string(15) ""
» Blog » London and What I Found There
05-01-2013 14:44

London and What I Found There

W działach: książki, antykwariaty, komiksy, londyn, precz z monopolistami | Odsłony: 3

[Notkę można przeczytać również tutaj, będzie mi bardzo miło.]


Kiedy zastanawiałem się, co mógłbym sobie przywieźć z Londynu, w mojej głowie niemal natychmiast pojawiło się: "książki". Rzecz mało może charakterystyczna dla samego miasta, ale jednocześnie chyba cenniejsza i bardziej użyteczna niż jakiekolwiek "suweniry" (a z samego wyjazdu mam przecież wspomnienia i zdjęcia). Tak więc pojechałem z dość sprecyzowanymi planami – kusiły mnie dwie powieści Angeli Carter ze ślicznej serii Penguin Modern ClassicsHeroes and Villains i The Infernal Desire Machines of Doctor Hoffman. Obie mógłbym co prawda dostać na Amazonie, ale wolę fizycznie kupować książki gdy tylko mogę. Ostatecznie nie kupiłem ani jednej, ani drugiej; jak powiedział filozof: "You can't always get what you want". Kupiłem za to parę innych rzeczy, a przy okazji nachodziłem się trochę (tyle, ile się dało w ciągu trzech dni, w trakcie których do zrobienia były też ważniejsze rzeczy, takie jak Doświadczanie Londynu) po londyńskich księgarniach i mogę się teraz podzielić doświadczeniami: gdzie, co, za ile można kupić.

Pierwszym przystankiem w naszej książkowej wędrówce miało być Forbidden Planet, o którym nasłuchałem się mnóstwo dobrego. Miało – bo po drodze, na St. Martin's Place, w pobliżu Chinatown, natknęliśmy się na antykwariaty. Właściwie to antykwariaty połączone z tanią książką. Można tam znaleźć zarówno stare książki za mnóstwo pieniędzy, jak i mnóstwo rzeczy za 2–3 funty. I chociaż przeczuwałem, że miłośnik literatury anglojęzycznej będzie się czuł w Londynie jak w domu, to nie do końca byłem przygotowany na ogrom tego uczucia. Dało się tam znaleźć wszystko, co mi się mogło zamarzyć: Bukowskiego, Burroughsa, Carter, Chabona (było też wielu innych autorów na B i C), Frasera, Wodehouse'a... wszystko na półkach, tak zupełnie zwyczajnie. Nawet gdyby nie było innych powodów, mógłbym wracać do Londynu, żeby kupować tam książki.

Po buszowaniu w antykwariatach udało nam się zajrzeć do Forbidden Planet. To Ziemia Obiecana każdego, kto kiedykolwiek był fanem czegokolwiek i lubi gadżety. Star Wars, Star Trek, Doctor Who, Marvel, DC i miliony innych jeszcze franczyz. Figurki, kubki, breloczki, pluszaki, koszulki – co Ci tylko przyjdzie do głowy. To na parterze. W piwnicy natomiast znajduje się przepotężny dział z fantastyką. To miejsce może wywołać uczucie przytłoczenia, bo aż nie wiadomo, na co wydać pieniądze. Na szczęście (a może i nieszczęście) są tu przede wszystkim książki nowe, a więc stosunkowo łatwo dostępne, raczej nie ma co liczyć na jakieś stare, zakurzone egzemplarze rzadkich tekstów, które mają swój nieodparty urok. Podobnie rzecz się ma z komiksami, których również jest mnóstwo, zarówno z dużych wydawnictw, jak i niezależnych. Tutaj też ujawniła się wreszcie pewna wada kupowania książek w Londynie, a mianowicie ceny. Książki w miękkiej oprawie kosztują tutaj przeciętnie 7–10 funtów, więc mniej więcej tyle co w Polsce, a nawet trochę drożej. Amazon, który najczęściej obniża ceny, czasem całkiem sporo, zaburzył nieco moją ocenę (nie muszę też chyba dodawać, że ma pod tym względem sporą przewagę, kiedy trzeba pilnować swojego budżetu). Komiksy natomiast kosztują od 15 funtów w górę – z bólem serca musiałem zrezygnować z zakupu twardookładkowych edycji WE3 i Joe the Barbarian Granta Morrisona.

