» Recenzje » Legacy #05-07. Broken (#4-6)

Legacy #05-07. Broken (#4-6)


wersja do druku

Zło, Występek i zabójczyni Sith

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Legacy #05-07. Broken (#4-6)
Wraz z Jan Duursemą do Star Wars: Legacy powrócił rozpoczęty wcześniej wątek fabularny. Pierwsze epizody przybliżyły czytelnikom bohaterów nowej serii oraz realia świata, który przez sto lat nieco się zmienił. Teraz przed autorami stanęło zadanie naprawienia popełnionych poprzednio błędów i podniesienia dynamiki opowieści.

Zakute w zbroję "made by Yuuzhan Vong" ciało Dartha Krayta słabnie. Rozwiązania tego problemu postanawia poszukać w mądrości Lordów Sith złożonych do grobowców na Korriban. Niestety, nie może powtórzyć za Palpatinem, że wszystko idzie zgodnie z planem, gdyż zostaje przez duchy starożytnych Sithów wyśmiany. W innej części galaktyki pozytywni bohaterowie komiksu także się nie nudzą - mimo ekspresowej ucieczki na Vendaxę, pani Sith-zabójca wciąż depcze im po piętach. Misterny plan zarobienia na dostawie imperialnej księżniczki pod drzwi Dartha Krayta także "wziął w łeb", gdyż kobieta z łatwością przejrzała zamiary łowców nagród. Na dodatek jej umówieni sojusznicy, mający pomagać w dalszym brnięciu przez galaktykę, okazali się starymi znajomymi Cade’a - Jedi. Cierpliwość Sithanki jednak szybko się wyczerpuje i dochodzi do spektakularnej konfrontacji, w którą wplątują się jeszcze sithańskie posiłki, problemy z przeszłością oraz wątek miłosny...

Zeszyty od piątego do siódmego to druga część mini-serii Broken, która niemal w całości koncentruje się na ucieczce Cade’a Skywalkera i jego załogi wraz z imperialną księżniczką na planetę Vendaxa, który to wątek jest sporadycznie przerywany wstawkami z Bastionu i knowaniami Krayta. Główną atrakcją zdaje się być zabójczyni Sith - Darth Talon. Na przestrzeni komiksu wyraźna jest fascynacja autorów postacią Darta Maula, co uwidacznia się w aparycji niemal wszystkich pomniejszych Sithów, a w szczególności w kreacji Talon. Poza odmienną rasą i nieco większą gadatliwością tej postaci, ewidentnie jest ona inspirowana Sithem z Mrocznego widma.

Ta część Broken obfituje w nieścisłości i sprzeczności. Na Korriban Krayt przywołuje duchy trzech Lordów Sith: Darthów Bane’a, Nihilusa i Andeddu, którzy z uwagi na swoje doświadczenia życiowe mogliby mu pomóc uporać się ze szwankującym ciałem. Niestety, Andeddu odmawia wsparcia z uwagi na to, że Krayt nie przestrzega Zasady Dwóch… mimo iż tuż obok stoi Nihilus, który również nie ma z nią wiele wspólnego. Sprawy mają się gorzej w przypadku walczących na Vendaxie postaci pozytywnych, które w postrzeganiu świata dają prawdziwy popis nastoletniej logiki. Skywalker, upomniany w walce, że uderzając gniewem przeciwko Sithowi zbliża się ku Ciemnej Stronie, nie przejmuje się tym zbytnio. Jednak kilka stron później wygłasza dramatyczną kwestię, jak blisko mroku się znalazł, ratując przed laty Sazena. Ponadto rozumie wyłuszczony mu przez byłego mistrza problem i zagrożenie, jakie stanowią Sithowie, jednak nie decyduje się pomóc, bo... Bo tak, "na złość mamie odmrożę sobie (i innym) uszy i nie zostanę Jedi". Księżniczka, twierdząca, że jest świadoma wagi swojej osoby i osoby Imperatora dla losów galaktyki, zostaje śmiertelnie ranna, osłaniając, bądźmy szczerzy, pierwszego lepszego łowcę nagród. Zrozpaczony tym faktem, zakochany w niej imperialny Rycerz Draco Antares, zabrania Skywalkerowi podjąć próby ratowania jej życia, gdyż... w jakiś przedziwny sposób kłóci się to z jego wewnętrzną ideologią.

