» Artykuły » Inne artykuły » Książki w 2013

Książki w 2013

Książki w 2013
Podsumowanie czytelnicze roku 2012 zacząłem od polecenia Morfiny, która była dla mnie najważniejszą książką zeszłych dwunastu miesięcy. W tym roku wybrałem rozwiązanie podobne – rozpocznę od najlepszej powieści fantastycznej, jaką przeczytałem w 2013.

Science fiction od lat wałkuje temat końca świata – co wrażliwsi czytelnicy mogliby się obrazić za to, że śmiem polecać coś tak ogranego. Problem w tym, że w Holocauście F miłośnicy fantastyki naukowej po prostu nie mogą się nie zakochać. Niezbyt rozbudowana, ale świetnie poprowadzona i pełna akcji fabuła, głęboko zapadający w pamięć Franciszek Elias, fenomenalna wizja przyszłości – to wszystko składa się na jedną ze zdecydowanie najlepszych powieści fantastycznych ostatnich lat. W grudniu miałem okazję przypomnieć sobie Perfekcyjną niedoskonałość – nazwijcie mnie heretykiem, ale uważam, że w Holocauście F Cezary Zbierzchowski osiągnął poziom, który wcześniej we współczesnej polskiej fantastyce dostępny był tylko Jackowi Dukajowi.

Czym jeszcze zaskoczyli mnie rodzimi autorzy? Mam bardzo pozytywne wspomnienia dotyczące Gambitu Wielopolskiego. Adam Przechrzta, którego wcześniejsze teksty jakoś mnie nie porywały, zaproponował czytelnikom bardzo śmiałą historię alternatywną. Ta książka to przede wszystkim wciągająca jak odkurzacz, dynamiczna fabuła. Podobne wrażenie zrobił na mnie Cienioryt Krzysztofa Piskorskiego. Te dwie powieści to najlepsza rozrywka w polskiej fantastyce z 2013.

W przypadku kolejnej książki trudno mówić o zaskoczeniu, bo Anna Kańtoch wcześniej udowodniła, że jest jednym z najbardziej utalentowanych autorów fantastyki w naszym kraju. Uważam zresztą, że Żuław dla Czarnego to bardzo słuszna decyzja. W roku 2013 Powergraph wydał dwa kolejne tomy Przedksiężycowych (pierwsza część, swoją drogą, otrzymała Zajdla). Miałem okazję jeszcze przed premierą przeczytać drugi tom cyklu i choć nie jest on tak odkrywczy i oryginalny, jak część pierwsza, to z pewnością warto się z nim zapoznać. Konsekwentnie rozwijanej fabuły i coraz ciekawszych bohaterów trudno nie docenić. A ja poczułem się zachęcony na tyle, że w tym roku pod choinkę zażyczyłem sobie ostatnią część cyklu, której, niestety, nie zdążyłem jeszcze przeczytać.

Mam wrażenie, że w roku 2013 zagraniczna fantastyka wydawana w naszym kraju była zdecydowanie ciekawsza niż dzieła rodzimych pisarzy. Na olbrzymią pochwałę zasługuje Uczta Wyobraźni, która moim skromnym zdaniem stała się jeszcze lepsza (a przecież powszechnie uznawana jest za najważniejszą w kraju fantastyczną serię wydawniczą). Pusta przestrzeń nie przypadła mi do gustu, ale już Asystentka pisarza fantasy/Portret pani Charbuque, Wurt, Osama, Modlitewnik amerykański czy Jonathan Strange i Pan Norrell to bez wyjątku książki fascynujące i sycące. A plan wydawniczy na przyszły rok wygląda co najmniej równie imponująco.

Wydawnictwo MAG zaproponowało czytelnikom także dwie powieści spoza serii, które mocno zapadły mi w pamięć. Ocean na końcu drogi to książka krótka, dlatego jako fan Neila Gaimana czuję się nieusatysfakcjonowany, ale trudno nie przyznać, że jest naprawdę świetna – tego się spodziewałem. Z kolei Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem. Choć Atlas chmur zaciekawił mnie na tyle, że pojawił się w zeszłorocznym zestawieniu, to nie spodziewałem się, że David Mitchell jest pisarzem dostatecznie dobrym, żeby stworzyć powieść tak dojrzałą, przejmującą, wzruszającą. Polecam ją serdecznie wszystkim, nawet jeśli Atlas chmur Was nie urzekł.

Niestety, jedna z moich zeszłorocznych pochwał okazała się przedwczesna, choć pewnie miłośnicy epickiego fantasy zrugają mnie za te słowa. Przekonałem się boleśnie, że po Wspomnieniu lodu w Malazańskiej Księdze Poległych dochodzi do zaskakującego obniżenia poziomu. O ile jeszcze Przypływy nocy stanowią lekturę przyjemną i, o dziwo, zabawną, to kolejne powieści są zwyczajnie przegadane, a czytanie zamienia się w najprawdziwszą mękę. To dla mnie zdecydowanie największy zawód w 2013.

Czego nie zdążyłem przeczytać i żałuję? Na pierwszy plan wybija się Szczęśliwa ziemia Łukasz Orbitowskiego, ponoć bardzo dobra. Jestem bardzo ciekaw także wydanej tylko w formie e-booka Ektenii. Dobrze wspominam opowiadanie Strzeszewskiego z Roku po końcu świata i mam nadzieję, że w powieści naprawdę rozwinął skrzydła. Nie wspomniałem też do tej pory o wznowieniu Ziemiomorza w formie omnibusa, ale tylko dlatego, że już zacząłem go czytać.

W tym roku życzę Wam wszystkim – również sobie – żeby na naszym rynku pojawiła się absolutnie każda warta uwagi książka fantastyczna. Za dużo? Przecież od przybytku głowa nie boli, prawda?




Czytaj również

Ocean na końcu drogi
Gdyby Lovecraft pisał baśnie
- recenzja
Bawić to nie grzech
Rozmowa o "Cieniorycie" Krzysztofa Piskorskiego
Cienioryt
Eskapizm, ale jaki!
- recenzja
The Ocean at the End of the Lane
Gorzki Gaiman
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.