Warto jeszcze wspomnieć o miejscach szerzej dostępnych, to znaczy księgarniach sieciowych. Na stacjach metra, lotniskach i podobnych miejscach można często znaleźć księgarnie sieci W H Smith, na ogół nieduże, zaopatrzone w najbardziej znane tytuły i różne przydatne w drodze artykuły. Jest też Waterstones (dawniej Waterstone's). Duże sklepy, przypominające Empiki... i rodzące podobne problemy (choć w UK sporą częścią tego problemu jest też Amazon i supermarkety, z którymi duże księgarnie muszą bardzo intensywnie konkurować, co jak zawsze odbija się na mniejszych). Dopiero będąc w Waterstones miałem okazję się przekonać, jak inspirującym i bogatym we wszystko miejscem jest Londyn, posiadający cały własny regał w dziale podróżniczym (zaliczyłem też kolejny moment zachwytu, patrząc na półkę z poezją i znajdując tam Blake'a). Warto też zajrzeć tam na półkę z wyprzedażami – można trafić na ciekawe rzeczy.

Poszukiwane długo powieści Angeli Carter ostatecznie znalazłem, choć zdążyłem się już wtedy zaopatrzyć w kilka innych, znacząco tańszych tytułów (Post Office Bukowskiego, The Inimitable Jeeves Wodehouse'a i How Far Can You Go? Davida Lodge'a; pewnie w swoim czasie doczekają się własnych notek). Z pewnym smutkiem pomyślałem, że jestem skazany na Amazona – o ile bojkotowanie Empiku przychodzi mi łatwo, o tyle w sytuacji, kiedy dużo mniejszym kosztem można się zaopatrywać w naprawdę interesujące książki, odmówienie ich sobie urasta niemal do rangi konfliktu tragicznego. Ale dylematy moralne mola książkowego to już temat na inną notkę. Na koniec polecę po prostu londyńskie antykwariaty. Dobrze, że są.

Komentarze


lemon
   
Ocena:
0
Cwaniacy Niektórzy antykwaryści/bukiniści/allegryści jeżdżą raz na miesiąc do londyńskich antykwariatów, kupują ile się da i sprzedają u siebie za jakąś wielokrotność tych 1-2 funtów. :)
05-01-2013 15:24
mr_mond
   
Ocena:
0
No proszę, nie wiedziałem. W sumie sprytne. Ale osobiście wolę za tę wielokrotność pojechać samemu do Londynu – oprócz książek będę miał wtedy widoki ;).
05-01-2013 15:36
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Zbiegiem okoliczności zapewne ostatnio o Forbidden Planet pisał też Borejko.
05-01-2013 19:03
~C

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Że seria penguin może zostać nazwana "śliczną" dowodzi upadku książki.
05-01-2013 23:24
mr_mond
   
Ocena:
0
@~C

a czemu?
05-01-2013 23:55
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Pewnie chodziło o to że kiedyś to były tak zwane książki na kibel, a teraz wypiękniały jak nie przymierzając gwiazdy Bollywood.
06-01-2013 16:04
Kratistos
   
Ocena:
0
Ja również w ramach małego wypoczynku w UK miałem okazję wzmocnić biblioteczkę.

Do najlepszych zdobyczy zaliczyłbym zbiór H. P. Lovercrafta. Ma on jedną wyróżnijącą się cechę (jej twórca uczył się pewnie u Junior Brand Manager): OKŁADKĘ 3D! (http://www.thelovecraftsman.com/20 11/03/new-book-edition-of-call-of-cthulhu-is.html )
06-01-2013 17:47
mr_mond
   
Ocena:
0
No świetnie wygląda ta okładka (i są okulary!) :). Vintage to kolejne wydawnictwo, które wydaje bardzo fajne, bardzo ciekawe, i często ładne książki.
07-01-2013 08:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.