» Biblioteka Jedynego » Księgi o Dominium » Katedra Spatioterribili

Katedra Spatioterribili


wersja do druku

Miejsce, które przegrało z losem

Autor:

„Wielka ongiś i gorejąca pasją wiary katedra Spatioterribili na mocy edyktu papieskiego sygnowanego przez JD Magnusa V i rozporządzenia cesarza Wolfganga de Calante zamkniętą zostaje na okres bliżej nieokreślony. Tym samym zakazuje się w ww. świątyni  odprawiania nabożeństw, a wszelka inna działalność mnichów  ma zostać natychmiastowo przerwana. W razie nie dostosowania się do owych poleceń, nakazuje się wysłać w rejony katedry zbrojny oddział kordyjskiej piechoty, która rozkaz cesarski posiada i siły użyć może adekwatnie do potrzeb.

Od dawna wiadomym było JD Magnusowi o niecnych praktykach spatyjskich mnichów, dlatego też decyzja taka, a nie inna podjęta została, by proceder grzeszny ukrócić i zdusić. Biskup Bernard Shaupste, na mocy traktatu zawartego w Radeście, prawo posiada, by się od wyroku odwołać i zabiegać o odnowienie działalności katedry, wysyłając odpowiednie pismo do JD Wolfganga de Calante.

Dekret, w momencie otrzymania cesarskiej pieczęci, zostaje oficjalnie zatwierdzony, tym samym w dniu owym katedra Spatioterribili zostaje zawieszona w wykonywaniu swych obowiązków.”

Grande 1573r. – pieczęcią swoją uznaję,
kanclerz Flawius de Berg


Ilustracja: Jędrzej 'silesti' Spychała

Jest wbita niczym klin głęboko w skały Milczących Gór. Spogląda na południe jak gdyby szukała pomocy, bądź szansy na ratunek, który nigdy nie nadejdzie. Naiwnie patrzy na południe, gdyż wie, że zło, które trawi ją od środka jest zbyt potężne by zacząć z nim walczyć lub choć spróbować mu się przeciwstawić. Ona już wie, że przegrała. Dawno się poddała.

 

Niegdyś była silna, potężna, murami broniła granicy cywilizowanych kultur przed najazdem plugawych mocy. Jaki to los uczynił z niej teraz ich siedzibę? Czy jej założyciele przecenili potęgę tkwiącą w zwykłym, złotym krzyżu i odrobinie wiary? Czy przypuszczali, że solidne mury, groteskowy wygląd i błogosławieństwo biskupa starczy, by powstrzymać Ciemność? By powstrzymać to, czym teraz podtrzymywana jest ona przy życiu, prowadząc haniebną egzystencję z pasożytem pustoszącym jej trzewia. Dufni w swoją moc, popadli w pychę, a ta jest grzechem straszliwym.

 

Przed wieloma wiekami jej budowniczowie cieszyli się i radowali. Mówili: „To nią się odgrodzimy. Oto ona, najpotężniejsza!”. Ale czy w głębi duszy naprawdę nie mieli żadnych obaw? Że kiedyś to wszystko umrze, że nie wytrzyma? Wszak poza nią nigdy, przenigdy nikt nie ważył się wkroczyć na te ziemie. A ona stała tam, zerkając na góry dumnym okiem i niosąc wolę Jedynego w głąb pogańskich krain. Musiała w końcu upaść. Nie wytrzymała naporu zła, zupełnie jak człowiek. Zupełnie jak żywa istota, za którą usiłowała uchodzić. Mężczyzna otoczony przez stado deviria, które kuszą go i nęcą nieustannie, też w końcu się podda. Nie ma takiej siły, która by się temu oparła. Za nic w świecie. Nic nigdy do końca nie pokonało potęgi Kusiciela. Nawet Jedyny. Katedra Spatioterribili spróbowała. Poniosła porażkę i stała się tym, z czym walczyła tak żarliwie.

 

Wejdźmy do jej wnętrza, zapraszam. Zobaczmy jak tam jest. Czego się tak naprawdę spodziewasz? Pustych komnat, oblepionych pajęczynami, niczym starzec siwizną? Potężnych sklepień, pięknie zdobionych kaplic, pokrytych jedynie cieniutką warstwą kurzu? Wejdźmy. Oto drzwi.

