string(15) ""
» Blog » Kujoneria
07-03-2015 06:36

Kujoneria

W działach: problemy na sesjach | Odsłony: 837

Kujoneria

Nowa grupa. Niby się znamy, ale w RPG jeszcze w takim składzie nie zdarzyło nam się grać. Wszystko udało się zorganizować dzięki nostalgii – kumpel przypomniał sobie, jak kiedyś dobrze mu się prowadziło, więc wziął swoją ulubioną grę w najnowszej edycji, zebrał ludzi i zaprosił na wspólne tworzenie postaci. Jako, że obaj nie mieliśmy z tym systemem do czynienia od lat, ściągam z DTRpg e-booka i przebijam się przez niego przed pierwszym spotkaniem. Może nie od deski do deski, ale wystarczająco dokładnie, żeby bez problemów móc rozpisać sobie charakterystykę postaci, wykonać test czy wiedzieć co mogę zrobić w trakcie walki.

Okazuje się, że jako jedyny przeczytałem podręcznik.

MG poszedł za ciosem – kiedyś grało się na czuja, więc i teraz zamierza prowadzić nie znając mechaniki. Tworzenie bohaterów, zamiast godzinę, trwa całe spotkanie, którego połowę to ja opisuję jakie opcje mamy do wyboru, jak wygląda walka i rozwój bohaterów. Choć każdy z nas lubi fantastykę i gra w RPG od lat, czuję się jak jakiś cholerny kujon. MG wyczuwa, że trochę dał ciała i obiecuje, że na pierwszą przygodę przyjdzie dobrze przygotowany.

Tydzień później czuję się identycznie. Podczas walki chcę pochwycić i unieruchomić wrogiego czarnoksiężnika, by nie mógł rzucać zaklęć. MG poci się i stęka, po czym prosi o przypomnienie reguł chwytu. Kiedy mi się udaje i główny wróg zostaje unieszkodliwiony w pierwszej rundzie walki, czuję, jak uwaga wszystkich zostaje skupiona na mnie. Zamiast godziny, finałowa walka kończy się po dziesięciu minutach. Znowu czuję się jak kujon. Smerf Ważniak. Munchkin.

Kilka postów niżej Sil napisał, że RPG musi umrzeć, bo jest niespójną, dziwaczną, trudną rozrywką, która udaje grę. Udaje, bo mało który podręcznik działa jako instrukcja. W moim otoczeniu powszechne jest przekonanie, że gry fabularne wymagają szlifowania, co w praktyce sprowadza się do oszlifowania większości zasad i zostawienia podstaw. Ktoś, kto przebija się przez cały podręcznik i chce wykorzystać mechanikę najczęściej jest traktowany jako jakiś nolife. Nawet, jeśli jest MG, bo taki człowiek często wymaga od graczy opanowania podstawowych reguł.

W mojej stałej ekipie problem nie istnieje. Mamy podobne oczekiwania, wiemy, że część mechaniki gracze po prostu muszą przyswoić. Były już sytuacje, kiedy tempo sesji zamierało, bo gracz nie potrafił zebrać sobie puli do testu na Percepcję albo nie rozumiał co to znaczy, że ma zmniejszyć o trzy stopnie poziom Pierwszego wrażenia. To były wyjątki. Po czymś takim – nawet jeśli nie oberwało mu się od reszty drużyny – poprawiał się. Pożyczał podręcznik, przebijał się przez podstawy i następnym razem nie pytał o nie. Czasem chciałbym, żeby w mojej ekipie gracze zadawali sobie trud przeczytania całości podręcznika i zrobili notatki ze skrótem zasad, ale w gruncie rzeczy obecny system też działa. Działał nawet w Pathfinderze, gdzie nie mieliśmy parcia na powergamingu.

