string(15) ""
» Blog » Kobietą grać chcę
12-04-2012 14:45

Kobietą grać chcę

Odsłony: 828

Kobietą grać chcę
Niedawno zakończyłam przygody z dwoma potężnymi seriami komputerowych cRPG-ów: trylogią Mass Effect oraz dwoma częściami Dragon Age. Jak to zwykle bywa, po przejściu jednej świetnej gry, człowiek nakręca się na zagranie w inną. Nie inaczej było w moim przypadku - nie dotarłam jeszcze do końca DAII, a już zastanawiałam się, co wybrać następne. Biorąc pod uwagę dodatkowy fakt, że z grami komputerowymi niechętnie rozwiodłam się parę lat temu, aktualnie mam do dyspozycji niby cały szereg tytułów, które mogłabym nadrobić. Skąd jednak to "niby"? Sięgając po recenzje najlepiej ocenianych tytułów, moim pierwszym odruchem jest sprawdzenie, czy da się grać postacią kobiecą. I w ten sposób niestety uświadomiłam sobie, że w większość z najlepiej ocenianych tytułów po prostu grać mi się odechciało.

Nie ma co ukrywać, jestem kobietą. Zachowuję się jak kobieta, myślę jak kobieta, wyglądam jak kobieta. Pełny zestaw. Kobietą się urodziłam i nigdy nie miałam ochoty przekonywać się, jak to jest być mężczyzną - a biorąc pod uwagę fakt, że gram w RPG, mogłam spróbować przynajmniej w zabawie. Definiuję siebie, jako człowieka, poprzez bycie kobietą i z kobiecej perspektywy świat, wraz z wszystkim, co się w nim znajduje, jest dla mnie prawdziwy. Proste - tak proste, że w zasadzie ciężko mi ubrać to w słowa. Jako taka właśnie kobieta, mam również swoje hobby - zazwyczaj takie, które interesują mnie, bo jestem jaka jestem. Skoro jednak płeć ma wpływ na definicję mnie samej, wpływa również na moje hobby. Pewnie z tego właśnie powodu lubię się przebierać, robić zakupy i obrastać w biżuterię. Lubię także oglądać filmy, czytać książki i grać w gry komputerowe, a na wszystko to patrzę właśnie kobiecymi oczami. Najbardziej jednak lubię, gdy serwowana mi opowieść, czy to w filmie, książce czy grze, do mnie przemawia. Dzieje się to najczęściej, gdy odnajduję w bohaterach coś, co mi się podoba. I o ile z książkami i filmami sprawa jest prosta, bo w nich bezpośrednio nie uczestniczę, to gdy dostaję do sterowania postać, która ma mnie przeprowadzić przez całą kilkunastogodzinną fabułę, to chciałabym, żeby ta postać również do mnie przemawiała. Ale jak ma to zrobić, kiedy każe mi się "być" facetem?

Większość gier, w jakie gram, to cRPG. To mój ulubiony growy gatunek, bo daje mi możliwość kształtowania przebiegu fabuły. Do mnie należą decyzje, czy najpierw pójść zabić smoka, uratować wioskę, czy odbić zakładników. Ja też steruję dialogami i nastrojami w drużynie. Decyduję, kim będzie moja postać, co zrobi i w jaki sposób do tego dojdzie. Wszystko oczywiście w ograniczonym stopniu, ale na pewno w większym niż w grach o ściśle określonej strukturze. Dzięki tym możliwościom znaczniej łatwiej jest mi zatopić się w wirtualny świat, bo mogę formować swoją postać tak jak tego chcę. Dzięki nim wybory, które podejmuję, podejmuję jako kobieta - ta siedząca przed monitorem, i ta, która żyje w świecie gry. Z tego właśnie mam frajdę. Nie wyobrażam sobie natomiast czerpania takiej samej przyjemności - jakiejkolwiek przyjemności - jeśli przez całą grę miałabym wcielać się w postać faceta. Nie jestem facetem, nie zachowuję się i nie myślę jak facet, więc nawet, jeśli gra miałaby mnie prowadzić za rączkę podstawiając kilka opcji dialogowych, byłoby to dla mnie zupełnie nienaturalne. Nawet nie wiem, czy zależałoby mi wtedy na pieczołowitym kształtowaniu fabuły - skoro postać i tak nie odbijałaby mojego "ja". A o to mi właśnie w cRPG-ach chodzi, o możliwość stworzenia swojej własnej spersonalizowanej wersji wydarzeń. Czy nie o to chodzi w cRPG-ach w ogóle? Poczynając od rasy, klasy (i płci), przez rozmowy, członków drużyny i przebieg questów, cRPG-i oferują wybory. Gdy odmawia mi się wyboru dla mnie elementarnego, już jestem na nie.

