string(15) ""
» Blog » Książka vs. Ebook: porównanie
20-05-2015 20:15

Książka vs. Ebook: porównanie

W działach: Książki | Odsłony: 426

Obserwując Facebookowe grupy oraz ogólno-internetowe fora poświęcone literaturze zauważyć można podskórną walkę, która nań się toczy. Jej obiektem jest prosty choć ważny temat: czy lepiej czytać książki w tradycyjnej, papierowej formie, czy odwrotnie: w formie Ebooków.

Konflikt ten ma naturę sporu o uniwersalia i często wykorzystywane są w nim argumenty emocjonalne. Jest też sporem dyżurnym, podobnym jak dla tradycyjnych RPG-owców było „turlać czy nie turlać”, dla graczy „Czy diablo to cRPG?”, a dla komputerowców „Windows czy Linuks”.

Temat jest dla mnie bardzo żywotny, tak więc chętnie się w dyskusję włączę. Swoje książki sprzedaje w jednej i drugiej postaci i chodziarz jako czytelnik zdecydowanie bardziej preferuję lektury tradycyjne, to jako autor wolałbym, żeby moi czytelnicy kupowali ebooki. Powód jest prosty: za te drugie mam wyższą prowizję.

Tak więc które z nich są lepsze?

Wady i zalety poszczególnych rozwiązań

Obydwa rozwiązania, czy raczej „technologie” czytania książek mają zarówno wady jak i zalety. W rozważaniach tych pominę niektóre argumenty, które uważam za nieistotne. Nie będę więc pisał o magii czytania książki czy atmosferze z nią związanej, szeleście kartek, zapachu farby drukarskiej albo o tym jakim dobrym przyjacielem jest książka.

Przeciwnie, osobiście uważam, że subtelny szum wiatraczka komputerowego i zapach rozgrzanego plastiku są całkiem przyjemne, a PC o parametrach, jakich nie powstydziłoby się NASA też jest moim zdaniem świetnym kumplem. Skupmy się więc na elementach praktycznych. Te to:

Wygoda: Pierwszą i chyba kluczową kwestią dotyczącą użycia ebooków jest moim zdaniem kwestia ich wygody. Otóż moim zdaniem to zagadnienie jest dyskusyjne i żadna ze stron nie ma tu zdecydowanej przewagi. Przeciwnie: obydwa mają zarówno swoje wady jak i zalety które mogą okazać się kluczowe w zależności od osobistych preferencji klienta.

Moim zdaniem tradycyjna książka jest bardzo wygodna. Jej ogromną zaletą jest fakt, że jest produktem niezależnym, nie wymagającym do działania kosztownych urządzeń dodatkowych jak tablety, komputery i czytniki. Jest relatywnie lekka, łatwa w przenoszeniu (pod warunkiem, że transportujemy jedną lub dwie) oraz ergonomiczna. Dużą jej zaletą jest jej wytrzymałość i odporność na wstrząsy. Generalnie książki nie lubią być strącane z łóżek, upadać na podłogę lub być oblewane gorącą herbatą, jednak taki upadek nie sprawia, że urządzenie zostanie zniszczone, a zawarte w nim dane trwale utracone. Tak naprawdę da się czytać książkę nawet rozbitą na czynniki pierwsze, czego o ebooku nie da się powiedzieć. Książki są też bezawaryjne, nie psują się, nie tracą danych, nie zarażają się wirusami i nie zdarzają im się awarie twardych dysków ani ich formatowanie.

Ich ogromną zaletą jest też fakt, że działają bez prądu, niezależnie od baterii i nie trzeba ich co jakiś czas ładować. Nie emituje też światła, co sprawia, że jej lektura mniej męczy oczy niż czytanie z tabletu o monitorze komputerowym czy telefonie nie wspominając.

Dodatkowo strony w klasycznej książce się IMHO wygodniej i szybciej „scrolluje” niż wszelkie formy ebooków.

Wadą klasycznej książki jest natomiast jej rozmiar i związany z nim ciężar. Z własnego doświadczenia wiem, że przenoszenie więcej niż 5 egzemplarzy jest problematyczne, do przechowywania większej ilości potrzeba specjalnego umeblowania, a naprawdę bogate kolekcje wymagają wręcz specjalnych pomieszczeń, a czasem nawet budynków służących wyłącznie ich przechowywaniu. Tymczasem pojedyncza karta microSD jest w stanie pomieścić kilka tysięcy pozycji, zdecydowanie ułatwiając ich transport. Zawsze możesz mieć więc swoje książki przy sobie.

Interface wyszukiwania w klasycznych książkach jest (dosłownie) z innej epoki. Pod wieloma względami znalezienie pojedynczego szczegółu jest łatwiejsze w wypadku e-książki niż książki tradycyjnej. Przykładowo: kupiłem sobie w sklepie pastę z tamaryndowca. To brązowa, kwaśna maź używana w kuchni tajlandzkiej i wietnamskiej do przyprawiania potraw. Celem znalezienia przepisu wymagającego jej użycia w tradycyjnej książce kucharskiej muszę ją wertować kartka po kartce przez kilkanaście minut. W wypadku książki elektronicznej wystarczy nacisnąć Ctrl+F i wpisać odpowiednie hasło.

Kolejna rzecz to hipertekst. Tradycyjne książki zwyczajnie nie bywają podłączone do internetu, w odróżnieniu od tych elektronicznych. Nie wiem jak wy, ale ja czytam całkiem sporo pozycji popularnonaukowych oraz twardych naukowych. To jest tematyka, gdzie hipertekst oraz możliwość sprawdzenia w internecie przydaje się, żeby sprawdzić, co to są ci rzymscy honorari, jak wyglądał domus major albo villa urbana... Tudzież o jakiej piosence mówią bohaterowie książki kryminalnej, którą akurat czytam. Lub też jak wygląda katedra dominująca nad dzielnicą, w której akurat toczy się akcja książki.

