string(15) ""
» Blog » Kto chce ponad 1 milion euro?
25-08-2015 08:49

Kto chce ponad 1 milion euro?

Odsłony: 914

Jeśli ktoś ma potrzebę zarobienia ponad bańki, i lubi boje feministyczne, zerknijcie tutaj http://ted.europa.eu/udl?uri=TED:NOTICE:295671-2015:TEXT:PL:HTML&src=0

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Adeptus
   
Ocena:
0

co do wypowiedzi Kamulca i Twojego do nich komentarza – nie wiem czy Kamulec wypowiada się w sposób arbitralny i bucowaty (nie śledzę aż tak dokładnie jego wypowiedzi), ale jeśli tak, to w moim odczuciu zniżyłeś się do jego poziomu.

Uuuu, wiesz jak pojechać. I Ty mi zarzucasz, że kogoś obrażam? ;)

Pisząc o zachowaniu Kamulca miałem na myśli "Jest jak piszę, koniec, nie będe z Tobą dyskutować". Gwarantuję Ci, że gdybym skrytykował jego ideologię w oględny sposób, rozmowa z nim potrwałaby niewiele dłużej, o ile w ogóle.

Twoja argumentacja mnie przekonuje, ale jej forma już nie – przynajmniej w tej pierwszej odsłonie.

U Kamulca nie ma ani formy, ani argumentacji.

Umowę społeczną – kodeks prawa pracy, aczkolwiek rzeczywiście nie podałem konkretnego przykładu, jak kodeks czy prawo zostało złamane. Już się poprawiam – dajmy na to, że pracodawca wypłacał pracownikowi wynagrodzenie niższe niż ustanowiona przez państwo minimalna krajowa (na co pracownik się zgodził, bo chyba tak było w przykładzie).

Ale co to za umowa, która jest jednostronnie narzucana? Czy jak ktoś przyjdzie do Twojego sadu i mówi Ci "uwaga, własnie zawarłem z Tobą taką umowę, że masz uprawiać sad tak, a nie inaczej. A jak nie, to masz w ryj", to będziesz się czuł moralnie zobligowany do uprawiania sadu w taki właśnie sposób - bo przeciez umów nalezy dotrzymywać?

Nie. Nie ma żadnej umowy społecznej. Jest przymus i koniec. Czasem ten przymus jest uzasadniony (kiedy uniemożliwia agresję), czasem nie.

Pisałeś wcześniej, że pracodawca ma DODATKOWE obowiązki – jakie? Może nie znam tak dobrze przepisów, ale kodeks dotyczy tak samo pracodawców jak i pracowników.

Tak naprawdę, to kodeks pracy nakłada obowiązki na pracodawcę. Jakie obowiązki nakłada na pracownika? Żeby nie pił w pracy, nie psuł maszyn i nie zdradzął tajemnic handlowych? To można na niego nałożyć umową. Pracodawca nie ma żadnych korzyści z istnienia kp.

Czyli zgodnie z prezentowanym przez Ciebie poglądam, jeśli prawo jest złe, to tylko przedsiębiorcy mają prawdo się buntować?

Nie, oczywiście, że nie. Gdyby prawo stanowiło, że pracownik wybierając pracodawcę nie ma prawa stosowac kryteriów dyskryminacyjnych, to pracownik miałby prawo się przeciwko temu buntować.

Zacznijmy od tego, że przedsiębiorca może prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą i w ogóle nie musi dopuszczać nikogo do swojej strefy wolności, jeśli zasady prawne dot. stosunku pracownik-pracodawca panujące w danym kraju mu nie odpowiadają. To pracodawca publikuje ogłoszenie: "szukam chętnych do pracy".

No właśnie. Ma prawo nie zatrudniać nikogo, albo wszystkich jak leci. Może opublikować ogłoszenie "szukam chętnych do pracy", ale nie "szukam chętnych szyitów do pracy".

A pracownik dopuszcza pracodawcę do dysponowania jego czasem, niekiedy też zdrowiem.

I ma prawo decydować, czy chce tego konkretnego pracodawce dopuścić. Nikt mu nie powie "Ej, czemu nie chcesz u mnie pracować? Bo jestem Innuitem? Jak tak, to spotkamy się w sądzie".

W drugą stronę niestety to nie działa.

Ciekawe, mógłbyś rozwinąć tę myśl? Rozumiem, że chodzi o dyskryminację idącą tak daleko, dopóki nie stanie się agresją?

