» Recenzje » Księga ocalenia [DVD]

Księga ocalenia [DVD]


wersja do druku

Apokalipsa? Przespałem.

Autor: Redakcja: Martyna 'Saya' Urbańczyk

Księga ocalenia [DVD]
Odwlekanie wyroku

Długo zbierałem się do napisania recenzji Księgi ocalenia. W zasadzie, mogłem to zrobić już kilka dni po kinowej premierze, ale nie chciałem. Wolałem poczekać, uporządkować myśli i znaleźć odpowiednio dosadne słowa, którymi mógłbym wyrazić swoje rozczarowanie tym filmem. Nieczęsto miewam możliwość, bez żadnych wątpliwości i ewentualnych wyrzutów sumienia, pastwić się nad jakąś produkcją. W każdym razie, stosunkowo rzadko, bo prawie w każdym tytule potrafię się doszukać jakichś wartości, które w ostatecznym rozrachunku sprawiają, że obraz zyskuje w moich oczach. Oglądając Księgę ocalenia dostałem w końcu możliwość uczciwego "zjechania" filmu.

Czekałem, zwlekałem i... doczekałem się wydania filmu na DVD. Mój krytyczny zapał nieco ostygł i zrodziła się nadzieja, że być może wersja na płytce, wraz z dodatkami, uratuje nieco ten koszmarnie zły tytuł. Inna sprawa, że powtórny ogląd, "na chłodno", mógł też zadziałać na korzyść obrazu, bo byłem nastawiony na szukanie jakichkolwiek zalet. Czy zadziałało? Pomogło?

Niestety, nie. Wieczór w domowym zaciszu z Księgą ocalenia, tym razem na małym ekranie, okazał się mimo wszystko drogą przez mękę. Już po kwadransie wiedziałem, że moje pierwsze wrażenie, jeszcze z seansu kinowego, było jak najbardziej słuszne. Lubię filmy, do których powrót zapewnia jakieś dodatkowe wrażenia za sprawą rozmaitych smaczków, które możemy odkrywać z każdym kolejnym oglądem. Niestety, ten obraz takiej frajdy nie oferuje. Czy spotęgował moje doznania? Owszem – za pierwszym razem po prostu się nudziłem. Przy powtórnym seansie, nudzie towarzyszyła irytacja związana z tym, że nawet nie mogłem się spodziewać zaskoczenia.

Kto gra? Co gra? Coś tu nie gra...

Właśnie – zaskoczenie... Większość rozwiązań fabularnych w Księdze ocalenia to znane schematy, przez co obraz jest do bólu przewidywalny. Postacie są wytartymi kliszami; nawet aktorów obsadzono zgodnie ze swoistym kluczem ich wcześniejszych ról. Denzel Washington jako Eli to bohater z pakietem dramatycznych (w dużej mierze tragicznych) doświadczeń, które uczyniły go tajemniczym samotnikiem, "odmieńcem" z misją. W takich rolach mogliśmy go oglądać już wielokrotnie (wystarczy wspomnieć takie tytuły, jak John Q czy Kolekcjoner Kości). Podobnie mają się sprawy z Garym Oldmanem, który po raz n-ty wciela się w szalonego, egocentrycznego bad-guy’a (niczym w pamiętnych rolach z Leona Zawodowca czy choćby Piątego Elementu). Natomiast odtwórczyni głównej roli kobiecej, Mila Kunis, stanowi wręcz podręcznikowy przykład wtórności. Jej postać to tak naprawdę tylko nieco zmodyfikowana na potrzeby nowych realiów świata przedstawionego Jackie z serialu Różowe lata siedemdziesiąte – podobnie krzykliwa, naiwna, choć względnie ładna dziewczyna.