Wciąż pozostaje jednak temat drużyny (drużyn), gdzie znajomość zasad to stygmat. Tamta jedna sesja wystarczyła mi, żebym załapał, że ludziom olewającym zasady nie potrzeba WFRP 3ed, ED 4 czy Świata apokalipsy. Jeden, nieprzeczytany w całości po dziesięciu latach gry podręcznik, garść kości i karty postaci to wszystko, czego potrzebują do gry.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Drachu
   
Ocena:
+5

Znajomość podręcznika to nie kujoneria, to znajomość gry w którą chce się grać. Czasem zastanawiam się, czy ludzie nielubiący kostek nie lubią ich dlatego, że nie chce im się zapoznać z regułami gry ;)

Nigdy mnie to nie zastanawiało. Ja od samego początku miałem pewność.
Wiadomo - nie każdy i nie zawsze, ale bardzo wielu znanych mi przeciwników mechanik albo usprawiedliwiało w ten sposób swoje lenistwo, albo też nie lubiło, gdy rzuty wpływają im na ich opowieść.
Podkreślam - nie wszyscy jednak.
To samo zresztą, gdy idzie o wrogów pisania scenariuszy - część MG naprawdę świetnie improwizuje, ale wielu gada o nieprzydatności scenariuszy tylko dlatego, żeby nie przyznać, że są leniwymi wałami, którym nie chce się przygotować.
A improwizują... no słabo.

Zawsze znam reguły gry w którą przyszedłem grać. I owszem, czasami czuję się jak faszysta-kujon-prawnik reguł. Ale z drugiej strony - to ja mam się czuć źle z tym, że chciało mi się coś zrobić? Ułatwić MG robotę? No daj spokój. Inni nie opanowali reguł - ich sprawa, nie potępiam, róbta co chceta. Ale ja lubię bawić się po mojemu.

Jako MG nie mam złudzeń, że gracze opanują jakoś strasznie reguły gry, którą chcę im pokazać. Czasami bardzo zaskakują mnie na plus - jak ostatnio przy Fate - była to dla nich nowa gra, ale postarali się i już na dzień dobry dużo ogarniali. Jednakowoż domyślnie zakłądam, ze reguły będę znał tylko ja i pierwszą sesję zwykle piszę tak, by zawrzeć w niej coś na kształt "tutorialu" - dać różnorodne, lecz niezbyt trudne wyzwania, które pokażą zasady od różnych stron. 

Są jednak przypadki beznadziejne - posłużę się przykładem - grałem z panną dwa lata. Regularnie. W jedną grę - Warhammera II. Ona grała elfem łowcą (potem bodaj zwiadowcą) i strzela z łuku co sesję. I pewnego dnia deklaruje strzał do orka. Mówię - spoko, rzucaj na US. Ona wbija we mnie zaskoczone  spojrzenie i pyta - jak się to testuje? Ja uśmiecham się i podaję jej kostki, chociaż w wewnętrznym Drasiu wygłaszam monolog - *&#(*@# dziewczyno, to *#&$&%^ Warhammer, rzuca się tymi samymi dwiema kostkami co zawsze! To jedyne dwie kostki, które leżą na stole! US testuje się tak samo, jak rundę temu, kiedy strzelałaś i też pytałaś!
Ale co tam - lubiłem ją i grało się nam fajnie, więc nie robiłem afery. Każdy niech gra jak lubi.
To był tylko przykład, ale miałem wielu graczy, co do których niebiosa dawał gwarancję, że żadnej mechaniki nie ogarną, nawet nie spróbują
I trudno - fajnie bawiłem się i tak.

Prowadzenie gry jednakowoż to dla mnie inna para kloszy - gdy gram, to chcę by MG znał mechanikę. Ponieważ, jeśli jej nie poznał, to i, siłą rzeczy, nie stosuje. A jeśli nie stosuje... no to ja mam niemiłe wrażani, że moje czyny nie są aż tak istotne i wszystko potoczy się tak, jak ma się potoczyć. A ja nie darzę tego uczucia sympatią :)

09-03-2015 18:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.