» Blog » Krytyka fantastyki, ze szczególnym uwzględnieniem RPG, z pozycji katolickich
10-02-2020 11:47

Krytyka fantastyki, ze szczególnym uwzględnieniem RPG, z pozycji katolickich

Odsłony: 1982

Niedawno moją uwagę zwróciła znaczna ilość krytyki kierowanej przez katolików (innych chrześcijan zresztą też) pod adresem fantastyki jako takiej (ze szczególnym uwzględnieniem RPG), na tle tzw. "okultyzmu", przy czym za "okultyzm" nie są uznawane jedynie nekromancja, wzywanie demonów itp., ale w zasadzie każdy element fantastyczny - magia w jakiejkolwiek formie, moce superbohaterskie, fantastyczne stworzenia, istoty pozaziemskie (w sensie kosmitów, nie demonów - tzn. według tej krytyki kosmita to też demon). Zresztą, zjawiska z pogranicza "prawdziwej" nauki i parapsychologii/fantastyki, jak hipnoza, również są na cenzurowanym. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że taka krytyka istnieje, ale zakładałem, że to jest folklor w rodzaju ks. Natanka potępiającego "Diabolo numer trzy". Tymczasem okazuje się, że jest to bardzo silny nurt, ba, można powiedzieć, wręcz przybierający na sile, o czym świadczą takie wydarzenia, jak niedawne palenie na stosie "Harry'ego Pottera" i "Zmierzchu" w Gdańsku przez Fundację "SMS z Nieba", czy wysyp gazet i portali "antyokultystycznych" na czele z miesięcznikiem "Egzorcysta" (i to nie jest jakaś nisza, tylko czasopismo dostępne w EMPIK-u w znacznej ilości egzemplarzy), więc niech Was nie zmyli to, że znaczna część przytaczanych artykułów pochodzi sprzed kilku lat.

Na początek klasyk, z którym pewnie zetknęła się znaczna ilość z nas, lista "zagrożeń duchowych" sporządzona przez ks. Sawę, stara, ale jara (do tej pory figuruje na stronach wielu parafii i organizacji katolickich).

https://milosierdzie.brzesko.net.pl/warto-wiedziec/zagrozenia-duchowe

O ile na liście padają pytania "Jakie filmy oglądasz" "Jakie czasopisma czytasz" o tyle nie ma pytania "W jakie gry RPG grasz", tylko "Czy grasz w gry RPG" - erpegi są złe jako takie.

Mam wrażenie, że ks. Sawa zdanie wyrobił sobie na podstawie tego artykułu autorstwa jakiegoś Włocha: https://opoka.org.pl/biblioteka/V/trans/sekty/mlodzi_i_ezoteryzm_02.html , gdyż powtarza po nim pewne dość nietypowe sformułowania, jak te o "elektronicznym czarowniku"). Za RPG zabrał się również najsłynniejszy polski świecki inkwizytor, Robert Tekieli https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/donbosco200812-okultyzm.html . Przed p. Tekielim nie uchował się nawet "Władca Pierścieni" na ogół uznawany za dzieło katolickie i wyjątek od reguły nawet przez najbardziej konserwatywnych katolików: http://www.donbosco.pl/archiwum-2013-02-2561 Gandalf jest symbolem Antychrysta, a postać "dobrego maga" jest niemożliwa ("nie pozwolisz czarownicy żyć" i tak dalej). 

Tutaj z kolei inna, mniej znana lista "zagrożeń duchowych", autorstwa ks. Cyrana: http://analizy.biz/apologetyka/index.php-option=com_content&task=view&id=391&Itemid=62.htm . Oczywiście, znajduje się na niej miejsce dla "demonicznych gier", przy czym jako oddzielne gry są podawane RPG, Dungeons & Dragons oraz Advanced D&D. Są potraktowane jako rzeczy, "które niosą bardzo duże niebezpieczeństwo zniewolenia" i ewentualne uwolnienie spod szatańskiego wpływu musi być poprzedzone zniszczeniem "zainfekowanych złem" przedmiotów. W podobnym tonie wypowiedziano się na stronie księgarni katolickiej https://syjon.pl/zagrozenia-duchowe/ (z rozmowy dowiedziałem się, że osoba prowadząca stronę jest byłym graczem).

Tutaj "szokujące świadectwo" graczki uzależnionej od RPG na Frondzie: https://www.fronda.pl/a/tak-zniewalaja-gry-rpg-szokujace-swiadectwo,103979.html

Przeciwko fantastyce nasyconej okultyzmem wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski w liście https://episkopat.pl/o-zagrozeniach-naszej-wiary/ "Szczególnie niebezpieczne i niepokojące jest oswajanie dzieci z okultyzmem. Rynek nasycony jest dziś niezliczoną ilością zabawek, gier, publikacji książkowych przesyconych wątkami fantastycznymi o charakterze nie tylko okultystycznym, ale nawet demonicznym".

Tu z kolei ksiądz wskazuje, że nie ma znaczenia to, że w niektórych grach walczy się z demonami czy samym diabłem https://www.fronda.pl/a/lista-demonicznych-gier-nie-pozwol-dzieciom-w-nie-grac,91351.html i to żadne usprawiedliwienie, gdyż walczy się z nimi za pomocą demonicznych narzędzi (magii), więc w rzeczywistości przejście takiej gry oznacza "wygraną sił demonicznych w przestrzeni duszy gracza", a poza tym w rzeczywistości demon przegrywa jedynie z Bogiem.

Przeciwko RPG występowało kilkukrotnie czasopismo katolickie "Niedziela". Tutaj takie opowiadanko https://www.niedziela.pl/artykul/87361/nd/W-kraine-fantazji, w zamyśle przypowieść i gorzka satyra o tych, co to się bawią w czarowników, zaniedbując rodzinę i piękny Boży świat (co ciekawe, zainteresowanie fantastyką nie jest tutaj przeciwstawianie religii, tylko zainteresowaniu prawdziwą przyrodą). Tutaj odpowiedź ks. Przybylskiego (obecnie biskupa) na list zatroskanego erpegowca, w którym duchowny stwierdza - takie gry są grzechem https://www.niedziela.pl/artykul/82744/nd/Rozgrywki-z-diablem (inna sprawa, że gracz sformułował pytanie w dość specyficzny sposób, tak że ksiądz mógł faktycznie pomyśleć, że gry skupiają się głównie na wątkach demonicznych). Tutaj artykuł nt. Tolkiena https://www.niedziela.pl/artykul/5965/Mija-40-lat-od-smierci-J-R-R-Tolkiena, co do zasady pozytywny, aczkolwiek zaznacza, że istnieją pewne kontrowersje, gdyż jego twórczość była oskarżana o satanizm, neopogaństwo, a co więcej dała początek antychrześcijańskim powieściom fantastycznym, które z kolei stały się "pożywką dla budzących wiele wątpliwości moralnych gier RPG".

Tutaj zaś jest ukazany sposób myślenia w kwestii życia pozaziemskiego. Recenzja filmu na portalu katolickim: https://kulturadobra.pl/kowboje-i-obcy/, gdzie wprost jest stwierdzone, że kosmici to przecież diabły, więc film generalnie spoko, bo ludzie walczą z kosmitami, ale minus za to, że pojawia się jedna dobra kosmitka (a przecież dobra diablica jest niemożliwa). Jeszcze mocniej potępione zostają "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia" https://kulturadobra.pl/bliskie-spotkania-trzeciego-stopnia/ - UFO toruje drogę Antychrystowi. Tutaj z kolei autor powołuje się na artykuł z Frondy Lux http://frondalux.pl/o-serafin-rose-znaki-z-niebios-ufo-w-perspektywnie-chrzescijanskiej/, z którego jasno wynika - kosmici to demony, wszelkie "moce psychiczne" i technologie przyszłości to okultyzm, a generalnie fantastyka to diabelstwo.

Tu zaś Jezuita stwierdza, że granie w gry z magią czy bogami jest grzechem, a w ogóle nie ma magii na niby http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/forum/109/n/2100. Ano właśnie. Otóż ten nurt chrześcijaństwa traktuje magię jako jak najbardziej realne zjawisko, stąd też bierze się tak silne potępienie dla fantastyki. Tutaj ks. Posacki (czyli z kolei najbardziej znany duchowny inkwizytor) http://www.edukacjamedialna.pl/e107_plugins/content/content.php?content.44 stwierdza, że fantastyka nie ma prawa definiować "magii" na swoją modłę (czyli np. jako alternatywnych praw fizyki, jak to czyni Sapkowski), gdyż "magia istnieje, jest grzeszna i groźna" - nie jest elementem fantastycznym, tylko obiektywną rzeczywistością (a zatem pisanie o dobrym czarodzieju to coś w rodzaju rewizjonistycznej opowieści o miłych nazistach).

