» Blog » Krytyka fantastyki, ze szczególnym uwzględnieniem RPG, z pozycji katolickich
10-02-2020 11:47

Krytyka fantastyki, ze szczególnym uwzględnieniem RPG, z pozycji katolickich

W działach: Okultyzm | Odsłony: 2244

Niedawno moją uwagę zwróciła znaczna ilość krytyki kierowanej przez katolików (innych chrześcijan zresztą też) pod adresem fantastyki jako takiej (ze szczególnym uwzględnieniem RPG), na tle tzw. "okultyzmu", przy czym za "okultyzm" nie są uznawane jedynie nekromancja, wzywanie demonów itp., ale w zasadzie każdy element fantastyczny - magia w jakiejkolwiek formie, moce superbohaterskie, fantastyczne stworzenia, istoty pozaziemskie (w sensie kosmitów, nie demonów - tzn. według tej krytyki kosmita to też demon). Zresztą, zjawiska z pogranicza "prawdziwej" nauki i parapsychologii/fantastyki, jak hipnoza, również są na cenzurowanym. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że taka krytyka istnieje, ale zakładałem, że to jest folklor w rodzaju ks. Natanka potępiającego "Diabolo numer trzy". Tymczasem okazuje się, że jest to bardzo silny nurt, ba, można powiedzieć, wręcz przybierający na sile, o czym świadczą takie wydarzenia, jak niedawne palenie na stosie "Harry'ego Pottera" i "Zmierzchu" w Gdańsku przez Fundację "SMS z Nieba", czy wysyp gazet i portali "antyokultystycznych" na czele z miesięcznikiem "Egzorcysta" (i to nie jest jakaś nisza, tylko czasopismo dostępne w EMPIK-u w znacznej ilości egzemplarzy), więc niech Was nie zmyli to, że znaczna część przytaczanych artykułów pochodzi sprzed kilku lat.

Na początek klasyk, z którym pewnie zetknęła się znaczna ilość z nas, lista "zagrożeń duchowych" sporządzona przez ks. Sawę, stara, ale jara (do tej pory figuruje na stronach wielu parafii i organizacji katolickich).

https://milosierdzie.brzesko.net.pl/warto-wiedziec/zagrozenia-duchowe

O ile na liście padają pytania "Jakie filmy oglądasz" "Jakie czasopisma czytasz" o tyle nie ma pytania "W jakie gry RPG grasz", tylko "Czy grasz w gry RPG" - erpegi są złe jako takie.

Mam wrażenie, że ks. Sawa zdanie wyrobił sobie na podstawie tego artykułu autorstwa jakiegoś Włocha: https://opoka.org.pl/biblioteka/V/trans/sekty/mlodzi_i_ezoteryzm_02.html , gdyż powtarza po nim pewne dość nietypowe sformułowania, jak te o "elektronicznym czarowniku"). Za RPG zabrał się również najsłynniejszy polski świecki inkwizytor, Robert Tekieli https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/donbosco200812-okultyzm.html . Przed p. Tekielim nie uchował się nawet "Władca Pierścieni" na ogół uznawany za dzieło katolickie i wyjątek od reguły nawet przez najbardziej konserwatywnych katolików: http://www.donbosco.pl/archiwum-2013-02-2561 Gandalf jest symbolem Antychrysta, a postać "dobrego maga" jest niemożliwa ("nie pozwolisz czarownicy żyć" i tak dalej). 

Tutaj z kolei inna, mniej znana lista "zagrożeń duchowych", autorstwa ks. Cyrana: http://analizy.biz/apologetyka/index.php-option=com_content&task=view&id=391&Itemid=62.htm . Oczywiście, znajduje się na niej miejsce dla "demonicznych gier", przy czym jako oddzielne gry są podawane RPG, Dungeons & Dragons oraz Advanced D&D. Są potraktowane jako rzeczy, "które niosą bardzo duże niebezpieczeństwo zniewolenia" i ewentualne uwolnienie spod szatańskiego wpływu musi być poprzedzone zniszczeniem "zainfekowanych złem" przedmiotów. W podobnym tonie wypowiedziano się na stronie księgarni katolickiej https://syjon.pl/zagrozenia-duchowe/ (z rozmowy dowiedziałem się, że osoba prowadząca stronę jest byłym graczem).

Tutaj "szokujące świadectwo" graczki uzależnionej od RPG na Frondzie: https://www.fronda.pl/a/tak-zniewalaja-gry-rpg-szokujace-swiadectwo,103979.html

Przeciwko fantastyce nasyconej okultyzmem wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski w liście https://episkopat.pl/o-zagrozeniach-naszej-wiary/ "Szczególnie niebezpieczne i niepokojące jest oswajanie dzieci z okultyzmem. Rynek nasycony jest dziś niezliczoną ilością zabawek, gier, publikacji książkowych przesyconych wątkami fantastycznymi o charakterze nie tylko okultystycznym, ale nawet demonicznym".

Tu z kolei ksiądz wskazuje, że nie ma znaczenia to, że w niektórych grach walczy się z demonami czy samym diabłem https://www.fronda.pl/a/lista-demonicznych-gier-nie-pozwol-dzieciom-w-nie-grac,91351.html i to żadne usprawiedliwienie, gdyż walczy się z nimi za pomocą demonicznych narzędzi (magii), więc w rzeczywistości przejście takiej gry oznacza "wygraną sił demonicznych w przestrzeni duszy gracza", a poza tym w rzeczywistości demon przegrywa jedynie z Bogiem.

Przeciwko RPG występowało kilkukrotnie czasopismo katolickie "Niedziela". Tutaj takie opowiadanko https://www.niedziela.pl/artykul/87361/nd/W-kraine-fantazji, w zamyśle przypowieść i gorzka satyra o tych, co to się bawią w czarowników, zaniedbując rodzinę i piękny Boży świat (co ciekawe, zainteresowanie fantastyką nie jest tutaj przeciwstawianie religii, tylko zainteresowaniu prawdziwą przyrodą). Tutaj odpowiedź ks. Przybylskiego (obecnie biskupa) na list zatroskanego erpegowca, w którym duchowny stwierdza - takie gry są grzechem https://www.niedziela.pl/artykul/82744/nd/Rozgrywki-z-diablem (inna sprawa, że gracz sformułował pytanie w dość specyficzny sposób, tak że ksiądz mógł faktycznie pomyśleć, że gry skupiają się głównie na wątkach demonicznych). Tutaj artykuł nt. Tolkiena https://www.niedziela.pl/artykul/5965/Mija-40-lat-od-smierci-J-R-R-Tolkiena, co do zasady pozytywny, aczkolwiek zaznacza, że istnieją pewne kontrowersje, gdyż jego twórczość była oskarżana o satanizm, neopogaństwo, a co więcej dała początek antychrześcijańskim powieściom fantastycznym, które z kolei stały się "pożywką dla budzących wiele wątpliwości moralnych gier RPG".