Tak więc jeśli chodzi o wygodę, to moim zdaniem obydwie formy użycia książki posiadają właściwe sobie, poważne zalety oraz wady. Każdy musi wybrać, który ich zestaw jest dla niego ważniejszy.

Darmowe zasoby: Dostępność do darmowych zasobów książki elektronicznej jest bardzo duża. Większa chyba nawet od dostępności książek tradycyjnych. Wynika to niestety głównie z rozpowszechnionego w naszym kraju piractwa komputerowego. Powiedzmy sobie szczerze: znaczna część ludzi kupujących czytnik robi to z zamiarem korzystania z różnych chomików i świnek morskich.

Jednak nawet pomijając źródła nielegalne dostęp do darmowych zasobów jest bardzo duży. Mamy całą masę książek, do których prawa wygasły, projekty cyfryzacji bibliotek, czy udostępniania książek osobom ociemniały przerabiające na audiobooki wszystko, co tylko popadnie.

Z drugiej strony klasyczne zbiory biblioteczne są jeszcze większe.

Osobiście uważam, że korzystanie z darmowych ebooków jest sto razy wygodniejsze, niż korzystanie z bibliotek choćby dlatego, że nie wymaga wędrowania na drugi koniec miasta, ani czekania, aż nas wymarzony, jedyny egzemplarz książki w całej gminie zostanie zwrócony.

Z drugiej strony: powiedzmy sobie szczerze, legalne zasoby dostępne w sieci nigdy nie dorównają swą wielkością zasobom bibliotek, bowiem nikt nie ma w interesie rozdawać za darmo rzeczy, które można sprzedawać. Jeśli państwo nie wymusi digitalizacji wydawnictw, tak jak już wymusza tworzenie dostępnych za darmo zbiorów przewagę zawsze będzie miał papier.

Wartość marketingowo-ozdobna: książki papierowe można ustawić na półkach w mieszkaniu lub sklepie tak, żeby ładnie wyglądały. W przypadku ebooków sztuka ta raczej nam się nie uda. Cecha ta bynajmniej nie jest pozbawiona znaczenia.

Otóż: znaczna część sprzedaży książek odbywa się w sklepach stacjonarnych, gdzie klient wchodzi, ogląda półkę, rzuca mu się w oczy kilka pozycji, a z nich wybiera taką jego zdaniem najlepiej rokującą. Bardzo często samego zakupu dokonuje gdzie indziej, zwykle w sklepie internetowym. Niestety od wielu lat sklepy z takich branż, jak książki, moda czy multimedia służą głównie jako witryny reklamowe dla sieciowych platform handlowych. Ostateczne miejsce zakupu nie jest jednak istotne, bowiem sam akt wyboru książki dokonuje się w księgarni.

Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, jak ebooki miałyby zastąpić w tej roli książkę. Dopóki nie obleką się w ciało nie będzie to możliwe, a kiedy się obleką przestaną być ebookami.

Po drugie: książka jest wiele bardziej eleganckim prezentem niż ebook i pełni znacznie lepiej funkcję dekoracyjną od tego ostatniego. Istnieje cały segment rynku wydawniczego służący niemal wyłącznie do wręczania w prezencie i dekorowania mieszkań. Są nim wszelkie albumy fotograficzne.

Choćby z tych przyczyn nie sądzę, by ebooki kiedykolwiek wyparły z rynku prawdziwe książki.

Ciąg dalszy oczywiście na Blogu Zewnętrznym.

2
Notka polecana przez: Aszhe, Torgradczyk
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
+3

powiedzmy sobie szczerze: papier jest wielokrotnie trwalszym nośnikiem, niż jakakolwiek elektronika. Książki wytrzymują wstrząsy, upadki z dużej wysokości i zatopienia bez utraty danych. Ebooka nie jest bezpiecznie czytać w wannie.

Także przechowywanie danych w chmurze nie daje nam pewności ich wiecznotrwałości. Skąd mamy bowiem pewność, że dostawca usług nagle nie zbankrutuje i nie stracimy dostępu do naszych książek?

Tyle, że w przypadku ebooka możesz sobie zrobić tanim/zerowym kosztem choćby i 100 kopii i poumieszczać w różnych miejscach.

Przykładowo: nigdy nie wezmę do swojej pracy „Władcy Pierścieni” bowiem zatrudniona tam mieszanka pseudonaukowców i wyznawców Radia Maryja zwyczajnie by mnie zjadła.

Akurat "Władca Pierścieni" jest ceniony przez wielu moich braci i sióstr w katolstwie, nawet we Frondzie (zarówno w tym fajnym i ciekawym czasopiśmie, jak i na tym żenującym portalu) niemal zawsze się o nim w pozytywach wypowiadają.

Przejdziemy teraz do jednego z ciekawszych zjawisk dotyczącego ebooowej ewolucji którym jest fetyszyzacja papierowych wydawnictw. Mianowicie bardzo często w trakcie dyskusji o ebookach dochodzi do dość moi zdaniem dziwnych reakcji i podnoszą się głosy w rodzaju: „Jezu Chryste! Młodzi zamiast książek czytają e-booki, a szaleństwo udziela się też starym!”.

Generalnie, książki i ich czytanie są strasznie sfetyszyzowane.

Jest to po prostu technika wiele bardziej naturalna, niż czytanie po cichu, ponadto w ten sposób łatwiej można rozprzestrzeniać jej treść wśród grona słuchaczy, co w epokach poprzedzających druk nie było bez znaczenia.

Co to znaczy "bardziej naturalna"? Mnie np. czytanie na głos strasznie dekoncentruje, niezależnie od tego, czy ktoś mi czyta, czy to ja czytam.

A większe znaczenie w dawnych epokach miał nie tyle brak druku, co fakt, że ogromna większośc ludzi była niepiśmienna - więc odczytywanie na głos nie było łatwiejszym sposobem na rozpowszechnienie treści książki, tylko raczej jedynym możliwym.