Dialogi włożone w usta postaci pozostają na poprzednim poziomie i jest to dość unikalny klimat Legacy połączony z tekstami w stylu znanym z klasycznej trylogii Gwiezdnych wojen. Widać to szczególnie z zeszycie szóstym, gdzie kwestię miłosną Hana i Lei z Imperium kontratakuje użyto w dialogu Antaresa z księżniczką Marasiah Fel, co, nota bene, dało dość marny efekt. Można powiedzieć, że od rozpoczęcia kręcenia trylogii prequeli świat SW specjalizuje się w kreowaniu beznadziejnych wątków miłosnych, trywializując nawet tak kultowe dialogi.

Warstwa graficzna prezentuje się bardzo nierówno. Z jednej strony postaci cierpią okropnie, gdy występują w szerszych kadrach - Duursema gubi proporcje, ciała bohaterów stają się w dziwaczny sposób zdeformowane; z drugiej zaś mamy rewelacyjne wręcz zbliżenia i najazdy na twarze bohaterów. Ponadto można się pokusić o małą generalizację, że w Legacy Jan Duursemie zdecydowanie bardziej "leżą" ujęcia statyczne, które narysowane są pięknie, co jednak nie jest dobrą wiadomością, gdyż scen walk jest sporo. Należy wspomnieć jeszcze o "zwarciu w obwodach" kolorysty w zeszycie siódmym, który z leżącej w łożu Cade’a Skywalkera Blue zrobił... księżniczkę Marasiah Fel. Nieładnie, choć błąd został poprawiony w wersji TPB.

Całość Broken prezentuje się średnio. John Ostrander i Jan Duursema mają wyraźne problemy ze stworzeniem czegoś oryginalnego, a zachowania postaci często wydają się niekonsekwentne i nieprzemyślane przez scenarzystę. Zepsuto również końcówkę, w banalny i oklepany sposób próbując podnieść napięcie i dodać opowieści dramatyzmu. Do tego dochodzą wskazane wpadki w warstwie graficznej komiksu. Nie można jednak zapominać, że jest to dopiero start nowej serii i nie należy, póki co, zbyt wiele wymagać. Fabuła jest ciekawa, akcja toczy się wartko, nie skąpiąc czytelnikowi efektownych strzelanin, wybuchów i potyczek. Pozostaje mieć nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej.

Galeria


6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Star Wars: Legacy Volume 1. Broken TPB
Scenariusz: John Ostrander
Rysunki: Jan Duursema
Kolory: Brad Anderson
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania oryginału: 9 maja 2007
Liczba stron: 160
Okładka: miękka
Druk: kolorowy
Cena: 17,95 USD



Czytaj również

Legacy #01-03. Broken (#1-3)
Nastały nowe Gwiezdne wojny?
- recenzja
Dziedzictwo #2: Kawałki
Galaktyczne kawałki
- recenzja
Dziedzictwo #1: Złamany
Ciężar dziedzictwa
- recenzja
Legacy #25-26. The Hidden Temple
Ruszyła maszyna po szynach...
- recenzja
Legacy #23-24. Loyalties
Zgadnij sobie tytuł
- recenzja
Legacy #14-19. Claws of the Dragon
Legacy pokazało pazury
- recenzja

Komentarze


~Zdzisław

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A może Andeddu dlatego nie opieprza Nihilusa, bo kolega-lord N. żył PRZED wprowadzeniem zasady, więc nie było siły, żeby jej przestrzegał, hm?
22-10-2007 13:37
SethBahl
   
Ocena:
0
Indeed, żył przed. I wcale nie podzielał poglądu jednego czy drugiego pana, w zasadzie w żadnej mierze. I w takim razie kolega Nihilus jest tam wepchnięty, że tak powiem "od czapy". Lordowie prezentują niby jeden front, ale tu się okazuje, że jednak nie, bo cośtam... I generalnie spójność jest zachwiana.
22-10-2007 13:44
~Czesław

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Niby prawda, a w zasadzie nie, ale raz, że obecni tam Lordowie dotknięci byli jakowąś "skazą cielesną", dwa, że po prostu Krayt dysponował ich holocronami i ich zawezwał po help.

Zresztą nadal nie poznaliśmy znaczenia robaczków jakimi mówi Nihilus w komiksie. A nuż (b. mało prawdopodobne) były również o Zasadzie?
Kto to wie?

Wszakże doszukiwanie się zonka jest mocno naciągane - akurat w tej sprawie.
22-10-2007 20:07
SethBahl
   
Ocena:
0
Ot, stwierdzam, że jest lekki zgrzyt - Nihilus nie jest mniejszym heretykiem niż Krayt. Ale racja - są bardziej masakryczne problemy w Legacy. (Dlatego też napomknięcie o tym ledwie pół-zdaniem wydało mi się wystarczające.)
22-10-2007 20:23

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.