Być może jest to sprawne strategicznie zagranie – powierzyć aktorom role, w których dotąd się sprawdzali. Dla mnie to jednak głównie przejaw braku innowacyjnego myślenia i w pewnym sensie szacunku dla członków obsady, przed którymi nie stawia się wyzwań. Z drugiej strony, ile można oczekiwać od gwiazdki takiej, jak wspomniana Mila Kunis? Bracia Hughes, odpowiedzialni za reżyserię Księgi ocalenia, mają najwidoczniej w tej kwestii mniej zaufania, aniżeli Darren Aronofsky, który powierzył jej jedną z kluczowych ról w nadchodzącym obrazie Black Swan. Niemniej potraktowanie w ten sam sposób Washingtona i Oldmana można chyba przyjąć za nietakt ze strony reżyserów, nieprawdaż?

Czy w filmie znalazło się jednak miejsce na jakikolwiek element niespodzianki? Owszem – i co istotne, jest to dość przyjemny rodzaj zaskoczenia. Mianowicie, choć w pewnym momencie łatwo domyślić się, że z tytułowym artefaktem związany jest jakiś "haczyk", to rozwiązanie tej zagwozdki zaserwowane widzom przez twórców w jednej z kluczowych scen okazuje się ciekawsze, niż można by się spodziewać. Poza gorzką ironią, stanowiącą swoistą pointę głównego wątku fabularnego, odbiorcy otrzymują również informację, która zmienia nieco odbiór całego utworu. Część z nich może ona nawet zachęcić, by wrócili do Księgi ocalenia i spróbowali wychwycić przesłanki o tej "sytuacji" już wcześniej. Rzecz jasna, jeśli będą w stanie po raz kolejny zmierzyć się ze stu pięcioma minutami nudy. Nie będę w tym miejscu spoilował, by nie psuć tej śladowej ilości zabawy wszystkim tym, którzy zamierzają sobie The Book of Eli zaserwować. Czuję się jednak zobligowany by dodać, że być może jest to odczucie tylko moje i kilku znajomych, z którymi dyskutowałem na ten temat, szukając jakichkolwiek zalet omawianego filmu. Innymi słowy, dla części widzów owa niespodzianka może być równie przewidywalna, co cały film.

Apokalipsa, jakiej nie mogliście... nie widzieć

Wizja świata po globalnej katastrofie to stały topos w kulturze. W związku z tym, także miłośnicy kina mieli już niejedną okazję, by na wielkim ekranie (a także tych mniejszych) obejrzeć rozmaite post-apokaliptyczne fantazje twórców filmowych. Jak na tle innych produkcji prezentuje się w tym zakresie Księga ocalenia? Niestety, po raz kolejny muszę stwierdzić, że słabo, bo... nieoryginalnie. Pustkowia, niebo zasnute chmurami, zdziczali ludzie, cierpiący wciąż z powodu skutków ubocznych po traumatycznym doświadczeniu, które prawdopodobnie dotknęło mieszkańców całej planety (tu, przede wszystkim ślepota)... To wszystko już gdzieś widzieliśmy, a co gorsza – często w lepszym wydaniu, niż w obrazie braci Hughes.

Na szczęście jednak, brak oryginalności nie przekłada się w tym wypadku wprost proporcjonalnie na jakość sfery wizualnej filmu. Ta jest całkiem przyjemna dla oka. Nie uświadczymy tu wprawdzie jakichś "fajerwerków", ale niektóre ujęcia naprawdę zapadają w pamięć (na przykład podczas ataku na domek, w którym ukrywają się bohaterowie). Zarówno praca operatorów kamer, jak i scenografów, oświetleniowców, charakteryzatorów czy wreszcie montażystów zasługuje na wyrazy uznania. Znalazło się też pole do popisu dla specjalistów od efektów specjalnych, pirotechników itd., a ci spisali się równie dobrze. Szkoda, że warstwa akustyczna Księgi ocalenia nie dorównuje wizualnej; w zasadzie trudno byłoby przywołać z pamięci jakikolwiek motyw muzyczny z tego filmu. No, może poza powracającym co jakiś czas tematem przewodnim, który w pewnym momencie zaczyna irytować. Niestety, nie udało się również odpowiednio "wygrać" ciszy, która zamiast dopełniać obraz opustoszałego świata, akcentuje raczej nudę wionącą z ekranu.

