» Książki i komiksy » Greyhawk » Królowa Pajęczych Otchłani

Królowa Pajęczych Otchłani


wersja do druku

Komercja, komercja...

Autor:
Nie tak dawno na naszym rynku pojawiły się książki z najstarszego, klasycznego już świata D&D, czyli Greyhawk’a Na pierwszy ogień poszła Świątynia Złych Żywiołów. Książkę tą, choć ma ona raczej mało oryginalną fabułę, czytałem z zapartym tchem, a jej bohaterów bardzo polubiłem. Nie dziwne więc, że do Królowej Pajęczych Otchłani podchodziłem bardzo entuzjastycznie, mając nadzieję, że będzie ona równie dobra lub nawet lepsza od swojej poprzedniczki. Niestety wielce się zawiodłem...

Jak już wspomniałem, Świątynia... nie jest zbyt oryginalna pod względem fabuły. Z Królową... jest podobnie. Ot - główny bohater, wojownik imieniem Justicar (który swoją drogą równie dobrze nadawał by się na paladyna), podróżuje wraz ze swoją drużyną, gdy dościga go jego przeszłość pod postacią pajęczej bogini Lolth. Ta oczywiście chce go zabić, by zemścić się za krzywdy, które dawniej spotkały ją z justicarowej ręki. Co będzie dalej, można się łatwo domyślić... Po prostu walka z Lolth aż do końca powieści.

I tu pojawia się pierwszy błąd - moim zdaniem największy. Mianowicie chodzi właśnie o przebieg akcji. Pierwsza połowa opowieści przebiega bardzo sprawnie. Jedyne do czego można się przyczepić to opisy walk, które są bardzo spłycone. Ograniczają się one jedynie do sprawozdania z tego, jakie straty odniosła każda ze stron (a przynajmniej tak postąpiono z walkami ze sługusami Pajęczej Bogini). Ale cóż – w końcu nie samą wojaczką człowiek żyje. Na początku jest dobrze, a nawet bardzo. Później jednak książkę czyta się coraz gorzej. Szczególnie wtedy, gdy bohaterowie docierają do Otchłani. Ostatni rozdział wygląda tak, jakby został napisany na kolanie. Autor najwyraźniej był albo zmęczony ciągnięciem tego wszystkiego, albo po prostu nie miał czasu na porządne zakończenie. Cóż - takie są prawa komercji: pisanie, by książka jak najszybciej trafiła na rynek i nie zawracanie sobie głowy takimi głupotami, jak porządne zakończenie.

Drugą wadą Królowej Pajęczych Otchłani jest jej naiwność. Bohaterowie najwyraźniej niczego się nie boją, a podróż po wspomnianej Otchłani to dla nich po prostu spacerek. Walka z Lolth to już żaden problem. Ba, nawet śmierć jednej z uczestniczek wyprawy przeszła prawie bez echa - reszta kompanii najwyżej lekko zapłakała.

Przejdźmy jednak do zalet (bo wbrew pozorom – można parę znaleźć). Zacznijmy od naszej wesołej kompani. Gromadka ta jest bardzo oryginalna i urozmaicona. Składa się ona z różnych, dość nietypowych stworzeń. Mamy więc dwójkę ludzi, z czego jeden to wytrawny "rębajło" a drugi to kusznik; sfinksa, faerie i moją ulubioną "postać", czyli piekielnego ogara (a dokładniej jego skórę) Popioła. No i jest oczywiście borsuk Polk, ale jego raczej prawdziwym poszukiwaczem przygód bym nie nazwał - w drużynie służy głownie jako skryba. Dodatkową ciekawostką jest inteligentny miecz imieniem Benelux, który zachowuje się jak typowy paladyn. Szkoda tylko, że praktycznie nic nie wiadomo o przeszłości bohaterów - na przykład tego, jak się spotkali. Wiadome są jedynie losy Justicara, a właściwie tylko to, że walczył w Wojnach o Greyhawk.

Kolejnym smaczkiem jest jeden z przeciwników - dawny mistrz Justicara. Na szczęście autor nie popełnił błędu przy kierowaniu nim i do końca pozostawił go po "ciemnej stronie". Z kolei, co już nie było aż takim zaskoczeniem, okazało się, że złe (z definicji) istoty wcale nie muszą do końca pozostać aż tak złe. Jednak największą zaletą tej książki jest opis próby nauki Popiołą sztuki aportowania, która to umiejętność potem ratuje bohaterom życie.

Książka jest typowym, trzecioligowym fantasy. Ma parę miłych wątków, ale niestety nie są one zbyt rozbudowane. Powodu tego łatwo się domyślić. Po prostu jest to działanie komercyjne - powieść ta ma być przeznaczona dla fanów, którzy i tak ją kupią, by ją mieć w swojej kolekcji.

Królowa Pajęczych Otchłani nie jest niczym specjalnym. Tak jak Świątynia Złych Żywiołów jest ona przeznaczona dla zaczynających dopiero interesować się literaturą fantasy. Nie mam zamiaru zniechęcać nikogo od jej kupienia, ale zrobicie to na swoją własną odpowiedzialność.

Królowa Pajęczych Otchłani

Komentarze


~Isengrim

Użytkownik niezarejestrowany
    CZy to ta sama książka?
Ocena:
0
Książka jest świetna (wbrew temu co mówi autor recenzji) i czytało mi się ją po prostu wyśmienicie. Nareszcie trochę luzu i humoru, a nie poważna tyrada. Polecam wszystkim!!
06-04-2004 22:21
~Piotr Kucharski - tłumacz

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
O proszę, okazało się, że w erpegowym światku mam alter ego. Dobrze że dodajesz sobie pseudonim, Piotrze, inaczej mógłbyś być obrzucany gromami za złe tłumaczenia :->
Sprostuję trochę kwestię braku informacji o przeszłości bohaterów - otóż "Królowa..." jest dopiero trzecią powieścią w cyklu. Dwie wcześniejsze zostaną zapewne niedługo wydane, pierwszą z nich właśnie przetłumaczyłem.
08-04-2004 00:32
~Roger

Użytkownik niezarejestrowany
    ....
Ocena:
0
Według mnie autor tej recenzji zapomniał, że "Królowa Pajęczych Otchłani" jest trzecią książką z serii Justicar i spółka. Dlatego bez sensu jest stwierdzenie,że nic o nich nie wiadomo, bo jak ktoś czytał pierwszą część to wszystko rozumie. Poza tym gra ma swój styl i to jest jej największym plusem , to ją pozwala odróżnić od innych książek o Grayhawk. Ja ją właśnie czytam i polecam wszystkim , ale najlepiej jest wcześniej przeczytać częśść pierwszą,czyli "górę białego piuropusza ".
12-01-2005 14:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.