 

Przedsionek piekła

 

Tak. Jest ogromna. Wzbijająca się na ponad dwieście metrów w stronę brunatnego nieba, szeroka niczym mała góra i werżnięta w litą skałę, niczym dłoń człowieka zespolona z drugą dłonią. Zapiera dech, czyż nie? Mnie oczarowuje zawsze kiedy tu przebywam, a w sekrecie powiem ci, że robię to dość często. Spójrz teraz w górę, proszę. Widzisz wieżę i dzwonnicę? Ano, właśnie. Tak, to istotnie ciężkie, czarne chmury przesłaniają kamień swym obliczem. Jak gdyby chciały ruszyć w konkury ze Spatioterribili, jakby chciały być piękniejszymi. Nie mają na to szans, nawet najmniejszych.

 

Wiesz co? Mimo tej całej rozpaczy i trwogi, która przesiąka to miejsce, tak naprawdę polubiłem budowlę. Nie dziw mi się. To, co widzisz z zewnątrz, zdaje się być niczym w stosunku do tego, co zastaniemy w środku. Już stąd dojrzysz ogromne witraże, czyż nie? Wiele z nich rozpadło się dawno, niestety, pod wpływem czasu, te jednak, które pozostały nienaruszone, wciąż mienią się blaskiem piękna. Co… Co tak cuchnie, pytasz? Siarka, bracie, i rozkład. Najogólniej rzecz ujmując, śmierć. Wdziera się tutaj bezlitośnie i bezczelnie. Nawet tak monumentalnych rzeczy dotyka w końcu swym kościstym palcem. Wszak jesteśmy dopiero na dziedzińcu, ale… już wiesz co się święci, czyż nie? Znam cię dosyć dobrze i wiem co oznacza to spojrzenie. Boisz się. Wiem, wiem, wstyd się do tego przyznać, powiem ci jednak na pocieszenie, iż mnie przerażenie ogarnia za każdym razem gdy tu bywam. Swoista mieszanka uczuć, Spatioterribili wywołuje ją, pozostawiając cię w niepewności. Czy to tylko zwykły opustoszały kościół, czy coś więcej. Początek czegoś straszliwego… Wiem, znam to doskonale, to… dziwne. Hm?

 

No, zaiste stoi tam fontanna. Czemu pytasz? Nie, nie wiem czym tam pluje. W sumie nigdy nie zastanawiałem się nad tym, ale nie wygląda mi to na wodę. To raczej coś ciemnego, jakieś nieczystości. W świetle księżyca nieraz wygląda jak krew, ale to zapewne tylko urojenia starca, którym, chcąc nie chcąc, jestem. Jeśli to wydaje ci się dziwne to obróć się w tamtą stronę. Ha! To dopiero jest absurdalne. Te drzewa wyglądają zupełnie jak spopieleni ludzie, tak samo sobie pomyślałem, kiedy po raz pierwszy postawiłem tu stopę. Nie ma się czego bać, sprawdzałem. To tylko pokręcone, stare wierzby. Nieraz przesiadują na nich stada kruków i gawronów, wydając ohydne dźwięki. Jakby coś gryzły, a później spluwały. Ale to przecież niemożliwe. Brr… Takie rzeczy dzieją się tu po zmroku, dlatego też przychodzę zwykle rano.

Skoro jednak nie mogłeś, to cóż, trzeba było przybyć w nocy, nic nie poradzę. Dam ci tylko jedną radę. Mianowicie, trzymaj się mnie i nie gap się na nic zbyt długo, to grozi nawet śmiercią. Wiem co mówię. Nie spuszczaj mnie z oka, a najlepiej chwyć za tunikę i uważaj gdzie stąpasz. Szczególnie tutaj, na dziedzińcu. Nieraz wplątałem się w jakieś truchła, o mały włos nie ginąc przy tym ze strachu. Proszę także, byś nie zważał na wszelakie dziwne odgłosy, do których idzie się przyzwyczaić. To tylko nieszczęśliwe dusze, w najgorszym razie deviria.

 

O nie… Nie wypominaj mi tu teraz, że to ja cię tu ściągnąłem. Sam chciałeś przyjść, ostrzegałem, że to niebezpieczne. No. Gotów? W porządku. Trzymaj więc rapier na podorędziu, przynajmniej na zewnątrz. Do chwili, kiedy nie ujrzymy na własne oczy pierwszego zakonnika, nie jesteśmy bezpieczni…

 

Zaczyna się...

