Joe Hill, Rogi
string(15) ""
» Blog » Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej
03-04-2015 22:53

Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej

W działach: itemy w dnd a sprawa polska, kiczowatość magii w dnd, narzekanie, problemy w grupie, męcząca mechanika, sodówka graczy | Odsłony: 1073

Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej
Poza narzekaniem na ludzi trochę niżej narzekam sobie na dedeczki. Pytanie otwarte: jak wrzucić na sesję magiczne "skarpety translokacji" nie ocierając się o śmieszność?

 

Jak już zrobiłem swój opis świata i zagrałem sesję,drugą, trzecią to mimo ciągłego odżycia w temacie naszego hobby trochę zapał mi opadł. Po pierwsze pojawił się problem z graczem (starym kumplem), który nie stawił się na sesjach, informując o tym albo późno albo wcale. Później podczas dyskusji na naszym forum fejsbukowym wyszły stare żale, któe kolega w zasadzie olał ciepłym moczem i teraz jesteśmy w stanie lekkiego zawieszenia bo:

a)kolega nie ma czasu na sesje, gracze skłaniają się ku wymianie go na bardziej operacyjnego znajomego

b)mam skrupuły z wywaleniem bo boję się o nasze relacje pozagrowe

c)na następnej sesji tymczasowo wchodzi "operacyjny znajomy"

Rozmawiać warto, ale z niektórymi ciężko

Druga rzecz po mojej Mistrzowskiej przerwie lekko ostudzającą mój zapał to arogancja jaką wykazują gracze w poczynaniach postaci z jednoczesnym bagatelizowaniem ich błędów, czy niezbyt przemyślanych decyzji. Sytuacja, w której postać zrobiła coś głupiego jest kwitowana w tonie: no nie było tam błędu, jak już to tylko troszkę, nie jego[postaci] wina". Nie chodzi mi o złe rozczytanie Jedynych Słusznych Zamiarów MG. Nie, chodzi o wplątanie postaci w konflikty z panującymi władzami oraz pośrednie przyczynienie się do złego losu BN tła (kobiety, dzieci, starcy itp.). Obawiam się wody sodowej gdyż postacie mają 8-9level, a na standardy DnD to już dość duża potęga. Zniechęca mnie też to, że bardzo często kręcą nosem na oferowane im zadania, wynika to z różnych założeń moich i graczy; niestety nie ustaliliśmy przed sesją czy gramy "dobrymi", "złymi" czy "szarymi". Mój/nasz błąd. Piszę i myślę o tym dość późno bowiem 26 sesji za mną jako MG tej drużyny (w czym 2-3 sesje po dłuugiej przerwie).

Rzeczona sytuacja wydarzyła się na ostatniej sesji. gracze przypłynęli do małego portu. Okazał się on być szturmowany, a gracze mieli okazję obejrzeć kilka dantejskich scen i postanowili się całej sprawie przyjrzeć z bliska. Koniec końców wzięli drobny udział w walce, następnie obrazili i zastraszyli dwóch żołnierzy sił okupacyjnych. Pech chciał, że zrobili to w jednym z kluczowych dla władzy miejsc, gdzie okupanci mieli dużo koleżków. Tak sytuacja wygląda w uproszczeniu. Postacie poszły w długą zostawiając nieprzytomną postać chwilowo nieobecnego gracza (inny niż ten wspomniany wyżej), co troszkę skomplikowało życie. Cała historia poszła w takim kierunku, że teraz odbijamy tego biednego gracza. Co z tego wyjdzie sam jestem ciekaw - może ktoś zginie, może zginą wszyscy, a może z palcem w nosie rozsmarują przeciwników (w końcu 8-9 level). Jeśli zginie jedna postać to nawet się ucieszę (choć 2 z nich są bardzo powiązane z moją główną fabułą), jeśli 2 lub więcej to cóż... nowa sesja. A jeśli nie zginie nikt to odetchnę z ulgą mając nadzieję, iż wesoła kompania będzie na przyszłość trochę ostrożniejsza.

Na samą myśl o selekcji itemów dla graczy boli mnie głowa

Jeden z moich graczy niezwykle wyróżnia się kosząc najwięcej XPków, dość często jest nie do zdarcia w walce i nierzadko bryluje poza nią dzięki zaklęciom swojego kapłana. Powiedziałem mu ostatnio, żeby starał się bardziej wzmacniać swoimi zaklęciami drużynę i jego reakcja mnie nieco zmęczyła. Najpierw tłumaczył mi, że to się nie opłaca i lekko zjeżył, potem zadeklarował próbę większego grania prodrużynowego wyjaśniając też, że moja pierwsza sugestia zabrzmiała mu jako atak (moja wina, ważne że chyba się dogadaliśmy). Gramy w bidną "Psią Gawędę" - psią bo mamy Psychowoja i Psionika (obaj na zasadach 3.0), ale też dlatego, że jest biednie i relatywnie mało magicznie. Świat w jakim prowadzę zdecydowanie daleki jest od Faeruńskeigo High Turbo Epic, jednakże biorąc pod uwagę poziomy ekipy magiczne złomy muszą się pojawiać.