Dokładnie tak. Nie wiem, co mam rozwijać, bo chodzi mi o to właśnie, co napisałem. Każdy podmiot prywatny (z wykluczeniem dzieci, osób niepoczytalnych itd.) ma prawo decydować, z jakimi innymi podmiotami prywatnymi chce utrzymywać kontakty - towarzyskie, seksualne, gospodarcze. Mam prawo decydować z kim chcę iśc do kina, z kim chcę prowadzić interesy, komu chcę wynająć mieszkanie. Jedynym kryterium dopuszczalności prawnej powinno być to, czy druga strona się zgadza.  Mogę krytykować wybór, mogę zachęcać do zmiany, ale nie mogę go zabraniać.

 

 

 

09-09-2015 13:36
Torgradczyk
   
Ocena:
0

Obrazić nie chciałem, zresztą nie napisałem, że zniżyłeś się do poziomu kogokolwiek w ogóle, tylko w tym konkretnym komentarzu.

"Czy jak ktoś przyjdzie do Twojego sadu i mówi Ci "uwaga, własnie zawarłem z Tobą taką umowę, że masz uprawiać sad tak, a nie inaczej. A jak nie, to masz w ryj", to będziesz się czuł moralnie zobligowany do uprawiania sadu w taki właśnie sposób - bo przeciez umów nalezy dotrzymywać?"

I tu właśnie objawia się wspomniane przeze mnie stawianie się przedsiębiorców w roli ofiary - nie słyszałem jeszcze, żeby "państwo" dało komuś w mordę za to że prowadzi sad po swojemu. Inna sprawa, jeśli ktoś nie jest w stanie swojego sadu uprawiać sam i potrzebuje zatrudnić kogoś do określonych czynności. Wtedy, jak wspomniałeś, musi dopuścić tego kogoś do swojej strefy wolności. I ta relacja odbywa się wg określonych odgórnie zasad, co nazywamy umową społeczną. I wg mnie nie jest ona jednostronna. Jeśli twierdzisz, że umowa społeczna jest jednostronna to zakładasz, że obywatele (w tym przedsiębiorcy) nie mają wpływu na zmianę prawa. Mają. Czy raczej mamy. Nie żyjemy Aczkolwiek same zmiany też odbywają się wg określonych zasad. Oczywiście cały czas powinniśmy pracować nad usprawnieniem tych zasad.

A jakież to dodatkowe obowiązki nakłada na pracodawcę kodeks pracy? Obowiązek zapewnienia mu przerwy na posiłek? To też da się rozwiązać umową, nie wydaje mi się to też jakieś strasznie opresyjne wobec pracodawcy. Ale ok, nie jestem jakimś tam wielkim znawcą kodeksu pracy - wymień te strasznie opresyjne przepisy, może się dowiem czegoś nowego, może nawet przyznam Ci rację i też będę za zmianą tych artykułów.

Faktycznie nie spotkałem się z ogłoszeniem o treści: "szukam chętnych szyitów do pracy", ale spotkałem się z treścią: "szukam dobrze prezentujących się dziewczyn do pracy, do cv proszę dołączyć zdjęcie twarzy i sylwetki." Więc chyba nie jest tak źle.

Ws. prawa do dyskryminacji wszystkich przez wszystkich - ok, ciekawa myśl. Brzmi rozsądnie. Ja poszedłbym raczej w kierunku zlikwidowania terminu dyskryminacji pośredniej (wiem, że wikipedia nie jest źródłem kwalifikowanym, ale właśnie tam znalazłem podział na dyskryminację bezpośrednią i pośrednią). Może wtedy kryteria byłby ostrzejsze, łatwiej byłoby osądzić pewne zachowania i generowałoby to mniej sporów i nieporozumień (np. przy braku dyskryminacji pośredniej nie można byłoby zarzucić pracodawcy dyskryminacji ze względu na to, że kogoś nie zatrudnia - przynajmniej w teorii).
Nie zmienia to jednak faktu, że wg mnie warto toczyć publiczną rozmowę o równouprawnieniu płci - ale nie w celu nakazywania czy zakazywania pracodawcom zatrudniania kobiet (czy czegokolwiek innego), a w celu szukania rozwiązań, które zrównają (jak to napisałeś, komentując przywołany przeze mnie urlop tacierzyński) stan faktyczny.  