Ewolucja od czytania na głos do czytania szeptem, a potem w ogóle bezgłośnego była bardzo powolna i uboczna dla przemian obyczajowych zachodzących równolegle. Otóż: w starożytności wszystko było rzeczą publiczną. Wspólnie politykowano, wspólnie obradowano, wspólnie bawiono się, oddawano cześć bogom, uprawiano seks, a nawet wydalano, nie trudno więc zgadnąć, że również czytano.

Działo się tak do rozpowszechnienia się religii wschodnich (z których Chrześcijaństwo początkowo wcale nie było najpotężniejsze) i wywodzącej się z Azji Mniejszej obyczajowości, której tego typu działania były obce. Wówczas to nagość zaczęto traktować jako coś wstydliwego i zasłaniać.

Praktyki te wzmocniła jeszcze ekspansja chrześcijaństwa oraz jego sojusz z administracją rzymską. W skrócie: Cesarz chciał karać każdego, kto krytykował jego władzę, Biskupi: chronić swą trzódkę przed grzechem. Jako, że rzymski system prawny opierał się głównie na donosicielstwie wymyślono, że wspólnoty powinny pilnować się nawzajem i donosić na siebie księdzu (który, w razie potrzeby donosił osobie postawionej wyżej).

Ło matko, analiza godna Freuda. Po pierwsze, to ciężko twierdzić, że dopiero upowszechnienie wschodnich religii, wstydu przed nagością i donosicielstwa spowodowały, że zaczęto czytać szeptem/bezgłośnie. Metoda czytania zależy od sytuacji. W starożytnych bibliotekach raczej nie było tak, że każdy czytał swój zwój na głos, z kolei w czasach chrześcijańskich bynajmniej nie rezygnowano z czytania na głos - sam wspomniałeś o czytaniach mszalnych, ponadto zwyczajem było, że w klasztorach (a bywało, że i na świeckich dworach) w czasie obiadu ktoś na głos czytał z książki.

Nim ktokolwiek się spostrzegł minęły trzy kolejne wieki, zapanowały renesans i humanizm, Bogiem elity przestały się przejmować, za to wszędzie dookoła pełno było drukowanych książek.

Zawsze mnie ciekawiło to, że renesans, epokę reformacji i kontrreformacji i szczytu ziemskiej potęgi papiestwa i wojen religijnych uznaje się za za czas, kiedy "elity przestały się przejmować Bogiem". W renesansie elity zajmowały się religią w stopniu dużo większym niż w średniowieczu. W średniowieczu owe elity przejmowały się głównie rozbijaniem łbów, łupieniem sąsiadów, polowaniem i chlaniem - w renesansie zresztą też, ale jednak horyzonty trochę się poszerzyły.

21-05-2015 21:38
Kaworu92
   
Ocena:
+1

1. Oczywiście, że Linuks :P :P :P

2. Temat jest dla mnie bardzo żywotny, tak więc chętnie się w dyskusję włączę. Swoje książki sprzedaje w jednej i drugiej postaci i chodziarz

Chociaż, chciałeś napisać? ;-)

3. Tak więc drzewa umierają nie po to, by wydrukować na nich książki, ale po to, byśmy mogli postawić je na meblościance. Dzięki samym książką

Książkom

4. Czytanie książki z papieru angażuje dokładnie te same procesy w mózgu, co czytanie jej z monitora.

Hm... nie jestem i nie będę neurobiologiem, ale przynajmniej w przypadku czytaniu na ekranie monitora naukowcy udowodnili, że scrollowanie odciąga uwagę od książki i gorzej wpływa na umiejętność jej zapamiętywania. Nie wiem jednak czy to samo można powiedzieć o czytnikach...

24-05-2015 03:47
Adeptus
   
Ocena:
0

Hm... nie jestem i nie będę neurobiologiem, ale przynajmniej w przypadku czytaniu na ekranie monitora naukowcy udowodnili, że scrollowanie odciąga uwagę od książki i gorzej wpływa na umiejętność jej zapamiętywania.

Generalnie permanentne używanie komputera osłabia koncentrację. Tzn. tak słyszałem i tak widze z własnego doświadczenia, ale zegarmistrz kiedyś mi napisał, że wcale tak nie jest, więc to znaczy, że mi i Twoim neurobiologom tylko się wydaje.

24-05-2015 11:34
Kaworu92
   
Ocena:
0

Oj Adeptusie, znowu trollujesz :P :P :P Bo poszperam w internecie i wynajdę artykuł :P :P :P

24-05-2015 13:35
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kaworu92

Ale przecież ja podzielam Twoje zdanie i tych neurobiologów, o których piszesz, tylko wiem, że to jest zdanie błędne, bo przecież zegarmistrz mnie uświadomił ;)

24-05-2015 14:36
Kaworu92
   
Ocena:
0

To w końcu podzielasz czy nie? :P :P :P

Oj, trollujesz twardo ;) ;) ;) ;) ;)

24-05-2015 15:58
earl
   
Ocena:
+2

Akurat "Władca Pierścieni" jest ceniony przez wielu moich braci i sióstr w katolstwie, nawet we Frondzie (zarówno w tym fajnym i ciekawym czasopiśmie, jak i na tym żenującym portalu) niemal zawsze się o nim w pozytywach wypowiadają.

Ba, w monarchistycznym czasopiśmie "Pro Fide, Rege et Lege" poświęcili jakieś 10 lat temu "Władcy Pierścieni" duży esej, omawiając wątki chrześcijańskie, jakie tam można znaleźć i oceniając, że cały epos jest na wskroś przesiąknięty wartościami chrześcijańskimi.

24-05-2015 18:44
Adeptus
   
Ocena:
+2

@ Kaworu92

Mam takie zdanie jak Ty, ale się z nim nie zgadzam ;)

@ Earl

Ba, w monarchistycznym czasopiśmie "Pro Fide, Rege et Lege" poświęcili jakieś 10 lat temu "Władcy Pierścieni" duży esej, omawiając wątki chrześcijańskie, jakie tam można znaleźć i oceniając, że cały epos jest na wskroś przesiąknięty wartościami chrześcijańskimi.