Nie tak głośno, na Jedynego! Bez urazy, przyjacielu, ale stąpasz jakbyś nogi z drewna posiadał. Rozumiem, żeś zdenerwowany, ale takie nieskoordynowane ruchy sprowadzą na nas tylko nieszczęście. Tak, dobrze myślisz, jesteśmy już przy drzwiach. Cholera… Ciemno tutaj jak nigdy, mógłbym przysiąc. Zawsze jakiś kaganek płonie lub świeczka mała. Demony niby światło odgania, choć ja bym w to ślepo nie wierzył. Przy okazji. Czy ty w ogóle wiesz, że Spatio na mocy prawa papieskiego nie jest już miejscem kultu? Niezła farsa, nie? Taka potężna świątynia na północnym skraju półwyspu, a wykonywać swej pracy już nie może. Nie wiem dokładnie o co chodziło, mnie się nie pytaj. Przychodziłem tu jednak jeszcze zanim katedra przestała być domem Jedynego. Wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej…

 

O, dla przykładu wrota. Sam widzisz jak wyglądają. Te ślady upazurzonych łap, drapania i gryzienia, ponadto spróchniałe już na poły i pordzewiałe przy zawiasach. To wszystko stało się kiedy nadszedł dekret. Wtedy właśnie Spatio straciła coś, co utrzymywało ją jeszcze przy życiu. Wstawiennictwo papieża, mój drogi, i zezwolenia cesarskie. Ten gest ze strony cywilizowanych krajów utrzymywał ją przy nadziei, a teraz… Ech, szkoda gadać. Chcąc czy nie musimy ruszać dalej, za daleko by się cofnąć. Za tymi drzwiami odwrotu nie znajdziemy, bądź tego świadom. No, to do dzieła. I pal licho strach, myśl teraz o własnym tyłku.

 

Korytarze bliznami będące

 

Pewnie. A spójrz na te sklepienie nad nami. To dopiero sztuka! Zbudować coś takiego, do dyspozycji ledwie proste narzędzia i intuicję. Przecież tego nie budowali robotnicy, skądże znowu. Wszystko tu jest dziełem mnisich dłoni, robotą zakapturzonych. Jednakże mówią, iż to pogłoski jeno, co prawdą się wydaję. Do zbudowania takiej potęgi potrzeba zaiste setek rąk i to zaprawionych w budowlance. Mnisi…Cóż, nie wydaje mi się, by mieli wystarczająco dużo sił i środków.

 

Co znowu? No, ten witraż istotnie wzbudza strach, we mnie także. Ilekroć na niego patrzę wydaje mi się, że zaraz ucieleśni się ten rycerz czarny, którego przedstawia. Spojrzenie ma nieziemskie, jedno z nielicznych dzieł sztuki, które w swym wnętrzu mieści katedra.

 

O! Uważaj, uważaj. Zdejmij to natychmiast z głowy, czyś ty zgłupiał już kompletnie? Ostrzegałem byś niczego nie dotykał, ale… Pokaż mi to, cóż to w ogóle jest? Kapelusz, powiadasz? Czekaj no, pochodnią oświecę. O cholera! Wyrzuć to! Natychmiast to puść! Matko, to była świeża krew, widziałeś?! Chodź, idziemy, w tamten korytarz. Bywam tam często, jest bezpiecznie. Prędko… No. Nareszcie. Skądeś to w ogóle wygrzebał? Na czymś miękkim i lepkim leżał? Jesteś pewien, że to nie była głow… Posuń się, no. Co tu się dzieje do diaska? Przedtem nie było tu tej figury, odwiedzałem Spatio tydzień temu, na Jedynego, nie było tutaj tego posągu! Co on, porusza się, czy jak?! Może mnisi już do cna powariowali i figury wystawiają do pustych sal? Ale to przecież niemożliwe, poznałbym.