13-09-2015 17:44
Adeptus
   
Ocena:
0

I tu właśnie objawia się wspomniane przeze mnie stawianie się przedsiębiorców w roli ofiary - nie słyszałem jeszcze, żeby "państwo" dało komuś w mordę za to że prowadzi sad po swojemu. Inna sprawa, jeśli ktoś nie jest w stanie swojego sadu uprawiać sam i potrzebuje zatrudnić kogoś do określonych czynności

No więc decyzja o tym, kogo chcę zatrudnić w sadzie niewątpliwie zalicza się do "prowadzenia sadu po swojemu".

Wtedy, jak wspomniałeś, musi dopuścić tego kogoś do swojej strefy wolności. I ta relacja odbywa się wg określonych odgórnie zasad, co nazywamy umową społeczną.

A powinna odbywać się według ustalonych pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem zasad, co nazywamy po prostu umową, bez przymiotników. Mam wrażenie, że umowa tym się różni od umowy społecznej, czym krzesło od krzesła elektrycznego.

I wg mnie nie jest ona jednostronna. Jeśli twierdzisz, że umowa społeczna jest jednostronna to zakładasz, że obywatele (w tym przedsiębiorcy) nie mają wpływu na zmianę prawa. Mają. Czy raczej mamy. Nie żyjemy Aczkolwiek same zmiany też odbywają się wg określonych zasad. Oczywiście cały czas powinniśmy pracować nad usprawnieniem tych zasad.

Mam wrażenie, że coś Ci tutaj ucięło po "Nie żyjemy".

Prawda jest taka, że wpływ obywateli na polskie prawo jest ograniczony... Co więcej, wpływ polskich władz na polskie prawo jest ograniczony. Gdyby polscy obywatele poszli zbytnio pod prąd lewactwa, to Unia Europejska by dowaliła nam takie sankcje, że hej - oczywiście w ramach obrony polskich obywateli i ich demokratycznych swobód.

A jakież to dodatkowe obowiązki nakłada na pracodawcę kodeks pracy? Obowiązek zapewnienia mu przerwy na posiłek? To też da się rozwiązać umową, nie wydaje mi się to też jakieś strasznie opresyjne wobec pracodawcy. Ale ok, nie jestem jakimś tam wielkim znawcą kodeksu pracy - wymień te strasznie opresyjne przepisy, może się dowiem czegoś nowego, może nawet przyznam Ci rację i też będę za zmianą tych artykułów.

Przede wszystkim wszelkie zakazy dyskryminacji, przecież o tym od kilkunastu dni rozmawiamy...

Faktycznie nie spotkałem się z ogłoszeniem o treści: "szukam chętnych szyitów do pracy", ale spotkałem się z treścią: "szukam dobrze prezentujących się dziewczyn do pracy, do cv proszę dołączyć zdjęcie twarzy i sylwetki." Więc chyba nie jest tak źle.

No i widzisz - ten pracodawca złamał prawo. Zgodnie z Twoją "umową społeczną" powinien zostać ukarany. To, że nikt go do sądu nie podał, to wynik tego, że polskie społeczeństwo zachowuje jeszcze resztki zdrowego rozsądku i nie pali się do egzekwowania bzdurnych przepisów. Co nie zmienia faktu, że te przepisy są i miecz Damoklesa wisi.

Ws. prawa do dyskryminacji wszystkich przez wszystkich - ok, ciekawa myśl. Brzmi rozsądnie. Ja poszedłbym raczej w kierunku zlikwidowania terminu dyskryminacji pośredniej (wiem, że wikipedia nie jest źródłem kwalifikowanym, ale właśnie tam znalazłem podział na dyskryminację bezpośrednią i pośrednią). Może wtedy kryteria byłby ostrzejsze, łatwiej byłoby osądzić pewne zachowania i generowałoby to mniej sporów i nieporozumień (np. przy braku dyskryminacji pośredniej nie można byłoby zarzucić pracodawcy dyskryminacji ze względu na to, że kogoś nie zatrudnia - przynajmniej w teorii).

Nie, po prostu likwidujemy i koniec. Pośrednia, bezpośrednia, co to za różnica - do jednej i drugiej prywatny podmiot powinien mieć prawo.

 

 

 

13-09-2015 22:18
Torgradczyk
   
Ocena:
0

@ Adeptus,

moje życie osobiste dość niespodziewanie się skomplikowało i nie mam teraz głowy do naszej dyskusji. Dzięki, bo była rozwijająca. Z tym, że pracodawca powinien móc sobie zatrudniać kogo chce to mnie przekonałeś.

Pozdrawiam.

22-09-2015 00:22

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.