Jak już wspomniałem, ten nurt to nie folklor, on jest silny... i rośnie w siłę. Wiąże się on ze zjawiskiem tzw. pentekostalizacji Kościoła, tj. przejmowania pewnych aspektów od tzw. kościołów zielonoświątkowych. Wiąże się on z silną wiarę w walkę duchową, przekonanie, że Bóg i szatan działają bezpośrednio w świecie i źli "okultyści" toczą swego rodzaju wojnę z dobrymi "charyzmatykami" (którzy są chrześcijańskimi egzorcystami, uzdrowicielami, jasnowidzami ALE TO ABSOLUTNIE NIE MA ZWIĄZKU Z MAGIĄ!!!). Takie Gwiezdne Wojny (choć oczywiście Gwiezdne Wojny też są wg nich "okultystyczne"). Stąd tworzenie różnego rodzaju lista zagrożeń duchowych, tj. swoistych furtek dla złych duchów. To jest trochę jak u Lovercrafta - odpowiednia książka, symbol, piosenka może w każdej chwili otworzyć portal "na tamtą stronę", przez którą przyjdzie demon, weźmie i opęta. Oprócz RPG i fantastyki, jako okultyzm klasyfikowane są m.in. kursy szybkiego czytania czy różne formy medytacji i hipnozy (charyzmatycy zgadzają się z maksymą z WH40K, że "otwarty umysł jest niczym niestrzeżona twierdza"), muzyka techno, radiestezja czy bioenergoterapia (uwaga - nie twierdzę, że ona działa), sztuki walki. I to zjawisko nie pozostaje w sferze werbalnej - w Polsce narasta egzorcystomania, kilkanaście lat temu mieliśmy ze 20 egzorcystów, teraz jest ok. 150, tacy egzorcyści jak ks. Piotr Glas (który wypędzil z konfratra "demona intelektualizmu") czy ks. Michał Olszewski (który z kolei za pomocą salcesonu wyegzorcyzmował wegetariankę - nie, to nie jest żart ani metafora) są katocelebrytami, prowadzą popularne rekolekcje, piszą książki. Za przejaw diabelskiego oddziaływania uznaje się nie tylko filmowe cuda w rodzaju lewitacji czy plucia gwoździami, ba, nawet utrata kontroli i charczenie nie są potrzebne, wystarczy choroba fizyczna, psychiczna, czy niepowodzenia w życiu, by uznać kogoś za ofiarę "zniewolenia" lub "dręczenia" (w założeniu "niższe levele" opętania).

I prawdę mówiąc, ten nurt ma w pewnym sensie rację. Wszystko co ma związek z "magią" jest absolutnie sprzeczne z Biblią. Autorzy biblijni mają wręcz obsesję na temat walki z magią, w Starym Testamencie było to przestępstwo karane śmiercią, w wielu miejscach jest potępiane, w Nowym Testamencie mamy palenie ksiąg magicznych, a czarownicy są wymienianie jako jedni z tych, którzy nie wejdą do Królestwa Niebieskiego.  Jak pisze ks. Posacki „...Stosunek do magii w tradycji judeochrześcijańskiej pozostaje niezmieniony w zasadniczych rysach od tysięcy lat. Począwszy od najstarszych ksiąg Starego Testamentu poprzez Nowy Testament aż do Katechizmu Kościoła Katolickiego, który został wydany w 1992 r., stosunek do magii, czarów, wróżbiarstwa, spirytyzmu czy okultyzmu pozostaje jednoznacznie negatywny (Por. Wj 22, 17; Kpł 19, 31; 20, 27; Pwt 13, 6; 1 Sm 15, 23; Jr 27, 9; 29, 8; Iz 2, 6; 3, 2-3; 44, 25; 47, 12-15; Oz 4, 12; Mdr 17, 7-8; Ga 5, 20; Dz 8, 9-13; 19, 18-20; 13, 6-12; 16, 16-24; Ap 9, 12; 18, 23; 21, 8; 22, 15; Katechizm Kościoła Katolickiego 2116-2117)" A przecież fantasy jakby nie patrzeć, bazuje na tak, czy inaczej rozumianej magii (bo niby formalnie odróżniamy moce i supertechnologie od magii, ale przytoczony wyżej Serafin Rose ma rację - jeden diabeł). Poza tym, generalnie jakikolwiek "optymizm" co do sił człowieka i jego pozycji we wszechświecie, twierdzenie, że ma on jakąkolwiek moc sprawczą i może cokolwiek osiągnąć bez pomocy Boga, jest sprzeczny z duchem biblijnym. Wystarczy spojrzeć na historię o wieży Babel. Stąd też fantastyka, jako gatunek co do zasady opiewający ludzki potencjał i pełen wiary w to, że siły rządzące wszechświatem da się poznać i okiełznać (czy to metaforycznie w postaci magii i fantasy, czy w sposób bardziej prawdopodobny w science-fiction) jest niechrześcijański. Stwierdzam - tak, fantastyka jako taka jest grzeszna i sprzeczna z chrześcijaństwem. 

Na razie, to byłoby na tyle. Ciekaw jestem, jakie jest Wasze zdanie i jak Wy godzicie katolicyzm z obecnością na tym "okultystycznym" portalu. Jeśli chodzi o mnie... niektórzy pamiętają mnie jako zaciekłego katola. Gdy uświadomiłem sobie, że moja religia potępia moją ukochaną fantastykę, przeszedłem kryzys. Ze łzami w oczach paliłem czasopisma, wyrzucałem gry i książki (odczułem na sobie prawdziwość szkolnego frazesu "Książka to dobry przyjaciel" - bolało). Godzinami siedziałem, próbując zredagować list do jakiegoś księdza z prośbą o wytyczne. Gorączkowo próbowałem przeredagować swoje opowiadania i gry, żeby były mniej "okultystyczne". Trwało to kilka miesięcy. Aż wyszedłem z kryzysu. Zacząłem sobie uświadamiać, jakie to wszystko naciągane. Co więcej, stało się to dla mnie swoistą "szczepionką" - zacząłem uświadamiać sobie, jak bardzo naciągane, kłamliwe i manipulacyjne jest nauczanie KK w innych kwestiach (w tym seksualnych, które mnie osobiście nie bardzo dotyczą, ale uświadomiłem sobie, jak bardzo to krzywdzi innych ludzi). Zacząłem uświadamiać sobie, jak wiele w Biblii jest sprzeczności, zacząłem uświadamiać sobie, czego ta księga naprawdę uczy. 

I już nie jestem  katolem. Przepraszam, jeśli kogoś skrzywdziłem moją poprzednią postawą.

To tyle.

 

 

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Sapiens
   
Ocena:
+2

O głównym temacie notki mam niestety niewiele do powiedzenia. Fantastykę uwielbiam odkąd byłem małym berbeciem i mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Do około 22 roku życia uważałem się za katolika, aż w końcu uświadomiłem sobie, że tak naprawdę jestem agnostykiem. Nie odrzucam istnienia Boga, ale niespecjalnie zajmują mnie pytania, czy On istnieje, jaki jest i czego chce. Uważam się przede wszystkim za humanistę i o wiele bardziej frapują mnie pytania o naturę, przeszłość i przyszłość człowieka (tak w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym). Od małego uwielbiam gotyckie katedry, ale w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że zamiast unosić moje myśli ku Bogu, budzą we mnie podziw dla ludzi, którzy je zaprojektowali i wybudowali. Nawet w czasach przed 22 rokiem życia najwyraźniej moja pobożność była słaba, bo nie wyobrażam sobie siebie nawet w tamtym okresie wyrzucającego moje książki i gry z powodu czyjegokolwiek ich potępienia.

 

Nie chcę jednak kończyć na tym mojego posta. Zalinkuję trochę filmów, artykułów i książek, które… nie, nie dadzą Ci na tacy nowego sensu życia, ale może mogą posłużyć jako inspiracja.

https://www.youtube.com/watch?v=FJbNGFv-5aw&t=74s John Green, jeden z moich ulubionych ludzi na Ziemi, mówi o sensie życia od 0:19 do 1:12. Green jest osobą wierzącą (nie jestem jednak pewien, czy należy do Kościoła Episkopalnego czy Katolickiego), ale co ciekawe wcale nie uzależnia posiadania sensu życia od wiary.

https://www.youtube.com/watch?v=MBRqu0YOH14&t=1s koncepcja „optymistycznego nihilizmu”

http://3dno.pl/pylek-na-wietrze/ tekst o sensie życia z punktu widzenia ateisty. Jeśli nie masz ochoty czytać całości, to konkluzja: „Choć jestem ateistą, wierzę (bo nie potrafię tego racjonalnie uzasadnić), że każdy człowiek ma przed sobą cel. Jest nim jak najlepsze zrealizowanie swojego potencjału, możliwości, które dostał od losu. I nie jest ważne, jak wielki jest to potencjał, czy ktoś jest ładny czy brzydki, zdrowy czy chory, bogaty czy biedny, inteligentny czy nie. Celem życia jest próba jak najlepszego znalezienia się w tym, co mamy w danym momencie. Nie tym, co było kiedyś, nie tym, co może być jutro, ale właśnie w tym, co jest tu dzisiaj.” Ale uwaga: niektóre inne teksty tego samego autora uważam za potencjalnie szkodliwe.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4874678/wiek-empatii-jak-natura-uczy-nas-zyczliwosci nigdy nie fascynowałem się szczególnie zwierzętami, ale ta książka mnie zachwyciła. Podaje na konkretnych przykładach, że na poziomie moralnym nie różnimy się szczególnie od zwierząt, szczególnie naczelnych i podobnie jak one bywamy okrutni, złośliwi, zachłanni… ale też współczujący, altruistyczni i po prostu życzliwi. Może więc czas pogodzić się z myślą, że jesteśmy po prostu zwierzętami, tylko bardziej refleksyjnymi i umiemy używać bardziej skomplikowanych narzędzi?