Biskup oceniający elementarze negatywnie odniósł się treści fantastycznych w nim zamieszczonych: https://www.gosc.pl/doc/2191763.Darmowy-elementarz-druzgocaca-krytyka "Inną, groźną kwestią, którą wyjaśniał biskupom bp Mendyk, są zawarte w podręczniku treści dotyczące magii. - Dziecko może mieć przekonanie o wszechmocy magicznych treści - dzieci są oswajane z postaciami, które mają magiczną moc, spełniają życzenia w każdej chwili, pomagają w byciu dobrym, życzliwym, rozwiązują problem zła w świecie. To rodzi przekonanie, że można być dobrym i życzliwym właśnie dzięki magii, a poprzez zabawę też można zostać czarodziejem. Jest to bardzo niebezpieczne, bo dziecko poznaje pewne rytuały, myśli, że bawi się, a nieświadomie, małymi krokami zostaje wprowadzane w bardzo niebezpieczną przestrzeń magii i okultyzmu - wyjaśnia biskup".

Była w Sejmie akcja https://prawy.pl/12256-e-podreczniki-dla-szkol-podstawowych-promuja-gender-i-okultyzm-wideo/, gdy poseł wraz z przedstawicielami fundacji domagał się usunięcia z podręczników, półek bibliotecznych i bajek puszczanych dzieciom w świetlicach "wszelkich odniesień do magii".

Tutaj zaś jest ukazany sposób myślenia w kwestii życia pozaziemskiego. Recenzja filmu na portalu katolickim: https://kulturadobra.pl/kowboje-i-obcy/, gdzie wprost jest stwierdzone, że kosmici to przecież diabły, więc film generalnie spoko, bo ludzie walczą z kosmitami, ale minus za to, że pojawia się jedna dobra kosmitka (a przecież dobra diablica jest niemożliwa). Jeszcze mocniej potępione zostają "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia" https://kulturadobra.pl/bliskie-spotkania-trzeciego-stopnia/ - UFO toruje drogę Antychrystowi. Tutaj z kolei autor powołuje się na artykuł z Frondy Lux http://frondalux.pl/o-serafin-rose-znaki-z-niebios-ufo-w-perspektywnie-chrzescijanskiej/, z którego jasno wynika - kosmici to demony, wszelkie "moce psychiczne" i technologie przyszłości to okultyzm, a generalnie fantastyka to diabelstwo.

Tu zaś Jezuita stwierdza, że granie w gry z magią czy bogami jest grzechem, a w ogóle nie ma magii na niby http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/forum/109/n/2100. Ano właśnie. Otóż ten nurt chrześcijaństwa traktuje magię jako jak najbardziej realne zjawisko, stąd też bierze się tak silne potępienie dla fantastyki. Tutaj ks. Posacki (czyli z kolei najbardziej znany duchowny inkwizytor) http://www.edukacjamedialna.pl/e107_plugins/content/content.php?content.44 stwierdza, że fantastyka nie ma prawa definiować "magii" na swoją modłę (czyli np. jako alternatywnych praw fizyki, jak to czyni Sapkowski), gdyż "magia istnieje, jest grzeszna i groźna" - nie jest elementem fantastycznym, tylko obiektywną rzeczywistością (a zatem pisanie o dobrym czarodzieju to coś w rodzaju rewizjonistycznej opowieści o miłych nazistach).

Jak już wspomniałem, ten nurt to nie folklor, on jest silny... i rośnie w siłę. Wiąże się on ze zjawiskiem tzw. pentekostalizacji Kościoła, tj. przejmowania pewnych aspektów od tzw. kościołów zielonoświątkowych. Wiąże się on z silną wiarę w walkę duchową, przekonanie, że Bóg i szatan działają bezpośrednio w świecie i źli "okultyści" toczą swego rodzaju wojnę z dobrymi "charyzmatykami" (którzy są chrześcijańskimi egzorcystami, uzdrowicielami, jasnowidzami ALE TO ABSOLUTNIE NIE MA ZWIĄZKU Z MAGIĄ!!!). Takie Gwiezdne Wojny (choć oczywiście Gwiezdne Wojny też są wg nich "okultystyczne"). Stąd tworzenie różnego rodzaju lista zagrożeń duchowych, tj. swoistych furtek dla złych duchów. To jest trochę jak u Lovercrafta - odpowiednia książka, symbol, piosenka może w każdej chwili otworzyć portal "na tamtą stronę", przez którą przyjdzie demon, weźmie i opęta. Oprócz RPG i fantastyki, jako okultyzm klasyfikowane są m.in. kursy szybkiego czytania czy różne formy medytacji i hipnozy (charyzmatycy zgadzają się z maksymą z WH40K, że "otwarty umysł jest niczym niestrzeżona twierdza"), muzyka techno, radiestezja czy bioenergoterapia (uwaga - nie twierdzę, że ona działa), sztuki walki. I to zjawisko nie pozostaje w sferze werbalnej - w Polsce narasta egzorcystomania, kilkanaście lat temu mieliśmy ze 20 egzorcystów, teraz jest ok. 150, tacy egzorcyści jak ks. Piotr Glas (który wypędzil z konfratra "demona intelektualizmu") czy ks. Michał Olszewski (który z kolei za pomocą salcesonu wyegzorcyzmował wegetariankę - nie, to nie jest żart ani metafora) są katocelebrytami, prowadzą popularne rekolekcje, piszą książki. Za przejaw diabelskiego oddziaływania uznaje się nie tylko filmowe cuda w rodzaju lewitacji czy plucia gwoździami, ba, nawet utrata kontroli i charczenie nie są potrzebne, wystarczy choroba fizyczna, psychiczna, czy niepowodzenia w życiu, by uznać kogoś za ofiarę "zniewolenia" lub "dręczenia" (w założeniu "niższe levele" opętania).

I prawdę mówiąc, ten nurt ma w pewnym sensie rację. Wszystko co ma związek z "magią" jest absolutnie sprzeczne z Biblią. Autorzy biblijni mają wręcz obsesję na temat walki z magią, w Starym Testamencie było to przestępstwo karane śmiercią, w wielu miejscach jest potępiane, w Nowym Testamencie mamy palenie ksiąg magicznych, a czarownicy są wymienianie jako jedni z tych, którzy nie wejdą do Królestwa Niebieskiego.  Jak pisze ks. Posacki „...Stosunek do magii w tradycji judeochrześcijańskiej pozostaje niezmieniony w zasadniczych rysach od tysięcy lat. Począwszy od najstarszych ksiąg Starego Testamentu poprzez Nowy Testament aż do Katechizmu Kościoła Katolickiego, który został wydany w 1992 r., stosunek do magii, czarów, wróżbiarstwa, spirytyzmu czy okultyzmu pozostaje jednoznacznie negatywny (Por. Wj 22, 17; Kpł 19, 31; 20, 27; Pwt 13, 6; 1 Sm 15, 23; Jr 27, 9; 29, 8; Iz 2, 6; 3, 2-3; 44, 25; 47, 12-15; Oz 4, 12; Mdr 17, 7-8; Ga 5, 20; Dz 8, 9-13; 19, 18-20; 13, 6-12; 16, 16-24; Ap 9, 12; 18, 23; 21, 8; 22, 15; Katechizm Kościoła Katolickiego 2116-2117)" A przecież fantasy jakby nie patrzeć, bazuje na tak, czy inaczej rozumianej magii (bo niby formalnie odróżniamy moce i supertechnologie od magii, ale przytoczony wyżej Serafin Rose ma rację - jeden diabeł). Poza tym, generalnie jakikolwiek "optymizm" co do sił człowieka i jego pozycji we wszechświecie, twierdzenie, że ma on jakąkolwiek moc sprawczą i może cokolwiek osiągnąć bez pomocy Boga, jest sprzeczny z duchem biblijnym. Wystarczy spojrzeć na historię o wieży Babel. Stąd też fantastyka, jako gatunek co do zasady opiewający ludzki potencjał i pełen wiary w to, że siły rządzące wszechświatem da się poznać i okiełznać (czy to metaforycznie w postaci magii i fantasy, czy w sposób bardziej prawdopodobny w science-fiction) jest niechrześcijański. Stwierdzam - tak, fantastyka jako taka jest grzeszna i sprzeczna z chrześcijaństwem. 

