» Recenzje » Kingsport Festiwal

Kingsport Festiwal


wersja do druku

Prawdziwy kultysta powierza swój los kościom

Autor: Redakcja: Balint 'balint' Lengyel, Karolina 'Isadora' Małkiewicz

Kingsport Festiwal
Jak długo można stawiać czoła Złu i dzielnie walczyć z jego sługami? Czy ciągle musimy w grach planszowych ratować świat przed strasznym końcem? Otóż nie – na polskim rynku wydawniczym za sprawą Black Monk pojawił się nowy tytuł – Kingsport Festival. Tym teraz to my będziemy mrocznymi kultystami sprowadzającymi na ziemię przerażające plugastwa!

Włoskiego designera, Andrea Chiarvesio doskonale kojarzę z wyśmienitej pozycji, jaką jest Kingsburg. Mitologia Cthulhu mistrza Lovecrafta też jest przeze mnie znana i lubiana. Z tym większą chęcią sięgnąłem po osobliwy miks mechaniki pierwszego i klimatu drugiego w postaci gry Kingsport Festival. Czy było to spotkanie udane? Po odpowiedź zapraszam do recenzji.

Przerażający niebyt pudełka

Dwie rzeczy rzucają się w oczy, gdy patrzymy pierwszy raz na pudełko omawianego tytułu. Po pierwsze są to  zdobione, barokowe napisy – mające nadać produkcji niesamowitego, gotyckiego klimatu, a po drugie zwracają uwagę mroczne odcienie błękitu, jakie dominują w kolorystyce ilustracji – przede wszystkim kultysty z wieczka, który przyzywa zło z ciemnych czeluści. Do środka zaglądamy więc na własną odpowiedzialność  - zapowiada się zabawa nie dla małych dziewczynek! Kingsport Festival to kwadratowe, kartonowe, średniej ciężkości pudełko. Pod wieczkiem skrywa się sztywna, tekturowa wypraska, w której pomieścimy wszystkie elementy zestawu – bez woreczków strunowych lub pojemników na śrubki się nie obędzie. W pudełku mnóstwo grubych, tekturowych, kolorowych żetonów i drewnianych znaczników oraz małych i dużych kart. Najsłabiej na tle całego zestawu prezentują się karty Wielkich Przedwiecznych, które zamiast na grubej tekturze wydrukowano na papierze o nieco większej gramaturze i minimalnie sztywniejszym, aniżeli szkolny blok techniczny. Efektem tego jest strzępienie się kart po bokach, widoczne już po pierwszej rozegranej partii!

Dobrej jakości są za to zwykłe karty (o czytelnym layoucie, niektóre urozmaicone klimatycznymi cytatami), powleczone specjalną fakturą zabezpieczającą - szkoda tylko, że nie pokuszono się o żadne ilustracje dla większości z nich. Każdy z graczy otrzymuje zestaw drewnianych dysków, żeton i 3 kości (z dużymi, wyraźnymi oczkami) w swoim kolorze: żółtym, zielonym, czerwonym, czarnym lub fioletowym. Tylko dlaczego kostki Domen (czerwone, czarne i fioletowe) są w tym samym kolorze co 3 zestawy dla uczestników gry? Zdecydowanie utrudnia to zabawę, zwłaszcza w początkowych partiach. Za to duża, kolorowa instrukcja na śliskim papierze w doskonały sposób przybliża zasady rządzące rozgrywką. Do gustu przypadły mi zwłaszcza klimatyczne opisy Badaczy i Zakazanych Ksiąg. Oczywiście nie zabrakło w pudełku planszy na grubej tekturze, dodatkowo podklejanej od spodu.

Wyrazy uznania należą się przepięknej i bardzo klimatycznej oprawie graficznej, za którą odpowiedzialni są Alan DAmico (The Mystery of Templars)  oraz Maichol Quinto (Mage Wars, Ventura). Ilustracje są mroczne i budują niesamowitą atmosferę sennego i tajemniczego Kingsportu. Niesamowitość i groza aż się wylewa z pudełka - wielkie brawa dla artystów!

Zła naszego powszedniego daj nam dzisiaj…

W Kingsport Festival staniemy na czele jednego z mrocznych kultów, a naszym zadaniem będzie przywoływanie kosmicznych kreatur, a nawet Wielkich Przedwiecznych, aby otrzymywać ich błogosławieństwa. Ten, kto zgromadzi najwięcej punktów Kultu i jednocześnie nie pogrąży się w odmętach szaleństwa – zwycięży w całej rozgrywce.

