Pamięć zwana imperium
string(15) ""
» Blog » Kingmaker [#3] - Niebieskie Rzodkiewki i Krasnoludy Wygnane [Raport z sesji]
25-04-2013 00:16

Kingmaker [#3] - Niebieskie Rzodkiewki i Krasnoludy Wygnane [Raport z sesji]

W działach: Kingmaker, RPG, Raport, Raport z sesji, Pathfinder | Odsłony: 180

Kingmaker [#3] - Niebieskie Rzodkiewki i Krasnoludy Wygnane [Raport z sesji]

 

 

Trzecia sesja kampanii Kingmaker. Od ostatniej minęły prawie 3 tygodnie. Raz nikomu nie pasował wspólny termin a za drugim razem jednemu z graczy z dnia na dzień zmienili grafik w pracy, drugi nie przyszedł z powodu problemów w przepływie informacji a nowy gracz na kilka godzin przed spotkaniem napisał sms, że nie da rady przyjść więc nie pograliśmy sobie. Mimo tych przeciwności losu, udało się jednak w końcu znaleźć kolejnego gracza do ekipy i zagrać. Nareszcie

 


W skład drużyny poszukiwaczy przygód tym razem weszły poniższe indywidua:

 

Rafał jako Vladimir Ivanowicz Borsukov - Fetchling Zabójca (Ninja :P), który przez większość swojego dzieciństwa był wychowywany na „żywą broń” mającą służyć domowi Borsukov. Po nagłym zniknięciu ojca zostawił rodzinne ziemie bratu po czym udał się eksplorować Skradzione Ziemie.

 

Piotrek jako Jasper Vangram - Gnom Czarownik. Rudowłosy syn dziwki i Lorda Jana Vangram - gnoma, który zasłynął swego jako poszukiwacz przygód - obecnie znany głównie z masowych zwolnień krasnoludów z kopalni i zastępowania ich gnomami (w ramach równouprawnienia). Ze względu na pochodzenie został pozbawiony praw do dziedziczenia – nie widząc przyszłości swojej na dworze ojca wyruszył tworzyć nowe królestwo na Skradzionych Ziemiach.

 

Rafał jako Kejol Understone - Sylverani Głębinowy Bombardier. Drugi syn Jana Vangrama – przyrodni brat Jaspera. Lord wrócił z nim w ramionach z wielomiesięcznej wyprawy do Mrocznych Ziem. Nikt tak naprawdę nie wie co się tam stało. Nikt nie wie jakie są jego prawdziwe korzenie – nawet on sam. Pozbawiony możliwości dziedziczenia postanowił szukać szczęścia na Skradzionych Ziemiach.

 

Adam jako Lysaan – Półelfi Syntetyczny (po ang. to brzmi dużo lepiej albo ja źle tłumaczę) Przywoływacz. Weteran wojenny, który o jeden raz za dużo zobaczył ile strasznych rzeczy może zrobić magia jeśli powierzy się ją w nieodpowiednie ręce*. Zmęczony przeszłością postanowił pomóc w kolonizacji Skradzionych Ziem by stworzyć sobie własne miejsce na Ziemi. Od kolejnej sesji jego postać będzie przemianowana na Wyrocznię – uznał bowiem, że w teamie healer jest niezbędny.

 

*Szczegóły tej wojny – kto z kim i o co – jeszcze nie zostały ustalone. Praca w toku można by rzec.

 


Przed sesją pozwoliłem Vladowi - który przejął funkcję drużynowego wróżbity - powróżyć. Zadał pytanie "Jak szybko, łatwo i bezpiecznie można się wzbogacić" po czym używając Harrow Decka ustaliłem, którego pola będzie dotyczyć przepowiednia. Okazało się, że informacje które mogą ułatwić zdobycie bogactwa znajdują się w hexie gdzie - jak się okazało potem - swoję siedzibę miały wróżki. Tych jednak tam nie spotkano. 


