» Książki i komiksy » Greyhawk » Krypta Grozy

Krypta Grozy


wersja do druku

Czy i tym razem ciekawie?

Autor:
Po Świątyni Złych Żywiołów i Królowej Pajęczych Otchłani przyszedł wreszcie czas na trzecią wydaną w Polsce książkę ze świata Greyhawk – Kryptę Grozy. Zasiadałem do niej pełen entuzjazmu, zachęcony poziomem poprzednich pozycji z tej serii oraz intrygującą "zajawką" na drugiej stronie okładki. Spodziewałem się, że być może wreszcie doszukam się w książce chociaż odrobiny bardziej skomplikowanej fabuły, a może nawet jednej lub dwóch intryg. Niestety – na próżno.

Krypta Grozy opowiada o losach pewnego paladyna, którego imię szeroko znane jest w całym Flaness. Problem w tym, że ów paladyn zboczył ze świętej ścieżki i przestał cieszyć się błogosławieństwem swego boga, a przynajmniej tak mu się wydaje. Z biegiem wydarzeń przekonujemy się, że sytuacja wygląda nieco inaczej, niż wyobraża to sobie ponury wojownik do wynajęcia, w jakiego przeistoczył się Kaerion Whiteheart.

Brzmi ciekawie, powiecie? Możliwe, gdyby nie to, że nieco "pogłębiona" (i to z mizernym skutkiem, o czym za chwilę) postać głównego bohatera to jedyny szczegół, który różni Kryptę Grozy od Świątyni Złych Żywiołów. W każdym innym aspekcie obydwie te książki są identyczne. W obydwu mamy drużynę śmiałków podróżujących do jakiejś niebezpiecznej lokacji, a potem błąkającą się po niej samej; w obydwu mamy wątek miłosny; w obydwu wreszcie przeciwnikiem "dobrej" kompanii jest jakiś mroczny kult na czele z ogarniętym obsesją władzy kapłanem, czującym niezmierną pogardę do wszystkiego naokoło, na czele ze swoim głównym, nazbyt ambicjonalnym pomocnikiem. Co śmieszniejsze – w obydwu pozycjach natykamy się na Szkarłatne Bractwo, objawiające się w osobie niebezpiecznego mnicha o niedoścignionym refleksie.

Uważnym czytelnikom na pewno rzuca się teraz w oczy pewna niekonsekwencja. Przecież o Świątyni Złych Żywiołów wypowiadałem się bardzo pozytywnie, więc dlaczego nie wyśpiewuję peanów pochwalnych na cześć Krypty Grozy? Z jednej prostej przyczyny: Keith Francis Strohm postanowił nieszczęśliwie nadać swojemu dziełu głębię, podczas gdy Thomas M. Reid po prostu opisał szczegółowo jedną z najpopularniejszych przygód w dziejach systemu D&D. Jak często bywa – owa głębia, miast pomagać powieści, tylko ją pogrążyła. Wewnętrzne rozterki Kaeriona zaczynają być męczące już po parunastu stronach (podobnie jak miało to miejsce w przypadku Grzbietu Świata R. A. Salvatore’a), a miłość kobiety barda do potężnego mężczyzny wydaje się być wciśnięta na siłę i co gorsza ogranicza się tylko do czułych spojrzeń i jednej sceny quasi-erotycznej, które to zadają kłam wszystkim niepisanym zapewnieniom pisarza, że uczucie jest ogromne i jedyne w swoim rodzaju. Swoistym ciosem dobijającym jest zakończenie – tak naiwne, moralizatorskie i hurra-optymistyczne w swoim wydźwięku jak to tylko możliwe.

Na szczęście – Krypta Grozy ma też kilka plusów. Jednym z nich jest to, że książka napisana jest dynamicznym, przejrzystym stylem i brakuje w niej fragmentów spowalniających akcję, jeżeli nie liczyć pseudofilozoficznych wtrętów dotyczących przeszłości upadłego paladyna. Inną zaletą jest niewątpliwie mnogość pomysłów, jakie w powieści znajdą Mistrzowie Podziemi lubujący się w prowadzeniu przygód pod powierzchnią ziemi lub w zapomnianych, mrocznych budowlach... Tylko czy właśnie po to wydajemy 25 zł?

Mówiąc krótko – nie polecam Krypty Grozy nikomu, poza Greyhawkowymi pasjonatami. Przeciętny czytelnik może ze spokojnym sumieniem zakończyć lekturę (przynajmniej chwilowo) książek z tego cyklu na dwóch wcześniej wydanych pozycjach. W ten sposób nie doświadczy wtórności, jaką reprezentuje sobą trzecia powieść z serii. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wydana właśnie w Polsce Strażnica na Pograniczu nie będzie kolejną na siłę pogłębianą kalką... no i może wreszcie zagości w niej jakaś bardziej skomplikowana tajemnica.

Krypta Grozy

Komentarze


~merlin

Użytkownik niezarejestrowany
    ------
Ocena:
0
książka jest taka sobie a najśmieszniejsze jest w niej to że połowa drużyny kończy w mieczu głównego bohatera albo marnych błyskotkach
29-08-2004 12:40
~Blady012

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jest naprawde dobra i wogule nie nudna. Walki są spoko!!!
07-04-2005 11:31
~rzepiduch

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jak ktoś czyta tylko takie książki, że jest prosta fabuła, dobre rąbanki i nie trzeba dużo myśleć, to mu nie polecam. Ale dla wszystkich pozostałych to może być fajna lektura. Walki nie są może ciekawe (oprócz ostatniej w której ginie połowa drużyny), ale główna postać bardzo mi sie podobała, a zły kult jest ciekawszy niż w świątyni złych żywiolów.
23-08-2005 13:18
~Tomek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
książka jest wpożo bardzo mi się podoba. Jeśli jej nie czytaliście to musicie
28-12-2005 00:06
~Nathalee

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mnie się książka bardzo podobała, choć nie jestem jakąś wielką pasjonatką Greyhawku. Fajnie napisana, ciekawa, wciągająca fabuła... Cóż, może to po prostu kwestia gustu
27-01-2006 11:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.