Na razie, to byłoby na tyle. Ciekaw jestem, jakie jest Wasze zdanie i jak Wy godzicie katolicyzm z obecnością na tym "okultystycznym" portalu. Jeśli chodzi o mnie... niektórzy pamiętają mnie jako zaciekłego katola. Gdy uświadomiłem sobie, że moja religia potępia moją ukochaną fantastykę, przeszedłem kryzys. Ze łzami w oczach paliłem czasopisma, wyrzucałem gry i książki (odczułem na sobie prawdziwość szkolnego frazesu "Książka to dobry przyjaciel" - bolało). Godzinami siedziałem, próbując zredagować list do jakiegoś księdza z prośbą o wytyczne. Gorączkowo próbowałem przeredagować swoje opowiadania i gry, żeby były mniej "okultystyczne". Trwało to kilka miesięcy. Aż wyszedłem z kryzysu. Zacząłem sobie uświadamiać, jakie to wszystko naciągane. Co więcej, stało się to dla mnie swoistą "szczepionką" - zacząłem uświadamiać sobie, jak bardzo naciągane, kłamliwe i manipulacyjne jest nauczanie KK w innych kwestiach (w tym seksualnych, które mnie osobiście nie bardzo dotyczą, ale uświadomiłem sobie, jak bardzo to krzywdzi innych ludzi). Zacząłem uświadamiać sobie, jak wiele w Biblii jest sprzeczności, zacząłem uświadamiać sobie, czego ta księga naprawdę uczy. 

I już nie jestem  katolem. Przepraszam, jeśli kogoś skrzywdziłem moją poprzednią postawą.

To tyle.

 

 

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Łodzianin

 Raczej mam wątpliwości czy opcja w rodzaju "Czytajmy przetłumaczone starożytne księgi kilkanaście/kilkadziesiąt wieków później bez uwzględniania i znajomości kontekstu" pozwoli nam na ich dobre zrozumienie.

Widzisz, rzecz w tym, że właśnie kiedy się czyta pojedyncze, wyrwane z kontekstu i wyselekcjonowane fragmenty, jak to się czyni w kościele czy na lekcjach religii, to jeszcze jakoś ładnie i sensownie to wygląda. Jak się czyta Biblię jako całość, to nie dość, że wychodzą na jaw oczywiste sprzeczności, to całościowa wizja wszechświata i człowieka jest straszna.

Niekoniecznie. Istnieje na przykład taka koncepcja łaski wystarczającej, która generalnie wyklucza predestynację

Założenie, że Bóg daje łaskę, ale to od wyboru człowieka zależy, czy ją przyjmie. Ale od czego zależy, czy człowiek okaże wolę i przyjmie tę łaskę? Od jego cech, od tego, jakim go stworzył Bóg. Ponadto Bóg, jako wszechwiedzący i znający przyszłość, z góry wie, które osoby przyjmą jego łaskę, a które nie, czyli stwarza niektórych ludzi (według Biblii i dawnych teologów - większość) wiedząc, że łaski nie przyjmą i zostaną potępieni. Po prostu jeśli się na starcie przyjmie wszechwiedzę i wszechmoc Boga, to jakich by wygibasów filozoficznych nie stosować, wychodzi predestynacja, choć oczywiście można się tego wypierać i udawać, że jest inaczej.

Do tego święty Tomasz mógłby ci powiedzieć, że wszelki byt jest mniej lub bardziej dobry, bo chciany przez Boga i nie istnieje coś takiego jak substancjalne zło. 

Czyli wszystko, co się dzieje, dzieje się z woli Bożej. Co to jest, jak nie predestynacja? Do tego takie postawienie sprawy powoduje, że wszelka "walka dobra ze złem" staje się pozorna, zamiast tego mamy Boga jako dziecko bawiące się figurkami, ustawiające na z góry upatrzonych pozycjach bohaterów i złoczyńców. Boga, który stwarza nieszczęście po to, żeby potem móc z miłosierdziem pochylić się nad nieszczęśnikiem i zyskać Punkty Chwały. Albo i nie pochylić.

Generalnie od pewnego momentu dyskusję zdominowała wymiana zdań Łodzianina i moja, ale ktoś ma coś do powiedzenia w pierwotnym temacie, tj. potępienia fantastyki i rpg przez znaczną część działaczy katolickich, zapraszam.

12-02-2020 08:41
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Fajna notka. Ale Kościół Katolicki nie musi już martwić się o nowych graczy RPG. Zagrożenie demoniczną manifestacją maleje z roku na rok. Obecny trend w fandomie to odejście od klimatu, odgrywania roli, immersji a zastąpienie ich czysto mechaniczną zabawą kostkami i tokenami. Dla dobra ich nieśmiertelnych dusz! ;) 

12-02-2020 14:36
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+3

Wprost przeciwnie - to właśnie jest zagrożeniem znacznie większym, bo trudniejszym do zauważenia i łatwiejszym przez to do zlekceważenia. Skoro beztroskie klikanie w Diablo naraża dusze na potępienie, bez jakiegokolwiek odgrywania roli i wczuwania się w postać będącą jedynie zlepkiem pikseli na komputerowym monitorze, to "czysto mechaniczna zabawa kostkami i tokenami" jest równie niebezpieczna. Gdyby młody gracz wczuwał się w postać mrocznego nekromanty albo kapłana (z definicji) fałszywych bóstw, jego bliscy mogliby w porę zauważyć, że wkroczył na drogę do potępienia, na czas wezwać egzorcystę (w liczbie których Polska ustępuje jedynie Włochom) i ocalić nieśmiertelną duszę. Satanizm ukryty pod płaszczykiem niewinnej zabawy nawet dla nieświadomych uczestników to zagrożenie dużo poważniejsze. Aż dziw, że o planszowej Magii i Mieczu nie trąbią na mszach, albo innych Osadnikach z Catanu (wioski i miasta się tam buduje, ale kościołów już nie - przypadek?). Festiwal w Kingsport czy inne Gwiazdy są w porządku, gdzie wzywa się Wielkich Przedwiecznych mogą zaniepokoić rodziców, ale z pozoru niewinne Monopoly od lat skutecznie odsuwa ludzi od prawdziwej wiary i pcha w objęcia Szatana, każąc im budować domy i hotele, a nie klasztory i kaplice.

To, że nawet taki światły doświadczony człowiek, jak Ty, dał się zwieść i nie dostrzec tych zagrożeń, tym dobitniej świadczy o ich powadze.