 

Coś się zmieniło, jeszcze tego nie wyczuwasz, ja jednak już wiem. Powiem ci teraz, tylko nie wpadaj w panikę, że ogarnia mnie lekkie przerażenie, swoisty dreszcz, którego wcześniej nie czułem, ale… Może to tylko przywidzenia. Chodź za mną, idziemy w zachodnią odnogę głównego holu. Kapliczka tam jest i nawet woda pitna strumieniem się leje. Słyszysz już wodę? Całkiem możliwe, me uszy nie są już pierwszej młodości, wolno rejestrują dźwięki. Ruszaj za mną, trzymaj się szaty i nie zastanawiaj dużo. Wszystko będzie dobrze…

 

Woda tu nie poi, powietrze nie nasyca

 

Ściany tej świątyni zdają się nie istnieć, nieprawdaż? Tylko witraże i potężne okiennice. Niestety jednak, nie bije już z nich taka potęga jak kiedyś. Obecnie są wypalone, straciły swą moc, wzbudzają jedynie błysk zachwytu i zadumy. Masz rację. Nasze kroki są stanowczo za głośne. Nieraz wydawało mi się, iż powietrze tutaj jest na tyle złośliwe, by nieść wszelkie odgłosy do wszelkich umysłów. Tutaj nie można być cichym. Tu wszystko jest ciche, ty zaś jesteś źródłem hałasu… Intruzem. Obcym wśród tych przeklętych figur, kamiennych gargulców i wyciosanych w granicie demonów.

 

Pytasz, czy ktoś tu w ogóle żyje? Dobre pytanie. Ma też wiele różnych odpowiedzi, część zapewne prawdziwych, część zupełnie wyssanych z palca. Starzy mówią, że jedynie deviria przechadzają się jeszcze tymi przeklętymi korytarzami, ja jednak wiem, że to nie do końca prawda. Spatioterribili bowiem jest jak morze lub ocean. Posiada dwie płaszczyzny. Pierwszą widać już na pierwszy rzut oka, jest ona jednak niestała, niczym woda posiada swą – ciągle zmieniającą się –  taflę. Druga płaszczyzna to dno, które trudno dostrzec, gdyż najczęściej jest głęboko ukryte. Te właśnie dwa oblicza stara się przed nami ukryć katedra. Mylisz się, jeśli sądzisz, że przytułek jest opustoszały i nie tętniący żadnym już przejawem życia. Pokażę ci jeszcze dziś ludzi, którzy przeżyli tutaj, podtrzymywani przy życiu własną wolą oraz wiarą w Jedynego. Słyszałeś zali o biskupie Shaupste, który ostatkami sił trzymał katedrę w ryzach i bronił jej przed nieuchronną zagładą? On tu nadal jest, przesiaduje głęboko pod nami, czekając na odpowiedni moment. Nie patrz tak na mnie. Co ty, nie wiedziałeś o tym? Naprawdę o niczym nie słyszałeś? Ja mnichów widziałem na własne oczy, co więcej, odczułem na własnej skórze ich leczące medykamenty. To są naprawdę szlachetni ludzie. Szlachetni i nad wyraz wytrwali. Wiesz, za to nawet ich podziwiam.

 

W życiu nie przetrwałbym tu dłużej niż jeden dzień. Oszalałbym, najprościej rzecz ujmując, nie wytrzymałbym naporu kamiennych spojrzeń, złudnych dźwięków i kąsającego mrozu. Świadomości, że żyję w miejscu, o którym zapomnieli wszyscy, w miejscu, które oficjalnie nie istnieje od ponad dwóch lat. Zastanawiam się nad jednym. Nie widziałem przenigdy, by którykolwiek z księży bądź mnichów opuszczał wnętrze Spatioterribili. Nasuwa się więc pytanie. Skąd, do diabła, ci ludzie biorą pożywienie?! Widzisz gdzieś tu jakieś zwierzęta? Dałbym ci i tysiąc kordinów, gdybyś tylko pokazał mi choć jedną żywą istotę, której mięso zdatne byłoby do przełknięcia. Tu nie ma nic, prócz kamienia i wody. Jałowe pustkowie, wyprane do cna z jakiegokolwiek objawu szczęścia czy radości. Próżnia, która swe serce skrywa głęboko pod ziemią.