  

Zacząłem sesję od opisania pokrótce tego co się działo na świecie kiedy gracze budowali kamienny mur wokół Centrum Handlu Olega. Z Brevoy zaczęły dochodzić wieści, że oficjalnie rozpoczęła się eksploracja Skradzionych Ziem i każdy kto zechce pomóc w tym przedsięwzięciu może w przyszłości liczyć na nagrodę. Tak więc wszyscy chcący przyczynić się do powstania nowego kraju powinni zgłosić się do pewnej drużyny poszukiwaczy przygód – mowa o graczach rzecz jasna. Lysaan usłyszał o tym w Brevoy a reszta od kupców zaglądających do Centrum Handlu. Vlad przy okazji okradał biednych handlarzy, którzy przynosili wieści. Opuszczali je z odrobinę lżejszymi sakiewkami.

 

Lysaan usłyszawszy więc o całej sprawie i postanowił zaoferować drużynie swoje usługi. Gdy zbliżał się na twierdzy reszta teamu stała na blankach murów - patrzyli na horyzont planując przyszłą ekspedycję - a ich włosy, wąsy, brody, płaszcze i czego tam jeszcze nie mieli powiewały majestatycznie na wietrze. Była to okazja by drużyna opisała swoje postacie nowemu graczowi i vice versa.

 

Nawiązała się rozmowa w czasie której zasugerowałem - akurat przypomniała mi się pewna scena z Hobbita - by gracze podpisali kontrakt w którym ustaliliby warunki na jakich ich postacie miałyby współpracować. Efekt był niespodziewany - przez spory kawał czasu stara ekipa próbowała ustalić ile procent z zysków będzie dostawał ich nowy towarzysz oraz jakie  będą jego obowiązki. Może nie sam fakt był nietypowy co raczej konkretne propozycje, które schodziły na coraz to mniej przyjemne tory. Nazywając rzeczy po imieniu część teamu chciała nowego oszwabić po prostu. Na szczęście stanęło na tym, że Lysaan będzie miał takie same prawa jak wszyscy a cały tzw. loot idzie do spieniężenia i do kasy Kojola - który jest naszym kwatermistrzem. I chwała Bogu… przez moment zacząłem się obawiać co z tego wyniknie, ale wszystko dobrze co się dobrze kończy.

 

Drużyna ruszyła w końcu w podróż. Lysaan przywołał swojego Eidolona zwiększając tym samym swoją szybkość. Kojol i Jasper wzięli kucyki ze stajni a Vlad dwa konie - jeden zapasowy mający przy okazji robić za tragarza całego lootu. Tchnięty czymś zapytałem jak się nazywają ich konie. Okazało się, że mamy dwie Płotki - Vlad przykładem pewnego wiedźmina postanowił nazywać swoje kobyły tym samym imieniem - Justrzenkę i Kuca (Kojol nie chciał nazywać zwierzęcia by się nie przywiązywać więc zostało "Kucu").

Gracze postanowili najpierw dokładnie zbadać terenu wokół fortu. Zajęło im to cały dzień. Gdy zbierali się do rozbijania obozu Vlad upolował bobra - było pierwsze zwierzę jakie przyszło mi do głowy (niezbadane są ścieżki którymi kroczy umysł MG), słowo daję - a Lysaan przygotował pieczonego bobra w ziołach i bobrzy gulasz. Posiadanie w drużynie kogoś kto potrafi gotować okazało się zbawienne – i oszczędne bo można było zostawić zapasy suszonego mięsa na później

 

Nad ranem złapała ich burza śnieżna - korzystam z zasad pogody i wylosowałem im ją na całe 2 miesiące. O dziwo, żaden z nich nie zadeklarował ani razu, że próbuje przewidzieć pogodę na następne dni. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego będą o tym pamiętać albo pewnego dnia zaskoczy ich jakieś tornado…