16-02-2020 12:59
Adeptus
   
Ocena:
+2

W "Magię i Miecz" to nawet Ojciec Mateusz grał w jednym odcinku ;) A na poważnie - w czasach współczesnych nie spotkałem się z potępianiem "niewinnych" planszówek bez elementów fantastycznych jak wspomniane Monopoly i Osadnicy z Catanu. Ale natknąłem się na wzmianki sugerujące, że Kościół początkowo zwalczał grę w szachy. Tak samo jak aktorstwo, zawody sportowe, czy muzykę rockową (tą ostatnią niektórzy księża i działacze dalej zwalczają). Generalnie mam wrażenie, że KK przeważnie starał się zwalczać każdą nową rozrywkę, jako odciągającą od Boga czy nieobyczajną - zgodnie z oficjalną doktryną celem ziemskiego życia było wychwalanie Pana i pokutowanie za grzechy, nie przyjemności. Oczywiście, nigdy nie przybrało to tak skrajnej formy jak np. u purytanów (choćby z racji na bardziej masowy, mniej sekciarski charakter katolicyzmu dyscyplina była luźniejsza), ale wielu księży podejmowało starania w tym kierunku. Dopiero kiedy po jakimś czasie okazywało się, że słowa potępienia nie działają i ci głupi i źli wierni uparcie wolą oddawać się rozrywce, niż umartwiać, Kościół odpuszczał. W ostatnich latach, po II Soborze Watykańskim, ogólnie mocno odpuścił i przestał już tak naciskać na nieustającą pokutę, zjawiska które opisałem w notce zaczęły ponownie narastać od jakiegoś czasu i są dziwną mieszaniną rewolucji (elementy zielonoświątkowe) i kontrrewolucji ( tradycjonalistyczny katolicyzm).

Z drugiej strony, spotkałem się z tezą, że w umowach licencyjnych gier ukryte są cyrografy i klikając "akceptuję" człowiek oddaje swoją duszę diabłu. I że co prawda nie ma wtedy grzechu (brak świadomości) ale i tak diabeł zyskuje "furtkę" i może go opętać. A zatem teoretycznie najbardziej niewinna gra może sprowadzić zło (więc kochani, macie kolejny powód by nie grać w te głupie gierki, tylko odmawiać różaniec, a najlepiej Nowennę Pompejańską). Generalnie zgodnie z tą doktryną, diabłu wystarczy najmniejszy pretekst, aby zyskać prawa do człowieka, wystarczy np. postawienie w domu słonika z podniesioną trąbą czy "drzewka szczęścia" (bo kiedy człowiek posiada jakikolwiek "talizman" jednoznacznie zrzeka się wszelkiej opieki ze strony Boga, który w swoim miłosierdziu nie znosi najmniejszej choćby konkurencji - a wówczas staje się zdany na niełaskę diabła). Analogicznie np. nieświadome słuchanie piosenki o satanistycznym lub "okultystycznym" zabarwieniu (np. gdy ktoś nie rozumie słów, nie zna języka) też jest furtką dla diabła. Można również zainfekować się robiąc sobie tatuaż, gdyż jak stwierdził ks. Glas "farby są demonicznie przetwarzane, cokolwiek to znaczy", a kiedy wchodzą w kontakt z ludzką krwią, jest to jednoznaczne z podpisaniem cyrografu.

Poza tym, niczym mantra powtarzane jest zdanie "Szatan nie ma poczucia humoru". Stąd też wszelkie udawanie rzucania czarów - również w grze - może go przyciągnąć (gdyż każde zainteresowanie magią jest, świadomą lub nie, chęcią pozyskania pomocy demonów, a te nie rozróżniają, czy robi się to na niby, czy naprawdę). Przy czym oczywiście samo to w sobie nie jest najgorsze, najgorsze jest to, że takie grzeszne zabawy obrażają kochającego Boga. Czy już czujecie się winni?

17-02-2020 09:17
Henryk Tur
   
Ocena:
+2

Z drugiej strony, spotkałem się z tezą, że w umowach licencyjnych gier ukryte są cyrografy i klikając "akceptuję" człowiek oddaje swoją duszę diabłu. I że co prawda nie ma wtedy grzechu (brak świadomości) ale i tak diabeł zyskuje "furtkę" i może go opętać. - fajny motyw na opowiadanie lub powieść.

17-02-2020 09:45
Johny
   
Ocena:
0

Henryk Tur +1 :), Adeptus z taką wiedzą jak ty miałbym pomysły na pisanie horrorów do końca życia ;)))).

17-02-2020 11:48
Adeptus
   
Ocena:
+1

A bardziej przerażający od takiego horroru byłby fakt, że część osób uznałaby go za powieść obyczajową. A gdyby było pisane w pierwszej osobie - za rzeczywiste świadectwo ostrzegające przed zgubnymi skutkami "okultyzmu". Zresztą, już się ukazały "prawdziwe pamiętniki byłej okultystki" w formie powieści z błogosławieństwem ks. Posackiego https://wydawnictwofronda.pl/recenzje/rekomendacja-ksiazki-nie-krocz-za-mna. Zresztą w Internecie pełno jest takich miniopowiadanek, można wręcz stwierdzić, że "świadectwo" stało się samodzielną formą literacką.

A ja raczej nie pokuszę się o napisanie horroru na motywach chrześcijańsko-demonologicznych. Tak jak kiedyś kręciły mnie takie klimaty i solidaryzowałem się z "jasną stroną", tak teraz mi całkiem obrzydły. Uświadomiłem sobie, jak toksyczny wpływ na psychikę może mieć traktowanie tych zagadnień na poważnie... i że "jasna strona" rozumiana na sposób biblijny wcale nie jest taka jasna. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że pomimo tego, że wyszedłem z kryzysu i przestałem wyrzucać książki i palić gazety, to w pewnym sensie cała fantastyka mi obrzydła - choć od innej strony, niż chcieliby tropiciele okultyzmu. Utrata wiary religijnej i nabranie sceptycyzmu i uświadomienie sobie, jaką szkodę mogą wyrządzić fantazje sprawiły, że teraz ciężko mi "zawiesić niewiarę" nawet przy czysto rozrywkowych utworach. Mam nadzieję, że mi przejdzie i nie okaże się, że ostatecznie tracąc religijny sens życia i tak straciłem możliwość korzystania z przyjemności, z którymi on kolidował.