Na niekorzyść The Book of Eli działa także bliski czas premiery konkurencyjnego obrazu osadzonego w podobnych realiach, czyli The Road. Mam na myśli głównie osobiste preferencje, dlatego polecam zestawienie obu filmów (aczkolwiek słowo "polecam" w tym kontekście zdaje się dość niefortunnym, gdyż Księgę ocalenia szczerze odradzam). Porównywanie ich, w moim odczuciu, przypomina porównywanie słabego filmu pornograficznego z dobrą erotyką, lub też wulgarnego karczemnego kawału z wysmakowanym żartem sytuacyjnym.

Wtórny obieg wtórnego filmu? Bardzo dobrze!

Określenie Księgi ocalenia mianem "słabego filmu" byłoby zbyt pobłażliwym ujęciem sprawy. Ten film jest po prostu zły. Na szczęście nie można powiedzieć tego samego o polskim wydaniu DVD. Szczerze powiedziawszy, odpowiedni dobór dodatków zawartych na płycie sprawił, że moja ostateczna ocena dla tego tytułu nieco podskoczyła. Oprócz tradycyjnych zapowiedzi innych filmów i zwiastuna samej The Book of Eli, wśród materiałów dodatkowych znalazły się między innymi wywiady z twórcami i filmik z planu. Oglądając je, odniosłem wrażenie, że nuda, o której wspominałem, nie jest dziełem przypadku, a zamierzonym efektem. Wprawdzie nie rozumiem, po co stosować ją w filmie akcji (dla kontrastu z dynamicznymi scenami? – trochę słaby pomysł...), ale przynajmniej nie jest to dowód nieudolności twórców.

Polski dystrybutor udostępnił nabywcom DVD jeszcze jeden interesujący bonus. Mianowicie, w menu dodatków znajduje się pozycja "fragmenty filmu", wybór której powoduje włączenie kompilacji kilku narracyjnie ciekawych, dynamicznych scen z Księgi ocalenia. To taka forma streszczenia, eliminująca niemal całkowicie największą bolączkę tego filmu, czyli wielokrotnie akcentowaną w niniejszej recenzji nudę. I choć trudno byłoby na podstawie owych wybranych fragmentów odtworzyć fabułę obrazu, to taki epizodyczny odbiór nie wydaje się znacznie uboższy niż ogląd "kompletny".

W zasadzie, ze złego filmu pełnometrażowego udało się uzyskać całkiem ciekawe zestawienie kilku interesujących scenek. Szkoda tylko, że nie znalazło się w nim jeszcze kilka fajnych fragmentów, które żeby obejrzeć, musimy jednak włączyć film. Niemniej, od czego jest opcja "wybór scen"? Kończąc ocenę wydania DVD, dodam jeszcze, że widzowie lubiący oglądać filmy z "głośnym przekładem" nie powinni czuć się zawiedzeni. Tłumaczenie jest bardzo sprawne, a głos i intonacja lektora pozwalają wczuć się w opowiadaną historię.

Czy można ocalić Księgę Ocalenia?

Film braci Hughes jest zbyt słabą produkcją, by mogła bronić się sama. Nawet Denzel Washington i Gary Oldman, jak zwykle aktorsko sprawni, ani atrakcyjna oprawa wizualna nie wystarczą, by ostateczna ocena The Book of Eli mogła oddalić się zbytnio od minimum. Jeśli przegapiliście czas, kiedy obraz ten wyświetlano w kinach, nic nie straciliście. Jeżeli jednak z jakichś powodów chcecie go zobaczyć, wydanie DVD to moim zdaniem słuszny wybór.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


4.5
Ocena recenzenta
Tytuł: The Book of Eli
Reżyseria: Albert Hughes, Allen Hughes
Scenariusz: Anthony Peckham, Gary Whitta
Zdjęcia: Don Burgess
Obsada: Denzel Washington, Gary Oldman, Mila Kunis, Larramie Doc Shaw
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2009
Data premiery: 29 stycznia 2010



Czytaj również

Robocop
Cybernetyczny glina w nowej odsłonie
- recenzja
Ewolucja planety małp
Ewolucja zatoczyła koło
- recenzja
Gangster [DVD]
Miedziane alkohole, Nick Cave i gangsterska prohibicja
- recenzja
Oz Wielki i Potężny
Somewhere over the rainbow
- recenzja
Mroczny Rycerz powstaje
Mroczny Reżyser upada
- recenzja
Czarny Łabędź
Poświęcając siebie
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