I niby nie ma się czym przejmować, to przecież tylko gra. Niestety - a może "stety" - dla mnie gra to też jakaś historia. Traktuję ją jak opowieść, rzecz o wyjątkowych postaciach dokonujących wyjątkowych czynów. Jak w książce czy w filmie. Różnica poleca na zaangażowaniu. Grając w grę, angażuję się w to, co się w niej dzieje, bo to ode mnie zależy, co się w niej dzieje. Angażuję się jako ja - gracz, uczestnik, kobieta. Zależy mi nie tylko na tym, co zrobię, ale jak to zrobię; zależy mi na ukształtowaniu tej historii pod siebie. Stąd też wybór płci tak naprawdę nie jest dla mnie żadnym wyborem, a oczywistością.

Co ciekawe, cała ta niechęć tyczy się tylko gatunku cRPG. Nie mam takich samych problemów grając np. w różne odsłony Final Fantasy, gdzie główną postacią jest tradycyjnie facet (w FFXIII nie grałam jeszcze w ogóle). Gdy się jednak zastanowić, od zawsze traktowałam Finale bardziej jako interaktywne filmy. Nie ma tam czegoś takiego jak opcje dialogowe dla głównej postaci, a personalizacja bohatera dotyczy zasadniczo tylko broni i wyposażenia. Wszystkie cutscenki są z góry zaplanowane i identyczne dla każdego gracza, którego rola, w dużym skrócie, sprowadza się do prowadzenia bohaterów od scenki do scenki. Nie ma questów, które można wykonywać w dowolnej kolejności, wszystko idzie bardzo liniowo, nie ma się wpływu na kształt historii. I żeby było śmieszniej - w Final Fantasy taka liniowość wcale mi nie przeszkadza. Podobnie jak nie przeszkadza mi ona w grach akcji takich jak Resident Evil czy Prince of Persia. Wtedy nie mam też problemu z prowadzeniem postaci męskiej - właśnie dlatego, że traktuję je, te gry i historie w nich zawarte, jak film, który oglądam. Frajdę mam za to z gameplaya, klimatu i ogólnej, przemawiającej do mnie fabuły. Nie ma problemu, bo nie ma cRPG-a i jego podstawowej właściwości: tworzenia wydarzeń według siebie.

Nie wiem, jaki jest obecnie procent kobiet graczek, ale mam wrażenie, że coraz większy. Być może niektórym producentom jeszcze nie opłaca się tworzyć drugiej warstwy gry specjalnie dla płci żeńskiej - ale kiedy się opłaci, jeśli graczki takie jak ja (a wiem, że takie są) nie będą grać w gry z narzuconym męskim bohaterem? Pytanie mogę sobie rzucić w kosmos. Nie wiem też, czy kiedykolwiek najdzie mnie ochota, by sięgnąć po Gothic, Risen czy Deus Ex. Nawet rodzimy Wiedźmin odpycha mnie na kilometr, choć płeć bohatera rozumie się sama przez się. Po prostu, zwyczajnie, denerwuje mnie lekceważenie żeńskiej części odbiorców i odbieranie im przyjemności z dokładnie tego, z czego cRPG słyną - tworzenia swojej własnej historii. Też jestem graczem i też chcę, żeby gra mi się podobała.