 

Co? Gdzie?... O, na Jedynego. O, na wszystkie deviria Dominium ! Kaplica… Ale co? Co się mogło stać? Widzisz może, co jest na niej zawieszone? Tak, na tym haku. No, mnie nie pytaj, mówiłem przecież, że niedowidzę! Jeśli to jest jednak to, o czym myślę, to dzieje się tu coś niedobrego, przełomowego. Czego w życiu bym się nie spodziewał, przynajmniej nie teraz. O czym myślę, pytasz ? Ano, o człowieku, o człowieku…

 

Naprawdę gorzka ironia

 

Zamykanie oczu na nic się zda…

Dlaczego gasną pochodnie? To pewnie wiatr, z pewnością. Wiesz, często tu wieje przez te dziury w oknach. Nie panikuj no! Uspokój się, już. Nie wyobrażaj sobie niestworzonych rzeczy! Obudź się, do cholery, to wszystko idzie wyjaśnić racjonalnie. Co człowiek?! Co człowiek? Mógł przecież nie zauważyć, gdy hak stoczył się spod stropu. Mógł tędy przechodzić, nie zdając sobie sprawy, że za chwilę wszystko się skończy. Że łańcuch nie wytrzyma naporu lat i w końcu się urwie. Małe szanse na to, mówisz? Jasne, że małe, przypadki jednak się zdarzają, sam w życiu widziałem kilka, które jeszcze bardziej mnie zaskoczyły. Hm… Ta klapa? Sam nie wiem, nigdy nie przyglądałem się kaplicy tak dokładnie, niemniej… Chodź, sprawdzimy. No chodź! Drugiego haka tu nie ma, zaufaj mi. Gdyby było ryzyko nie pchałbym się przecież w paszczę demona, czyż nie ? Au! Ach, zobacz jakie to gorące, do diabła. No, dotknij, nie bój się. Widzisz? A teraz słuchaj uważnie…

 

Próbując nie słyszeć usłyszysz więcej.

 

Też mi się tak zdaję. Zupełnie jakby coś tam wrzało. Próbowało się wydostać? Ty wiesz, że to możliwe. Ale nie martw się, to dosięga tylko nielicznych. Jak to: co? Ten zaszczyt, rzecz jasna. Nie pytaj za dużo, milcz lepiej. Tak właśnie, milcz. Milcz, mówię! Słowa na nic ci się nie zdadzą, nie próbuj także krzyczeć. Otworzę ją. Zostaw mnie! Otworzę ją i sprawdzę co jest w środku. Musisz mi ufać, musisz nauczyć się ufać innym. To tutaj podstawa. Gdybym nie ufał braciom zakonnym, nie byłoby mnie tutaj, a przecież nie o to chodzi, nieprawdaż? Nie mów nic…

 

Jedyną drogą do zbawienia jest pokora i milczenie…

 

Przegrałeś, przyjacielu. Proszę, nie używaj siły, nie uciekaj. I tak cię złapią. Drzwi do katedry są już zaryglowane. Niestety, przykro mi. Pozwoliłeś, by ogarnął cię lęk, a to jest oznaką słabych. Żegnam. Brać go.

 

Pomysły dla MG

 

Tło przygody

Możliwości rozegrania zarówno krótkiej, jak i dłuższej przygody, która związana jest z katedrą, istnieje zaiste mnóstwo. Ja sam mam już mrowie pomysłów, które śmiało można rozwinąć w ekscytujące przygody.

 

Każdy bohater musi posiadać jakiś bodziec, który skłoniłby go do działania, czyż nie? Oczywiście, że tak, wszak to właśnie decyzje podjęte na samym początku decydują w znacznym stopniu o krokach poczynionych w niedalekiej przyszłości. Jeśli chodzi o Spatioterribili, najoczywistszym powodem odwiedzenia przeklętego miejsca mogłaby być eskapada bądź misja poszukiwawcza.

 

Może to być także zwykła ciekawość, lecz znając choć trochę ludzkie zachowania i reakcje głowę dam uciąć, iż żaden zdrowy na umyśle człowiek nie postawiłby w plugawym kościele stopy.

 

Porwany może być każdy, najlepiej byłoby jednak dla MG i dobra całej przygody, by uprowadzonym był ktoś znany i osławiony. Szlachecka córa, będąca jedynaczką tutejszego barona? Całkiem możliwe. Srogi inkwizytor, który przybywszy do Spatio tydzień temu dotąd nie wrócił? Czemu nie.

