» Recenzje » Legacy #22. The Wrath of the Dragon

Legacy #22. The Wrath of the Dragon


wersja do druku

Krayt nie jest zadowolony...

Autor: Redakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Legacy #22. The Wrath of the Dragon
Od dłuższego czasu oczywistym było, że zeszyt dwudziesty drugi nosić będzie tytuł Retribution. Ha, psikus. Oczywistym, aż do spojrzenia na pierwszą stronę ww. komiksu, która to głosi czarno na niebieskim The Wrath of the Dragon. Zabawa tytułami zdaje się ostatnimi czasy sprawiać autorom Legacy jakąś niezrozumiałą, perwersyjną przyjemność…

Mon Calamari byli łaskawi zdradzić, stocznie wokół zajmowanych przez nich planet poszły w rozsypkę, a Staziemu udało się podprowadzić Sithom ich najnowszy, najlepszy i największy okręt. Wszystkie te fakty nie wprawiają Dartha Krayta w euforię, najoględniej mówiąc. Z tej okazji postanawia z Mon Calamari zrobić przykład dla całej galaktyki – część populacji każe wyciąć w pień, część pozamykać w obozach. Tak się jednak składa, że na planecie płazopodobnych istot przebywa część Rogue Squadronu, w tym Kalamarianka Monia Ghan, która może się uratować jedynie, gdy zdoła dotrzeć do floty admirała Staziego. Podobną ambicję ma dwójka imperialnych rycerzy, spiesząca z dość "bombową" wieścią dla głowy Sojuszu…

Było naprawdę dobrze i… Legacy wciąż trzyma poziom. Co prawda po raz pierwszy od dwóch odcinków powrócił Darth Krayt, jednak nic z klimatów poprzednich zeszytów "nie udało mu się" zepsuć. Lord Sithów zachowuje się jak na to miano przystało – okrucieństwo i wprawność w tyranizowaniu nie są mu obce – a efekty jego działań zapewne również pozostaną dla Sithów tradycyjne. Po drugiej stronie zaś tworzą się zaczątki nowego sojuszu, który ma stanowić godną opozycję dla imperium Krayta... i jakoś tak nieodparcie nasuwa się skojarzenie, że gdzieś już to wszystko widzieliśmy. Mimo tendencji do wprowadzenia zwyczajowego w Gwiezdnych wojnach schematu (bo czymże innym jest to, co się tu kroi, niżeli pojedynkiem niemal z filmowej sagi wziętym) nie ma w komiksie nic na co fani mogli by przesadnie narzekać.

Tak jak w dwóch poprzednich zeszytach, The Wrath of the Dragon pełne jest akcji. Dużo typowej "sieczki" sprowadza niestety nieszczęścia także na głównych bohaterów, jednak Johnowi Ostranderowi póki co udaje się jakoś większość utrzymać przy życiu. Zaznaczmy, że nie ma przy tym żadnych fabularnych zgrzytów, wszystko jest przemyślane i spójne.

Za szatę graficzną w zeszycie dwudziestym drugim odpowiedzialny jest Alan Robinson, którego szczerze powiedziawszy nie kojarzę z żadnej z dotychczasowych starwarsowych produkcji. W przyszłości natomiast w/w pan ma rysować Knights of the Old Republic #31 i po obejrzeniu jego wysiłków w The Wrath of the Dragon doprawdy nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Robinson ma poważne problemy z rysowaniem kształtnych postaci i zachowaniem proporcji w tym względzie. Już od pierwszych stron czytelnik atakowany jest karykaturami lorda Krayta w różnych pozach, pani rycerz imperialna Sigel Dare natomiast wygląda w niektórych kadrach jakby miała jakiś rodzaj ciężkiego schorzenia kręgosłupa (ewentualnie jakby ktoś jej wyrwał głowę i nie zadał sobie specjalnie trudu by ją porządnie wstawić na miejsce). Równie mizernie wyglądają dalsze plany… które na dobrą sprawę na rysunkach nie istnieją.

Ogólnie rzecz biorąc, po kilku mocnych zeszytach Legacy wciąż trzyma poziom, a odpowiedzialni za kształt serii wciąż starają się eksperymentować w zakresie potencjalnych rysowników. Póki co mamy w tym względzie remis – odkrycie w postaci Omara Francii zrównoważyło się wraz z premierą The Wrath of the Dragon. Wypada jeszcze wspomnieć, że okładka komiksu zrobiła swego rodzaju furorę wśród fanów zza oceanu i jakoś tak się dziwnie złożyło, że nie minęło pół dnia, a złośliwy naród amerykański już zaczął się nad nią pastwić.
8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Legacy #22. The Wrath of the Dragon
Scenariusz: John Ostrander
Rysunki: Alan Robinson
Kolory: Brad Anderson
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania oryginału: 23 kwietnia 2008
Liczba stron: 40
Okładka: miękka
Druk: kolorowy
Cena: 2,99 USD



Czytaj również

Dziedzictwo #2: Kawałki
Galaktyczne kawałki
- recenzja
Legacy #27. Into the Core
Przedsionek piekła
- recenzja
Legacy #25-26. The Hidden Temple
Ruszyła maszyna po szynach...
- recenzja
Legacy #23-24. Loyalties
Zgadnij sobie tytuł
- recenzja
Legacy #20-21. Indomitable
Skywalker i Krayt idą w odstawkę
- recenzja
Legacy #14-19. Claws of the Dragon
Legacy pokazało pazury
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.