string(15) ""
» Blog » KB#39 Tako rzecze Mistrz Gry...
14-01-2013 14:15

KB#39 Tako rzecze Mistrz Gry...

W działach: Karnawał Blogowy, RPG | Odsłony: 21

KB#39 Tako rzecze Mistrz Gry...
Pisząc swoją pierwszą karnawałową notkę wspomniałem o Macieju; dla mnie i moich kumpli bardziej znanym jako Maq - naszym (moim) MG, kiedy jeszcze mieszkałem na Kujawach i grałem dwa razy w tygodniu. Maq jeżeli miał fazę na granie, miał w sobie erpegowy flow, który pozwalał mu popłynąć z każdym scenariuszem, a to za sprawą narracji właśnie. Często opisywał coś tak plastycznie i barwnie, że siedząc tam widzieliśmy to o czym mówi. Czasami podpierał się fotografiami i mówił: "No generlanie oprócz tego co powiedziałem, wygląda to tak." - i wyjmował jakiś wydruk z ruinami budowli, sięgał numer Playboya by pokazać kapłankę Sune, lub brał do ręki jeden z setek swoich rysunków. Może właśnie to, że był rysownikiem pozwalało mu tak prowadzić narrację i opisywać świat gry.
W każdym razie Maq był moim pierwszym MG i jak się miało później okazać, najlepszym u jakiego dotychczas grałem. Od niego (lub też u niego, bo wykładów mi nie prowadził) dużo się nauczyłem. I nie o triki narracyjne tylko chodzi, lecz o samo podejście do tematu. Dzisiaj to ja jestem MG, prowadzę innym ludziom w innym mieście i na innych warunkach.
 
Kiedy przygotowuję scenariusz, staram się aby narracja pasowała do każdej ze scen. Gracze siedzą w karczmie, której właścielem jest Tileańczyk? Prowadzę to pierwszoosobowo, zaciągam po pseudowłosku jak Ezio Auditore, jednocześnie non stop się uśmiechając, dzięki czemu unikam tekstu "karczmarz uśmiechając się, mówi:". Nie. Sam mam banan na twarzy, dużo gestykuluję, właściwie macham rękoma i lecę z tematem. Scena, która z założenia miała być zabawna, taka jest. Łatwiej rozbawić graczy, gdy zamiast coś mówić, po prostu to robię. Tak przynajmniej mi się wydaje i z własnej praktyki wiem, że działa.
 
Scena, którą można określić w trzech słowach: krew, pot i łzy ma z kolei inną narrację. Zwracam uwagę na detale, opisy są dość długie, ściszam muzykę, w tej jednej chwili, ważni BN rosną rangą niemal do poziomu BG, dostają niemal tyle samo czasu antenowego co oni. Staram się budować napięcie jak Hitchcock: jest mocny start, a później jest tylko "bardziej". Opowiadam powoli, jest dużo epitetów, masa porównań. Gdy nadchodzi katharsis, gdy BN/BG po długim opisie ginie gdzieś w tłumie wrogów, nie mówię, że zginął. My już to wiemy, wszyscy przy stole wiedzą. Przez opis., który ukazał beznadziejność i trwogę sytuacji, pomijam słowa "ginie", "śmierć", "poległ". I wiem, że wyszło dobrze, jeżeli widzę w oczach graczy łzy (serio), albo gdy ich twarze zdają się mówić "jesteś podły, chory, zły, ale przy tym dobry. dzięki.".
 
Narracja zmienia się w zależności od sytuacji, a przede wszystkim od efektu/emocji jaki chcę wywowałać na/w graczach. A systemy, które lubię tak prowadzić i w nie grać? Młotek, Zew, Świat Mroku.
 
To tyle ;) 

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0
@Jasny
Kontynuacja myśli z mojego pierwszego komentarza.
14-01-2013 19:49
Wlodi
   
Ocena:
0
@Karczmarz

Odniosę się do tej sesji o której wspomniałeś, biorąc pod uwagę, że byłem też jednym z jej uczestników (tak przypuszczam, iż chodzi o "TĘ" specyficzną sesję).

Wydaje mi się, że nie tylko sam fakt "atakowania" miał wpływ na odbiór historii i samej sesji. Problem tkwił w tym, że MG również poruszał pewne tematy których nie powinien. Wchodził w gracza z przysłowiowego buta.

Jednak dobrze odegrana teatralnie, a do tego porządna historia będzie lepsza, od mówionej suchym głosem identycznej.


Choć teraz rozumiem, czemu np. na PMMie były osoby które powiedziały mi, że bałyby się u mnie zagrać. Właśnie ze względu na "atakowanie". Coś w tym musi być. I chociażby nasz kolega sesyjny Lelek, który zawsze mówi mi "Ciszej! Mów normalnie...". On po prostu za tym nie przepada. ;)
15-01-2013 09:10
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
+1
@Wlodi
Oczywiscie ze chodzi o TĘ sesje, takie zdarzenia przechodza do historii :)

Jednak dobrze odegrana teatralnie, a do tego porządna historia będzie lepsza, od mówionej suchym głosem identycznej.

Zgoda, choc to dziala tez w druga strone - zle odegrana teatralnie scena bedzie gorsza od mowionej suchym glosem identycznej. Chodzi o to ze sama chec wprowadzenia pewnych technik nie jest gwarantem sukcesu. Trzeba te techniki sukcesywnie szlifowac i poprawiac. A ponadto, nawet gdy mamy je dopracowane do perfekcji ciagle moze sie zdarzyc ze zostana zle odebrane (patrz nasza sesja, lub osoby niezbyt przepadajace za emocjonalnym podejsciem, ktore wrecz beda prosic o to by prowadzic normalnie, bo przy teatrzykowaniu moga czuc sie "niepewnie").

Bo nadmierne teatrzykowanie (czasem takze w Twoim wykonaniu - patrz komentarze na PMMie, choc domyslam sie ze obecnie mistrzujesz troche inaczej) mozna budzic niepokoj w graczu, ktory przywykl do analitycznego podejscia do spraw i boi sie ze odgrywajac zbyt emocjonalnie, zgubisz gdziesz logike i niebezpiecznie "poplyniesz"
15-01-2013 14:52
dzemeuksis
   
Ocena:
+3
ktory przywykl do analitycznego podejscia do spraw i boi sie ze odgrywajac zbyt emocjonalnie, zgubisz gdziesz logike i niebezpiecznie "poplyniesz"

Ewentualnie czuje się tym zobligowany do podobnego "odgrywania" a jednocześnie nie ma na to najmniejszej ochoty (bo np. wie, że mu to słabo i sztucznie wychodzi), co powoduje dyskomfort.
15-01-2013 15:11
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@dzemeuksis

O tym nie pomyslalem, ale masz oczywiscie racje! Sytuacja w ktorej MG teatralnie odgrywa NPCow a BG mowi "to ja go tne" tez nie jest idealna, zwlaszcza ze czesto w takich sytuacjach MG wrecz naciska na gracza aby takze sie wczul (czytaj nasladowal styl MG), a taka postawa wyczekujaca ze strony MG moze byc szkodliwa
15-01-2013 15:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.