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4860810/factfulness-dlaczego-swiat-jest-lepszy-niz-myslimy-czyli-jak-stereotypy-zastapic-realna-wiedza oto książka, dzięki której możemy spojrzeć na świat w odrobinę jaśniejszych barwach dzięki twardym i konkretnym faktom, a nie żadnemu „słodkiemu pierdu-pierdu”.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4867395/sapiens-od-zwierzat-do-bogow zważywszy na moją ksywkę, nie mogło zabraknąć tej książki w zestawieniu ;) Ale serio, bardzo mi się podobała.

 

Swoją drogą, nie wiem czy Cię to w jakimkolwiek stopniu pocieszy, ale… „dawnemu” Adeptusowi nie wysyłałbym tych wszystkich linków, bo uznałbym „nie ma sensu, przecież on to wszystko odrzuci a priori”. I kto wie, może więcej ludzi myśli podobnie jak ja i będzie bardziej skłonna dzielić się z Tobą swoimi myślami, kiedy już nie będą one trafiać do automatycznej odsiewni "zgodne z dogmatami - niezgodne z dogmatami"?

 

Jestem ciekaw, co sądzisz o tych materiałach. Nie spodziewam się, że „rzucisz się” od razu na wszystkie, ale może choć niektóre?

25-02-2020 19:19
Sapiens
   
Ocena:
+1

Zgodnie z zasadami powinienem poczekać na Twoją odpowiedź, ale nie wiem czy będę miał jutro czas pisać więc machnę kolejnego posta z rzędu.

Wracając jeszcze do myśli, że celem człowieka jest jak najlepsze zrealizowanie swojego potencjału, nieważne, jak wielki jest to potencjał. Czytałem niektóre Twoje opowiadania i paragrafówki. Po kilku latach nadal coś z nich pamiętam (specjalnie nie zaglądam do nich tylko piszę z pamięci): motyw grobowca na jakiejś planecie, gdzie duchy cywilizacji która sama się wykończyła mącą w głowach odkrywcom. Motyw tropikalnej wyspy, na której ludzie okresowo wpadają w morderczy szał (to był suspens!). Paragrafówka o wojnie domowej, gdzie można było zostać feudałem, hersztem banitów albo trupem.

Uważam, że to były dobre dzieła. Nie wybitne arcydzieła, ale dobre. Nawet mimo nieco nachalnego momentami dydaktyzmu ;)

Innymi słowy, uważam że choć na szczyt listy bestsellerów raczej nie trafisz (choć kto wie, czego dokonałaby wieloletnia praktyka), to masz potencjał by tworzyć rzeczy, które uprzyjemniałyby innym ludziom ich codzienną egzystencję. To nie jest wcale aż tak częsty talent.

25-02-2020 23:28
Adeptus
   
Ocena:
+1

Heh, bardzo dziękuję, że się tak zaangażowałeś. Odnośnie zalinkowanych przez Ciebie materiałów. "Optymistyczny nihilizm" zwraca uwagę na jedną ważną kwestię - odpowiedzialność, brak życia wiecznego w religijnym rozumieniu ją osłabia i całe szczęście. Nie chodzi tutaj o brak konsekwencji czynów, tylko o to, że religia nakłada na człowieka zbytnie obciążenie psychiczne. Jak można normalnie żyć ze świadomością, że każda twoja zła myśl, jeśli jej odpowiednio nie odpokutujesz, może skutkować wiecznym potępieniem? Jest pełno ludzi, których doprowadza to do załamania nerwowego, obsesyjnie cały czas rozmyślają "czy to jest grzechem, czy nie". Kościół nazywa to skrupulanctwem i na ogól traktuje jako wypaczenie wiary, ale jest logiczną konsekwencją traktowania religii na poważnie. Co gorsza, katolik odpowiada nie tylko za siebie, ale za innych. W pewnym momencie (jeszcze zanim się rozpoczął kryzys z "zagrożeniami duchowymi", choć być może był to symptom narastającej nerwicy eklezjogennej) sparaliżowała mnie myśl - jak mogę pisać opowiadania i gry, skoro nie wiem, czy nie sprowadzą one kogoś na złą drogę i w efekcie do piekła, na wieczne cierpienie?

Odnośnie tekstu "Pyłek na wietrze". Jak pisze autor "Religia jest za to ucieczką od bezsensu życia w specyficzne, nieco infantylne marzenia. W jej świecie jesteśmy wiecznymi dziećmi, które – mając wszechpotężnego ojca – mogą nigdy nie dorastać". Jest gorzej. Według religii nie tylko możemy nie dorastać, ile nie wolno nam dorastać, dorastanie jest zbrodnią, na zawsze mamy pozostać dziećmi bez własnego rozumu, siły i woli zdającymi się wyłącznie na łaskę ojca... Wyjątkowo toksycznego ojca, "który ma na imię Zazdrosny" jak mówi Biblia i który wymaga, by całe życie dziecka kręciło się wokół niego. Jak się dobrze zastanowić, to koszmar, nie marzenie.

A co do ogólnego przesłania tekstu... Problem z tym, że łatwo mówić o realizowaniu swojego potencjału i człowieczeństwa, ale Czyngiz Chan też realizował swój potencjał, tak, jak tego pragnął. Był sobą, jak to się mówi. I odwrotnie - udany związek, działalność charytatywna to takie samo bycie "biologicznym robotem" jak w przypadku Chana - to po prostu inna strategia niż jego "gwałcenie i mordowanie". Generalnie - łatwo powiedzieć "realizuj swój potencjał", ale niewiele z tego wynika konkretów. 

 

"I kto wie, może więcej ludzi myśli podobnie jak ja i będzie bardziej skłonna dzielić się z Tobą swoimi myślami, kiedy już nie będą one trafiać do automatycznej odsiewni "zgodne z dogmatami - niezgodne z dogmatami"?"

Są chwilę, kiedy myślę, że powinienem się cieszyć, bo od teraz mogę mieć poglądy takie, jak mi podpowiada rozum i sumienie, a nie naginać ich pod szablon, nawet kiedy mnie to odrzuca. Problem w tym, że ja mam taką potrzebę szablonu, świadomości - albo przynajmniej możliwości udawania przed samym sobą - że mój system wartości to nie żadne poglądy, tylko obiektywna rzeczywistość, tak jest i koniec (kiedyś "bo taka jest wola Boga"). Może to świadczy o moim ograniczeniu umysłowym, ale tak jest. Może sobie wmówiłem, że mam taką potrzebę i się z tego jakoś otrząsnę, ale na razie ciężko na duszy.

To jest jak z tą odpowiedzialnością i z "realizowaniem własnego potencjału". Z jednej strony myśl, że nie ma odgórnego schematu, że możemy sami zadecydować, co chcemy robić w życiu i nie spotka nas za to żaden kosmiczny horror jest wyzwalająca, z drugiej strony lekko przerażająca. Może po prostu muszę sobie wypracować nowy system wartości. Dziękuję za dobre słowa pod adresem mojej twórczości. Jest to faktycznie coś, co sprawiało mi radość i co potencjalni mogłoby stać się moim nowym sensem. Problem w tym, że ostatnio przestała sprawiać mi radość. Raz, jak wcześniej wspomniałem - uświadomienie sobie, że chrześcijaństwo jest prawdopodobnie fikcją i jednocześnie, jak toksyczna jest ta fikcja, sprawiło, że straciłem serce do zmyślonych opowiadań. Dwa - chciałbym, żeby jednak moja twórczość była oparta na jakimś systemie wartości, a skoro zwątpiłem w ten dotychczasowy, a jednocześnie ciężko mi przyjąć nowy, to i ciężko z twórczością. Trzy - zwątpiłem w sens życia, w sens jakiejkolwiek aktywności, więc i twórczości. Jaki sens ma snucie opowieści, skoro jesteśmy tymczasowo nierozkładającymi się workami mięsa itd. 

