» Artykuły » Larpowe adaptacje

Larpowe adaptacje


wersja do druku
Autor: Redakcja: Marigold

Larpowe adaptacje
Naprawdę fajnie jest zagrać bohatera ulubionej książki. Wrzucić pomalowany złotą farbą pierścień do (rzeki) Orodruiny albo wcielić się w prosiaka z Folwarku Zwierzęcego Orwella. Szkoda, że tak rzadko możemy zagrać w LARPa opartego na książce.

O czym jest ta opowieść?

To najważniejsze z pytań. Jeżeli nie znamy odpowiedzi, nie zabierajmy się za adaptację. Każda książka ma fabułę, specyficzny klimat, bohaterów. Zabierając się za udaną adaptację, musimy najpierw poznać opowieść. Uchwycenie sensu książki nie zawsze jest proste, ale bez niego ani rusz. Jednak bez obaw! Adaptacja jest zawsze subiektywnym spojrzeniem na dzieło artysty. Podobnie jak w filmie czy teatrze, mamy możliwość podkreślenia pewnych aspektów opowieści. Dlatego wcale nie musimy być wierni książce. To od nas zależy, jak bardzo pozmieniamy fabułę i dekoracje. W każdej chwili możemy się zatrzymać i zadać sobie pytanie: „O czym właściwie robię LARPa?” Jeżeli odpowiedź w przybliżeniu odpowiada treści książki - jest dobrze.

Problem głównego bohatera

Gdy zabieram się za adaptację, zastanawiam się, co zrobić z takim Frodem, Gandalfem czy Harrym Potterem. Główny bohater jest sporym problemem, ponieważ książkowe historie koncentrują się zwykle na przedstawieniu jego losów. A LARPy? Wręcz odwrotnie, pozwalają każdemu z kilkunastu, kilkudziesięciu uczestników odegrać główną rolę. ’Frodo Baggins‘ jest problemem, z którym LARPowe adaptacje prawie zawsze muszą się borykać. W teatrze czy filmie jaskrawe przedstawienie postaci tylko ułatwia sprawę. W LARPie Peter Jackson, Weta Workshop (studio od efektów specjalnych) i Nazgule nie pomogą. Co zatem zrobić z Frodem? Najlepiej pozbyć się go i skoncentrować na innych postaciach. W ten sposób na pewno nie zdominuje fabuły. Jednak Władca Pierścieni to przecież opowieść o dzielnym hobbicie. A na przykład taki Cyd czy Don Kichot? Przecież nie wypada się ich pozbywać. I rzeczywiście, nie zawsze trzeba bohatera usuwać. Wystarczy zepchnąć go na bok, rzucić prowadzącemu na pożarcie. Inne postacie mogą manipulować biednym Frodem, wpływać na niego. Jeżeli jednak koniecznie musimy mieć bohatera z prawdziwego zdarzenia, to istnieją też inne rozwiązania. Może po prostu stanowić rolę przechodnią. Niech każdy gracz ma szansę wcielić się w Harry’ego Pottera i uratować świat, ale tylko przez pięć minut gry. Brzmi trochę wariacko? Owszem, ale ważne, że może zadziałać. W radzeniu sobie z problemem głównego bohatera musimy wciąż kierować się zachowaniem sensu opowieści. Nie wolno nam przy tym rezygnować z formy LARPowej, bo wtedy nasza adaptacja z łatwością zamieni się w zwykły teatr.

Za długo lub za krótko

Książki bywają naprawdę treściwymi cegłami. Opisy, sceny, dialogi, bohaterowie - aż w głowie się kręci od tysięcy słów. LARPy mają problem taki sam jak filmy - muszą powieść skrócić. Czasami bywa jednak wręcz odwrotnie. Kiedy adaptujemy piosenkę Kaczmarskiego, musimy do niej dorabiać postacie, znaczenia, słowa. Ale jak to? - ktoś wrzaśnie oburzony. Toż to profanacja! Wcale nie. Mamy prawo zmieniać i dorabiać, skracać i ciąć, pod warunkiem, że wciąż kołacze się nam w głowie pytanie z pierwszego akapitu. „O czym robię LARPa?” O jednej bitwie lub o naradzie u Elronda z Władcy Pierścieni, o meczu quidditcha z Harry’ego Pottera, o murze odgradzającym dwie społeczności w oparciu o Mury Kaczmarskiego? Z dzieła literackiego możemy wyciągnąć naprawdę dużo. Możemy skoncentrować się na intrydze lub innym wątku fabularnym. Ciekawe jest też opowiedzenie historii miasta, w którym rozgrywa się akcja, albo skoncentrowanie się na pamiętnych dialogach czy dynamicznych scenach akcji. Całego LARPa możemy oprzeć nawet na jednej kwestii – choćby słynnym „Być albo nie być”.