Wiał silny wiatr i gnomy musiały rzucać na Forta by wogóle się poruszać. Zdali śpiewająco. Test Survivalu pozwolił znaleźć jaskinię, ale okazało się że zwierzęta wystraszone burzą nie chcą wejść do malutkiej groty. Pierwszy test Handle Animal się nie udał, więc gracze założyli im worki na głowy by nic nie widziały – biorąc pod uwagę dobry pomysł pozwoliłem na przerzut i dałem +2 do testu. Udało się. Jasper postanowił, że - nie wiem czym się kierował - nazbiera drewna na opał. Kazałem znowu rzucać na Forta. Zdał. Lysaan pomógł mu w zadaniu. Udało im się zebrać dość drewna na całą noc. Zalepili śniegiem większość wejścia do groty by ciepło nie uciekało po czym wtuleni w zwierzęta poszli spać.

Następnego dnia pogoda się poprawiła ale śniegu napadało tyle, że gracze prawie cały czas poruszali się po "trudnym terenie" co oczywiście przedłużyło podróż. Było bardzo zimno - na szczęście większość miała stosowne stroje. Większość. Poza Kojolem który musiał "jeździć w kocyku na kucyku" by nie zamarznąć. Ruszyli na południowy zachód.

 

Po trzech dniach natrafili na odśnieżoną polanę i cztery objedzone koboldy, które coś podjadały. Test wiedzy [natura] pozwolił ustalić, że to księżycowe rzodkiewki. Ostre warzywo o niebieskiej chrupkiej skórce i delikatnym miążu który rozpływa się w ustach. Warzywne Rafaello po prostu. Rarytas wśród prostych ras typu koboldy, gobliny itp. Drużyna próbowała się podkraść do smokowatych poza Kojolem który podrzucając w łapie bombę podszedł pewny siebie do żarłoków.

 

Spytał co "robią na jego ziemi". Koboldy początkowo go wyśmiały, ale zahipnotyzowane jego bełkotem dały się wciągnąć w rozmowę. W jej czasie wyszło, że gnom nigdy nie jadł takich rzodkiewek i koboldom zrobiło mu się go na tyle żal że dali mu jedną na spróbowanie. Zasmakowało mu. W tym czasie reszta drużyny wyszła i zaczęła się ciekawa dyskusja. Gracze próbowali jak najwięcej dowiedzieć się o plemieniu smokowatych, ale dowiedzieli się tylko że jest ich dużo i że na południowym wschodzie jest ich siedziba. Żadnych konkretów. Gracze udali się na naradę i ustalili, że w ramach tworzenia „Imperium Zła” pokonają wodza koboldów w walce zmuszając całe plemię do posłuszeństwa. Wrócili do jaszczurowatych i udało im się wyprosić sporo rzodkiewek jako "prezent dla wodza". Tak psychicznie obrobili te biedne koboldy, że te się rozpłakały wierząc że robią coś co zapewni lepszą przyszłość ich plemieniu.

 

Adam zaczął mówić, że koboldy z natury są złe więc team postanowił, że zabije napotkane istoty. Na początku Vlad próbował backstabować Kobolda, który oparty o drzewo łkając, ale nie udało mu się. Udany test blefu pozwolił udać potknięcie się - jako, że broń miał wyjętą od początku wydawało się to nawet wiarygodne. Druga próba backstabu również zakończyła się porażką. Kości nie lubią Vlada a Vlad nie lubi kości – nic się na to nie poradzi. Doszło do walki.

 

Zdziwiony zbiegiem zdarzeń powiedziałem graczom, że nie musieli walczyć bo exp za koboldy i tak bym im dał za to że rozwiąźli sytuację w nietypowy sposób. Gdyby wiedzieli o tym wcześniej to by do tego niedoszło. No nic – podjęli decyzję i nie było odwrotu. Zaczęła się rzeź.