New_One
    Additive comment, czy jak im tam. Czyli coś na wzór przypisów. ;]
Ocena:
0
Dwie sprawy, o których chciałbym wspomnieć poza powyższym tekstem:

1. Podczas publikacji popełniłem małą literówkę w tytule, zamieniając słowo "Apokalipsa" na "Apokalipa". I powiem Wam, że to też byłby tytuł o właściwym przesłaniu. ;)

2. Akapit, w którym piszę o pewnym "haczyku", jedynym elemencie zaskoczenia, który pojawia się w filmie, może wydawać się niejasny. Nie chciałem tu spoilować, w związku z czym moje wywody oscylują na wysokim poziomie abstrakcji. Mam nadzieję, że jestem jednak w miarę komunikatywny, a widzowie, którzy już Księgę widzieli/zobaczą, zorientują się bez problemu, co mam na myśli.

Poza tym, życzę miłej lektury! ;)
03-12-2010 14:23
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Film to typowy średniak, dla mnie 6/10. Jak dla mnie, ludzie masowo wieszają na nim psy, bo stanowi łopatologiczną propagandę religijną. Właściwie The Road jest niewiele ciekawszy, u mnie dostał 7/10.
03-12-2010 14:32
Umbra
   
Ocena:
0
"bo prawie w każdym tytule potrafię się doszukać jakichś wartości, które w ostatecznym rozrachunku sprawiają, że obraz zyskuje w moich oczach" - mam tak samo :)

Długo kazałeś nam czekać na tą recenzję ;)
Znowu długi dobry tekst, ale ja jednak nie mam tak złej opinii na temat owego obrazu.
Według mnie film jest dosyć ciekawy, znaczy inaczej. Mógłby być ciekawy gdyby nie fakt, że rzeczywiście jest zrobiony nie za dobrze. Chociaż podobało mi się kilka scen też poczułem rozczarowanie. Ale muszę przyznać, że końcówka filmu mnie zaskoczyła, wstyd czy nie, nie zorientowałem się o co chodzi z bohaterem i jego tytułową księgą.

I jedno pytanie, jaką ocenę miałby ten film u Ciebie gdybyś oceniał po prostu film a nie wydanie dvd?

Ja tam daje filmowi piątkę, nie szczególny ale też nie taki zły. Wpływ na moją ocenę może mieć, i pewnie ma, fakt, że dwóch dobrych aktorów spotkało się na planie i co by nie było oni chyba nigdy nie grają źle. Plus fakt, że lubię taką tematykę, no i gdyby nie (piszcie co chcecie:P) zaskakujący koniec, to moja ocena też pewnie byłaby niższa.

Pozdro.
03-12-2010 14:39
New_One
   
Ocena:
0
Możliwe, że tego właśnie dotyczą zwykle zarzuty. Mnie to nie ubodło, w każdym razie nie na tyle, by o tym wspomnieć. Moim zdaniem ten film jest po prostu zły pod niemal każdym względem (scenariusz, źle napisane postacie, dynamika narracji, w pewnym sensie obsada, muzyka i inne aspekty dźwiękowe, brak suspensu/ale i ciekawości/ i dramaturgii...itd.). I w zestawieniu z Drogą, w moim odczuciu to zupełnie inna klasa (w sensie wartościującym, nie kategoryzującym). Na korzyść The Road, ofc.
03-12-2010 14:44
beacon
   
Ocena:
+3
Dla mnie Księga ocalenia to bardzo fajny film. Motyw apostolstwa i ocalającego działania Księgi jest super, dążenie do ziemi obiecanej też. To wg mnie wcale nie jest mało oryginalne, a przynajmniej ja sam nie pamiętam takiego motywu w filmach postapo.
03-12-2010 14:54
~~~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Pustkowia, niebo zasnute chmurami, zdziczali ludzie, cierpiący wciąż z powodu skutków ubocznych po traumatycznym doświadczeniu, które prawdopodobnie dotknęło mieszkańców całej planety (tu, przede wszystkim ślepota)... " żadne takie doświadczenie nie dotknęło całej planety, jedna osoba jest w filmie ślepa, a cała apokalipsa prawdopodobnie była spowodowana wojną na tle religijnym co też sugeruję, że starano zniszczyć wszystkie egzemplarze Biblii i temu podobnych ksiąg.
03-12-2010 15:18
~~~~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Sorry, dwie osoby są ślepe :P
03-12-2010 15:23
chimera
   