I tym optymistycznym akcentem kończę powtarzanie się jak zacięta płyta - z nadzieją, że mój punkt widzenia nie zostanie odebrany jako atak na brak "feminizmu" w grach ;)

[Wpis oryginalnie opublikowany na domwiedzmy.blogspot.com]

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0
@paralektyczny
Widzę, że stawiasz na trollowanie w formie, która mnie nie bawi, więc pozostawię bez komentarza.
12-04-2012 19:23
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dyć jo lubia mojo flamenwerfe
12-04-2012 19:24
jakkubus
   
Ocena:
0
Nie wiem jak innym, ale mi znacznie łatwiej wczuć się w postać kobiety niż jakiegoś piekielnego, pseudonaturalnego niedźwieżuka z Faerunu (choć i z tym drugim dałbym sobie radę :)).

Wracjąc do cRPG - w takich grach jak Wiedźmin, czy Gothic jednym z największych atutów jest właśnie główny bohater. Jego image, odzywki i sposób bycia dają często więcej frajdy niż gra samodzielnie stworzoną postacią. Bo, nie oszukujmy się, swobody wpływania na jej losy wcale w takim ME, DA czy NWN wcale znacznie większej niż w Gothicu nie uświadczysz. A poza tym nie wyobrażam sobie żeńskiej postaci w Wiedźminie (poza Ciri, która w pełni wiedźminką nie była, ale o tym niżej). Kolejną kwestią jest to, że w większości gier komputerowych nie grasz prawdziwą kobietą, tylko takim hajduczkiem, jak ww Cirilla czy wszelakie wojowniczki-komandoski. Taka postać ma zazwyczaj dosyć męskie spojrzenie na świat i często podobne jego "odczuwanie". Niewiele napakowany barbarzyńca będzie się różnił od "wojowniczej laski z Pustkowi".

"dla każdego pewnie jest inaczej; są faceci, którzy lubią grać kobietami, są pewnie kobiety, które lubią grać facetami. Ja do nich nie należę, bo granie płcią przeciwną to dla mnie coś więcej niż kwestia wyobraźni. To tak jakbym musiała darować sobie bycie sobą - moją fundamentalną "ja" - tylko po to, żeby się pobawić. A to dla mnie tak jakby zaprzeczenie istnienia ^^ Każdy szuka w grach tego, co lubi, a ja wiem, że granie facetem przyjemności mi nie sprawia. I to w zasadzie całe sedno :)"
@Aeth Queen - Tak bardzo podkreślasz swoją kobiecość jakbyś nie była jej do końca pewna. Jakbyś obawiała się, że grając facetem bezpowrotnie ją utracisz.
12-04-2012 19:26
~Poszukiwany/Poszukiwana

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mało powiedziane jakkubus - on/ona gada jakby się urwał/a z filmu Almodovara. Ktoś ją widział na żywo i potwierdzi że nie jest trans?
12-04-2012 19:30
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Jakkubus - a ja Aeth doskonale rozumiem i w drugą stronę nie gram kobietami - bulldog może miec wrażenie ze wczuwa sie dobrze w rolę charta, a chart - w rottweilera, ale to nie czyni z nich tego w co sie wczuwają. Zwykle wychodzą z tego szopki przekomiczne dla widowni.
12-04-2012 19:31
Aeth Queen
   
Ocena:
+1
@jakkubus
Jakbyś obawiała się, że grając facetem bezpowrotnie ją utracisz
Wręcz przeciwnie - ja swoją kobiecość gloryfikuję, bo ją uwielbiam, uwielbiam być kobietą, a granie facetem po prostu nie daje mi funu ;)
12-04-2012 19:32
~Poszukiwany/Poszukiwana

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Nawet nick brzmi jak "Drag Queen". Przypadek?
12-04-2012 19:33
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+7
fajna erpegówka z krakowa zgloryfikuje swoją kobiecość za doładowanie
12-04-2012 19:34
jakkubus
   
Ocena:
+2
@Aeth Queen - Napisałem jakie po prostu odniosłem wrażenie po lekturze Twoich postów.
Ale jak zaznaczyłem wyżej w lwiej części gier grasz kobietą jedynie z wyglądu. Psychika takiej postaci jest raczej męska.