Z drugiej strony, mam wrażenie, że twórczość mogłaby stać się dla mnie czymś w rodzaju substytutu religii, religii light. Jak pisze pan od Trzeciego Dna - religia to kłamstwo, które niektórym pomaga żyć. Może w ten sposób należy rozpatrywać opowieści - kłamstwa, dzięki którym lepiej się żyje, które na chwilę pozwalają udawać, że istnieje jakiś sens, tylko nie tak absorbujące, wymagające wyłączności i antyhumanistyczne jak religia. Są mniej uzależniająca i przynoszącą mniejsze skutki uboczne wersją "opium dla ludu", która również ma znieczulić na bezsens życia.

Powiem też, w tworzeniu - i chłonięciu cudzej twórczości - też mi trochę przeszkadza to, jak jest w sumie przesiąknięta judeochrześcijańską symboliką i ideami. Nawet te "szatańskie" "okultystyczne" erpegi są pełne motywów takich jak niebo, aniołowie, kapłani, cuda, krzyże, walka z demonami, zakony, egzorcyzmy itd. Nawet osoby dalekie od Kościoła na ogół jednak przyjmują, że motywy chrześcijańskie co do zasady są tożsame z dobrem. I ciężko mi z tym wszystkim obcować, teraz, kiedy doszedłem do wniosku, że treści, które się kryją za tymi rzeczami w realu są negatywne (choć uznaję, że wiele wersji "parachrześcijaństwa" prezentowanych w fantastyce jest bardziej optymistyczna od oryginału) . A nie mam ochoty popadać w drugą skrajność i jakieś motywy prosatanistyczne. 

Z trzeciej strony, wspominałem już o transhumanizmie i w pewnym stopniu przemawia do mnie idea "od zwierząt do bogów" odwołując się do tytułu przytoczonej przez Ciebie książki - że celem istnienia człowieka jest droga w górę, ku coraz lepszemu panowaniu nad światem, ku triumfowi rozumu nad martwą i bezmyślną materią. Ku triumfowi kontroli nad chaosem. (I wydaje mi się, że po części moje oddanie katolicyzmowi wynikało z uznania, że koncepcja Boga jest właśnie apoteozą "rozumu nad materią"). Tyle, że z punktu widzenia chrześcijaństwa to najgorsza herezja (jest niby ten cytat "Czyńcie sobie ziemię poddaną" ale w praktyce używa się go wyłącznie jako "młot na ekologów") , bo "będziecie jak bogowie" i pycha jest matką wszelkich grzechów. A we mnie wciąż jest na tyle dużo z katola, bym się wzdragał na taką myśl. 

26-02-2020 16:13
Sapiens
   
Ocena:
+1

Ad „Wyjątkowo toksycznego ojca, "który ma na imię Zazdrosny" jak mówi Biblia i który wymaga, by całe życie dziecka kręciło się wokół niego. Jak się dobrze zastanowić, to koszmar, nie marzenie.”

Jest wielu ludzi, których wolność (a raczej związana z nią odpowiedzialność) przeraża nade wszystko, dla nich to mimo wszystko może być marzenie.

 

Ad „Czyngiz Chan też realizował swój potencjał, tak, jak tego pragnął. Był sobą, jak to się mówi. I odwrotnie - udany związek, działalność charytatywna to takie samo bycie "biologicznym robotem" jak w przypadku Chana - to po prostu inna strategia niż jego "gwałcenie i mordowanie". Generalnie - łatwo powiedzieć "realizuj swój potencjał", ale niewiele z tego wynika konkretów.” i „Problem w tym, że ja mam taką potrzebę szablonu, świadomości - albo przynajmniej możliwości udawania przed samym sobą - że mój system wartości to nie żadne poglądy, tylko obiektywna rzeczywistość, tak jest i koniec (kiedyś "bo taka jest wola Boga").”

Hasło "realizuj swój potencjał" musi być ogólnikowe, ponieważ każdy człowiek ma inny potencjał i dla każdego wynika z tego coś innego. Co do Czyngisa będącego sobą, wkleję jeden z komentarzy pod „Optymistycznym Nihilizmem”. Nie jestem pewien czy się z nim zgadzam, ale jest… ciekawy. W odpowiedzi na komentarz “a co jeśli najbardziej lubię dźgać ludzi nożem”, ktoś napisał: „Your stabbing me, regardless of the context, has no moral implication (in objective sense/you can add "to my eyes" if you want to be skeptical)-because there is (I believe) no objective/absolute morality. But that doesn't mean I, or people, don't have their own preferences. And I prefer not to get stabbed or stab someone myself. If enough people agree with me, as in, if they also prefer to not have anyone get stabbed, we'll take some counter measures to prevent that from happening... like, having laws and law enforcements. And when there's a law that says "No stabbing or we throw you in jail for our subjective preferences", your stabbing me will lead to a consequence for you assuming you get caught. At no point, neither you who wants to stab me nor we the people who prefer not to stab or be stabbed, have any objective/absolute moral high ground--because there is no (objective/absolute) morality. But our preference (you can call it subjective morality) in our mind made us create rules so we'll be happier.”

Ale widzę też opcję pośrednią niewymagającą całkowitego odrzucenia obiektywnej moralności.

Nie jestem dobry z fizyki, ale dam pewien przykład. W XVII wieku Newton sformułował swoje 3 zasady dynamiki. Na początku XX wieku pojawiła się teoria względności i fizyka kwantowa i okazało się, że zasady Newtona nie są tak uniwersalne, jak wcześniej wszyscy myśleli. Ale to nie sprawiło, że poszły do kosza. W „typowych” warunkach, kiedy w grę nie wchodzi prędkość światła, czarne dziury czy niewyobrażalnie małe cząsteczki, one w dalszym ciągu się sprawdzają. W dalszym ciągu nauczanie fizyki zaczyna się właśnie od nich.

Jak to się ma do wartości? Moim zdaniem istnieje całkiem sporo stwierdzeń moralnych, z którymi zgodzi się znakomita większość ludzi na świecie, np.

  1. Przemoc i kradzież są złe.
  2. Pomaganie innym jest dobre.
  3. Rodzina, miłość i przyjaźń są cenne.
  4. I wiele innych.

Oczywiście, znajdą się wyjątki zarówno podmiotowe (ludzie, którzy negują powyższe zasady), jak i przedmiotowe (np. „przemoc co do zasady jest zła, ale w samoobronie jest dopuszczalna”). Można jednak potraktować te wyjątki jako stany nietypowe, czarne dziury i ciała poruszające się z prędkością światła. W większości „normalnych” przypadków powyższe stwierdzenia będą się sprawdzać.

 

Ad „zwątpiłem w sens życia, w sens jakiejkolwiek aktywności, więc i twórczości. Jaki sens ma snucie opowieści, skoro jesteśmy tymczasowo nierozkładającymi się workami mięsa itd.”

Daj sobie czas. Reorganizacja systemu wartości to coś, co musi potrwać jeśli ma być zrobione porządnie. Rozważ poważnie skorzystanie z pomocy psychologa.

 

Ad „Powiem też, w tworzeniu - i chłonięciu cudzej twórczości - też mi trochę przeszkadza to, jak jest w sumie przesiąknięta judeochrześcijańską symboliką i ideami.”

Rozumiem i widzę co najmniej 2 kierunki, w których możesz podążyć:

Sci-fi. W mojej ocenie w większości tych utworów judeochrześcijańska symbolika i idee albo w ogóle nie występują, albo są marginalne. Ostatnimi czasy zachwycam się serią Expanse, zarówno książkami, jak i serialem. Na ich podstawie powstał też system RPG (zresztą inspiracją do powstania samych książek było granie w RPG), aczkolwiek po przeczytaniu quickstartu (https://www.drivethrurpg.com/product/247982/The-Expanse-RPG-Quickstart ) w ogóle mnie nie porwał.

Sięgnięcie do czasów przedchrześcijańskich, a nawet przedjudaistycznych. To mogą być starożytne cywilizacje (Egipt, Sumerowie, Aztekowie, Hindusi itp.) albo… jeszcze dalej wstecz. Wspomniane przeze mnie książki wzbudziły we mnie zainteresowanie życiem ludzi sprzed przyjęcia osiadłego trybu życia. Autor „Sapiensa” (i nie tylko on) sugeruje, że prawdopodobnie życie tych ludzi było znacznie bardziej przyjemne i godne niż ich osiadłych potomków (z których >90% harowała na polu i nigdy nie miała szansy poznać świata poza najbliższą okolicą). Do niedawna uważałem, że ciekawe rzeczy zaczynają się od piramid, a wcześniej to tylko uganianie się za mamutami z dzidą, ale… ci łowcy mamutów mogli mieć bogatsze życie kulturalne niż typowy człowiek starożytności czy średniowiecza (oczywiście nie mówimy tu o szlachcie czy kapłanach).