No i pomijając moją niechęć i nieumiejętność do tworzenia mechanicznych przeciwników dla postaci (szkoda mi czasu i głowienia na konstruowanie średniolewelowych (6-10) BN do bicia) i żal, że nie zaprezentuję egzotycznych bohaterów np. Swordsage (bo szkoda czasu na zrozumienie tej klasy) zawsze gorzej mi się robi jak pomyślę o przydzielaniu magicznego wyposażenia. Tego jest tak dużo w DnD, jest to tak ważne dla mechaniki, że ogrom tego zagadnienia i ilości materiałów mnie paraliżująco przytłacza.

Do tego mam problem: jak opisywać magię, by nie popaść w śmieszność i nie pozbawić ją aury mistycyzmu budującego słynny, tak często wspominany w rpgowych dyskusjach klimat?

Wspomniane we wstępie "skarpety translokacji" to tak naprawdę łańcuszki. Łatwo jest mi jednak wyobrazić sobie coś takiego:

Te stare, przezroczyste skarpety wykonane z delikatnego materiału sprawiają dziwne wrażenie jakby swój zapach i kolor tkaniny zostawiły gdzieś hen daleko.

Jak opisywać drobne przedmioty magiczne tak, żeby nie psuły immersji?

 

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Dobrze, że przynajmniej zapał graczy do kolejnej sesji jest ogromny. Szczerze w mistrzowaniu chyba najbardziej lubię chwalenie sesji po spotkaniu i pytanie "kiedy gramy?" I chociaż dedeczki strasznie mnie frustrują momentami kiedy gracze patrzą bardziej na cyferki niż odgrywanie lub kiedy dostaję depresji na myśl o złożeniu interesującego mechanicznie przeciwnika to wciąż lubię ten system za samą ideę klas. Momenty naprawdę interesujących rozmów między postaciami graczy i bohaterami odgrywanymi przeze mnie, ciekawe akcje i filmowe sceny, duża doza humoru = świetna zabawa. Jak wszystko DnD ma swoje zady i walety. Na zady muszę czasem ponarzekać w ramach wentylu bezpieczeństwa ;) A następna sesja w przyszły czwartek. W międzyczasie zapewne zamieszczę na polteru notkę o kilku moich pomysłach na moją wersję Księstw Granicznych z FR.

PS. Wesołych świąt, dużo nagich torsów (dla Agrafki i nie tylko)oraz : expa, grozy, zagadek, tajemnic, Chaosu, spotkań z przyjaciółmi, mnóstwa pieniędzy na zapiekanki i romantyczne kolacje, a także świąt w gronie rodzinnym przy smacznym jajku.

3
Notka polecana przez: Agrafka, Furiath, Podtxt
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Petros
   
Ocena:
+1

@Laveris

D&D to właśnie jest największy z mainstreamów. :P To, że poszczególne edycje i klony czymś się różnią, to nie wątpię. Niemniej jednak mi d20 po prostu nie leży - jest przekombinowane i dziwne. DD 5ed wygląda całkiem całkiem i nawet ludzie sobie to chwalą, ale też w sumie nie wiem, jak to w praniu by wyglądało. Musiałbym zagrać, żeby się przekonać, chociaż od kiedy zacząłem grać w Savage Worlds, to żadna mechanika nie wygląda dla mnie równie zachęcająco.

 

@Kamulec

Strasznie sztywne i nudne podejście, ale może tak to właśnie w D&D ma wyglądać. 

 

@Vukodlak

Z tym przerabianiem, to masz rację - łatwiej przerobić coś na inną edycję tego samego systemu, niż na inny system. Niemniej jednak ja uważam, że wszelka konwersja, to przede wszystkim feel a dopiero później mechanika, więc nawet, jak postanowimy przesiąść się na takiego Fejta, to nie sądzę, żeby były jakiekolwiek problemy z przerobieniem przeciwników, czy pułapek. Rzecz jasna, nie będzie tak samo, jak w oryginale, ale jakoś nikogo z nas to nie zaboli.

Jeśli zaś chodzi o AD&D, to mój MG głównie w to grał, jeśli chodzi o d20, więc jak coś, to może i to się ogarnie. Sam nie wiem, ale na razie nijak się nie nastawiam. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu - może z racji nie używania 100% zasad, jakoś to pójdzie...