 

Pierwsza tura. Vlad pudłuje – znowu! Kojol rzucił bombę, ale nie trafił i ta potoczyła się gdzieś na pole wywołując deszcz ziemi i warzyw. Nie pamiętałem zasad towarzyszących chybieniu splat weapons więc wymyśliłem coś na poczekaniu. Jasper swoim magicznym pociskiem prawie zabił jednego przeciwnika. Lysaar pazurami zabił na miejscu dwójkę przeciwników - w tym tego wcześniej zranionego magic missle’m. Ostatni uniknął jednak jego kłów. Summoner okazał się nagle największym kozakiem w teamie.

 

Jeden z koboldów ranił Vlada włócznią zabierając mu praktycznie połowę hp. Drugi nie zdał testów na morale i próbował uciec od Lysaana by zaatakować Jaspera – który był celem mniejszym u mniej strasznym. Sprowokował tym samym atak okazyjny i padł trupem. Druga tura. Vlad pudłuje - czwarty raz pod rząd!!! Kojol rzucił bombę, ale specjalnie rzucił centralnie w kobolda wiedząc, że Vlad – będący z nim w zwarciu - dostanie splat domage. Ninja padł od friendly fire klnąć przy tym soczyście. Mimo tej czystej ludzkiej złośliwości Kojol napoił go eliksirem leczenia lekkich ran stawiając go na nogi. Zapomniałem, że przysługuje naszemu ninja rzut na Relfeks więc pozwoliłem mu go wykonać po walce. Zdał, więc pozwoliłem mu odzyskać te parę hpków. Znów był w pełni sił, ale zrobiło się nieprzyjemnie.

 

Po ograbieniu zwłok i naładowaniu worków rzodkiewkami ruszyli w dalszą drogą. Dziwne warzywo było od teraz stałym elemenetem ich posiłków. Ruszyli na zachód - do rejonu o którym mówiło ciasteczko z wróżbą. W końcu udało mi się wylosować spotkanie losowe. Na nieszczęście dla graczy padło na 4 trolle. Jako, że nie chciałem TPK kazałem graczom rzucać na ukrywanie się się. Kojol odmówił rzutu twierdząc że on się nie chowa po krzakach tylko jedzie dumnie przed siebie bez względu na wszystko. Ok. Reszta zdała  test i mogła obserwować jak cztery wielkie bestie dostrzegają osamotnionego Kojola. Zaznaczyłem, że na kucyk biega szybciej niż troll więc jeśli będzie mieć wyższą inicjatywę niż trolle może uciec a jeśli nie... no cóż. Ciężka sytuacja, ale ja to nazywam karmą. Na szczęście zdał i udało mu się ujść z życiem. Potem wytropił drużynę i kontynuowali podróż razem na zachód.

 

Lysaan znalazł dla Vlada czerwone pokrzywy - roślinę której wydzielina wywołuje mocną wysypkę. Zmieszana z innymi ziołami może dać w przyszłości ciekawą truciznę. Potem rozbito obóz na noc. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Worki z rzodkiewkami upadły na ziemię wysypując zawartość. Udany test pokazał, że coś ostrego przecięło sznurek. Ponadto ktoś zamienił zioła Vlada i Lysaana miejscami. Odpowiednie rzuty ujawniły, że istnieje wiele legend o fey i Skradzionych Ziemiach. Możliwe więc, że to wróżki płatają im figle. Zostawiono im w podarunku - by się odczepiły - srebrną monetę, miskę jedzenia i ciasteczko z wróżbą. Rano podarunki zniknęły. Następnego dnia znaleźli dwie dziuple w których znajdowały się zostawione wcześniej prezenty. Nie ruszali ich. Skierowali się na północ.

 

Psoty trwały jednak dalej - widocznie dali za mało. Najpierw ktoś nasypał Kojolowi piachu do butów. Ten niewzruszony nasypał trochę do drugiego by zachować równowagę. Potem chowaniec Jaspera przyleciał rozklekotany. Na szponach i głowie miał wiązanki kwiatów. Właściciel szybko oswobodził straumatyzowane zwierzę z chwastów.