Nie tylko w tym czasopiśmie zresztą - mam np. nr "Frondy", w którym autorzy wskazują, w których miejscach Lotra Tolkien inspirował się objawieniami konkretnych świętych, czy samą Biblią (generalnie "Fronda" to ciekawe czasopismo dla ludzi, którzy interesują się związkami fantastyki i religii - choć oczywiście nie dla tych, którzy uważają, że to drugie jest formą pierwszego ;) Mam też np. artykuł o sposobach ukazywania religii w komiksie czyli np. w co wierzą różni superbohaterowie. Oczywiście są też różne inne ciekawe tematy jak np. analiza duchowości więźniów zakładów karnych. Generalnie szokująca jest różnica poziomu pomiędzy drukowanym kwartalnikiem "Fronda", który jest czymś super, prawdziwym organem prasowym inteligencji katolickiej, a portalem internetowy, "Fronda", w którym co najmniej połowa artykułów robi z katolików idiotów).

Podobnie w prasie katolickiej lżejszego kalibru, jak "Niedziela" czy "Gość Niedzielny" czasem znajduję pozytywne odniesienia do twórczości Tolkiena. W czasopiśmie "Egzorcysta" z kolei był artykuł przeciwstawiający dobrą fantastykę jak np. "Władcę Pierścinie", złej (moralnie) fantastyce jak np. "Harry Potter" - akurat z potępieniem HP się nie zgadzam, tym niemniej pokazuje to, że akceptacja Tolkiena przez nas katoli jest w zasadzie powszechna.

I te interpretacje nie są na wyrost, bo Tolkien był zagorzałym katolikiem (m.in. nawrócił Lewisa - tego od Narnii - tak, że ten z ateisty stał się chrześcijańskim apologetą, co prawda nie tak, jak chciał Tolkien katolickim, tylko protestanckim, więc skuteczność nie była 100%, ale i tak godna podziwu ;), z narzeczoną-przyszłą żoną poszło mu trochę lepiej, choć zadanie było łatwiejsze, bo nawracał ją z anglikanizmu na katolicyzm.)

Kto nie wierzy, niech poczyta jego wypowiedzi:

„Jedynym lekiem na słabnącą wiarę jest Komunia. Choć niezmiennie jest samym sobą, doskonałym, pełnym i nietkniętym, Przenajświętszy Sakrament nie działa całkowicie i raz na zawsze dla nikogo z nas. Podobnie jak akt Wiary, musi być ciągły, wzrastać przez praktykowanie. Częstość przynosi najlepsze efekty. Siedem razy w tygodniu jest bardziej pokrzepiające niż siedem razy z przerwami. Mogę także polecić Ci jako ćwiczenie (do którego, niestety, bardzo łatwo jest znaleźć sposobność): przyjmuj Komunię w okolicznościach obrażających Twój smak. Wybierz sapiącego albo bełkoczącego księdza albo dumnego pospolitego zakonnika. A także i kościół pełen zwykłego mieszczańskiego tłumu, źle wychowanych dzieci – od tych, które wrzeszczą, po te wytwory katolickich szkół, które siadają i ziewają, gdy tylko zostanie otwarte tabernakulum – brudnych młodzieńców bez krawatów, kobiet w spodniach i często z włosami w nieładzie i niczym nie przykrytymi. Przystąp do Komunii razem z nimi (i módl się za nich). Będzie tak samo (a nawet lepiej), jak na mszy pięknie odprawionej przez wyraźnie świętego człowieka i wysłuchanej przez kilka pobożnych i schludnych osób. (Nie może być nic gorszego od bałaganu, jaki został po nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi – po których nasz Pan zapowiedział nakarmienie mające dopiero nadejść.)”

„Mnie samego przekonuje prymat Piotrowy, a i rozejrzenie się po świecie nie pozostawia wiele wątpliwości, który z Kościołów (jeśli chrześcijaństwo jest prawdziwe) to Kościół Prawdziwy, umierająca, lecz żywa, przekupna, lecz święta, samoreformująca się i powtórnie powstająca świątynia Ducha. Dla mnie jednak ten Kościół, którego uznaną głową na ziemi jest papież, ma najwyższą zasługę w tym, że zawsze bronił (i wciąż to robi) Przenajświętszego Sakramentu, oddaje mu wielką cześć i umieszcza go (co wyraźnie było intencją Chrystusa) na głównym miejscu".

Dodajmy jeszcze, że Tolkien był konserwatystą - sam określał się wręcz jako "reakcjonista", przeciwstawiał się trendom modernistycznym w Kościele (do końca życia w czasie mszy modlił się po łacinie, wyrażając w ten sposób sprzeciw wobec reform II Soboru Watykańskiego). Był też monarchistą, antykomunistą i popierał generała Franco.

Sumując, gdyby Tolkien chodził do pracy zegarmistrza, to szybko by się zaprzyjaźnił z - jak pisze zegarmistrz - zatrudnionymi tam wyznawcami Radia Maryja. I prędzej by popadł w konflikt światopoglądowy z samym zegarmistrzem, niż z nimi.

24-05-2015 19:47
Kaworu92
   
Ocena:
0

Zochydziłeś mi Tolkiena xD

24-05-2015 21:14
earl
   
Ocena:
0

@ Kaworu

Czy Ty naprawdę oceniasz twórców przez pryzmat ich ideologii? Ja, przykładowo, uwielbiam wiersze dla dzieci Brzechwy i uważam, że mało kto tak znakomicie pisał dla tych najmłodszych. Ale gdybym miał go oceniać ideologicznie, to dla mnie powinien on być zwyczajną gnidą, bo propagował bolszewizm w czystej postaci.

24-05-2015 21:21
Adeptus
   
Ocena:
+2

@ Kaworu92

Nie moja wina, że jesteś osobą światłą i postępową, która w imię tolerancji i niedyskryminacji gardzi wszystkim, co chrześcijańskie.