 

Jednak najważniejszym jest odpowiednio dobrać pochodzenie BG tak, aby wszystko to dało się racjonalnie wytłumaczyć. Dobrym pomysłem byłoby stworzenie bohatera – Kordyjczyka, gdyż wiadomo, że to Kord, z Wolfgangiem na czele, jest prawnym opiekunem katedry. BG może być wysłany w charakterze zwiadu, jako człowiek, który sprawdzić miał stan rzeczy. Kolejny pomysł – duchowny. Przyjmuje zadanie zwierzchników wysłanych bezpośrednio przez papieża i wyrusza w okolicę Milczących Gór, by rozwikłać zagadkę. Możemy wyliczać tutaj w nieskończoność, nie w tym jednak rzecz, ponieważ dobry MG powinien wiedzieć w jaki sposób związać fabularnie koniec i początek następujących po sobie przygód. Pozostawiam mu tutaj całkowicie wolną rękę, gdyż ja także chciałby mieć ją jako narrator pozostawioną.

 

Jednym z moich pierwszych pomysłów było wprowadzenie do kampanii elementu niepokoju i zagadki. Mogą to być zarówno zbieżne opinie podróżników, z których jeden twierdzi, iż dojrzał kamiennego gargulca na dzwonnicy, drugi zaś dostrzegł go na szczycie głównego wejścia, jak i dziwaczne odgłosy, dochodzące ze strony pokręconych kikutów, z nadmiaru wyobraźni zwanych drzewami. Tutaj znowu wszystko zależy od inwencji twórczej MG, od jego kreatywności i umiejętności budowania klimatu.

 

Jedną, jedyną zasadą, której narrator powinien (choć i przy tym nie będę trwał kategorycznie) się trzymać jest to, iż Spatioterribili jest miejscem przede wszystkim przerażającym , co sugeruje już sama nazwa. Jednakże, jeśli zrezygnuje on z tej atmosfery na rzecz, przykładowo, czarnego humoru bądź ironii też nie powinno być źle. Mnie jednak samemu katedra jawi się jako miejsce mroczne i bez szansy na ratunek. Przeklęte i plugawe. Pomysłów na przygodę nie będę więc narzucał z góry, gdyż uważam to po prostu za pozbawione sensu. W tym temacie granic nie widzę, zarówno jeśli chodzi o intrygę polityczną jak i pogranicze horroru. Katedra jest miejscem na tyle elastycznym, iż z łatwością można ją wplątać w każdy prawie wątek.

 

NPC

Bernarde Shaupste

"Nie wiedząc co czyni, postanowił wygrać z wszechmocnym złem. Postawić się mu i naruszyć jego granicę. Przegrał i niechaj będzie za to przeklęty" 

                                                                                                   

Wspomnienie o Bernardzie de Shaupste, autor nieznany

 

Postać, która jako pierwsza powinna być kojarzona ze Spatioterribili. Wieloletni opiekun katedry, mentor niezliczonych, sędziwych już mnichów, przez wielu z nich uważany za człowieka nieśmiertelnego. Historia duchownego jest rzeczą, której nie idzie dociec. Shaupste urodził się w okolicach dzisiejszej Kartiny, tam też pobierał nauki i otrzymywał święcenia. Już jako młody całkiem żak wykazywał wiele cierpliwości i uporu, z którymi to cechami dziś przede wszystkim jest utożsamiany. W wieku lat dwudziestu jeden Bernard otrzymał oficjalne święcenia kapłańskie w katedrze pod wezwaniem św. Landiego. Niecałe dwa lata później wysłany został z polecenia kardynała Rolanda z Sarantu do kraju, który samą swą reputacją wzbudzał dreszcze w sercach młodych księży. Shaupste został wysłany do Nordii, a konkretniej na wschodnie jej rubieże, gdzie miał pobrać nauki w klasztorze zwanym Spatio. Bernard osiadł tam na długie lata. Biskup przeobraził zwykły klasztor w jedną z najpotężniejszych katedr współczesnego świata. Nie wiadomo do końca w jaki sposób przejął władzę, ani kiedy i gdzie nadany mu został tytuł biskupi. Kiedy niepokojące wieści na temat Spatio poczęły krążyć po Dominium nie odbijając się bynajmniej głuchym echem, Bernard zaszył się gdzieś na długi, długi czas (uczeni w historii twierdzą, iż w jednej z wielu pieczar Milczących Gór). Kiedy powrócił po kilku latach nic nie było już takie samo. Spatio przestało być światłem Nordii, zaczęło przekształcać się z wolna w siedlisko deviria i bazę wypadową sił Ciemności. Katedra otrzymała wkrótce potem złośliwy przydomek „terribili”, co oznacza tyle co „straszny”. Ostateczny cios spadł na barki biskupa w roku 1573, kiedy to podpisany został dekret, zakazujący wykonywania przez kościół swych dawnych obowiązków. Bernard, który katedrę umiłował, pogrążył duszę w rozpaczy i podobno został opętany przez demony. Do dziś nie wiadomo gdzie obecnie przebywa i jakie ruchy poczynić próbuje.

