» Recenzje » Leksykon niewiedzy - Kathy Passig, Aleks Scholz

Leksykon niewiedzy - Kathy Passig, Aleks Scholz


wersja do druku

Do(nie)wiedz się czegoś nowego!

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Leksykon niewiedzy - Kathy Passig, Aleks Scholz
Ostatnimi czasy książki popularnonaukowe leżą tak blisko fantastyki (a zwłaszcza odmiany science fiction), że momentami trudno nakreślić wyraźną granicę. Pozycje takie jak Krótka historia prawie wszystkiego Billa Brysona (czy – szukając bliżej – wszystkie tomy Nauki Świata Dysku) starają się przybliżyć "śmiertelnikom" choćby podstawową wiedzę na tematy tak złożone, jak chociażby teoria strun czy ciemna materia, czyli będące zagadnieniami, wokół których można by nakreślić fabułę całkiem sporego cyklu SF. Nie dziwi więc chyba fakt, że fantaści coraz częściej sięgają po literaturę popularnonaukową, zwłaszcza jeśli zajmuje się ona problemami, które śmiało można uznać za najciekawsze. Właśnie taką pozycją jest Leksykon niewiedzy autorstwa Kathrin Passig i Aleksa Scholza, wydany jakiś czas temu nakładem wydawnictwa W.A.B.

Leksykon niewiedzy, poza tym, że jest bardzo interesującą książką (o czym za chwilę), jest też praktycznym dowodem na to, że nie należy sądzić książki po okładce. Na rzeczonej znajduje się bowiem obrazek duetu jajko + kura, który mógłby sugerować, że pozycja skierowana jest raczej do młodszych czytelników. Błędność tego założenia odkrywamy już po krótkim przestudiowaniu spisu treści, w którym znajdziemy nie tylko pojęcia tak zagadkowe jak Krzywa Laffera czy Hipoteza Riemanna, ale także takie, których nasze młodsze rodzeństwo znać nie powinno (jak choćby ejakulacja kobieca). Niemniej, sama książka wydana jest pięknie i wyśmienicie nadaje się na prezent dla kogoś, o kim wiemy, że zawsze z chęcią zapozna się z nową dawką (nie)wiedzy na dowolny interesujący temat.

Leksykon..., jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się – w szerokim sensie – niewiedzą. Znajdziemy w nim opis czterdziestu dwóch zjawisk, zdarzeń czy przedmiotów, o których do tej pory wiemy niewiele, bardzo niewiele albo zgoła nic. Każdy rozdział jest nam podany według takiego samego schematu: najpierw następuje opis danego problemu, a następnie wszelkiego rodzaju hipotezy, które naukowcy (i nie tylko) wysuwają jako możliwe jego rozwiązanie. W ten sposób duet Passig & Scholz opowiada nam nie tylko o rzeczach takich jak wspomniana już ciemna materia, gromady kuliste czy katastrofa tunguska, ale także o królu szczurów, mrówkowaniu oraz kocim mruczeniu (żeby nie przytaczać po raz drugi kobiecej ejakulacji).

Lektura Leksykonu niewiedzy to doskonała lekcja pokory dla tych, którzy sądzą, że ludzka nauka stoi już tylko kroczek od napędów nadprzestrzennych. Obrazuje nam on z zabójczą dokładnością, jak wielka jest nasza niewiedza, w tym na tematy tak trywialne, że aż chce się płakać (co – z drugiej strony – nie dziwi, jeśli zaczniemy się bliżej zastanawiać, dlaczego rząd USA nie chce dać miliona dolarów na badania nad kocim mruczeniem). Ta gorzka pigułka podana jest jednak w sposób przezabawny i bardzo lekkostrawny. W Leksykonie... aż roi się od anegdot i barwnych porównań, które mocno przemawiają do wyobraźni. Dzięki temu po lekturze książki, mimo iż w zasadzie nie dowiadujemy się żadnych konkretnych rzeczy, czujemy się bogatsi w wiedzę o tym, o czym nic nie wiemy. Sokrates byłby usatysfakcjonowany.