Gdy zapadał wzrok spotkali grupę prawie trzydziestu krasnoludów, którzy właśnie urządzali popijawę na polanie. Ich przewodnik - Salomon Gundee - jako motyw muzyczny postaci wybrałem Nyah Hansa Zimmera - wystylizowany na muszkietera. Koszula z falbankami - rozpięta ukazująca istny gobelin na klacie. Wielki kapelusz, z wielkim rondem i jeszcze większym piórem. Miał charakterystyczny kryształ zawieszony na szyi - Jasper rozpoznał kilka wyrytych na nim run. Pochodziły ze szkoły iluzji i wróżenia.  Okazało się, że ekipa zwie się Wędrowną Kampanią Krasnoludów Wygnanych. Kiedyś wszyscy pracowali w kopalniach jak na krasnoludy przystało, ale Jan Vangram ich wyrzucił. Teraz tułają się po świecie szukając swojego miejsca.

 

Vlad - chyba chcąc odciąć się za incydent z bombą - wspomniał mimochodem, że Kojol i Jasper to dzieciaki Vangrama. Kilka testów dyplomacji i blefu powstrzymały ewentualne rękoczyny. Dalsze namówiły krasnali by ruszyli z nimi do Centrum Handlu i tam przeczekali. Drużyna zaoferowała bowiem, że jeśli w czasie podróży znajdzie jakieś kopalnie to da im znać. Ruszyli więc orszakiem do domu. Wcześniej była jednak ogromna impreza po której Kojol i Vlac – nieudany test Forta – mieli strasznego kaca (-2 do wszystkich testów tego dnia).

 

Gdy wrócili na miejsce Oleg stojący akurat na blankach o mało nie dostał zawału gdy ujrzał orszak zmierzający do jego małego Centrum Handlu. Zaznaczył od razu i to stanowczo, że może gracze mogą u niego mieszkać i jeść za darmo, ale zgrai krasnoludów utrzymywać nie zamierza. Okazało się jednak, że Ci mają sporo złota - podwędzili je Vangramowi jako "odchodne".

 

Przy okazji też wyszło na jaw, że Lordowie z Brevoy wysłuchali w końcu próśb Olega o przysłanie żołnierzy do obrony przed bandytami. Lepiej późno niż wcale. Przybyła czwórka. John, Justynian, Garet i ich przywódca Kesten Garres. Nazwisko wydało się większości znajome. Rzut na Wiedza [Nobility] ujawnił im, że facet jest szlachcicem który popadł w niełaskę przez romans z kobietą z pospólstwa. Ponoć po wygnaniu został najemnikiem a potem nie było o nim nic słychać aż do teraz. Gracze nie dali po sobie jednak poznać, że coś wiedzą. Znając ich pewnie chcą mieć na niego jakiegoś haka w przyszłości.

 

Po rozmowie poszli obejrzeć tablicę ogłoszeń, którą Oleg postawił pod ich nieobecność. Znaleźli tam zlecenie na przyniesienie głowy Rozpruwacza - potężnego dzika który terroryzuje Skradzione Ziemie. Na tym zakończyliśmy. Rozdano pdki i się gracze rozeszli.

 


 

Wnioski:

- Kazać graczom wyłączać/wyciszać komórki. Jak gramy to gramy - nikt do gry nie zmusza. Średnio przyjemne jest jak się do kogoś mówi a on gapi się na ekran i nie może oderwać od niego wzroku.

- Inaczej ustawiać graczy przy stole - nie lubię jak ktoś mi przez ekran zerka (co wyczynem nie jest biorąc pod uwagę wzrost gracza i wielkość ekranu).

- Vlad flankuj. Poza tym, że sneak attack będzie wchodził dostajesz +2 do testów ataku.

- Gracze. Przewidujcie pogodę. To nie boli a może wam życie ułatwić/uratować. 

- Pamiętać jak działa dokładnie Splat Domage i sprawdzić zasady by wiedzieć co się dzieje z bombą jak ta chybi.

- Friendly Fire jest zły. Bardzo zły. Celowy Friendly Fire jest po prostu wku***ający. Na szczęście już problem bomb Kojola i biednego Vlada został rozwiązany drobną modyfikacją cech rasowych tego drugiego. 