 

Milczący

Taki przydomek zyskał już na Półwyspie Pazura agent Spatioterribili, którego prawdziwe imię i nazwisko pozostaje tajemnicą. Wiadomo tylko tyle, iż szpieg ten zachęca ludzi do zwiedzania katedry. Jako argumenty podaje on liczne dobra materialne i błogosławieństwo Jedynego, które w murach katedry ciągle znaleźć można. Nierzadko Milczący przybiera postać przewodnika, który rzekomo odwiedza Spatio ze stałą częstotliwością i zna ją jak własną kieszeń. Ludzie, którzy decydują się podjąć podróż do trzewi ogromnego kościoła, najczęściej nie wracają z powrotem, pozostawiając swe rodziny zatrwożone w stanie żałoby. Przyjmuje się, iż szpieg jest człowiekiem starym już i niezwykle doświadczonym. Powiadają, że jest on jednym z najsprytniejszych i najbardziej przebiegłych umysłów Półwyspu Pazura.

 

Matheus Żebraczyna

Biedak, który zamieszkuje dziedziniec oraz kruchtę katedry od, zdawać by się mogło, początku jej istnienia. Jest sędziwym, pokręconym artretyzmem i zupełnie zdziwaczałym starcem, który nie wie nic poza tym, co wiedzą posągi i figury Spatioterribili. Ci, którzy widzieli go na własne oczy zarzekają się, że gdyby żebrak nie chodził o własnych siłach, uznaliby go pewnikiem za szkielet z bujną brodą. Matheus jest zadziwiającą i tajemniczą istotą (bo tak go należy nazwać). Niekiedy zapytany nie mówi nic, zdarzają się jednak chwile kiedy starzec wypluwa z siebie słowa jedno za drugim. Prawi wtedy zagadkowo i zupełnie nieskładnie, samą jednak kreatywnością dorównując niejednemu kaznodziei. Żebraczyna nocuje głównie w starej kruchcie w zachodnim skrzydle katedry. Często przechadza się po dziedzińcu nucąc stare melodie i podskakując w rytm szumiącego wiatru.

 

Florian de Romsh

Surowy mnich-asceta, prawa ręka biskupa Shaupste, jego goniec i poseł. Człowiek, który jako jeden z niewielu uczniów Bernarda utrzymuje jeszcze kontakt ze światem zewnętrznym, co jakiś czas opuszczając progi Spatio i odwiedzając kompleksy kościelne cywilizowanych państw. Z zewnątrz bardzo trudno go rozpoznać, gdyż twarz swą skrywa pod szarym kapturem, Krążą pogłoski, iż facjata jego oszpecona jest przez fatalne poparzenie. Jako rozmówca jest nad wyraz niewygodny. Prawie cały czas milczy, słuchając wytrwale co masz mu do powiedzenia. Rozstrzyga sprawę najczęściej kilkoma krótkimi zdaniami, trafiając w sedno sprawy. Jest inteligentny, ale nie wyrachowany i uważa się, że pozostał, jako jedyny mieszkaniec katedry, zdrowy na umyśle.                                                            




Czytaj również

Lokacja do Monastyru
Lokacja ołożona w Kindle stolicy Cynazji
Lokacja położona w stolicy Kartiny