@ Earl

Czy nie idziesz trochę w złą stronę? Bo to można zinterpretować, jakbyś sugerował Kaworu, że Tolkiena może był katolicką gnidą, ale można mu ten katolicyzm wybaczyć, bo ładnie pisał. A on m.in. dlatego jest wielkim pisarzem, bo jego dzieła są wytworem nie tylko wybitnego umysłu i bogatej wyobraźni ale i pobożnego ducha, są nie tylko porywającą opowieścią o walce z potworami, ale także przypowieścią o walce duchowej. Oczywiście, nie każde dzieło należy oceniać przez pryzmat ideologii - bo np. "Na straganie" żadnej ideologii nie zawiera - ale akurat utwory Tolkiena są przesiąkniętą ideologią chrześcijańską i nie powinno się tego aspektu pomijać, żeby "bronić" Tolkiena przed ludźmi, którzy mają nieszczęście mieć spaczone poglądy.

A jeśli ktoś w dalszym ciągu ma wątpliwości co do tego, jakie poglądy miał Tolkien na katolicyzm i jakie poglądy mają katolicy na Tolkienia - modlitwa o beatyfikację ;)

"Błogosławiona Trójco,
dziękujemy Ci za tę łaskę dla Kościoła,
jaką było życie Johna Ronalda Reuela Tolkiena i za to, że dopuściłaś,
żeby poezja Twojego Stworzenia,
misterium Pasji Twojego Syna,
i symfonia Ducha Świętego
zaświeciła blaskiem poprzez niego i przez jego twórczą wyobraźnię.

Ufając w pełni w Twoje nieskończone miłosierdzie
i w matczyne orędownictwo Maryi,
dał nam on żywy obraz Jezusa,
Mądrości Wcielonego Boga, a także ukazał nam,
że świętość jest niezbędną miarą zwykłego
chrześcijańskiego życia i jest drogą dla osiągnięcia
wiecznej komunii z Tobą.

Daj nam, przez jego orędownictwo,
zgodnie z Twoją wolą,
te łaski, o które prosimy …,
z nadzieją, że będzie on wkrótce
zaliczony do społeczności Twoich świętych. Amen."

24-05-2015 21:34
Kaworu92
   
Ocena:
0

Ależ ja nie gardzę wszystkim, co chrześcijańskie :P Po prostu przytoczone przez Ciebie cytaty nie mają dla mnie żadnej wartości etyczno-intelektualnej, więc... :P :P :P :P :P

24-05-2015 21:44
Kamulec
   
Ocena:
+1

Moralność, determinacja itp. cechy nie są zarezerwowane dla ludzi wierzących, więc o ile wiara Tolkiena zapewne miała wpływ na to, co stworzył, czytając nie miałem wrażenia, by epatował swoimi poglądami religijnymi.

24-05-2015 21:45
earl
   
Ocena:
0

@ Adeptus

 Może i źle się wyraziłem. Chodziło mi o to, że jeśli ktoś, kto czytał z upodobaniem Tokiena, nagle zostaje zohydzony jego twórczością, bo Tolkien był chrześcijaninem, to coś jest nie tak. A co do "katolickiej gnidy" - mało masz przykładów na to, że wystarczy, aby ktoś się przyznał, że jest wierzącym i praktykującym katolikiem, aby zasłużyć sobie na to miano u "postępowej" i "tolerancyjnej" części społeczeństwa?

24-05-2015 22:10
Kaworu92
   
Ocena:
0

Earl - ale wiesz, że żartowałem... prawda? (Mała podpowiedź - wskazuje na to emotka "xD" ;) )

24-05-2015 22:12
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kaworu92

Ależ ja nie gardzę wszystkim, co chrześcijańskie :P Po prostu przytoczone przez Ciebie cytaty nie mają dla mnie żadnej wartości etyczno-intelektualnej, więc... :P :P :P :P :P

No cóż, Twoje obrzydzenie budzi sam fakt, że Tolkien cenił Eucharystię - to nie jest odmawiania wartości etyczno-intelektualnej, to jest przypisywania wartości negatywnej.

@ Earl

A co do "katolickiej gnidy" - mało masz przykładów na to, że wystarczy, aby ktoś się przyznał, że jest wierzącym i praktykującym katolikiem, aby zasłużyć sobie na to miano u "postępowej" i "tolerancyjnej" części społeczeństwa?

Oczywiście, tak jest. Dlatego trzeba uważać, aby nie wpisywać się w taką narrację. Ja rozumiem Twoje intencje, ale ktoś może je odczytać opacznie i uznać Cię za jednego z chórzystów antykościelnej scholi. Dlatego fajnie, że dodałeś to uściślenie.

@ Komplikator społeczności

Moralność, determinacja itp. cechy nie są zarezerwowane dla ludzi wierzących,

Tylko, że w przekonaniu chrześcijanina nawet niewierzący swą moralność czerpie do Boga, jak mówi pismo "Wy czcicie to, czego nie znacie".

więc o ile wiara Tolkiena zapewne miała wpływ na to, co stworzył, czytając nie miałem wrażenia, by epatował swoimi poglądami religijnymi.

Można wskazać wiele elementów typowych dla światopoglądu chrześcijańskiego.

- kuszenie - na przykładzie Pierścienia jest pokazane działanie złego ducha,

- potępienie okultyzmu - Pierścień nawet użyty w dobrym celu zawsze prowadzi do zła, elfy używają magii, ale jest zasugerowane, że to po prostu szczególny rodzaj technologii, zresztą sama Galadriela stwierdza, że niewłaściwe jest używanie słowa "magia" bo to się kojarzy raczej z mrocznymi sztukami Nieprzyjaciela. Mamy czarodziejów, ale są oni raczej mędrcami, niż czarnoksiężnikami, ich moc pochodzi ze źródła niebiańskiego (są wcielonymi Ainurami, duchami służącymi stwórcy świata Eru Illuvatatorowi, czyli po prostu aniołami) i dobrzy czarodzieje używają jej oględnie, nigdy po to, aby zyskać jakąś nadnaturalną władzę, tylko w celu odpędzania złych istot i ich wpływów (co się kojarzy z egzorcyzmami - zresztą scena uwolnienia Theodena spod wpływu Sarumana w filmie ewidentnie jest ukazana jako egzorcyzm).