Ale jeśli chodzi o pomysły na horror... Jest taki pomysł na sagę dark fantasy połączoną z cosmic horrorem. Opowieść o świecie, którym rządzi wszechmocne bóstwo będące uosobieniem egotyzmu i megalomanii, stwarzające zło po to, by móc je "pokonać" i mieć pretekst do popisania się mocą przed wyznawcami, prowadzące tych wyznawców na świętą wojnę, w której mają siać absolutne zniszczenie, mordując mężczyzn, kobiety, dzieci, niemowlęta, a nawet zwierzęta domowe. Jednocześnie to bóstwo pomiata hordami ww. wyznawców, mordując ich tysiącami z powodu najmniejszego przejawu zwątpienia, a pozostali przy życiu są tak szaleni, że wychwalają pod niebiosa jego miłosierdzie. Świat, w którym pozytywni bohaterowie nie wahają się składać w ofierze własnych dzieci. Świat, którego stwórca snuje zakrojone na tysiąclecia szalone plany w rodzaju "rzucę na całą ludzkość klątwę za grzech, który popełnili ich praprzodkowie, a wieki później ją zdejmę, składając sobie samemu ofiarę z mojego syna, który jest jednocześnie mną. Mógłbym ją zdjąć pstryknięciem palca, ale wtedy ludzie nie mieliby poczucia winy, że przez nich Mesjasz cierpiał". Świat, który nieuchronnie zmierza ku straszliwemu końcowi, gdy stwórca wymorduje większość ludzkości za pomocą najbardziej wymyślnych plag, a potem ją wskrzesi by skazać na wieczne męki w innym wymiarze, zaś swoim najgorliwszym wyznawcom, którzy mimo tego wszystkiego będą uważać go za istotę miłosierdzia i sprawiedliwości, łaskawie pozwoli przez nieskończoność śpiewać hymny na jego cześć i kontemplować jego potęgę. Świat, w którym wszelka ludzka mądrość, siła, przyjemność są śmieciami bez znaczenia, świat, w którym największą zbrodnią jest pomyślenie, że jesteś coś wart. Świat, w którym jedynie wiara w to, że jesteś niegodny litości może zasłużyć na litość. To jest dopiero horror, to jest mrok. Lovercraft się może schować. 

Aha, wracając... Widzę, że oprócz Łodzianina nie odezwał się żaden katolik z odpowiedzią na pytanie - jak godzicie fantastyczne hobby, skoro to wszystko z punktu widzenia religii to okultyzm i obrzydlistwo? Wiem, że na Polterze jest więcej takich osób, przynajmniej kiedyś było.

17-02-2020 15:29
Henryk Tur
   
Ocena:
+1

Jest taki pomysł na sagę dark fantasy połączoną z cosmic horrorem. Opowieść o świecie, którym rządzi wszechmocne bóstwo będące uosobieniem egotyzmu i megalomanii, stwarzające zło po to, by móc je "pokonać" i mieć pretekst do popisania się mocą przed wyznawcami, prowadzące tych wyznawców na świętą wojnę, w której mają siać absolutne zniszczenie, mordując mężczyzn, kobiety, dzieci, niemowlęta, a nawet zwierzęta domowe.  - to już jest; judaizm i islam :)
 

17-02-2020 18:11
Kaworu92
   
Ocena:
0

Ale jeśli chodzi o pomysły na horror... Jest taki pomysł na sagę dark fantasy połączoną z cosmic horrorem. Opowieść o świecie, którym rządzi wszechmocne bóstwo będące uosobieniem egotyzmu i megalomanii, stwarzające zło po to, by móc je "pokonać" i mieć pretekst do popisania się mocą przed wyznawcami, prowadzące tych wyznawców na świętą wojnę, w której mają siać absolutne zniszczenie, mordując mężczyzn, kobiety, dzieci, niemowlęta, a nawet zwierzęta domowe. Jednocześnie to bóstwo pomiata hordami ww. wyznawców, mordując ich tysiącami z powodu najmniejszego przejawu zwątpienia, a pozostali przy życiu są tak szaleni, że wychwalają pod niebiosa jego miłosierdzie. Świat, w którym pozytywni bohaterowie nie wahają się składać w ofierze własnych dzieci. Świat, którego stwórca snuje zakrojone na tysiąclecia szalone plany w rodzaju "rzucę na całą ludzkość klątwę za grzech, który popełnili ich praprzodkowie, a wieki później ją zdejmę, składając sobie samemu ofiarę z mojego syna, który jest jednocześnie mną. Mógłbym ją zdjąć pstryknięciem palca, ale wtedy ludzie nie mieliby poczucia winy, że przez nich Mesjasz cierpiał". Świat, który nieuchronnie zmierza ku straszliwemu końcowi, gdy stwórca wymorduje większość ludzkości za pomocą najbardziej wymyślnych plag, a potem ją wskrzesi by skazać na wieczne męki w innym wymiarze, zaś swoim najgorliwszym wyznawcom, którzy mimo tego wszystkiego będą uważać go za istotę miłosierdzia i sprawiedliwości, łaskawie pozwoli przez nieskończoność śpiewać hymny na jego cześć i kontemplować jego potęgę. Świat, w którym wszelka ludzka mądrość, siła, przyjemność są śmieciami bez znaczenia, świat, w którym największą zbrodnią jest pomyślenie, że jesteś coś wart. Świat, w którym jedynie wiara w to, że jesteś niegodny litości może zasłużyć na litość. To jest dopiero horror, to jest mrok. Lovercraft się może schować. 

Boże, jakie to dobre :D Mogę ukraść pomysł? :D

17-02-2020 18:57
Adeptus
   
Ocena:
0

Kaworu, rzecz w tym, że prawa do pomysłu nie należą do mnie. Ale możesz spokojnie wykorzystać, prawa autorskie wygasły już wieki temu.

17-02-2020 20:24
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+3

Oczywiście, że nie. Prawa autorskie wygasną dopiero po śmierci autora, a ten jest wiecznie żywy - mogli umrzeć skrybowie, którym dyktował swe dzieło, ale autor nigdy.

17-02-2020 20:30
Kaworu92
   
Ocena:
0

LOL :D Zabawni jesteście :D

17-02-2020 21:11
Adeptus
   
Ocena:
+1

Inna sprawa, że w chwili sporządzenia dzieła w ogóle nie funkcjonowało coś takiego jak prawa autorskie, a zatem chyba nie mają zastosowania. Poza tym, co do zasady utwór inspirowany cudzym dziełem nie jest złamaniem praw, zresztą większość krytyków uznaje, że autor sam mocno inspirował się wcześniejszymi dziełami.

17-02-2020 21:22
Johny
   
Ocena:
0

Z horroru ten wątek przeradza się w komediowy :). Tak myślę, że komedie też mogłyby być. Szatan jako gwiazda E-sportu i celebryta rozdający autografy na konwentach fantastycznych mógłby być świetnym bohaterem :).

17-02-2020 23:12
Henryk Tur
   
Ocena:
0

Szatan jako gwiazda E-sportu i celebryta rozdający autografy na konwentach fantastycznych mógłby być świetnym bohaterem : - a to gdzieś było.

Jest fajne opko Bułyczowa, jak do post-sowieckiej fabryki przybywa Lucyfer i zamawia kotły dla piekła. Staje się dla biednego miasteczka prawdziwym zbawicielem, dającym ludziom pracę i zarobek :)

Nie pamiętam nazwy, kto chce, niech poszuka. Przezabawne.

