» Recenzje » Kartoteka Artemisa Fowla - Eoin Colfer

Kartoteka Artemisa Fowla - Eoin Colfer

Kartoteka Artemisa Fowla - Eoin Colfer
Książki z cyklu Artemis Fowl czytałem równolegle z powieściami o Harrym Potterze. Chociaż mocno naiwna i naciągana, podobała mi się kreacja głównego bohatera – młodego, niezwykle inteligentnego nastolatka bogacza, który korzysta ze swojego geniuszu, aby odnaleźć i uratować zaginionego ojca. Powieści z Artemisem w roli głównej zawsze mi się podobały, styl Eoina Colfera sprawia, że jego książki trzymają w napięciu, a zarazem czyta je się w miarę szybko, dlatego z niemałymi nadziejami sięgnąłem po Kartotekę Artemisa Fowla, kolejną książkę o młodym geniuszu.

Książka składa się z dwóch opowiadań. Pierwsze, zatytułowane Skrzat opisuje dawne czasy, kiedy znana z pozostałych części serii elfka Holly Nieduża starała się o posadę w elitarnej jednostce służb świata podziemnego, SKRZAT. Pomysł na historię jest banalny do bólu – Turnball Bulwa, brat głównego kapitana policji wróżek Juliusza Bulwy, pragnie się zemścić na swoim krewniaku za wygnie go na powierzchnię, przez co utracił swoje magiczne zdolności. W tym celu zastawia pułapkę na pewnej wyspie, gdzie jego brat poddaje testowi sprawnościowemu kandydatów na posadę funkcjonariusza SKRZAT. Jak można się domyślić, w czasie gdy Turnball będzie realizował swoją zemstę, kapitan Bulwa przeprowadzi rekrutację młodej elfki, Holly Niedużej.

Już sam wstęp historii nie zapowiada się dobrze i dalej wcale nie jest lepiej. Wydarzenia są łatwe do przewidzenia, a fabuła - mimo iż przepełniona szybką akcją - jest nudna jak flaki z olejem. Postać głównego złego jest mało wyrazista i strasznie płytka. Podobnie można powiedzieć o Holly Niedużej i kapitanie Bulwie, którzy nie mają w sobie za grosz oryginalności. Postaci te wyglądają zupełnie inaczej niż w innych książkach o Artemisie Fowlu. Żarty sytuacyjne są mało śmieszne i wyglądają na wciśnięte na siłę. Jedynie narracja w opowiadaniu przebiega w miarę sprawnie i płynnie – widać, że autor jest sprawnym rzemieślnikiem.

Druga opowieść – Siódmy krasnal – jest niestety tylko nieznacznie lepsza od pierwszej. Autor przedstawia w niej pierwsze spotkanie Mierzwy Grzebaczka (kolejnego bohatera serii) z Artemisem. Obaj pragną wykraść wspaniały klejnot z tiary lady Fei Fei, każdy z sobie znanych powodów. W tym celu zawiązują współpracę, która niewątpliwie zaowocowałaby sukcesem – w końcu są to na swój sposób geniusze świata przestępczego – gdyby nie policja świata wróżek, a konkretnie kapitan Holly Nieduża, wysłana, aby przechwycić zbiegłego krasnala.

W porównaniu do swojego poprzednika, drugie opowiadanie jest lepsze, jednak to wciąż za mało, aby uznać je za chociażby dobre. Wszystko dzieje się szybko, na mój gust za szybko i mija nim czytelnik zdąży się zorientować, że to już koniec. O ile zazwyczaj bardzo lubię wartką akcję w książkach, o tyle tutaj jest ona jej wadą. Konstrukcja opowiadania wygląda tak, jakby autor strasznie spieszył się z jego pisaniem, czego wynikiem jest bardzo uboga treść. Osoby, które nie czytały wcześniej książek o młodym geniuszu, prawdopodobnie niewiele z niego zrozumieją.