Na przeczytanie czeka u mnie ta książka, liczę na to że mi się spodoba: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/269473/czlowiek-biografia

Miałem też przyjemność zagrać (na razie tylko raz, ale myślę że nie ostatni): w Würm — Roleplaying in the Ice Age. Twórcy gry (oryginalnie francuskiej, ale doczekaliśmy się też angielskiego przekładu) zrobili niezły research by odzwierciedlić w niej życie ludzi pierwotnych. Tu masz darmowy fragment podręcznika: https://www.nocturnal-media.com/store/wurm-sneak-peek-free

27-02-2020 01:32
Adeptus
   
Ocena:
0

Dziękuję, że w dalszym ciągu tak się angażujesz i za Twoje rady. Komentarz odnośnie dźgania nożem bardzo uczciwy i zdroworozsądkowy. 

Dochodzę jednak do wniosku, że problem z reorganizacją poglądów wynika u mnie ze zwykłego strachu. Ze strachu, że może nie mam racji, że może jednak sprzeczności i absurdy w Biblii są pozorne, że to wszystko sobie źle interpretuję, że jednak istnieje chrześcijański Bóg i jest sprawiedliwy i miłosierny, a ja się od Niego odwracam i jeszcze innych na złą drogę sprowadzam. Albo, że jednak mam rację po części - to znaczy, Bóg biblijny jednak istnieje, ale jest dokładnie taki, jakim Go teraz widzę i wkrótce zabierze się za ostateczne rozwiązanie kwestii grzeszniczej. Problem w tym, że gdybym sobie stworzył nowy światopogląd, byłby zapewne zawierałby sporą dozę antyklerykalizmu, a na to nie jestem gotów. Naszła mnie taka myśl, że teraz rozumiem, skąd się bierze satanizm (ten filozoficzny, nie teistyczny, czy w ograniczający się do szczeniackich wygłupów) i ta myśl mnie przeraża, bo wpojono mi - sam sobie wpoiłem - że satanizm to najgorsza możliwa rzecz, więc jeśli odczuwam jakąś wspólnotę poglądów z nim, to jest ze mną źle. 

Ale odchodząc od tematu mojej psychoanalizy - łowcy demonów znaleźli nowy cel, figurki duchód z kaszubskich wierzeń http://magazynkaszuby.pl/2020/02/sie-wczoraj-stalo-gminie-linia-zwyciezyl-jezus/ . Podczas moich rozważań naszła mnie myśl - skoro księża uważają postawienie w domu słonika z podniesioną trąbą za tak straszny grzech i portal dla diabła, czemu nie zwalczają posągów Temidy w sądach (gdy zacząłem trzeźwiej myśleć, uznałem, że to dlatego, że wiedzą, że by w ten sposób się skompromitowali). Ale biorąc pod uwagę, że sytuacja jest rozwojowa, może dojdzie i do tego.

 

Swoją drogą, wyszukałem, ze ktoś kiedyś próbował na Polterze nawracać antymagicznie: https://polter.pl/ksiazki/J-K-Rowling-i-ksiega-czarow-na-PS3-w57025

27-02-2020 15:58
Johny
   
Ocena:
0

Adeptus, tak naprawdę czujesz się paskudnie bo masz dysonans poznawczy gigant. Tu możesz poczytać więcej o tym zjawisku: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_poznawczy

W wielkim skrócie, gdy dwa elelementy poznawcze są ze sobą sprzeczne, człowiek odczuwa napięcie i motywację do tego by przywrócić między nimi harmonię.

W twoim przypadku jest to: mocno wierzę w Boga, który według mnie potępia fantastykę. Uwielbiam fantastykę.  A że te dwa elementy są dla ciebie bardzo ważne czujesz się naprawdę podle i męczysz by to jakoś pogodzić bądź ten konflikt rozstrzygnąć.

Jest to normalne ludzkie zjawisko. Nie odczuwasz strachu przed bogiem, odczuwasz napięcie bo przewartościowujesz swoje życie, to naturalne w takich sytuacjach.

Od siebie mogę dodać, że jakbyś miał utracić motywację do życia z powodu utraty sensu, to rozwiąż swój dysonans jak mnóstwo innych Katolików (na przykład dodaj nowy element "eee to tylko fanatycy potępiają fantastykę, nie normalni wierzący").

Jeśli jednak chcesz odejść od kościoła, to wiedz że nie musisz być od razu satanistą a ateiści też mogą prowadzić szczęśliwe życie. Religia to taka filozofia z lepszym marketingiem. Masz co chwilę przerwy na reklamy o życiu wiecznym, wspaniałościach raju, cierpieniach piekielnych i gotowy przepis na twoje miejsce w świecie. To że ona jest najbardziej ropropagowana jako sposób na sens życia nie znaczy że nie możesz sięgnąć do mniej promowanych autorów.

Możesz czytać filozofów, zgłębiać sztukę lub po prostu angażować się w życie smakując je i doświadczając by lepiej je zrozumieć.

A co do "jestem workiem kości i mięsa". To jest tak, jak z tym podejściem do pracy. Jedna osoba powie ci że po prostu układa cegły, druga że stara się utrzymać rodzinę a czwarta że stawia ogromną katedrę.

Możesz być workiem mięsa. A możesz być obdarzonym świadomością swojego istnienia świadkiem ogromnego wszechwświata którego prawa usiłują zgłębić najtęższe umysły takich jak ty.

To od Ciebie, od twojej interpretacji zależy kim jesteś.

Co do tematu polowań na czarownice, mam nadzieję, że nie będzie miało to jakiś przyszłych konsekwencji, typu wyrzucanie wszystkich fantastycznych pozycji z list lektur (Mistrz i Małgorzata?), ograniczanie tych pozycji w bibliotekach i tym podobne rzeczy. 