Komentarze


~Michap

Użytkownik niezarejestrowany
    Fajne
Ocena:
0
Podoba mi się, ma nieco klimatu z warhammerowskiego Zamku Drahenfels.
Napisane czytelnie, ale mogło by być z większym jajem i trochę kwasów się wkradło np.
"Często przechadza się po dziedzińcu nucąc stare melodie i podskakując w rytm szumiącego wiatru."
Dam sobie uciąć obie ręce, że szumiący wiatr nie może być źródłem rytmu. To zdanie burzy podstawy muzyki;)
Rysunek nawet fajny, ale jakoś nie pasuje mi do Monastyru.
I jeszcze jedno. Skoro katedra stoi na terenie Nordii (czy Kartiny bo niewiem), a tak wywnioskowałem z tekstu, to kto tam wpuści ten ewentualny oddział kordyjskiej piechoty;) Trochę mi się to kupy nie trzyma...
28-04-2006 10:07
~Maliniak

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dobre, klimatyczne. Jako miłośnik "tapet" jestem pod wrażeniem tego miejsca - gratulacje :)

Jednakowoż nie byłbym sobą, gdybym nie wskazał drobnych usterek fabularnych (najpierw stoi, że katedrę zbudowano przed wiekami, potem - że dokonał tego biskup, który jeszcze żyje... Ja rozumiem, że jago historii nie sposób dociec, ale kolejny nieśmiertelny...? ;) Poza tym nie wiem też, co robi tam Cesarz i jego piechota.) i stylistycznych ("Niezła farsa, nie?" a może "co nie"? :P - momentami ma się wrażenie, że opowieść prowadzą różne osoby, które odebrały zupełnie różne wykształcenie.)

PS
O rysunku Michap powiedział właściwie wszystko, co się da o nim powiedzieć ;)
A katedra stoi w Nordii. ("Shaupste został wysłany do Nordii, a konkretniej na wschodnie jej rubieże, gdzie miał pobrać nauki w klasztorze zwanym Spatio. Bernard osiadł tam na długie lata. Biskup przeobraził zwykły klasztor w jedną z najpotężniejszych katedr współczesnego świata.")

Ale pozytywnego wrażenia to nie psuje - nawet, jeśli moja drużynka nie trafi nigdy do tej katedry, to w jakieś podobne miejsce już z pewnością :)
29-04-2006 00:47
~Czarodziej.goblin

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bardzo podoba mi się pomysł Katedry i niestety tylko tyle.

Zgadzam się z przedmówcami.
A teraz moje uwagi:

4 pierwsze akapity są wodolejstwem. W sumie ciągle mówią o tym samym.

Koncząc 4 akapit piszesz "Wejdźmy. Oto drzwi." Gdzie oni wchodzą? Ja myślałem, że do środka budynku. A póżniej już sam nie wiem. Oni są w jakimś przedsionku? Za murem otaczającym katedre, gdzie?

"Podorędzie" - w słowniku języka polskiego nie ma takiego słowa. Osobiście spotkałem się z nim i wiem co oznacza. Jednak w chwili obecnej nie jestem do końca pewien czy jest to prawidłowo uzyte słowo. Mistrzu, sprawdź to dokładniej.

"Ciemno tutaj jak nigdy, mógłbym przysiąc. Zawsze jakiś kaganek płonie lub świeczka mała" - narrator skarży się że nie ma światła. Póżniej piszesz: "Czekaj no, pochodnią oświecę."

Osobiście niezbyt odpowiada mi styl prowadzonej narracji. Takie pitu, pitu o niczym. Narrator ciągle się czegoś boi, panikuje - nie wiadomo o co chodzi, co go przeraża. Zbyt dużo niedopowiedzeń.

Reasumując. Podoba mi się pomysł, ale kuleje narracja (sam bym pewnie lepiej nie napisał).
02-05-2006 09:06
Joseppe
    Pomijajac juz sama Katedra chcialem powiedziec
Ocena:
0
ze mnie rysunek wyjatkowo sie podoba, ale Masslo wciaz nie naklonil tego dobrego czlowieka do nielegalnej wspolpracy z nami :)
04-06-2006 01:14
Masssło
    Joseppe
Ocena:
0
;) Spychała to wyjątkowy leser i dodatkowo materialista ;D W najbliższym czasie spróbuje wykłócić z nim parę grafik zarówno tych ręcznych jak i w photoshopie i zobaczymy czy coś z tego wyjdzie. Sądze, że jeśli będzie rysował to raczej tylko na moje zlecenie, chyba że nakłonie go na kontakt z redakcją (ale to grafik bardziej skłaniający się w stronę abstrakcji niż konkretnych obrazów). Zobaczymy :)
05-06-2006 18:14

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.