Obie opowieści łączy jedna istotna cecha - długość. Zajmują one po około 70 stron (o pozostałej zawartości za chwilę), ale zostały złożone w całkowicie odmiennym formacie niż pozostałe książki z serii. Akapity są duże, interlinia również jest nieco większa. Wygląda na to, że wydawca nie chcąc aby Kartoteka... była zbyt "chuda", sztucznie rozciągnął tekst. Podejrzewam, że gdyby zastosować na nich format znany z wcześniejszych historii o Artemisie, oba opowiadania nie liczyłyby więcej niż 50 stron.

To jednak nie wszystko. Aby umilić czas podczas czytania nudnych opowiadań, w książce autor umieścił kilka dodatków. Są to miniwywiady z poszczególnymi bohaterami cyklu (łatwo się domyślić, że są oni w pewnym sensie personifikacjami autora, dzięki czemu można się np. dowiedzieć, że Eoin Colfer lubi słuchać U2) i samym autorem, szyfr tajemniczego alfabetu gnomskiego oraz takie ciekawostki jak sprawozdanie z postępów szkolnych Artemisa, opis wyposażenia funkcjonariuszy policji wróżek, czy lokacja baz transportowych wróżek na Ziemi. Znajdzie się nawet krzyżówka, która pozwoli najmłodszym sprawdzić swoją wiedzę o młodym Irlandczyku. Piszę najmłodszym, bo hasła są banalnie łatwe. Dodatkową atrakcją jest okładka - twarda z obiciem i magnesem, który pozwala zamknąć książkę niczym prawdziwą kartotekę.

Krótkie podsumowanie mogłoby brzmieć po prostu: ta książka jest słaba. Czytanie jej nie daje żadnej satysfakcji, historie w niej przedstawione są nudne i równie dobrze mogłyby być napisane przez pierwszego lepszego pisarza na kolanie. Ładna okładka i dodatki w środku to za mało, abym mógł ją polecić komukolwiek poza najmłodszymi i najwierniejszymi czytelnikami Artemisa Fowla. Chociaż nawet oni mogą poczuć się zawiedzeni, gdy okaże się, że niezwykle tajemniczy alfabet gnomski rozszyfrowany po wiekach dopiero przez genialnego Artemisa Fowla, składa się z kombinacji pewnych banalnych symboli...
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
2.0
Ocena recenzenta
2
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Kartoteka Artemisa Fowla (The Artemis Fowl Files)
Cykl: Artemis Fowl
Autor: Eoin Colfer
Tłumaczenie: Krzysztof Mazurek
Autor okładki: Grzegorz Korzeniowski (proj. Tony Fleetwood)
Autor ilustracji: Marek Goebel, Piotr Michalak
Wydawca: W.A.B
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 12 grudnia 2007
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda
Format: 140 × 195 mm
ISBN-13: 978-83-7414-374-5
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Artemis Fowl. Zaginiona kolonia - Eoin Colfer
Ekspresowy kurs podróży międzywymiarowych
- recenzja
Artemis Fowl. Kompleks Atlantydy - Eoin Colfer
Romantyczny chłopiec
- recenzja
Nadnaturalista - Eoin Colfer
Coś dla młodszych
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~xxx

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Pierwszy akapit....- znaczy to jest porównanie książek? Że niby podobne do siebie?
"
"fabuła nudna jak flaki z olejem" - .....tak się nie pisze.
09-06-2008 10:33
Mandos
   
Ocena:
0
Niby wszystko w recenzji jest ale jakoś mi nie podeszła. Może następnym razem.
10-06-2008 17:07
~W-m-n

Użytkownik niezarejestrowany
    :/
Ocena:
0
Z przykrością stwierdzam, że recenzja jest przykładem analfabetyzmu w polskim społeczeństwie. Według statystyk zjawisko zanika, ale statystyki najwyraźniej nie objęły autora.

Kiepski styl, powtarzanie tych samnych myśli, kolokwializmy, a ponadto małe doświadczenie pisarskie. Co więcej dodać? Że tekst źle się czyta? Że napisał go zupełny abnegat? Chyba nie ma potrzeby. W pełni popieram przedmówcę - "może następnym razem"...
10-08-2008 18:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.