- pokora - Gandalf i Galadriela odrzucają Pierścień, choć uczyniłoby to z nich wielkich władców, Pierścień niesie Frodo, ale ostatecznie najsilniejszą i najodporniejszą na zło postacią okazuje się najprostszy z bohaterów - Samwise,

- Gandalf jako alegoria Chrystusa - Gandalf został posłany przez siłę wyższą, aby wyzwolić świat spod władzy Saurona (czyli Szatana - tutaj alegoria jest oczywista, jest wyraźnie powiedziane, że Sauron jest upadłą istotą duchową, choć nie jest samym Szatanem, tylko raczej namiestnikiem Szatana-Morgotha)  poświęca swe życie za przyjaciół, zostaje wskrzeszony, a jego nowa postać jest odmieniona (od tej pory chodzi w białej szacie - w Biblii "szata jak śnieg biała", "lśniąca szata" itd. jest oznaką świętości, noszą ją aniołowie i Chrystus zmartwychwstały/przemieniony), ukazuje się na odludziu swoim przyjaciołom, a ci z początku go nie poznają. W rozmowie z Denethorem mówi, że jest namiestnikiem, którzy nie rządzi królestwem, ale dba o wszystko, co jest tego warte i co może przynieść owoce (czyli namiestnikiem "królestwa, które nie jest z tego świata"). Oczywiście, Gandalf nie jest Jezusem, nie jest wcielonym Bogiem, a tylko wcielonym aniołem, jest  tylko symbolem Mesjasza - ale to nie jest bluźnierstwo, tylko przejaw wiary, bo przecież każdy powinien naśladować Chrystusa, a teologia uczy chrześcijan odnajdywać historię Jezusa w historiach innych postaci, prawdziwych i wymyślonych (ukazywania prawd wiary przez wymyślone opowieści jest zbożne - sam Chrystus tak czynił).

- wybaczenie nawet dla najgorszych grzeszników - bohaterowie wybaczają zarówno Gollumowi, jak i Grimie i są gotowi ich przygarnąć, ale obaj odrzucają możliwość odkupienia swych grzechów i

- Niemalże literalne nawiązania biblijne. Od czego zaczyna się Silmarillion, a zatem cała historia? Na początku był Eru Illuvatar, co się tłumaczy jako "Jedyny Ojciec Wszystkiego". Stworzył Ainurów - duchy, które przebywały w jego obecności, oddawały cześć i śpiewały pieśni. Jeden z Ainurów "Melkor" ("Ten, który powstaje z mocą") nie chciał uznać władzy Eru, z początku polegało to na tym, że zamiast śpiewać hymny skomponowane przez Eru na siłę próbował narzucać innym Ainurom własne melodie, co powodowało dysonanse, aż wreszcie postanowił przejąć władzę nad materialnym światem stworzonym przez Illuvatara - Ardą. Iluvatar pozwolił na to, bo wiedział, że ostatecznie nawet zło Melkora obróci się w dobro i przysłuży Jego planom. Melkor stał się Morgothem "Czarnym Nieprzyjacielem" (diabeł znaczy przeciwnik). Eru powierzył Ardę opiece Valarów - kaście najpotężniejszych Ainurów. Valarowie nie są bogami, choć jak pisze Tolkien ludzie często ich nazywali bogami, są jedynie namiestnikami Eru, nie narzucają śmiertelnikom swojej czci, w najważnieszych sprawach zawsze radzą się Eru i wykonują jego wolę. Także różne fantastyczne istoty - drzewce, wielkie orły, pająki, czarodzieje - to tak naprawdę wcielenie źli lub dobrzy Ainurowie (anioły i demony) Elfy, pierwsi "rodzimi" mieszkańcy Ardy w zamyśle mieli mieszkać w Nieśmiertelnych Krainach, ale na skutek jątrzeń Morgotha zbuntowali się i je opuścili, przez co ciąży nad nimi klątwa. Jak to nie jest epatowanie chrześcijaństwem, to ja nie wiem. Sauron jest również demonem, służącym Morgothowi, jego posłańcem, arcykapłanem i namiestnikiem w materialnym świecie, swego rodzaju "Antychrystem". Nazgule to dziesięciu upadłych królów - w Apokalipsie Bestii-Antychrystowi służy dziesięciu królów "którzy mają jeden zamysł, a potęgę i władzę swoją daję bestii". Istnieje lembas - "magiczny" chleb, który pokrzepia ciało i ducha i którego dotyku nie są w stanie znieść złe istoty (biorąc pod uwagę wielką cześć Tolkiena dla Eucharystii, wiadomo o co chodzi). Przy końcu czasów nastąpi Dagor Dagorad, bitwa bitew, kiedy wszystkie dzieci Iluvatara, także te zmarłe, powrócą do życia i Morgoth zostanie ostatecznie pokonany. Jednym z głównych celów Tolkiena było stworzenie uniwersum, które łączyłoby piękno i bogactwo opowieści charakterystyczne dla mitologii, z duchem i ideami chrześcijańskimi.

24-05-2015 22:55
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Adeptus, Earl: wy naprawdę wierzycie, że moje przypadki czytają Frondę? How cute!

Lewis i Narnia są nawet bardziej cenione przez katolików niż Tolkien. A i tak była jazda, kiedy jeden z dzieciaków kolerzanki z pracy dostał to jako lekturę.

Co to znaczy "bardziej naturalna"? Mnie np. czytanie na głos strasznie dekoncentruje, niezależnie od tego, czy ktoś mi czyta, czy to ja czytam.

Czytanie na głos dekoncentruje Cię, bo jesteś od 6 roku życia uczony, żeby czytać bezgłosowo.

Jeśli cofniesz się pamięcią do przedszkola lub pierwszej klasy, to przypomnisz sobie zapewne, że nauczyciel najpierw uczył Was czytać na głos, a potem przestawiał na czytanie bezgłosowe. Robi się tak dlatego, że ludzie generalnie łatwiej rozumieją słowo, kiedy jest wypowiadane. Rozumienie bezgłosowe nie jest naszą cechą wrodzoną, a nabytą w wyniku ćwiczeń.

