» Fragmenty książek » Laura i tajemnica Aventerry

Laura i tajemnica Aventerry

Laura i tajemnica Aventerry
Aventerrę spowiła ciemność. Lodowaty wiatr wiał nad wyżyną Calderan, smagał rozłożyste drzewa w pralasach doliny, aż postękiwały i pojękiwały. Wprawiał w drżenie srebrzyste trawy na rozległej równinie i gnał po niebie brzuchate chmury jak uciekające rumaki. Obu księżycom Aventerry, żółtemu jak siarka Księżycowi Złocistemu i niebieskawo połyskującej Ludzkiej Gwieździe, nie udało się z tego powodu rozjaśnić bladym światłem tej najstarszej z praplanet.
Na północy, gdzie równina opadała nagle i ciemności krainy stapiały się z czerwienią nocnego nieba, wznosił się potężny bastion: był to Hellunyat, prastary zamek Graala. Jego zębate mury i wieże obronne odcinały się ogromnym czarnym zarysem od horyzontu.
Podobnie jak Aventerra, również i Hellunyat istniał od zarania dziejów. Nikt nie mógł już sobie przypomnieć, kiedy wzniesiono tę twierdzę, a każdy był pewny, że istnieć będzie i na końcu czasów. Wszak zamek był siedzibą Strażników Światła i ich popleczników. Jednak teraz nad Hellunyat i jego mieszkańcami zaległa nocna cisza. Wszystko było pogrążone we śnie, tylko wartownicy walczyli ze zmęczeniem na swoich posterunkach.
Młody rycerz, Tarkan i stary Marun pełnili służbę na wieży wschodniej. Rosły Tarkan zakończył naukę przed nowiem i został przyjęty przez Strażników Światła do grona swoich rycerzy. Była to jego druga warta i młodzieniec chodził niespokojnie tam i z powrotem. Skupiony wpatrywał się w równinę przez otwory strzelnicze w koronie wieży. Jednak gdziekolwiek spoglądał, czy na wschód, gdzie w oddali, ze wąskim pasem borów rozciągały się zdradliwe moczary Modermoor, czy na południe, gdzie równinę odgradzało pasmo stromych Gór Smoczych, czy na północ, gdzie nizinę otaczały urwiste skały – wszędzie panowała cisza i spokój. I tylko wiatr wył. Widok na zachód, na nieprzebytą puszczę zasłaniały żołnierzowi potężne mury twierdzy.
Chłód przeszył Tarkana. Kiedy otulał się ciaśniej w filcową pelerynkę, którą przywdział na skórzaną zbroję, przestraszył go dziwny dźwięk. Zaczął nasłuchiwać. I rzeczywiście – dźwięk znów się pojawił: przenikliwy gwizd. Mężczyzna już zacisnął dłoń na rękojeści miecza, kiedy zdał sobie sprawę, cóż może znaczyć przerażający odgłos: to niegroźny puszczyk, którego pełne skargi wołanie rozległo się po okolicy. Wściekły na siebie Tarkan lekko pokręcił głową.
Marun uśmiechnął się tylko pod nosem. Dla tego krępego mężczyzny służba od dawna była rutyną. Stary rycerz nie był w stanie sobie przypomnieć, ile to już długich, niekończących się godzin dane mu było spędzić na służbie. W każdym razie jednego zdążył się nauczyć: długa warta i ciągłe wpatrywanie się w ciemności mogły łatwo oszukać zmysły. I wtedy najniewinniejsze dźwięki i cienie wydawały się niebezpieczne. Jednak Marun wiedział, że najlepszym sposobem na te przywidzenia i mamidła są opanowanie i spokój. Siedział na ziemi, oparty plecami o mur, ręce złożył na zaokrąglonym brzuchu i wpatrywał się sennie przed siebie. Teraz jednak podniósł głowę i zdenerwowany mrugnął do Tarkana.
– Tarkanie, na Boga, oszaleję od tego twojego ciągłego łażenia – zrzędził. – Daj spokój i usiądź tu koło mnie!