18-02-2020 10:16
Adeptus
   
Ocena:
0

Swoją drogą, to z informacji, jakie zgromadziłem, wynika, że egzorcyzmy same w sobie są niezłym "horrorem", choć nie w sensie nadnaturalnym. Bardziej w stylu "psychopata zamyka nastolatków, by ich dręczyć". To jest po prostu zbrodnia, robienie z ludzi wariatów (dosłowne) i dręczenie. Raz, że te listy "furtek diabelskich" są sformułowane tak, że prawie każdy zaliczył chociaż jedną - w dzieciństwie bawił się na Andrzejkach we wróżby, przeczytał horoskop, ma jakiś przedmiot "na szczęście", oglądał jakiś "okultystyczny" film. A ponieważ za przejawy działania diabła uznaje się nie tylko najczęściej powtarzaną triadę "nadnaturalna siła - znajomość wymarłych języków - wiedza o rzeczach ukrytych", ale także przewlekłe lub nietypowe choroby, problemy psychiczne czy nawet niepowodzenia życiowe, diabła można wmówić każdemu. A kiedy ktoś przeczyta te wywody i zacznie się nimi przejmować, to psychoza narasta, bo zaczyna doszukiwać się działania demona w każdym złym zdarzeniu, zaczyna coraz bardziej się bać, więc ze stresu problemy psychiczne (a nierzadko i fizyczne) narastają, więc coraz mocniej wierzy w diabła i tak dalej, spirala się nakręca. Do tego istnieje specyficzna doktryna, zgodnie z którą wpływ diabła może być utajony przez lata (co jest eleganckim wyjaśnieniem, dlaczego 99% ludzi, którzy czytali Harry'ego Pottera czy bawili się w parapsychologię nie jest opętana), ale narasta w momencie, gdy osoba pojmuje zło "okultyzmu" i chce się nawrócić (czyli w momencie, gdy uświadamia sobie, że  "powinna" być opętana i zaczyna się nakręcać psychicznie) by jej w tym przeszkodzić. U mnie moment najgorszego kryzysu, gdy po jakichś dwóch miesiącach przetrawiania "zagrożeń duchowych" w ciągu kilku dni miałem dziwne objawy zdrowotne i psychiczne - m.in. schorzenie kolana wymagające ingerencji lekarza (efekt długotrwałego klęczenia na modlitwach, ale zacząłem wierzyć, że to diabeł próbuje w ten sposób uniemożliwić mi modlitwę), krew z nosa (efekt stresu i tego, że nie spałem po nocach modląc się i czytając o zagrożeniach duchowych), czy tzw. myśli bluźniercze w czasie modlitwy (znowu efekt samospełniającej się przepowiedni - im mocniej myślisz, że nie chcesz pomyśleć niczego w rodzaju "Chwała szatanowi" czy "Pie..... l się Boże", tym... no cóż, tym bardziej o tym myślisz - efekt był taki, że modliłem się z godzinę  z przerwami z czego z piętnaście minut przepraszałem za to, że się źle modlę). Już zacząłem się zastanawiać nad egzorcyzmami, na szczęście zachowałem resztki zdrowego rozsądku i zanim poddałem się rytuałom, chciałem najpierw skonsultować się anonimowo/mailowo z egzorcystą i innymi księżmi. Listu nie wysłałem, przez jakieś kolejne dwa miesiące próbowałem go napisać, ciągle coś zmieniałem, dopisywałem, jednocześnie ten czas był dla mnie strasznie trudny, praktycznie nie miałem życia poza pracą, cały wolny czas poświęcałem tej kwestii, paliłem gazety, wyrzucałem książki i gry (o ile książek poleciało niewiele o tyle teraz pluję sobie w brodę, że wywaliłem swoje ulubione gry takie jak obie części Baldura, Tormenta, Arcanum, HOMM III czy KOTOR-a), wracając z pracy do domu często miałem łzy w oczach wiedząc, że zaczyna się kolejny etap. Na moje szczęście, zbierając materiał źródłowy do listów zacząłem natrafiać na coraz więcej przesłanek sugerujących, że to wszystko jest hucpą. I nie poszedłem do egzorcysty. A gdybym poszedł, to byłby koniec resztek mojego rozumu.

Kiedyś jako zagorzały katolik, uważałem egzorcystów za dzielnych wojowników na pierwszej linii walki ze złem. Na zarzuty, że to ciemnota i zabobon, odpowiadałem zgodnie z propagandą, że przecież zawsze przed przeprowadzeniem egzorcyzmu naturalne schorzenia i problemy psychiczne muszą zostać wykluczone przez profesjonalnego lekarza. Ale to nie do końca tak działa. Po pierwsze, ksiądz może zamiast egzorcyzmu zastosować "modlitwę o uwolnienie" czyli tryb mniej formalny. Po drugie, konsultacja z lekarzem jest zalecana, ale ostateczna decyzja należy do egzorcysty. Po trzecie - lekarz-konsultant musi wierzyć w możliwość opętania. A przecież jest wielu zideologizowanych lekarzy, którzy potwierdzą wszystko, co jest zgodne z ideologią (vide opowieści mutacjach dzieci z in vitro, antykoncepcji, która przed niczym nie chroni a jednocześnie jest morderstwem, czy popularyzowanie naprotechnologii jako metody leczenia). 

A kiedy już osoba trafi do egzorcysty... To znamienne, że często na początku egzorcyzmu osoba egzorcyzmowana zachowuje się całkiem normalnie i zadaniem egzorcysty jest zburzenie tego pozoru i udowodnienie jej, że tak naprawdę jest opętana. Oddaję głos ekspertowi https://czuwajcie.pl/male-vademecum-egzorcysty/  "Podczas wczesnych stadiów egzorcyzmów zły duch robi wszystko, aby ukryć się za opętanym, innymi słowy, aby wydać się tą samą osobą i osobowością, co jego ofiara. To jest właśnie Pozór.
Pierwszym zadaniem kapłana jest zburzenie tych pozorów, zmuszenie ducha, by objawił się otwarcie jako istota odrębna od opętanego – i żeby podał swe imię, jako że wszystkie zawłaszczające duchy przybierają imiona, które zazwyczaj (choć nie zawsze) związane są ze sposobem, w jaki wpływają na swoje ofiary.
Kiedy egzorcysta przystępuje do tego zadania, zły duch może milczeć albo przemawiać głosem opętanego, odwołując się do jego dawniejszych doświadczeń i wspomnień. Często robi to zręcznie, posługując się szczegółami, których nie zna nikt poza jego ofiarą. To rozbraja, a nawet budzi litość. Czasem sprawia, że wszyscy, nie wyłączając samego egzorcysty, czują, i że to on, kapłan, jest prawdziwym katem, poddającym niewinnego człowieka morderczym rygorom. Kamuflaż ten wykorzystuje nawet maniery i charakterystyczne cechy opętanego" 
Innymi słowy - pacjent zachowuje się całkowicie normalnie, ale nie dajmy się temu zwieść! To swiadczy jedynie o tym, że mamy do czynienia z przebiegłym demonem. I nie dajmy się również zwieść fałszywej litości, drążmy dalej. "Bywa, że egzorcysta całymi dniami nie może przełamać bariery Pozoru. Ale dopóki tego nie zrobi, nie może posunąć się dalej" Innymi słowy, egzorcysta całymi dniami ślęczy nad pacjentem, zmuszając ją do przyznania się, że jest demonem. Nic dziwnego, że nierzadko to w końcu działa, zwłaszcza, że pacjent przeważnie jest osobą, która już przejawia pewne problemy psychiczne (lub młodą i niestabilną emocjonalnie, o czym poniżej) i w końcu zaczyna wierzyć, że jest demonem, ba, zachowywać się w odpowiedni sposób. A wtedy jesteśmy w domu - skoro wmówiliśmy pacjentowi, że ma w sobie demona, teraz wystarczy mu wmówić, że tego demona z niego wypędzamy. Dlatego pisałem o dosłownym "robienie z ludzi wariatów". Wielu ludzi mówi "nie za bardzo wierzę w diabła, ale uznaję, że egzorcyzmy mogą pomóc uzewnętrznić i poradzić sobie z problemami psychicznymi, to taka formy medycyny tradycyjnej w dziedzinie psychologii". Rzecz w tym, że egzorcyzmy nierzadko mają za zadanie rozwiązywać problemy, które zostały sztucznie stworzone przez samych egzorcystów (po zastanowieniu się, dochodzę do wniosku, że ogólnie często na tym polega "pomocność" religii, również w innych dziedzinach). 