01-03-2020 21:29
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Johny

Przepraszam Cię, ale to nie do końca tak. Ten etap "sprzeczności" trafnie opisałeś, ale mam go już za sobą. Sprzeczność między chrześcijaństwem a fantastyką (a przynajmniej jej większością) faktycznie istnieje, na poziomie podstawowych założeń, a to, że wielu "normalnych chrześcijan" jej nie dostrzega, wynika z tego, że na swoje szczęście, za bardzo się nad tym nie zastanawiają. Kiedy ja to sobie uświadomiłem, z bólem uznałem, że muszę zrezygnować z fantastyki. Inne podejście, przy założeniu, że się szczerze wierzy w katolicyzm, byłoby bezsensowne. Tyle, że spowodowało to u mnie różne rozkminy, które doprowadziły do tego, że jednak przestałem wierzyć (po części). W znacznej mierze wypłynęło to z tego, że jak się rozczytywałem w tyradach antyokultystycznych, to zauważyłem, jak bardzo grubymi nićmi jest ona szyta. Np. kwestia radiestezji czy homeopatii - łowcy demonów twierdzą, że dowodem na to, że pochodzą one od szatana jest fakt, że osoby je praktykujące zaczynają odczuwać niechęć do religii, myśli bluźniercze, odsuwają się do Kościoła itd. podczas gdy do niedawna obie te dziedziny w żaden sposób nie uznawano za sprzeczne z katolicyzmem, papieże patronowali szpitalom homeopatycznym, zmarły biskup Pylak był pasjonatem radiestezji, cech psychotroniczny święcił sztandary i odbierał przyrzeczenia od członków w kosciele, a nawet miał kapelana i nagle się okazało, że to szatanizm. A w jednym artykule natrafiłem na wyjaśnienie, że to nie ma znaczenia, że wielu radiestetów jest pobożnych, bo to tylko świadczy o tym, że demon się ukrywa (czyli im bardziej demona nie widać, tym bardziej on tam jest). Albo bioenergoterapia - inkwizytorzy twierdzą, że o jej demonicznym pochodzeniu swiadczy fakt, że ona czasem działa i leczy (czyją mocą? Przecież nie Boga), ale jednocześnie po jakimś czasie sprowadza na pacjenta gorsze dolegliwości fizyczne, psychiczne i duchowe. Ale gdyby tak było, to prawdziwi lekarze, osoby, którym zależy na tępieniu bioenergo by to chórem potwierdzali, byłyby prace naukowe potwierdzające, że bioenergo powoduje nowe choroby - ale nie ma nic takiego, wg lekarzy jest szkodliwe tylko dlatego, że odciąga ludzi od prawdziwych terapii i nie działa, mocą boską, szatańską, naturalną ani żadną inną. Natrafiłem też na sporo innych głupot - że na przykład myśli samobójcze są konsekwencją tego, że myślącego rodzice chcieli zabortować w dzieciństwie (co jest wyjątkowo podłe, bo dodatkowo dołuje ludzi, którzy i tak mają problemy i wbija klin między nich a rodziców), że jedną z organizacji okultystycznych, których inicjacja powoduje otwarcie na demony są Świadkowie Jehowy (ludzie, którzy "okultyzmu" boją się jeszcze bardziej od katolików, nie stawiają świeczek na grobach, bo to spirytyzm, nie świętują Bożego Narodzenia, bo zbyt pogańskie). Już nie mówiąc o starych hitach w stylu "prezerwatywy nie chronią przed chorobami wenerycznymi", "In vitro powoduje choroby genetyczne", "Ateiści są niezdolni do miłości" itd. To otworzyło mi oczy na pewien mechanizm - zrozumiałem, że działacze religijni są gotowi powtarzać każde głupstwo, jeśli tylko uderza ono w coś, co akurat uznawają za złe, na zasadzie "X na pewno jest złe, a twierdzenie Y gdyby było prawdziwe, potwierdzałoby to, więc na pewno Y jest prawdą". Ponadto zacząłem sobie uświadamiać, że katolicki system wartości jest... dziwny. Że np. wróżbiarstwo wg niego nie jest złe dlatego, że to strata czasu i pieniędzy, tylko dlatego, że jest wyrazem "niezdrowej ciekawości" i "chęci panowania nad czasem" (czyli normalnych dążeń istoty inteligentnej). Ponadto w międzyczasie odbyłem rozmowę z członkiem ruchu charyzmatycznego, która również wzbudziła moje wątpliwości  - twierdził, że jestem zniewolony przez diabła i to, że przystępowałem do sakramentów o niczym nie świadczy, bo robiłem to bez wiary. Że powinienem przyjść na ich spotkanie i tam zostanę uwolniony, bo cuda dzieją w obecności prawdziwej wiary, że nawet Jezus nie mógł czynić cudów w Nazarecie z powodu małej wiary mieszkańców. To mi uświadomiło - cuda dzieją się w obecności prawdziwej wiary, najlepiej masowej, w atmosferze, gdy ludzie nawzajem się nakręcają, gdy odczuwają silne emocje, gdy np. pod ich wpływem wpadają w trans i zaczynają bełkotać, co może być uznane za "dar mówienia nowymi językami" lub objaw opętania, w zależności, co bardziej pasuje itd. Już nie mówiąc o tym, że ta osoba prezentowała podejście "lepiej uważać z tą nauką, bo naukowiec też może być pod wpływem diabła, trzeba uważać z nierozpoznanymi siłami natury, bo mogą być od diabła, Kościół powinien to rozeznawać, a zresztą czy nauka jest potrzebna, ona odciąga ludzi od Boga, a tylko relacja z Nim się liczy" i uświadomiłem sobie, że ta niechęć do "okultyzmu" i zmyślonej magii jest jest przejawem wobec każdej idei, która przyznaje człowiekowi jakąś moc sprawczą i ceni  jego siłę i wiedzę - a Kościół tylko dlatego oficjalnie nie zwalcza prawdziwej, działającej nauki na równi z magią, bo wie, że w obecnych czasach to by nie przeszło (ale swego czasu dzielnie próbował). Zacząłem czytać Biblię i uświadamiać sobie, że jest pełna sprzeczności (rozbieżne opisy Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania, różnice w doktrynach), że oficjalnie jest potwierdzone, że niektóre fragmenty zostały dopisane później (w tym opisy ukazań się zmartwychwstałego Jezusa w najstarszej, markowej Ewangelii). Że co najgorsze, obraz Boga i wszechświata jaki się z niej wyłania, jest przerażający. Owszem, istnieje wielka sprzeczność pomiędzy Biblią, a typową fantastykę. W utworze fantastycznym bóstwo, które zsyła plagi, armie bezlitosnych wojowników mordujących wszystko co się rusza, potworów, które dręczą mieszkańców Ziemi, które pragnie, by życie wszystkich istot kręciło się wyłącznie wobec oddawania mu chwały, w tym, o ironio, żeby wszyscy bezustannie wysławiali jego miłosierdzie, które planuje zniszczyć cały wszechświat i odbudować go tak, żeby żyły w nim jedynie istoty w 100% podporządkowane jego woli, a wszyscy, którzy nie spełnią tego kryterium zostali uwięzieni w wymiarze wiecznego cierpienia - byłoby czarnym charakterem, Mrocznym Władcą. Izraelici z ST byliby armią orków czy wojowników chaosu, a uczniowie z NT szalonymi kultystami czczącymi śmierć i cierpienie i wyczekującymi niecierpliwie, aż ich Pan oczyści Ziemię z niewiernych ("Apokalipsa" to typowe fantasy czy katastroficzne superhero, ale pisane z odwróconego punktu widzenia, a historia zdobywania Kanaanu ukazuje typową relację Władcy Ciemności z jego minionami, który z jednej strony posyła ich, żeby pogromili jakichś nieszczęśników i obiecuje uczynić z nich wielkie imperium, ale z drugiej strony tymi minionami pomiata i morduje ich pod byle pretekstem, zaś historia wieży Babel okazuje Boga jako małostkowego, zazdrosnego czarownika, który boi się, że śmiertelnicy zgromadzą zbyt dużą moc i zagrożą jego pozycji). Swego czasu Agrafka (szkoda, że jej już z nami nie ma) chciała zapoczątkować cykl "Biblia oczami fantasty", skończyło się na jednym odcinku. Zastanawiam się, czy nie dlatego, że zauważyła, że dalsze brnięcie w starotestamentowe opowieści nieuchronnie doprowadzi do oskarżeń o naruszenie uczuć religijnych i flejmu.

Ponadto, szukając informacji na temat "zagrożeń duchowych" czytałem wiele wypowiedzi katolików z różnych epok i coraz bardziej uświadamiałem sobie, jak moja religia jest przesiąknięta kultem cierpiętnictwa, antyhumanizmu, samoponiżenia, słabości, bezmyślności i po prostu śmierci.

Więc nie ma problemu "chcę być katolikiem, ale katolicyzm neguje moją ukochaną fantastykę". To byłaby dosyć błaha kwestia. Mój dysonans poznawczy polega na tym, że to, co uznawałem za kwintesencję i źródło dobra okazało się złem, trucizną pokrytą z wierzchu lukrem paru wyrwanych z kontekstu, miło brzmiących frazesów o miłości bliźniego. I teraz moim problemem jest właśnie strach - strach, że albo ta biblijna wizja Boga okaże się jednak prawdziwa i On nas dopadnie, albo, że jednak to wszystko sobie źle zinterpretowałem i Bóg faktycznie jest sprawiedliwy i miłosierny, a ja się od Niego odwróciłem. 

 

Co do lektur i bibliotek - na razie obrywa się głównie "Harry'emu Potterowi", łowcy czarownic skupiają większość wysiłków na nim (bo głównie jego kojarzą), ale była w Sejmie akcja https://prawy.pl/12256-e-podreczniki-dla-szkol-podstawowych-promuja-gender-i-okultyzm-wideo/, gdy poseł wraz z przedstawicielami fundacji domagał się usunięcia z podręczników, półek bibliotecznych i bajek puszczanych dzieciom w świetlicach "wszelkich odniesień do magii". Przy okazji oberwało się ćwiczeniom relaksacyjnym (według doktryny, jakiekolwiek "odmienne stany świadomości", w tym stan alfa mózgu, czyli po prostu stan głębokiej relaksacji, to w rzeczywistości otwieranie umysłu na świat demoniczny i zaproszenie intruzów duchowych). Z plansz wyświetlanych na konferencji wynika, że do nieprawomyślnych treści zaliczono n.in. mitologię grecką (pojawiają się "Przygody Odyseusza" i ilustracje z syrenami - ptasimi, nie ryboogoniastymi, choć w tym drugim przypadku może poszło o zarysy biustów, nie pogaństwo). Nie wiem, czy list do MEN wywołał jakieś konkretne efekty, ale próba była.  

02-03-2020 09:37
Johny
   
Ocena:
0

A czy bierzesz pod uwagę możliwość, że te wszystkie nieścisłości, różnice w doktrynach i te wszystkie nierozstrzygnięte kwestie świadczą o tym że boga nie ma i nie musisz się niczym martwić? Może to po prostu ludzki wymysł wykorzystywany do różnych celów - w polityce, argumentach przy wychowaniu, jako odpowiedź co dzieje się po śmierci, bo fajnie by było jakąś mieć? 

