string(15) ""
» Blog » Lol! Mogę się porównywać z najlepszymi!
14-04-2015 22:28

Lol! Mogę się porównywać z najlepszymi!

W działach: książki, pisanina | Odsłony: 679

Lol! Mogę się porównywać z najlepszymi!

Przy okazji awantury o tegoroczne nagrody Hugo oraz aktywności grupy Sad Puppies wypłynęły wyniki sprzedaży nominowanych książek.

I wygląda na to, że na ich tle "Gambit mocy" wcale nie wypada źle.

Same Szczeniaczki i awantura z nimi nieszczególnie mnie obchodzą i prawdę mówiąc nie mam ani ochoty brać w tym udziału, ani o tym pisać, ani nawet o tym czytać, bowiem potrafię zrozumieć racje obydwu stron. Sad Puppies to ludzie, którzy zwyczajnie są wściekli, że fantastyka poszła w stronę Ursuli Le Guin, a nie Zelaznego (nie jest to moje określenie, ale IMHO jego autorka czyli Eire dobrze to ujęła). Ich złość łatwo zrozumieć patrząc, na to jakie książki kiedyś wygrywały Hugo, a jakie robią to współcześnie. Fakt, że nagrodę zgarniają pozycje niszowe, o których często nikt nie słyszał może budzić zdziwienie, zwłaszcza, że fantastyka jest koniec końców gatunkiem rozrywkowym.

To, że ktoś się zmawia wielką bandą i głosuje na złość ogółowi, tylko dlatego, że się wkurzył też może budzić sprzeciw.

Niemniej jednak jak pisałem nie to mnie interesuje, tylko nakłady wydanych książek. Te wyglądają następująco:

  • The Goblin Emperor by Katherine Addison (Tor), 1,800 copies.
  • The Dark Between the Stars by Kevin J. Anderson (Tor), 1,900 copies.
  • Skin Game by Jim Butcher (Roc), 94,000 copies.
  • Lines of Departure by Marko Kloos (Amazon's 47North imprint), 2,360 copies.
  • Ancillary Sword by Ann Leckie,  (Orbit US; Orbit UK), 8,000 copies.

Pomińmy Skin Games bo to któryś tom któregoś tomu Akt Dresdenia (chyba 15 czy coś koło tego), ale pozostałe nie są szczególne. Trzyma się jeszcze Ancillary Sword. Co do pozostałych, to powiem krótko.

  • Gambit Mocy by Piotr Muszyński (Oficynka), 1200 sztuk + bliżej nieznana liczba ebooków.

Z wpisu tego wynika jedno: z naszym rynkiem, a przynajmniej z fantastyką nie jest wcale tak okropnie. Albo też na zachodzie wcale nie jest dużo lepiej, niż u nas. Prawdę mówiąc zaskakuje mnie, że USA, kraj o pięć razy większej populacji i znacznie większym czytelnictwie (statystyczny Amerykanin czyta rocznie 17 książek, uważający się za mądralę Polak: jedną) notuje tak słabe wyniki.

A może z nagrodami Hugo faktycznie jest coś nie tak?

Komentarze


Torgradczyk
   
Ocena:
0

To ja trochę dla przekory powiem, że selfpublishing pozwala autorowi zarobić znacznie więcej niż wydanie książki tradycyjnie. Wydawałem i tak, i tak, więc mam porównanie.

To w wydawnictwie tradycyjnym usłyszałem: "wiesz co, nie sporządzałem raportu ze sprzedaży, masz tu paczkę książek i co sprzedasz to twoje, co ja sprzedam to moje."
No cóż, jeśli autorowi przypada także rola sprzedawcy i promotora, to faktycznie lepiej iść tropem, który podrzucił Siman. Uzyskać numer ISBN to podobno żadna filozofia. Zlecasz komuś skład tekstu, korektę i redakcję, idziesz do drukarni cyfrowej - cyk i książka gotowa. Szczerze mówiąc, planuję wypróbować tę metodę przy następnej swojej książce.

Wracając do selfpublishingu. Nie zaprzeczam - bardzo łatwo się przejechać nie mając wiedzy i doświadczenia. Wydawnictwo selfpublishigowe namówi autora na 1000 egzemplarzy (ten zazwyczaj zaufa, bo nie ma wielkiej wiedzy na temat rynku, a przecież wydawnictwo twierdzi, że ma dystrybucję na całą Polskę), a ten będzie się z nimi bujał, gdy te się nie sprzedadzą.
Jednak mając odpowiednią wiedzę, można samemu oszacować nakład i zarobić znacznie więcej niż w wydawnictwie tradycyjnym. Jest jeden haczyk - autor nie może oglądać się na wydawnictwo, musi sam sprzedawać swoje książki.
Z powodu braku doświadczenia sztuka zarobienia na swojej książce nie udała mi się za pierwszym selfpublishingiem (aczkolwiek książka cały czas się jeszcze sprzedaje). Już teraz wiem natomiast, że uda mi się to za drugim razem. Temat jest bardzo rozległy - można by o tym, rzekłbym, napisać książkę. Zamierzam uchylić rąbka tajemnicy na swoim blogu już niedługo. Tak czy inaczej - selfpublishing naprawdę ma swoje plusy (ważne tylko żeby te plusy nie przesłoniły minusów).

A tak jeszcze z zupełnie innej beczki - Zegarmistrzu, kończę powoli "Gambita" i kiedy już skończę postaram się wywiązać ze swojej części naszej umowy.
 

17-04-2015 17:38
zegarmistrz
   
Ocena:
0

To wydawnictwie tradycyjnym usłyszałem: "wiesz co, nie sporządzałem raportu ze sprzedaży, masz tu paczkę książek i co sprzedasz to twoje, co ja sprzedam to moje."

Szokujące.

17-04-2015 18:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.