Miejsce i klimat

Adaptację można zrobić w warunkach spartańskich, bez rekwizytów i dekoracji. Wtedy najbardziej liczy się gra aktorska. Adaptację możemy jednak wesprzeć strojami, miejscem i rekwizytami. Robiąc LARPa zatytułowanego Sen nocy letniej, od razu pomyślałem o parku. Szumiące drzewa i otwarta przestrzeń pozwalały graczom rozwinąć skrzydła. Teatralność Snu wsparliśmy maskami. Były tez kolorowe stroje i rekwizyty do zabaw na powietrzu. Z kolei we Wrońcu, opartym na książce Dukaja, użyliśmy sprytnego zabiegu z filmu Dogville. Mieszkania zaznaczyliśmy taśmą klejącą na parkiecie. W środku stały stoliki i krzesła. W pobliskim sklepie zamiast mięsa sprzedawano kartki. Dekoracje były bardzo umowne. Dało się jednak odczuć wszechobecną inwigilację. Dobre miejsce na LARPa oszczędza mnóstwa kłopotów. Czyż nie jest fajnie rozegrać Trzech Muszkieterów na prawdziwym zamkowym dziedzińcu? Jednak nie tylko rekwizyty czy dekoracje decydują o powodzeniu LARPa. Specyficzny klimat książki trzeba przede wszystkim wesprzeć konstrukcją LARPa. W Śnie niektóre postacie dysponowały magicznymi napojami zmieniającymi osobowość. Maska była postacią, zatem po zmianie maski inny gracz grał inną postacią. Nie było rzutów kostką ani przerywających akcję testów. Zarówno opis postaci czy miejsce, jak i różne wydarzenia wspierały klimat magicznej szekspirowskiej komedii.

Siła adaptacji

Po co właściwie męczyć się z adaptacjami? Nie lepiej zrobić coś własnego? Czasami zdecydowanie warto sięgnąć po adaptację. Dzięki literaturze, na której bazujemy, mamy zapewniony dobry tytuł, ciekawych bohaterów i niesamowity scenariusz. Kto w Polsce nie zna Szekspira? Jeżeli w parku wystawiam Sen nocy letniej, to każdy zainteresowany będzie mniej więcej wiedział, o co chodzi. Jeżeli w tym samym parku wystawię LARPa o wampirach z Chicago, mało kto zrozumie fabułę (co innego jeśli wampir będzie się nazywał Edward i świecił jak diamenty). Adaptowanie książek daje nam, LARPowcom, potężny argument w rozmowach z wydawnictwami, urzędami, zwykłymi ludźmi i pisarzami. Dzięki nim możemy wyjść z niszy. Z drugiej strony adaptacje są bardzo inspirujące, co ułatwia sprawę także zaawansowanym graczom. Przecież wystarczy zajrzeć do książki, by zrozumieć świat, historię, motywacje bohaterów. Adaptacja to także najprostszy sposób, by ożywić swoją ulubioną książkę.

Kiedy się kończy adaptacja?

Wbrew pozorom nie jest to proste pytanie. Słyszałem już o kilku LARPach, które korzystają z motywów książkowych, ale adaptacjami nie są. Czasami granica pomiędzy wiernym oddaniem ducha powieści a totalną klapą jest nikła. Zwykle adaptacja powinna zwracać uwagę na jakiś ważny aspekt książki. Samo wykorzystanie ciekawych postaci czy kwestii to za mało. Na pewno warto po grze porozmawiać z graczami o tym, czym był dla nich LARP. Dobrze też zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście udało nam się uwypuklić w grze to, co chcieliśmy. Jest to o tyle trudniejsze, że tutaj, w przeciwieństwie do innych LARPów, mamy weryfikatora w postaci książki.


No i co? Udało się?

W końcu kurtyna opada, gracze rozchodzą się do domów. Przez chwilę siedzieliśmy w królestwie Danii. Klaudiusz chciał zabić Hamleta. Ofelia go ocalić. Matka Hamleta nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Po LARPie pozostały emocje i pytania – dlaczego tak wielu musiało zginąć? Jaka jest cena władzy, a jaka zemsty? Gdy w głowie rodzą się podobne pytania, to znaczy, że musiało się udać. A wszystko to i tak tylko sen oraz mgnienie oka. Dobra adaptacja potrafi zachęcić do lektury – i o to też chyba w tym wszystkim chodzi.



Czytaj również

Wywiad z Krzysztofem Chmielewskim
Nie każdy lubi rozgrywki polityczne w fantastyce
9/11 i Powrót do przyszłości
Polska LARPowa okiem skandynawskiego mistrza

Komentarze


Podtxt
   
Ocena:
0
Ten gość naprawdę zniechęca.
17-05-2010 19:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.