07-04-2015 16:03
Tyldodymomen
   
Ocena:
+4

Do dedeków polecam FATE 3.0 na mechanice Age of Arthur.

07-04-2015 17:51
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+2

Czekałem na ten agitacyjny wpis od poczatku dyskusji... Jestes niezawodny propagandzista!  ;)

07-04-2015 17:54
Tyldodymomen
   
Ocena:
+2

Sądziłem że tłuszcza sama dojdzie do właściwych wniosków, ale po mądrościach Kamulca miarka się przegła, interwencja była niezbędna.

07-04-2015 18:40
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Tłuszcza to obraźliwe sformułowanie. Sugeruje nadwagę u dyskutantów. Wole "ciemna masa" lub "prole"...

07-04-2015 20:06
Kamulec
   
Ocena:
+1

@Petros

Jakie podejście?

d20 to nazwa mechaniki, powiązanej konkretnie z 3. edycją D&D.

08-04-2015 19:48
Petros
   
Ocena:
+1

@Kamulec

Nie widzę sensu w cytowaniu Tobie Twojego własnego posta. Przeczytaj go sobie i będziesz wiedział.

Nazwa nazwą, ale nie zmienia to faktu, że to, co jest po edycji 3, to wciąż d20. To już lepiej sobie na kompie zagrać - masz z grubsza to samo, co w d20, tylko lepiej, bo jest jeszcze aspekt wizualny.

09-04-2015 01:13
Kamulec
   
Ocena:
+1

@Petros

Nie, nie wiem co rozumiesz pod "podejście". To, że powołuję się na logikę? To, że szał bitewny w D&D oznacza, że nie rzuca się czarów? To, że w D&D są (podobnie jak we wszystkich światach?) jakieś ograniczenia?

Nie lepiej. Po prostu DeDeki nie są w Twoim guście.

09-04-2015 05:31
Petros
   
Ocena:
+1

To, że szał bitewny w D&D oznacza, że nie rzuca się czarów? To, że w D&D są (podobnie jak we wszystkich światach?) jakieś ograniczenia?

O to właśnie mi chodzi. Bo w D&D się tak nie robi, to już się nie da i bezsensu. Nie mówiąc już o tym, że D&D to bardziej wieloświat, niż jeden świat. Macie przecież te wszystkie plany i półplany, więc można wprowadzać tu pierdylion własnych pomysłów - inna sprawa, że d20 można szybko zepsuć.

Nie lepiej. Po prostu DeDeki nie są w Twoim guście.

MG prowadzi Ci trzaskanie mobków w jakimś loszku, za co sobie radośnie zbierasz PDeki i levelujesz postać na sztywnej mechanice, która pozwala na niewiele "bo w D&D to jest nielogiczne" vs. grasz w WoWa, czy innego LoLa. Wskaż siedem różnic. :P 

09-04-2015 10:28
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Zawsze zastanawiały mnie hordy dziwaków, które wolały popykać w DeDeczki 3 i 4, zamiast porządnie zabawić się w Icewind Dale, czy matematycznie rozkminić builda w WoWie. Byle jaki cRPG lepiej rozwiązuje kwestie encounterów, balansów i odpowiednich buildów, niż papierowe RPG o tym samym. Zabawę w RPG można definiować różnie, ale na pewno nie jest to DM próbujący swoimi encounterami zagiąć graczy, którzy z kolei próbują zagiąć DMa swoimi buildami.

Dlatego tak lubię chwilowo D&D 5. Strasznie mało w nim miejsca na kokszenie, a jak DM powie, że nie ma atutów, to optymalizatorzy mogą się cmoknąć w odbyt. Bawią mnie topici na forum WotC, gdzie hardcorowi miłośnicy DeDeczków robią swoje listy najbardziej optymalnych klas/zaklęć i cicho modlą się do Wizardów o pody, które pozwolą im rozwinąć skrzydła na podobieństwo DeDeczków 3.0, 3.5, 4. A na razie 3/4 zasad w nowych DDkach to DM Fiat. :]

09-04-2015 16:00
Petros
   
Ocena:
0

No cóż...to each his own. Jak ktoś tak lubi i się dobrze przy tym bawi, to wszystko spoko...tylko po co się upierać, że wspomniany przez Ciebie Icewind Dale jest czymś innym, czy wręcz gorszym od takiego Forgotten Realms D&D 3.0 to ja nie wiem...

DeDeczki 5 rzeczywiście wydają się nieco inne, ale wątpię, bym kiedykolwiek się skusił na poważnie, choćby z uwagi na politykę WotC, czyli ilość>jakość. Pewnie, że od strony wizualnej fajnie wszystko wygląda, tylko po co mnie pierdylion dodatków, które wnoszą niewiele albo nic. Parafrazując klasyka: "a na wuj mnie ten kaktus?"

