaczone tylko skladaja
Z reszta popatrzmy sobie na ub rok 5 podow z czego 4 o Fr
widac wyrazie ze isa obrala taktyke na przeczekanie wypuscimy pare w tym roku i wchodzimy w 4 ed
ps podobno na marzec ma byc odlegly wschod
17-03-2008 06:18
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
0
O "przeczekaniu" nic mi nie wiadomo, choć o priorytetowym - na ten moment - nWoDzie faktycznie wydawnictwo wspominało. To jednak nie miejsce na wymienianie się pogłoskami, przeciekami i niesprawdzalnymi informacjami co do rzeczywistych planów wydawnictwa. Zapowiedziane były pozycje, o których wspomina Adam Waśkiewicz. Kiedy rzeczywiście coś się ukaże - przekonamy się za jakiś czas.
17-03-2008 09:02
~Maniek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Czyli na Champions..., Stormwrack i inne nie można liczyć.
19-03-2008 23:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.