Ponadto, co zaznaczę z całą stanowczością, z Leksykonu... czegoś tam jednak da się dowiedzieć. Ja osobiście nigdy wcześniej nie słyszałem bowiem o Manuskrypcie Voynicha lub o problemie rotacji gwiazd, choć nie uważam się za ignoranta. Być może wynika to również z tego, ze autorzy książki są Niemcami, a gros trafiających na polski rynek książek popularnonaukowych to "produkcje" amerykańskie. Najwyraźniej warto czasem zmienić perspektywę.

Leksykon niewiedzy to świetna, wciągająca i ciekawa lektura. Nawet jeśli nie lubicie czytać dużo na podobne tematy, warto zaopatrzyć się w tą książkę i od czasu do czasu "zjeść" jeden lub dwa rozdziały. Wiedza o otaczającym nas świecie nigdy nikomu nie zaszkodziła, nawet jeśli jest to wiedza, przed którą – w zapisie matematycznym – należałoby postawić minus. No a poza tym może to być świetna inspiracja. Kto wie – może to właśnie ty odkryjesz odpowiedź na pytanie, dlaczego właściwie ziewamy...
9.0
Ocena recenzenta
9.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 6
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Leksykon niewiedzy. To, na co dotychczas nie znamy odpowiedzi (Lexikon des Unwissens. Worauf es bisher keine Antwort gibt)
Autor: Kathy Passig, Aleks Scholz
Tłumaczenie: Elżbieta Kaźmierczak
Autor okładki: Piotr Socha
Wydawca: W.A.B.
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 18 lutego 2009
Liczba stron: 328
Oprawa: twarda
Format: 123 × 195 mm
ISBN-13: 978-83-7414-562-6
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Komentarze


teaver
   
Ocena:
0
Trzymasz fason, Re. :) Zachęciłeś mnie. Należy ci się do wyboru lizak, hug albo klaps - co wolisz?
29-03-2009 13:43
Rebound
    :>
Ocena:
0
Zawsze preferuję klapsy ;)
29-03-2009 16:05
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"...Na rzeczonej znajduje się bowiem obrazek duetu jajko + kura, który mógłby sugerować, że pozycja skierowana jest raczej do młodszych czytelników..."

Ke?
Typowy fantasta. Widać na okładce powinni być Laffer i Riemann - jeden z krzywą, drugi z hipotezą w dłoniach, a okładka powinna być poważna jak nadruki na banknotach.
30-03-2009 02:56
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Rebound
Dzięki za recke.
Chyba wiem co dodam do mojej kolekcji w tym miesiącu. Zostaje jeszcze tylko dylemat, Cieplarnia czy Leksykon...
30-03-2009 07:09
Tomazzy
   
Ocena:
0
Dobra i zachęcająca recenzja. Chyba zakupie leksykonik ;)
30-03-2009 14:58
Rebound
    Droga tyldo
Ocena:
0
Nie tylko jajko i kura sugerują co sugerują, ale także sama stylizacja ilustracji. Co widać na załączonym obrazku :).
30-03-2009 15:08
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Rebound
Przyznam racje, z powodu okładki nie zwrócił bym uwagi na leksykon gdyby nie recka.
30-03-2009 16:10
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
-1
Dzięki takiemu polskiemu podejściu Ninja Scroll leży w sklepach pośród bajek Disneya. Przecie kreskówka, czyli dla dzieci.
31-03-2009 01:12
Aesandill
   
Ocena:
+1
~ Ech, anonim.

Oferujący produkt, powinien zadbać o taką oprawę, by umożliwić łatwe wyłowienie go przez potencjalnego konsumenta. To nie ignorancja kupującego, tylko sprzedającego. Nie zauważę, nie kupie. Książek i komiksów jest masa, niewiele godnych uwagi.
No i w takim przypadku przychodzi recenzja, choćby na Poltku.
31-03-2009 10:15
teaver
   
Ocena:
0
Ano. +1 Aesandill.

A po klapsy prosimy zgłaszać się osobiście. ;)
01-04-2009 19:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.