 

09-04-2015 16:17
Tyldodymomen
   
Ocena:
+1

Dlatego tak lubię chwilowo D&D 5. Strasznie mało w nim miejsca na kokszenie

 Opisujesz uczenie jak dobrze machasz mieczem, popsujesz się wiedzą z zakresu harcerstwa w dziczy, opisujesz produkcje nitroglicyeryny bo miałeś z tego kolosa . I co ? Advantage! Gra nadaje się idealnie do "manczkinizmu fabularnego", tak lubianego przez starsze pokolenie graczy.

09-04-2015 17:17
von Mansfeld
   
Ocena:
0

 Opisujesz uczenie jak dobrze machasz mieczem, popsujesz się wiedzą z zakresu harcerstwa w dziczy, opisujesz produkcje nitroglicyeryny bo miałeś z tego kolosa . I co ? Advantage! Gra nadaje się idealnie do "manczkinizmu fabularnego", tak lubianego przez starsze pokolenie graczy

Dlatego o ile faktycznie WotC udało się zrobić z marki D&D "erpega podstawowego/startowego", to i tak wszelkie kombinowanie, zdolności i czary, zastanawianie się nad deklaracjami przez graczy sprowadza się do żebrania po Advantage (lub uniknięcie Disadvantage dla siebie,tudzież wrzucenie Disadvantage dla przeciwnika), ponieważ DisAdv/Adv przytłacza matematycznie wszystko inne. Na poziomach 1-4 właściwie tylko DisAdv/Adv (i ewentualnie przypadkowy kombos  Atrybut + Skill Prof.) się liczy, ponieważ Skill Proficiency to śmieszne 10% do zwykłego testu. Od piątego poziomu, +3 czyli 15% nadal ledwo pozwala odczuć iż postać jest w czymś wykwalifikowana/wyszkolona.

Trochę Wizardzi wpadli w pułapkę własnych założeń do nowej edycji oraz forsowanego modelu matematycznego: zbyt wysokie Skill Prof. przytłoczyłoby wszystko inne, zmiana liczb w Atrybutach byłaby skrytykowana przez ortodoksów, zaś matematycznie Adv/DisAdv jest w punkcie optimum.

09-04-2015 17:50
Vukodlak
   
Ocena:
0

@Petros

Hehe. Widzisz? Właśnie o to mi chodziło.

09-04-2015 18:41
von Mansfeld
   
Ocena:
0

Widzę że TrÓ Oldskullowiec ma alergię na analizę matematyczną gry. No tak, bo matematyka to powergaming, powergaming = munchkinizm, munchkinizm = planszówka, planszówka = zło wcielone erpegowca.

D&D 5e jest całkiem fajną grą, ale jej grupą docelową są początkujący erpegowcy oraz ci, dla których matematyka powyżej "cyfra + cyfra" jest zbyt trudna.

09-04-2015 20:00
Kamulec
   
Ocena:
+1

Grałem bodaj we wszystkie cRPG oparte na 3. edycji D&D i prowadzę od lat DeDeki. Zdarza mi się też grać/prowadzić D&D w sieci (Neverwinter Nights 1/2). I krótko powiem, że twierdzenie, iż w DeDeki można grać równie dobrze na komputerze, nie ma większego sensu. To i tak nie jest gra dla osób z dyskalkulią.

DeDeki to gra fabularna. Przenieść na komputer można by Descenta – a jednak ludzie w niego grają jako w grę planszową i dobrze się przy tym bawią.

@Petros

O to właśnie mi chodzi. Bo w D&D się tak nie robi, to już się nie da i bezsensu.

Jeżeli grasz w realiach krucjat, to nie ma pistoletów laserowych, jak grasz stosując magię z baśni Grimmów, nie masz dżina w butelce, a jak grasz w D&D, to szał barbarzyńcy oznacza, że barbarzyńca nie wykonuje działań wymagających koncentracji. To jest typowe, nie wyróżnia D&D.

09-04-2015 22:53
Vukodlak
   
Ocena:
0

Pomnożenie Proficiency Bonus przez pięć nazywasz "analizą matematyczną"? Masz tupet, Laveris. Gdybyś chociaż powiedział coś bliżej na temat krzywych Advantage/Disadvantage i ich dokładnego wpływu na rzut, to można by od biedy określić taką wypowiedź analizą matematyczną. Przynajmniej wiesz, że k20 to setka o "interwale" 5%. Widzę, że dalej masz tendencję do łechtania swojego rozbuchanego ego. Podstawowe działanie analizą. Ładnie, Laverisku. Ładnie. ;]

10-04-2015 09:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.