 


 

Kwiatki:

 

Vlad: Nie Głupcze!

Zdanie rzucone podczas próby wytłumaczenie czegoś Lysaanowi. Zabrzmiało epicko i wzniośle. Jakby władca przemawiał do plebsu.

 

Lysaan: Demokracja jest wtedy, kiedy musisz spać niedaleko kogoś kogo próbujesz zrobić w dupę.

Mam nadzieję, że – zwłaszcza po tej sesji – gracze sobie wezmą to do serca.

 

Kojol: Ja turządzę bo jestem skarbnikiem!

Vlad: Jesteś dziwką, cicho bądź.

Fragment kłótni przy ustalaniu warunków konkraktu Lysaana.

 

Kojol: A mój kolega stoi za wami.

Tekst rzucany za każdym razem gdy Vladowi udało się podkraść do jakiegoś rozmówcy

 

Kojol: Możemy wam pomóc w powiększeniu klanu!

Kobold: Powiększeniem klanu to się samice zajmują.

 

Rozmowa w czasie wyłudzania rzodkiewiek od smokowatych żarłoków. 

Kobold 1: Rzodkiewki czy plemię?

Kobold 2: Chłopaki, to dla wodza!

Kobold 3: Zadajesz nam ból człowieku.

Kojol: Nie jestem człowiekiem.

Kobold 1: Widać.

 

Salomon: Żyli jak na krasnoludy przystało dopóki nie zjawił się ten cały Vangram.

[Powoli uśmiech z twarzy Piotrka zaczął znikać zostawiając po sobie zwątpienie]

Krasnoludy: [Spluwają]

Kojol: Niech zgadnę. Jakiś gnom zastąpił ich gnomami?

Jasper: Jak on mógł!

[Fala śmiechu. Śmiałem się tak mocno, że aż w głowie mi się zakręciło. Miałem tą sytuację w głowie już na etapie tworzenia postaci Jaspera – szkoda, że nie spotkali krasnali później – efekt byłby jeszcze lepszy.]

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
~Zdegustowany

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kiepskie to. Nie ma żadnych rozbieranek, końskich gwałtów i nie gra złośliwy bloger więc nie będzie ukazana straszna prawda o mg.
25-04-2013 06:33
etcposzukiwacz
   
Ocena:
0
Prosze sesja bez ekscesów i podtekstów, a nikt nie pochwali, prawie żadnych komentarzy.
25-04-2013 11:59
Urko
   
Ocena:
+1
Fajny raport! Mam jedno pytanie - jak graczom podobało się granie w przetrwanie, kombinowanie z wprowadzaniem koni do jaskini, zakrywania wyjścia śniegiem, zbieraniem ziół i zdawaniem testów, żeby móc wyjść w śnieg? Bo jak dla mnie to brzmi jak fajowe wyzwania dla niskopoziomowych postaci, ale piszesz o jakimś rozprężeniu, zabawie telefonami, etc. Ciekawy jestem, jak gracze reagowali na tego typu przeszkody?
25-04-2013 13:45
Famir
   
Ocena:
0
Problem z komórkami był w czasie walki z koboldami - na samym początku. Trzeba było prawie krzyknąć, żeby jeden z graczy przestał patrzeć w telefon i spojrzał na matę.

Co do wyzwań - zioła chcieli sami z siebie zbierać. Na trucizny. Podobnie jak zakrycie wejścia śniegiem - ich pomysł. Warunki pogodowe zaś znieśli normalnie wydaje mi się. Ot kolejna upierdliwa rzecz jaką wymyślił MG :P. Takie rzeczy liczą się tylko dla niskopoziomowych postaci - wyższopoziomowe zdają takie "testy" niemal z automatu - więc staram się te zasady eksploatować ile się da.
25-04-2013 16:46
Tyldodymomen
   
Ocena:
0
ej, kesten jest kobietą ;p
27-04-2013 10:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.