Dodajmy jeszcze, że natrafiłem w wielu miejscach na pogłoski, że metody przeprowadzania egzorcyzmów są dość specyficzne. Raz, 90% egzorcyzmowanych to kobiety (sami egzorcyści to przyznają) przeważnie młode. Dwa, częstokroć w czasie egzorcyzmów dochodzi do zdarzeń, które mają znamiona dręczenia (przypinanie pasami) czy molestowania (rzucanie się na egzorcyzmowaną, przygniatanie jej własnym ciałem), oczywiście uzasadnianie "nadnaturalną siłą". Egzorcystom towarzyszą swoiste "brygady inkwizycyjne" składające się z kolei głównie z młodych mężczyzn, które mają za zadanie zapewniać mu wsparcie duchowe... i siłowe. Np. asystentem ks. Michała Olszewskiego (tego, co salcesonem egzorcyzmował wegetariankę) jest (był?) bokser Tomasz Adamek. Normalnie team cleric+warrior. Dodajmy jeszcze, że te egzorcyzmowane młode osoby są często naprawdę bardzo młode - nieletnie czy wręcz dzieci https://deon.pl/kosciol/egzorcysta-mowi-jak-mozna-rozpoznac-u-dziecka-zniewolenie-demoniczne,456809, trafiające do egzorcysty pod przymusem opiekunów. Przyczyną mogą być problemy wychowawcze, zainteresowanie "złymi" rzeczami (np. słuchanie metalu), skłonności homoseksualne czy lęki nocne. A potem zaczyna się zabawa. Tutaj np. profil byłej egzorcyzmowanej https://www.facebook.com/STOP-przemocy-na-tle-religijnym-1602850129733970/?rc=p . Bywają przypadki, gdy osoby egzorcyzmowane popełniają samobójstwo (co oczywiście jest tłumaczone przewrotnością demona, który nie chce wypuścić z ręki zdobyczy).

Oczywiście, obok "inkwizytorów" są też bardzie "profesjonalni" egzorcyści (ale chyba mniejszość, a przynajmniej, mniej o nich słychać). Niektórzy stwierdzają, ze ogromna większość ludzi, którzy się do nich zgłaszają/są zgłaszani mają całkiem prozaiczne problemy psychiczne i że odsyłają ich do psychiatry. Niektórzy mówią nawet o 99%. Można by rzecz, tego jednego procenta brakuje do prawdy. Ale ksiądz nie może wprost potwierdzić "nie ma prawdziwych opętań", bo opętania są w Biblii i Pan Jezus kazał diabła wypędzać (przypominam, że zgodnie z Ewangelią Chrystus leczył w ten sposób m.in. głuchotę czy epilepsję). To jest jeden z dramatów religii - obciąża człowieka przekonaniami, z których nie może zrezygnować, które musi kultywować nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo inaczej naruszy dogmat (sam tak postępowałem, więc wiem... teraz boję się, że odbije mi w drugą stronę).

W Polsce narasta histeria egzorcystyczna, jesteśmy dziś krajem z największą liczbą egzorcystów (konkurują z nami Włochy), egzorcyści i demonolodzy są katocelebrytami i autorytetami większymi od biskupów. Akcja rodzi reakcję i coraz częściej mówi się o patologiach związanych z egzorcyzmami (film Szołajskiego "Walka z Szatanem", książka "Kroniki opętanej" Artura Nowaka, poniższe zawiadomienie https://www.facebook.com/137358556439286/posts/1186463334862131/). Wydaje mi się, że kiedy prawda stanie się szerzej znana i bańka pęknie, może być z tego afera porównywalna z pedofilską (przynajmniej w Polsce). Zresztą oba zagadnienia się zazębiają, bo jak wspomniałem, praktyki egzorcystyczne często zahaczają o molestowanie, czytałem również o przypadkach, gdy na egzorcyzmy były zaciągane osoby, u których objawem "diabelskości" było właśnie oskarżanie księdza o praktyki seksualne.

A na koniec na poprawę humoru, żeby nie odchodzić całkiem od motywów komediowych oraz jako materiał poglądowy - cała prawda o tatuażach https://www.youtube.com/watch?v=wD2kouvI6VY&feature=youtu.be  https://www.youtube.com/watch?v=sl0TALPqSyI

19-02-2020 10:52
maj_apfelbaum
    Prawie wszystko jest zagrożeniem duchowym.
Ocena:
0

Tak. RPG są zagrożeniem duchowym. Filmy fabularne są zagrożeniem duchowym. Fantastyka jest zagrożeniem duchowym. Literatura piękna jest zagrożeniem duchowym. Alkohol jest zagrożeniem duchowym. Związki są zagrożeniem duchowym. Praca jest zagrożeniem duchowym. Mniej religijni znajomi są zagrożeniem duchowym. Przestrzeń współczesnych miast jest zagrożeniem duchowym.

Tylko z tego niewiele wynika, bo nie jest GRZECHEM narażanie się na różne zagrożenia duchowe. GRZECHEM jest łamanie prawa Bożego, a te nie ma zakazu grania, obcowania z popkulturą. Problem jest tylko wtedy gdy te rzeczy stają się ersatzem funkcjonowania w społeczności lokalnej, parafialnej, rodzinnej, wywiązywania się z obowiązków wobec Boga, bliźniego, rodziny, parafii, państwa. 

19-02-2020 11:36
Adeptus
   
Ocena:
0

Cieszę się, że napisałeś, bo rozmowa zaczęła być mocno jednostronna. Jednakże mam wrażenie, że potraktowałeś temat nieco pobieżnie. Po pierwsze, w tych listach "zagrożeń duchowych" nie chodzi o rzeczy, które w nadmiarze mogą cię odciągnąć od ważniejszych spraw, tylko o rzeczy "okultystyczne", które są "furtką" dla diabła, formą choćby nieuświadomionych konszachtów z demonami. Po drugie, nie spotkałem się z sytuacją, aby praca, związki czy przestrzeń współczesnych miast spotykały się ze strony księży i działaczy katolickich z tak zdecydowanym potępieniem, jak RPG. Po trzecie, RPG i fantastyka są grzechem, gdyż opierają się na takiej czy innej magii (bo moce superbohaterskie czy różne supertechnologie są de facto nieodróżnialne od magii). A zgodnie z Biblią myślenie o grzechu samo w siebie jest grzechem. Granie w RPG magiem czy choćby wojownikiem z magicznym mieczem należy porównać do grania w grę pornograficzną - grzech sam w sobie. Albo nawet gorzej, bo Biblia magii nienawidzi jeszcze bardziej niż nieusankcjonowanego seksu (zapewne dlatego, że wiara w magię wywodzi się z przekonania, że człowiek teoretycznie może kontrolować swoje otoczenie, jeśli posiądzie odpowiednią wiedzę, co jest absolutnie sprzeczne z biblijną wizją człowieka jako żałosnego pyłka zdanego absolutnie i wyłącznie na łaskę i niełaskę Boga).