A większe znaczenie w dawnych epokach miał nie tyle brak druku, co fakt, że ogromna większośc ludzi była niepiśmienna - więc odczytywanie na głos nie było łatwiejszym sposobem na rozpowszechnienie treści książki, tylko raczej jedynym możliwym.

Nie. Różnice w stopniu piśmienności między renesansem, a średniowieczem nie były duże, a między starożytnością rzymską, a renesansem to, jeśli już były na korzyść tej pierwszej. To właśnie druk zmieł bardzo poważnie podejście do książki, ponieważ zwiększył jej dostępność. Zaowocowało to sytuacją, w której w ciągu 30 lat książka ewoluuje od towaru tak cennego, że w bibliotekach przykuwa się je łańcuchami do ścian, by nikt ich nie ukradł do towaru masowego, pojawiającego się w chłopskich chatach.

Tyle, że w przypadku ebooka możesz sobie zrobić tanim/zerowym kosztem choćby i 100 kopii i poumieszczać w różnych miejscach.

Chmury obliczeniowe (to nazwa dość konkretnej technologii) stosuje się właśnie po to, żebyś tego nie mógł zrobić.

Ło matko, analiza godna Freuda. Po pierwsze, to ciężko twierdzić, że dopiero upowszechnienie wschodnich religii, wstydu przed nagością i donosicielstwa spowodowały, że zaczęto czytać szeptem/bezgłośnie. Metoda czytania zależy od sytuacji. W starożytnych bibliotekach raczej nie było tak, że każdy czytał swój zwój na głos, z kolei w czasach chrześcijańskich bynajmniej nie rezygnowano z czytania na głos - sam wspomniałeś o czytaniach mszalnych, ponadto zwyczajem było, że w klasztorach (a bywało, że i na świeckich dworach) w czasie obiadu ktoś na głos czytał z książki.
 

„Historia życia prywatnego” autorzy różni

„W kręgu codzienności” znów autorzy różni

Julia M. H. Smith „Europa po Rzymie: Historia kulturowa lat 500-1000”

Zawsze mnie ciekawiło to, że renesans, epokę reformacji i kontrreformacji i szczytu ziemskiej potęgi papiestwa i wojen religijnych uznaje się za za czas, kiedy "elity przestały się przejmować Bogiem".

Szczyt ziemskiej potęgi papiestwa to przypada nie na renesans, ale na okres od Sporu o Inwestyturę w XI wieku po początek Wielkiej Schizmy Zachodniej w wieku XIV. W renesansie papiestwo było właśnie najbardziej skompromitowane i najsłabsze. Nie dość, że na jego opinii bardzo mocno zaciążyła Wielka Schizma Zachodnia i antypapierze, to jeszcze miało na sumieniu kolejne herezje i związane z nimi klęski moralne, efekty rządów Borgiów i im podobnej ferajny, sprzedaż odpustów i związaną z nimi kolejną klęskę moralną... W efekcie była to instytucja, z którą mało kto się liczył.

W renesansie elity zajmowały się religią w stopniu dużo większym niż w średniowieczu.

Tak. Jako instrumentem sprawowania władzy.

W średniowieczu owe elity przejmowały się głównie rozbijaniem łbów, łupieniem sąsiadów, polowaniem i chlaniem - w renesansie zresztą też, ale jednak horyzonty trochę się poszerzyły.

Wiesz co? Ręce mi opadły... Za dużo The Vikings i Gry o Tron chyba obejrzałeś.

24-05-2015 23:50
earl
   
Ocena:
+4

@ Kaworu

Właśnie w tym rzecz, że niemal w każdym komentarzu dajesz emotkę, więc trudno mi stwierdzić, czy mówisz poważnie czy żartujesz.

24-05-2015 23:59
Kaworu92
   
Ocena:
0

Earl: Jak nie będę żartował to użyję emotki ":<" :P :P :P

No cóż, Twoje obrzydzenie budzi sam fakt, że Tolkien cenił Eucharystię - to nie jest odmawiania wartości etyczno-intelektualnej, to jest przypisywania wartości negatywnej.

Dobrze, oc takiego INTELIGENTNEGO napisał Tolkien? ;-) Być może napisał coś religijnego i osobistego (nie przeczę), ale co w tym było INTELIGENTNEGO? ;) ;) ;)

EDIT: A, i jeszcze jedno - nie obrzydzenie tylko "obrzydzenie" z emotką :P :P :P To różnica ;-)

25-05-2015 02:45
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ zegarmistrz

wy naprawdę wierzycie, że moje przypadki czytają Frondę? How cute!

O Twoich przypadkach wiemy tyle, że słuchają Radia Maryja. Poza tym,zdaję sobie sprawę, że to czasopismo niszowe, więc wspomniałem też o bardziej popularnych katolickich gazetach jak "Niedziela" czy "Gość Niedzielny".

Lewis i Narnia są nawet bardziej cenione przez katolików niż Tolkien. A i tak była jazda, kiedy jeden z dzieciaków kolerzanki z pracy dostał to jako lekturę.

Bywa. Są ludzie uprzedzeni do fantastyki jako takiej i bynajmniej nie ma prawidłowości "im bardziej zagorzałym katolikiem jesteś, tym bardziej potępiasz fantastykę". Ty natomiast napisałeś, jakby to było oczywiste - nie powiem kolegom z pracy, że czytam Tolkiena, bo przecież oni słuchają Radia Maryja.

Czytanie na głos dekoncentruje Cię, bo jesteś od 6 roku życia uczony, żeby czytać bezgłosowo.

Jeśli cofniesz się pamięcią do przedszkola lub pierwszej klasy, to przypomnisz sobie zapewne, że nauczyciel najpierw uczył Was czytać na głos, a potem przestawiał na czytanie bezgłosowe. Robi się tak dlatego, że ludzie generalnie łatwiej rozumieją słowo, kiedy jest wypowiadane. Rozumienie bezgłosowe nie jest naszą cechą wrodzoną, a nabytą w wyniku ćwiczeń.