Ocena:
0
Ja właśnie gdzieś w okolicach piętnastej minuty skapitulowałem. Nuuuda.
03-12-2010 15:32
~banda drombo

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
eh jak tak czytam recenzje na poltku to czasami mam wrażenie że najbardziej filmów fantastycznych nie lubią... fantaści (totalnie zjechany Sunshine, kapitalne "Ludzkie dzieci" ocenione tylko na 7, teraz księga ocalenia itd) ;]
To ww tytułu podchodziłem z ogromnym dystansem "a obejrze sobie dziś jakieś amerykańskie gówno" i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mimo, że jestem niewierzącym antyklerykałem. Nazywanie filmu łopatologiczną propagandą religijną to nieporozumienie - wyraźnie zaznaczone są jej dwa skrajne oblicza (chociaż, szala przechyla się wiadomo w jakim kierunku, choćby za sprawą głównego bohatera). Gdyby odjąć od tego filmu "superzajebistość" głównego bohatera, byłoby naprawdę dobrze. A tak jest nieźle. Ale może ja za mało lubię fantastykę :]
03-12-2010 22:58
chimera
   
Ocena:
+1
Żaden film nie ma u mnie taryfy ulgowej tylko dlatego, że fantastyka. Wręcz przeciwnie, od ulubionego gatunku wymaga się więcej. A jak chcę obejrzeć coś na luzie i totalnie dla jaj, to odpalę "Piranie 3D", a nie ten napuszony chłam. A "Sunshine" podobał mi się strasznie... do momentu pojawienia się zabójcy-szaleńca. "Ludzkie dzieci" już mniej.
03-12-2010 23:15
~banda drombo

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
To fajnie, sam krytycznie podchodzę do fantastyki bo mam wobec niej wysokie wymagania, ale wracając do recenzji - stwierdzenie że wszystko leży, a autor nie widzi zupełnie nic pozytywnego (tzn pisze że się stara, ale mu nie wierzę) w danym obrazie, a można było coś jednak dostrzec. Beacon wymienił pewne zalety, a czemu autor nie wspomniał o niezłej muzyce? nadających fajny klimat post-apo filtrze obrazu i kapitalnych scenografiach? a jeśli się te nie podobały... to czego autor oczekiwał po kinie post-apo? itd itp.

Ja wiem, że recenja jest zawsze subiektywna bla bla bla, ale takie "jechanie po całości" zupełnie podwarza jej rzetelność.
04-12-2010 01:31
~~~~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Świetny argument świadczący o jakości filmu "napuszony chłam" :/ bardzo wiele mówi, ale wystarczy znaleźć chociaż jedną osobę uważającą i ten wspaniały argument leci do kosza. Dosyć powierzchowne traktowanie filmu.
04-12-2010 09:51
New_One
   
Ocena:
+1
W kilku zdaniach:

@ banda drombo - Czy oby na pewno zapoznałeś się z treścią mojej recenzji? Bo o ile mnie pamięć i wzrok nie mylą, w drugim akapicie trzeciej części jak najbardziej zwracam uwagę na słabą (!) muzykę i dobrą warstwę wizualną, wyszczególniając operatorów, scenografów itd. Tak więc nie dość, że się staram dostrzec zalety, to jeszcze mi się to udaje. Inaczej ocena byłaby jeszcze niższa.

@ Umbra - Myślę, że punktowe oceny są kwestią drugorzędną wobec argumentacji, ale jeśli Cię to interesuje, to ocena samego filmu, nie wydania DVD, byłaby niższa mniej więcej o jedno oczko.
04-12-2010 12:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.