20-02-2020 08:48
Sapiens
   
Ocena:
0

Adeptusie, a takie mnie naszło pytanko: czy Twoja zmiana poglądów religijnych (mówiąc eufemistycznie), pociągnęła też za sobą zmianę poglądów politycznych, czy te pozostały bez zmian?

25-02-2020 00:34
Adeptus
   
Ocena:
+1

Sam nie wiem, jakie mam teraz poglądy. Z jednej strony, chwilami wydaje mi się, że dalej mam dosyć konserwatywne podejście do życia, z tym, że teraz mogę je korygować pod kątem życia, a nie być niewolnikiem dogmatów (na zasadzie - dalej uważam, że rozwód jest zjawiskiem negatywnym, ale przyznaję, że czasem jest najlepszym wyjściem, denerwuje mnie zachowanie środowisk LGBT i polityczna poprawność, ale przyznaję, że nie ma powodu by nie zalegalizować związków partnerskich itd.). Jest wiele elementów katolickiego systemu wartości, które wciąż do mnie przemawiają (np. katolicka nauka społeczna w kwestiach gospodarczych - inna sprawa, że jest ona stworzona w całkowitym oderwaniu od biblijnej nauki społecznej). Uważam takie podejście za najbardziej zdroworozsądkowe - tradycyjne struktury i normy społeczne naprawdę nie wzięły się znikąd i są skuteczne, ale należy je korygować i nie traktować jak świętość (ewolucja, a nie rewolucja itd.). Dalej też jestem sceptyczny wobec demokracji parlamentarnej. Trochę lipa, bo w Polsce praktycznie nie istnieje konserwatyzm niereligijny (choć pojawiają się kwiatki w rodzaju Piekary, który pisze swoje opowieści bluźnierczej treści, a potem prowadzi krucjaty antyaborcyjne i ma stałą rubrykę w ultraprawicowej "Gazecie Warszawskiej").

Z drugiej strony, przez większość czasu w ogóle nie mam poglądów. Wcześniej wielokrotnie podkreślałem, że wg mnie obiektywna moralność bez Boga jest niemożliwa... I dalej tak uważam. Bez Boga ludzkie życie nie ma żadnego wyższego sensu, dlatego tak trzymałem się tego katolicyzmu. Tyle, że uświadomiłem sobie, że z Bogiem biblijnym to życie ma, ujmijmy to, sens ujemny - człowiek ma po co żyć, ale po to by być niewolnikiem i podnóżkiem.

Bez wiary w najwyższy byt istnieje etyka, istnieje altruizm, ale co z tego? To po prostu wytwory ewolucji, plemię, którego członkowie współpracowali i ochraniali się wzajemnie było efektywniejsze niż plemię, w którym wszyscy by się ciągle oszukiwali, okradali i mordowali. I tyle. Takie samo przystosowanie jak futro w kolorze ochronnym. Z drugiej strony, osoba, która wykorzystuje siłę i spryt by żerować na innych też jest wytworem ewolucji - tylko wykształciła cechy, które premiują przetrwanie jednostkowe, nie gatunkowe, jest wynikiem innej "strategii ewolucyjnej". Ja nie morduję i nie gwałcę, ale czy to znaczy, że jestem "lepszy" od tego, kto to robi? Co to w ogóle znaczy "lepszy" i kto miałby to ustalić? I czy stworzenie "dobrze" funkcjonującego społeczeństwa ma właściwie jakiś sens, skoro i tak jesteśmy tylko zwierzakami skazanymi na zagładę, biologicznymi maszynami, a nasze odczucia to tylko procesy chemiczne w mózgu?

Może to zabrzmi emowato, ale czuję pustkę, brak sensu. Próbuję podejścia, powiedzmy, epikurejsko-egzystencjalnego - mówię sobie, że nie ma wyższego sensu, że może moje odczucia są bez sensu, ale są moje, więc będę korzystał z życia i robił to, co sprawia mi przyjemność, ale to nie do końca pomaga.

Poza tym, politycznie ciężko mi teraz komukolwiek zawierzyć. Rozczarowanie katolicyzmem sprawiło, że nabrałem sceptycyzmu. Podobnie jak w przypadku religii, załączałem dostrzegać patologie popieranego przeze mnie wcześniej środowiska, które wcześniej wypierałem. Już nie mówiąc o tym, że jego sojusz z Kościołem do niedawna był jednym z głównych atutów, teraz stał się wadą. Ale nie dostrzegam nikogo innego, na kogo mógłbym zagłosować - inne siły są jeszcze gorsze, albo nieznaczące. A na kogoś trzeba, nie ma innej opcji.

Zainteresowałem się ideą transhumanizmu. W czasie mojego kryzysu natrafiłem na takie ciekawy tekst http://www.legitymizm.org/od-techniki-do-gnozy pisany z pozycji katolickich, który paradoksalnie pomógł mi odejść od katolicyzmu. Sprowadza się on do stwierdzenia, że transhumanizm to współczesna wersja gnozy i okultyzmu, tylko groźniejsza, bo w przeciwieństwie do starych guseł może naprawdę zadziałać i umożliwić człowiekowi zmienianie rzeczywistości i siebie samego, a to byłoby złe, bo odciągnie człowieka od wiary, pokuty, świadomości własnej słabości, będzie budowaniem nowej wieży Babel itd. To mi pomogło uświadomić jak antyhumanistyczne w gruncie rzeczy jest przesłanie Biblii i chrześcijaństwa. I że w gruncie rzeczy te podejście, które autor uznaje za gnostyckie/okultystyczne jest mi bliższe, bo jest właśnie wyrazem dążenia do tego, by człowiek coś w świecie znaczył, coś mógł zmieniać, kształtować, a jeśli transhumanizm jest jego współczesną, naukową, działającą mutacją, to tym lepiej dla niego. Jeśli chrześcijańska wizja życia wiecznego jest przerażająca - ale na szczęście, prawdopodobnie fałszywa - i życie ziemskie to wszystko, co mamy, to może warto poświęcić się próbom maksymalnego wydłużenia i ulepszenia tego życia, nawet jeśli się nie uda, to jaki jest lepszy cel (przy czym "mój" transhumanizm miałby posmak "archeofuturyzmu")?Tak sobie tłumaczę, ale zaraz potem znowu załącza się pustka. I tak to wszystko nie ma sensu, rojenia worka na mięso i kości, życie to wegetacja, nic, tylko usiąść i zdechnąć itd.

 

A skoro odpowiedziałem na Twoje pytanie - jakie jest Twoje podejście do omawianego tematu? W sensie tematu notki, niekoniecznie Twoich poglądów politycznych.

25-02-2020 09:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.