– Mamy wartę – odpowiedział Tarkan z lekką przekorą – Musimy czuwać, żeby czarne armie nie zbliżyły się niepostrzeżenie do zamku.
– Co ty nie powiesz! Jeszcze leżałeś w pieluszkach, gdy pełniłem moją pierwszą wartę i akurat ty chcesz mi wyjaśnić, na czym polega moja praca?
– Nie miałem nic złego na myśli, Marunie – odpowiedział młodzieniec. – Ale sam słyszałeś, co mówił rycerz Paravain: odkąd Moce Ciemności zdobyły Kielich Jasności i ukryły go na Ludzkiej Gwieździe, w każdej chwili musimy liczyć się z atakiem.
– Błąd, mój przyjacielu! – w głosie Maruna dało się słyszeć narastającą irytację. – Z atakiem musimy się liczyć od zarania dziejów! I nawet kiedy my dwaj już dawno nie będziemy istnieć, i również nasze dzieci, i dzieci naszych dzieci od dawna nie będą żyć, to się nie zmieni! Ale dlaczego, jak sądzisz, przydzielono cię do służby akurat na wschodniej wieży?
Tarkan spojrzał na niego zdezorientowany.
– No to ci zdradzę, młody Tarkanie – ciągnął Marun. – Jak każdemu początkującemu rycerzowi, Paravain wyznaczył ci wartę na wschodniej wieży, ponieważ Czarny Książę i jego wojska jeszcze nigdy nie przypuścili ataku od wschodu. Słyszysz? Czarna Armia nigdy nie zaatakowała Hellunyat od wschodu!
Tarkan wyglądał, jakby go ktoś uderzył w głowę.
– A wiesz dlaczego? – spytał Marun. – Ponieważ od tej strony nie znajdują żadnej osłony, bo widać ich stąd już z daleka, dlatego!
– Chcesz przez to powiedzieć, że służba tutaj jest w istocie dziecinną igraszką? Że mogłoby ją pełnić nawet takie pacholę, jak Alaryk, giermek Paravaina?
– Nie – Marun potrząsnął głową. – Służba na tej wieży ma stopniowo przyzwyczaić ciebie i innych młodych rycerzy do pełnienia warty. Chcę przez to powiedzieć, że nie powinieneś przesadzać. Nie ma potrzeby, żebyś wpatrywał się w ciemności jak nocny sokół. Usiądź lepiej na chwilę i daj trochę odpoczynku oczom.
Tarkan zawahał się. Nie wiedział dokładnie, co powinien uczynić. Strażnik Światła zawierzył swoje życie rycerzom – a rycerz Paravain, pierwszy spośród trzynastu Białych Rycerzy i tym samym dowódca straży przybocznej, dopiero niedawno, podczas pasowania na rycerzy zbierał od młodzieńców obietnicę nieustannej czujności wobec Mocy Ciemności. Ponieważ od początku czasów toczyły one walkę z mocami Światła i niestrudzenie podejmowały próby pokonania dobra i przekazania panowania Wiecznej Nicości.
Tarkan w zamyśleniu potrząsnął głową – aż strach pomyśleć, że wróg mógłby wtargnąć do Hellunyat akurat w trakcie jego warty! Z drugiej strony słowa Maruna brzmiały bardzo rozsądnie, a rycerz był przecież dłużej w służbie Panu. O wiele dłużej!
Tarkan wlepił wzrok w równinę, lecz nie odkrył tam niczego niezwykłego. Najdrobniejszego ruchu. Najmniejszego cienia. Nic. Odwrócił się do kompana, a ten kiwnął do niego zachęcająco. Jeszcze przez chwilę zwlekał, a potem usiadł przy murze koła Maruna.
– No, zmądrzałeś wreszcie – mruknął Marun, zamknął oczy i po chwili chrapał w najlepsze.
Ale Tarkan nie mógł spać. Nie czuł się dobrze we własnej skórze.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.