02-03-2020 23:22
Adeptus
   
Ocena:
0

Oczywiście, że biorę pod uwagę możliwość, myślałem, że to wynika z moich wywodów. Ale tak, biorę pod uwagę, czy wręcz skłaniam się ku temu, że Bóg może nie istnieć (albo istnieje, ale jest kimś/czymś innym niż uczy Biblia i chrześcijaństwo). Co nie zmienia faktu, że z "tyłu głowy" boję się, że jednak może istnieć i być dokładnie tak przerażający, jak opisuje Go Biblia że nas dopadnie, a ujawniając swoje negatywne odczucia sieję zgorszenie i wciągam innych do piekła (z drugiej strony czasem odczuwam wyrzuty sumienia pod tytułem "Jakim prawem osądzasz Boga" albo mam wątpliwości, czy moja obecna interpretacja jest słuszna - skoro kiedyś naginałem Biblię i fakty, żeby potwierdzać swoją wiarę, może teraz robię to w drugą stronę?). Rozum mówi jedno, uczucia drugie i cały czas biję się z myślami. Ciężko mi myśleć o czymkolwiek innym. Nie powinienem się żalić, ludzie mają gorzej, moje problemy są żałosne, ale skoro pytasz, to tak jest.

Aha, w poprzednim poście wstawiłem link do artykułu o tej akcji w Sejmie przeciwko okultystycznym podręcznikom szkolnym, wcześniej zapomniałem.

03-03-2020 15:33
Johny
   
Ocena:
+1

Rozumiem, że jest ci ciężko i to jest dla ciebie trudny moment. Ja się czuję ateistą ale nie mam pojęcia jaki światopogląd by TOBIE najlepiej odpowiadał. By trochę ci ulżyć napiszę tak:​

Zgodzę się z tobą, że bóg może być paskudnym bytem. Nie wiemy tego. Zgodzę się z tobą, że może być dobry i miłosierny. Czy zgodzisz się ze mną, że wtedy nic ci nie grozi? W końcu on wie, że nie odwróciłeś się od niego z powodu złej woli, że cały czas pozostałeś wierny jego wartościom. Czy zgodzisz się ze mną, że miłosierny Bóg w twojej sytuacji ci wybaczy? Tak jak przyjaciele wybaczają sobie nieporozumienia i błędy? Jest jeszcze trzecia opcja. Bóg jest taki jak opisuje go hinduizm, taoizm czy niektóre szkoły filozoficzne jak stoicyzm. Jest niepoznawalnym absolutem, bardziej neutralną siłą niż osobą. Czy zgodzisz się że wtedy też jesteś bezpieczny? Bo absolut nie będzie się mścił? I wreszcie czwarta, Boga nie ma, jest tylko wymysłem naszego mózgu by radzić sobie w trudnym środowisku jakim przyszło nam żyć. Czy wtedy też jesteś bezpieczny?

Czy czujesz to, że w trzech przypadkach na cztery nic ci nie grozi? Jest 75% procent szans, że wszystko będzie OK.​

03-03-2020 22:40
Adeptus
   
Ocena:
0

Bardzo dziękuję za próbę pomocy, ale niestety, to nie jest takie proste. Gdyby takie filozoficzne rozważania wystarczały, by przezwyciężyć strach i poczucie winy, już dawno nie miałbym problemu. 

W końcu on wie, że nie odwróciłeś się od niego z powodu złej woli

A może ze złej woli? Może dlatego, że nie chciałem dalej wyrzucać książek załączyło mi się confirmation bias przeciwko religii? Ciężko ocenić.

Ogólnie może już dajmy spokój mojej psychoanalizie, rozpisałem się, bo mam taki nawyk, ale to chyba nie miejsce na to.

Zaskakuje mnie tak nikły odzew katolików na notkę, czy naprawdę tylko dwie osoby ten temat ruszył?

04-03-2020 09:20
Kaworu92
   
Ocena:
0

Myślę, że Polter nie jest szczególnie katolickim miejscem w sieci... :)

04-03-2020 15:56
gower
   
Ocena:
+1

Ech, myślałem już, że będę mógł sobie z czystym sumieniem zignorować tę notkę, ale nie, oczywiście Kaworu musiał w to Poltera wplątać :p

No więc prosiłbym jednak o nieprzypisywanie Polterowi cech związanych z jakąkolwiek religią bądź jej brakiem czy też innych cech światopoglądowych. Polter to miejsce dyskusji o kulturze, które łączy ludzi przeróżnych poglądów.

Natomiast skoro już się w ogóle wypowiedziałem, to skomentuję też krótko meritum. Chociaż trochę głupio mi w ogóle komentować, skoro jestem jednocześnie redaktorem naczelnym portalu fantastycznego i głęboko zaangażowanym w życie Kościoła katolikiem :D

Otóż Kościół katolicki w żadnym punkcie swojego nauczania dogmatycznego i pastoralnego nie wypowiada się na temat kultury fantastycznej, a w szczególności jej nie potępia. Podobnie jak nie potępia reportażu, opery, poematu dygresyjnego ani ballad romantycznych. Bo to są po prostu różne konwencje, w których artyści przekazują treść swoich utworów.

Jeśli to nie jest dla kogoś oczywiste, to doktryny Kościoła nie tworzą wypowiedzi poszczególnych mniej lub bardziej mądrych księży, ale nauczanie Stolicy Apostolskiej, soborów powszechnych, a w pewnych wypadkach również lokalnych konferencji episkopatu. W żadnym dokumencie Kościoła nie znajdziemy również zrównywania kultury z praktykowaniem magii, więc cała ta dyskusja na kilkadziesiąt komentarzy jest oparta po prostu na fałszywych założeniach i powtarzającej się z wypowiedzi na wypowiedź ignorancji.

04-03-2020 19:16
Kaworu92
   
Ocena:
+1

Przepraszam jeśli powiedziałem coś nie tak... : <

04-03-2020 20:32
gower
   
Ocena:
0

Spoko, trochę żartuję ;) Natomiast chcę podkreślić, że na Polterze jest miejsce dla każdego, niezależnie od wyznania lub jego braku.

04-03-2020 20:50
Kaworu92
   
Ocena:
0

Oczywiście :-)

Eh, chyba się nie wyraziłem dostatecznie jasno i l dlatego nieporozumienie. Każdy, katolik, buddysta, ateista itp. ma prawo być na Polterku i tu się udzielać. Ale nie wydaje mi się, by focus Poltera - fantasy, komiksy, RPG itp - jakoś szczególnie się wiązał z katolikami i ich przyciągał do portalu, co jest moim wyjaśnieniem na słowa Adeptusa o tym, że tylko dwóch katolików skomentowało mu posta. Znaczy, być może byłoby to dziwne na forum katolickim, ale na forum fantastycznym nie jest to jakiś wielki powód do zdziwienia. Powiedziałbym, że - wydaje mi się - Polter jest neutralnym miejscem w sieci jeśli chodzi o jakąkolwiek wiarę, więc mniejsza aktywność osób religijnych (bądź areligijnych) wydaje się w pewien sposób zrozumiała.

[Choć jak teraz o tym myślę, to ponad 90% Polaków się deklaruje jako katolicy i można by było oczekiwać tego samego od populacji na Polterze, więc w tym kontekście może nie powinno dziwić pytanie Adeptusa? Tylko w takim momencie serio nie wiem jak to wyjaśnić... hm, Lolterek to pustynia? xD]

Eh, nie wiem czy teraz jestem bardziej zrozumiały? : <

04-03-2020 21:19
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Gower

1. Magia to zgodnie z Biblią jeden z najgorszych grzechów. Gorszy od zabójstwa (które co do zasady jest zakazane, ale jest od groma wyjątków czy sytuacji, gdy Bóg wprost nakazuje zabijanie) czy gwałtu (od gwałtu na pannie W Starym Przymierzu można się było wykpić płacąc jej ojcu i biorąc ją za żonę, magia zawsze była karana śmiercią). Biblia wielokrotnie, wręcz obsesyjnie potępia magię. Porównywalne jest właściwie tylko bałwochwalstwo. Również KKK ją potępia.

2. Zgodnie z katolicką doktryną, fantazjowanie o popełnianiu grzechu i czerpanie z tego przyjemności to grzech.

Wniosek: fantazjowanie o czarowaniu, używaniu magicznych przedmiotów, posługiwaniu się magicznymi stworzeniami itd. to grzech.