Każda zabawa rozpoczyna się od wylosowania unikalnego Scenariusza, który określa dodatkowe, jawne zasady rządzące tą partią. Scenariusze są inspirowane najbardziej znanymi dziełami Lovecrafta. Czasem losujemy również kartę Festiwalu, która odkrywana jest dopiero po zakończeniu rozgrywki i określa zasady otrzymania (czasem też coś tracimy!) dodatkowych punktów Kultu. Gra trwa 12 tur, które z kolei dzielą się na 5 lub 6 faz:

  • Ustalanie kolejności – wszyscy gracze jednocześnie rzucają swoimi kośćmi. Osoba z najniższym wynikiem jest pierwsza i może zyskać 2 punkty Poczytalności. Kolejny gracz z najniższym wynikiem może otrzymać już tylko 1 punkt, a następne osoby nie zyskują nic.
  • Wzywanie – każdy z kultystów kolejno począwszy od pierwszego gracza może wezwać Wielkiego Przedwiecznego lub spasować. W tym celu bierze swoje kości lub kość i umieszcza na wizerunku przyzywanego stwora o wartości równej sumie oczek wybranych kości.
  • Łaska – kultyści otrzymują "dary" od wybranych Wielkich Przedwiecznych. Korzyści przyznawane są w kolejności rozmieszczenia przyzywanych bytów, a te są ponumerowane od X (potem 1) do 19.
  • Ekspansja – gracze wykorzystują pozyskane zasoby, aby układać swoje dyski na Budynkach i otrzymywać w zamian punkty i specjalne zdolności.
  • Atak – (rozgrywany jest tylko podczas 4 rund oznaczonych w Scenariuszu) każdy z kultystów musi zmierzyć się z Badaczem poprzez porównanie współczynnika Siły.
  • Czas – przesuwa się znacznik czasu na kolejne pole i runda dobiega końca.

Nie da się ukryć, że Kingsport Festival stanowi swoistą implementację gry Kingsburg w nowym temacie. Podobne jest pozyskiwanie darów z postaci i budynków, ale jest również kilka nowych, ciekawych pomysłów. W Kingsport Festival gracze mają do dyspozycji aż 5 rodzajów zasobów – są to kostki Domen: Zło, Śmierć i Zniszczenie; punkty Magii oraz punkty Poczytalności – jeżeli się nam skończą, to tracimy punkty Kultu! Pozyskujemy je przede wszystkim z darów Wielkich Przedwiecznych, a wykorzystujemy głównie do wspierania efektów z kart i Budynków. Zaklęcia to chyba najbardziej emocjonujący element całej gry. Mamy trzy stosy kart: Zła – który wzmacnia wezwania, Śmierci – zwiększa Siłę kultystów w walce z Badaczami oraz Zniszczenia – pozwala na dodatkowe zdobywanie punktów Kultu i zasobów Domen. W mrocznej grze nie mogło zabraknąć czarów, które nie tylko pozwalają na większą decyzyjność w czasie zabawy, ale budują niesamowitą, przerażającą i magiczną atmosferę.

Ciekawie również zaplanowano system walki z Badaczami. Najpierw odkrywamy dołączoną do naszego adwersarza kartę Wydarzenia, która generuje dodatkowe okoliczności – pozytywne tylko dla jednej ze stron. Następnie odkrywamy kartę Badacza uwzględniając kolejne zasady specjalne. Porównujemy siłę gracza z siłą przeciwnika i uzyskujemy wynik. Przy remisie nic się nie dzieje, przy porażce – dostajemy karę, zaś zwycięstwo jest nagradzane. Jak widać warunki starcia generuje nie jedna, a aż 2 karty. Na koniec gry również pojawia się nie znana wcześniej uczestnikom karta Festiwalu i jej zasady specjalne. Oczywiście istnieje możliwość podejrzenia kart i przygotowania się na ich działanie – to zdolność Wróżbiarstwa. Co zrobić z kością, której nie da się umieścić już na żadnym Wielkim Przedwiecznym? W Kingsport Festival nie przepada ona i wolno ją nam umieścić na bóstwie Nephren-Ka (odpowiada na jedno wezwanie każdego z kultystów podczas każdej z rund). Ciekawym urozmaiceniem jest to, że każda rozgrywka ma odmienne zasady dzięki losowemu doborowi startowego Scenariusza.