@zigzak - Również ją rozumiem, co nie zmienia faktu, iż mam na powyższą sprawę inny ogląd.
12-04-2012 19:42
~Chaos Spawn

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Aeth to galantny chłop i babski lojtnant a nie żadna ciućma. A wy guptoki miast se nasamprzód profil obślipić to beblacie i beblacie...

FLAMENWERFER - miotacz ognia to rodzaj męski. Kaj żeś do szkół łaził Zigzak ty nynusiu?
12-04-2012 19:44
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A, bo ja mam przodków z Sosnowca :P
12-04-2012 19:45
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
Wstyd mi za Was, bracia z Tyldzistanu. Śmiechy, chichy, a problem jest poważny. Choćby ja też go odczuwam. Uwielbiam grać osobnikami anonimowymi, którzy swoje imię zatrzymują tylko i wyłącznie dla siebie. Z najnowszych gier, które mi to zapewniały pamiętam tylko Fallout 2. To tam, jako Nameless, mogłem tyldzić po całych pustkowiach. Wszystkie inne gry zmuszają mnie do opuszczenia ukochanego incognito, do wybrania jakiegoś imienia.

Zrozumcie mnie - takie granie nie daje mi funu.
12-04-2012 19:54
~Chaos Spawn

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Co ty fanzolisz tylda?
A kaj Malaggar? Cni mi się bez jego małpiej gęby...
A Ty Bielow ino krzyżyki w postach kryklasz a sam cicho siedzisz jak mysz u farorza...
12-04-2012 20:02
~Drag Queen

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja też gloryfikuję swoją kobiecość :*
12-04-2012 20:06
banracy
   
Ocena:
+1
Nigdy nie miałem problemów z graniem kobietą w grze, nieważne czy to RPG czy inny gatunek. Czasem przechodząc grę drugi raz wybieram kobietę, żeby zobaczyć czy się dużo zmienia (nie zmienia się) i czy romanse są tak samo kiepskie jak kiedy gra się facetem (są). Z drugiej strony nie udaje, że gry RPG to przygody mnie w wirtualnym świecie.

EDIT:
Jak to naprawdę komuś nie pasuje to może dziękować modzie na udźwiękowianie wszystkich wypowiedzi postaci głównej. Dodatkowe modela i sm aczki to nie problem, ale pierwszy DX nie miał postaci kobiecych właśnie przez ograniczony budżet. Możliwe, że w Risenie powód był ten sam.
12-04-2012 20:23
Bielow
   
Ocena:
+2
@Chaos Spawn
Bo wszamam obiad. Już 4tą godzinę nad talerzem siedzę i udaję że jem żeby tylko nie zmywać garów. Toczę w domu wojne psychologiczną. Kto pierwszy wymięknie idzie zmywać. Póki co wygrywam.
12-04-2012 20:26
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Bielow, to nie wojna psychologiczna, to sabotaż, i to nie sabotem, tylko miękkim kapciem. :P
co ty, nie umiesz powiedzieć asertywnie w oczy, ze dzisiaj znowu jej kolej na gary?
12-04-2012 20:32
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+2
@Bielow A niech Ci obiod idzie na zdrowie boroku! Ino coby z tego bumelowania haja nie wyszła... Dawej pozór na starke - jak chyci nudelkulę to wartko chybaj na luft!! :)
12-04-2012 20:40
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Nie może dzisiaj zmywać bo gloryfikuje swoją kobiecość.
12-04-2012 20:41
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No Bielow najwyraźniej też gloryfikuje swoją :)
12-04-2012 20:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.