To kim ja ja jestem, bo najwyraźniej do ludzi się nie zaliczam. Nie, nie rozumiem łatwiej słowa, kiedy jest wypowiadane. Jestem wzrokowcem do szpiku kości. W czasie studiów wykłady olewałem, a na ćwiczeniach czytałem gazetę pod ławką, bo i tak nie byłem w stanie skupić się dłużej niż 5 minut, potem uczyłem się z podręczników i Bogu dzięki studia zaliczyłem z wyróżnieniem (nie piszę, żeby się chwalić, bo wyuczona wiedza nie zmienia faktu, że jestem idiotą, tylko żeby wskazać, że nie każdy lepiej przyswaja mowę). Rozmowa przez telefon to dla mnie męka, prędzej się porozumiem za pomocą sms-ów niż wokalnie. Radia, poza muzyką, w zasadzie nie słucham od maleńkości, kiedy to rodzice próbowali mnie zachęcić do słuchowisk, bo to takie rozwijające. Jak mogę, to zawsze w filmach włączam napisy - nawet jeśli film jest polski, albo jeśli inni życzą sobie lektora/dubbing (wtedy z reguły idziemy na kompromis i film idzie z lektorem dla nich i z napisami dla mnie). Sama idea audiobooków mnie odrzuca, nie pojmuję, jak można wysłuchać całej książki.

No ale to wszystko tylko moje złudzenia, bo przecież Ty wiesz lepiej co wolę i co bardziej do mnie przemawia.

Nie. Różnice w stopniu piśmienności między renesansem, a średniowieczem nie były duże, a między starożytnością rzymską, a renesansem to, jeśli już były na korzyść tej pierwszej. To właśnie druk zmieł bardzo poważnie podejście do książki, ponieważ zwiększył jej dostępność. Zaowocowało to sytuacją, w której w ciągu 30 lat książka ewoluuje od towaru tak cennego, że w bibliotekach przykuwa się je łańcuchami do ścian, by nikt ich nie ukradł do towaru masowego, pojawiającego się w chłopskich chatach.

I oczywiście pojawianie się owych książek w chłopskich chatach nie miało żadnego związku ze zwiększeniem stopnia piśmienności. Ci chłopi, to tymi księgami sobie pewnie dziury w dachu zatykali.

Tyle, że w przypadku ebooka możesz sobie zrobić tanim/zerowym kosztem choćby i 100 kopii i poumieszczać w różnych miejscach.

Chmury obliczeniowe (to nazwa dość konkretnej technologii) stosuje się właśnie po to, żebyś tego nie mógł zrobić.

Nie znam się na chmurach obliczeniowych, ale - jak nie mogę, jak mogę? Jedną kopię ebooka mogę mieć na twardym dysku, jedną na pendrivie, jedną sobie wrzucę na mediafire, jedną na skrzynkę pocztową, z pięć na płyty CD... Oczywiście, przesadzam z tymi 100 kopiami (choć jakbym się uparł to dałoby radę), ale nie widzę w jaki sposób chmury obliczeniowe miałyby mnie powstrzymać od robienie sobie wielu "kopii bezpieczeństwa" ebooka, co w przypadku książki jest niemożliwe/możliwe, ale drogie i i kłopotliwe.

„Historia życia prywatnego” autorzy różni

„W kręgu codzienności” znów autorzy różni

Julia M. H. Smith „Europa po Rzymie: Historia kulturowa lat 500-1000”

Ok i czego wrzucenie przez Ciebie tych tytułów ma dowodzić? Że w średniowiecznych refrektarzach mnisi wcale nie czytali w czasie posiłków na głos Biblii albo żywotów świętych, bo w ten sposób uzewnętrzniali swój chrześcijański strach przed nagością?

W renesansie elity zajmowały się religią w stopniu dużo większym niż w średniowieczu.

Tak. Jako instrumentem sprawowania władzy.

To też. W znacznej mierze podobnie jak w średniowieczu. Na serio uważasz, że wszyscy, czy nawet ogromna większość, ludzi biorących udział w wojnach religijnych, traktowała religię absolutnie przedmiotowo i Bogiem się w ogole nie przejmowała? W sumie ciekawa teza, ale jeśli to prawda, to należałoby przestać obwiniać religię za ofiary wojny trzydziestoletniej, konkwisty czy Inkwizycji Hiszpańskiej, bo to wszystko renesans ;)

A jeśli dla Ciebie wyliczenie źródeł jest przekonywującym argumentem, to łap kilka tytułów:

"Czego chcesz od nas Panie" Jan Kochanowski

"Żywot człowieka poczciwego" Mikołaj Rej

"O naśladowaniu Chrystusa" Tomasz a Kempis

"Podręcznik żołnierza Chrystusowego" Erazm z Rotterdamu

"Obrona wiary katolickiej" Hugo Grocjusz

"O prawach i Bogu jako prawodawcy" Franciszek Suarez

To w czasie renesansu działali Luter, Kalwin, Zwingli, Savoranola i Skarga.

Oczywiście, w renesansie zmalał teocentryzm, bo w sztuce i filozofii OBOK tematów religijnych pojawiły się kwestie świeckie, ale twierdzenie, że "elity przestały przejmować się Bogiem" to gruba przesada.

Wiesz co? Ręce mi opadły... Za dużo The Vikings i Gry o Tron chyba obejrzałeś.

Vikigns nie oglądałem w ogóle, a gdybym traktował Grę o Tron (serial) jako źródło wiedzy o średniowieczu, to bym napisał "w średniowieczu elity zajmowały się głównie uprawianiem rozpusty ewentualnie rozmawianiem o rozpuście".

@ Kaworu 92

Earl - ale wiesz, że żartowałem... prawda? (Mała podpowiedź - wskazuje na to emotka "xD" ;) )

W Twoim przypadku xd to nie emotka, tylko znak przestankowy ;)

 

25-05-2015 13:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.