Nie ulega wątpliwości, że granie w grę pornograficzną jest grzechem i nikt nie tłumaczy tego "Kościół nie potępia kultury" ani "taka konwencja"  "Kościół nie wypowiada się dogmatycznie o pornograficznych grach komputerowych" czy "w żadnym dokumencie Kościoła nie znajdujemy zrównywania grania w gry pornograficzne z rozpustą". Dlaczego zatem granie w grę fantasy miałoby nie być grzechem, skoro z chrześcijańskiego punktu widzenia magia jest dużo gorsza od rozwiązłości? Dlaczego symulowanie seksu miałoby być złe, a symulowanie "okultyzmu" już nie? To samo dotyczy gier, w których oddaje się cześć bogom. Albo inaczej - czy katolik może grać w gry/polecać gry, które jako coś pozytywnego pokazują satanizm albo symulują satanistyczne rytuały? A przecież z katolickiego punktu widzenia wszelkie formy magii są słabo zakamuflowanym satanizmem. Stanowisko księży i świeckich, które przytaczam jest spójne i logiczne. Natomiast stanowisko "mogę lubić i polecać utwory, które pokazują jako coś pozytywnego rzeczy, które z punktu widzenia katolicyzmu są najgorszym możliwym plugawstwem i to nie jest grzech, bo sam tego nie praktykuję, przynajmniej nie na serio, najwyżej udaję trochę" to jest typowe "chcę zjeść ciastko i mieć ciastko".

Tak że nie zgadzam się Tobą... ale bardzo dziękuję, że zdecydowałeś się wypowiedzieć w tej kwestii, mam nadzieję, że pociągniesz temat. I dziękuję, że mnie nie zbanowałeś za obrazę uczuć religijnych, bo jak zacząłem jechać, to się obawiałem, że to się tak skończy.

 

@ Kaworu92

Choć jak teraz o tym myślę, to ponad 90% Polaków się deklaruje jako katolicy i można by było oczekiwać tego samego od populacji na Polterze, więc w tym kontekście może nie powinno dziwić pytanie Adeptusa? Tylko w takim momencie serio nie wiem jak to wyjaśnić... hm, Lolterek to pustynia?

Proste - większość katolików nie traktuje religii zbyt poważnie.

04-03-2020 21:52
gower
   
Ocena:
+1

@Adeptus
Odpowiedź jest banalnie prosta. Cała katolicka dogmatyka moralna jest indywidualna – istnienie winy lub jej braku zależy w tym ujęciu od sumienia danego człowieka i jego motywacji. I tak "granie w grę pornograficzną", którego celem jest osiągnięcie satysfakcji seksualnej, jest na przykład zasadniczo czymś innym od podziwiania wystawy fotograficznych aktów.

fantazjowanie o popełnianiu grzechu i czerpanie z tego przyjemności to grzech

To jest tak duże uproszczenie, że już nieprawda. Czy oglądanie filmu sensacyjnego, w którym trup ściele się gęsto, jest fantazjowaniem o morderstwie? Dla większości społeczeństwa nie, a jeśli takie fantazje (w znaczeniu pragnienia wcielenia tych zachowań w życie) się pojawiają, to może być to oznaka problemów psychicznych.

Podobnie jest z większością kultury, w tym z fantastyką. Czytanie o czarodziejach i czarodziejkach, odgrywanie ich w erpegach, granie w sztukach teatralnych nie ma nic wspólnego z magią i okultyzmem, o którym piszesz. Bo ontologiczne zło, które Kościół widzi w magii, nie znajduje się w rzucaniu fireballi, ale w stojącej za nią motywacji – w chęci odebrania Bogu kontroli nad światem i szukania zdolności nadprzyrodzonych gdzieś indziej. A w rozumieniu chrześcijańskim jeśli otwierasz się na świat duchowy, który nie jest w jedności z Bogiem, zostaje tylko jedna opcja. I to jest clue sprawy – katolicy wierzą, że Szatan ma na celu wyłącznie krzywdę człowieka, dlatego zapraszanie go w jakiejkolwiek formie do swojego życia jest destrukcyjne.

Żaden z tych aspektów nie jest obecny w kulturze, również fantastycznej. No ale nie słuchaj w tej sprawie mnie: poczytaj sobie Listy Tolkiena – ojca współczesnej fantastyki – które są pięknym świadectwem wiary. Albo poczytaj sobie jego esej Drzewo i liść, w którym pisze o tym, że każda działalność twórcza jest kontynuowaniem boskiego dzieła stworzenia świata.

Kościół tylko w kilku bardzo specyficznych przypadkach wskazuje na ontologiczne zło obecne w konkretnych przedmiotach i ma to miejsce wtedy, gdy samo ich istnienie i stworzenie miało na celu działanie przeciwko Bogu. Celem każdego artysty – czy to pisarza, czy reżysera, czy malarza – jest natomiast opowiedzenie pewnej historii, ekspresja swojej myśli. I w tym celu wybiera on przeróżne formy i konwencje, w tym również konwencję fantastyczną, która w oderwaniu od skojarzeń z prawdziwej rzeczywistości pozwala na nowo ukazać prawdę o człowieku. Próba opisywania chrześcijańskiego nauczania moralnego jako zbioru reguł, które dzielą rzeczy na dobre i złe, jest całkowitym niezrozumieniem tego, o co chodzi w chrześcijaństwie. Kościół nigdy nie mówi, że coś jest złe "bo tak". Jest złe, jeśli powoduje krzywdę i oddala człowieka od jedności z Bogiem.

To tyle, co miałem do powiedzenia. Na wypadek, jakby jakaś zbłąkana dusza przez przypadek tu trafiła i zastanawiała się, o co chodzi.

04-03-2020 22:35
Sapiens
   
Ocena:
0

Proste - większość katolików nie traktuje religii zbyt poważnie.

 

Mam na temat 3 przemyślenia. Potencjalnie flejmogenne, więc zastrzegę że to tylko moje spostrzeżenia, a nie żadne prawdy (nomen omen) objawione:

  1. Większość Polaków wierzy nie w Boga, a w Bozię. Bozia to byt mający w praktyce niewiele wspólnego z biblijnym Bogiem. Jego wersja light przedstawiona na katechezie w podstawówce. 
  2. Realnie (w przeciwieństwie do deklaracji) większość Polaków to nie katolicy ani ateiści, tylko... poganie. Wierzą w najróżniejsze rzeczy: w Bozię, w niewidzialną rękę wolnego rynku, w horoskopy, w różne dobre i złe omeny... tak naprawdę to miszmasz najróżniejszych wierzeń. Nie różnimy się aż tak bardzo od tych wikingów z przełomu X i XI wieku, którzy chrzcili się dziesiątki razy (najwyraźniej byli powergamerami i liczyli na kumulację buffów), a i tak mieli ukryte za pazuchą młoteczki Thora.
  3. Maltańczycy (których trochę poznałem) powszechnie uchodzą za naród katolicki, a są zupełnie inni od Polaków. Z jednej strony mają kościoły dosłownie co parę kroków, Konstytucja bardzo eksponuje rolę Kościoła (cytat poniżej), obchodzą masowo procesje i inne święta kościelne, powszechną praktyką jest trzymanie wizerunków zmarłych bliskich oraz papieży (na topie są Jan Paweł II oraz Franciszek, Benedykt XVI jakoś nie przypadł im do gustu) w pokoju w pracy... a jednocześnie są narodem bardzo przyjaznym LGBT (legalne małżeństwa osób tej samej płci, zabroniona tzw. terapia konwersyjna, https://en.wikipedia.org/wiki/LGBT_rights_in_Malta). Z trzeciej strony, mają pogańską, starożytną tradycję malowania na łodziach ochronnych oczu (https://www.youtube.com/watch?v=C1hwx_6hvb8). I patrzcie, jakoś godzą jedno z drugim i trzecim i wcale nie ma tam wojny domowej. Myślę, że oni po prostu bardziej niż Polacy lubią samych siebie, swoje życie i otaczających ich ludzi (zarówno rodaków, jak i nieprzeliczone hordy turystów).

 

Artykuł 2 Konstytucji Malty (dostępnej: http://justiceservices.gov.mt/DownloadDocument.aspx?app=lom&itemid=8566)

2.(1) The religion of Malta is the Roman Catholic Apostolic Religion.

(2) The authorities of the Roman Catholic Apostolic Church have the duty and the right to teach which principles are right and which are wrong.

(3) Religious teaching of the Roman Catholic Apostolic Faith shall be provided in all State schools as part of compulsory education.

Art. 45 tej samej Konstytucji:

45.(1) Subject to the provisions of sub-articles (4), (5) and(7) of this article, no law shall make any provision that isdiscriminatory either of itself or in its effect.

(2) Subject to the provisions of sub-articles (6), (7) and (8) ofthis article, no person shall be treated in a discriminatory mannerby any person acting by virtue of any written law or in theperformance of the functions of any public office or any publicauthority.

(3) In this article, the expression "discriminatory" means affording different treatment to different persons attributable wholly or mainly to their respective descriptions by race, place of origin, political opinions, colour, creed, sex, sexual orientation or gender identity whereby persons of one such description are subjected to disabilities or restrictions to which persons of anothersuch description are not made subject or are accorded privileges oradvantages which are not accorded to persons of another suchdescription.

 

 

 

05-03-2020 00:30
Exar
   
Ocena:
0
W Polsce jest masa ludzi niewierzących i praktykujących.
05-03-2020 07:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.