Nie ma oczywiście róży bez kolców. W Kingsport Festival losowość jest całkiem spora. Z kolei możliwość manipulowania wynikami rzutów kośćmi jest stosunkowo niewielka w porównaniu z Kingsburgiem. A ujmując to inaczej: dosłownie prawie wszystko w grze kosztuje i często ciężko odłożyć zasoby, aby pomóc sobie w lepszych wynikach rzutów czy swoich poczynań. Budynków jest mniej niż w Kingsburgu, a ich działania zdecydowanie są mniej ciekawe. Niemrawi są również Wielcy Przedwieczni – aż prosi się, aby coś popsocili i byli kimś więcej, niż tylko dostarczycielami darów oraz beneficjentami Poczytalności kultystów. A tak zostaje nam tylko spojrzenie na klimatyczne ilustracje i poczytanie o historii mrocznego bóstwa z rewersu karty.

Interakcji w grze jest tyle co kot na płakał – możemy ewentualnie przeciwnikowi zablokować preferowane przez niego bóstwo. Jeżeli chodzi o skalowalność – im więcej graczy, tym ciekawiej za sprawą większego tłoku na planszy i kartach Wielkich Przedwiecznych. Można grać oczywiście nawet w dwie osoby (choć formalnie tytuł jest od 3 do 5 osób), ale wtedy jest zdecydowanie nudniej. Jeżeli chodzi o balans, wydaje się, że Badacze wspierani przez karty Wydarzeń mogą być nieco zbyt silni – ale ten pogląd może dopiero zweryfikować kilkanaście rozgrywek. Czy gra jest trudna? Wbrew pozorom to przede wszystkim rozdzielanie kości i zamiana jednych zasobów w inne. Sporo tu euro gry, ale raczej lekkiej ekonomii, gdzie obeznanym z tematem tury mijają naprawdę szybko. Złożoność może przytłaczać tylko przez kilka pierwszych partii, potem można poczuć nawet lekki niedosyt spowodowany niewielką ilością opcji.

Werdykt nad Przedwiecznymi

Jeżeli chodzi o Kingsport Festival, to wrażenia mam mieszane. Zdecydowanie rozszerza i rozbudowuje w udany sposób pomysły z Kingsburga. Klimat produkcji, oprawa graficzna i zaklęcia są absolutnie niesamowite. Zdecydowanie losowość jest jednak za duża, zabrakło wariantu dla dwóch i jednego gracza. Dokucza także poczucie, że w sumie wszytko to już było. Z drugiej strony traktując Kingsport Festival jako zupełnie nowy tytuł, muszę przyznać, że od samej wersji podstawowej Kingsburga (bez dodatku) jest lepszy. Dla mnie, jako fana mitologii Cthulhu i Kingsburga, jest to spore zaskoczenie, polecam zatem z czystym sumieniem.

 

Plusy:

  • obecność Zaklęć
  • wykorzystanie punktów Magii i Poczytalności
  • walka z Badaczami wspieranymi kartami Wydarzeń
  • Scenariusze wspierane kartami Festiwalu
  • obłędna oprawa graficzna
  • klimat

Minusy:

  • wykonanie kart Przedwiecznych
  • kostki Domen w kolorach graczy
  • zbyt duża losowość
  • niemrawi Wielcy Przedwieczni i niezbyt ciekawe zdolności budynków
  • większość tego już była w Kingsburgu

 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Kingsport Festival
Typ gry: strategiczna
Projektant: Andrea Chiarvesio, Gianluca Santopietro
Ilustracje: Alan D'Amico, Maichol Quinto
Wydawca oryginału: Stratelibri
Data wydania oryginału: 2014
Wydawca polski: Black Monk
Data wydania polskiego: 2014
Liczba graczy: od 3 do 5
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 90 min.
Cena: 190 zł



Czytaj również

Fluxx Rick and Morty
Losowość rządzi, losowość radzi, losowość nigdy…
- recenzja
Munchkin Grimm
Kiedy Munchkin jest już tylko Munchkinem?
- recenzja
Mage Wars: Arena
To, co magowie lubią najbardziej
- recenzja
Zew Cthulhu 7 Edycja Starter
Horror pod strzechy
- recenzja
Tajemnica Whitehall
Stare, ale nowe
- recenzja
Super Munchkin
Superbohaterowie dziś nisko latają, będzie Munchkin
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.