» Blog » Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej
03-04-2015 22:53

Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej

W działach: itemy w dnd a sprawa polska, kiczowatość magii w dnd, narzekanie, problemy w grupie, męcząca mechanika, sodówka graczy | Odsłony: 1069

Jest fajnie i niefajnie - lądujemy w rzeczywistości nieidealnej
Poza narzekaniem na ludzi trochę niżej narzekam sobie na dedeczki. Pytanie otwarte: jak wrzucić na sesję magiczne "skarpety translokacji" nie ocierając się o śmieszność?

 

Jak już zrobiłem swój opis świata i zagrałem sesję,drugą, trzecią to mimo ciągłego odżycia w temacie naszego hobby trochę zapał mi opadł. Po pierwsze pojawił się problem z graczem (starym kumplem), który nie stawił się na sesjach, informując o tym albo późno albo wcale. Później podczas dyskusji na naszym forum fejsbukowym wyszły stare żale, któe kolega w zasadzie olał ciepłym moczem i teraz jesteśmy w stanie lekkiego zawieszenia bo:

a)kolega nie ma czasu na sesje, gracze skłaniają się ku wymianie go na bardziej operacyjnego znajomego

b)mam skrupuły z wywaleniem bo boję się o nasze relacje pozagrowe

c)na następnej sesji tymczasowo wchodzi "operacyjny znajomy"

Rozmawiać warto, ale z niektórymi ciężko

Druga rzecz po mojej Mistrzowskiej przerwie lekko ostudzającą mój zapał to arogancja jaką wykazują gracze w poczynaniach postaci z jednoczesnym bagatelizowaniem ich błędów, czy niezbyt przemyślanych decyzji. Sytuacja, w której postać zrobiła coś głupiego jest kwitowana w tonie: no nie było tam błędu, jak już to tylko troszkę, nie jego[postaci] wina". Nie chodzi mi o złe rozczytanie Jedynych Słusznych Zamiarów MG. Nie, chodzi o wplątanie postaci w konflikty z panującymi władzami oraz pośrednie przyczynienie się do złego losu BN tła (kobiety, dzieci, starcy itp.). Obawiam się wody sodowej gdyż postacie mają 8-9level, a na standardy DnD to już dość duża potęga. Zniechęca mnie też to, że bardzo często kręcą nosem na oferowane im zadania, wynika to z różnych założeń moich i graczy; niestety nie ustaliliśmy przed sesją czy gramy "dobrymi", "złymi" czy "szarymi". Mój/nasz błąd. Piszę i myślę o tym dość późno bowiem 26 sesji za mną jako MG tej drużyny (w czym 2-3 sesje po dłuugiej przerwie).

Rzeczona sytuacja wydarzyła się na ostatniej sesji. gracze przypłynęli do małego portu. Okazał się on być szturmowany, a gracze mieli okazję obejrzeć kilka dantejskich scen i postanowili się całej sprawie przyjrzeć z bliska. Koniec końców wzięli drobny udział w walce, następnie obrazili i zastraszyli dwóch żołnierzy sił okupacyjnych. Pech chciał, że zrobili to w jednym z kluczowych dla władzy miejsc, gdzie okupanci mieli dużo koleżków. Tak sytuacja wygląda w uproszczeniu. Postacie poszły w długą zostawiając nieprzytomną postać chwilowo nieobecnego gracza (inny niż ten wspomniany wyżej), co troszkę skomplikowało życie. Cała historia poszła w takim kierunku, że teraz odbijamy tego biednego gracza. Co z tego wyjdzie sam jestem ciekaw - może ktoś zginie, może zginą wszyscy, a może z palcem w nosie rozsmarują przeciwników (w końcu 8-9 level). Jeśli zginie jedna postać to nawet się ucieszę (choć 2 z nich są bardzo powiązane z moją główną fabułą), jeśli 2 lub więcej to cóż... nowa sesja. A jeśli nie zginie nikt to odetchnę z ulgą mając nadzieję, iż wesoła kompania będzie na przyszłość trochę ostrożniejsza.

Na samą myśl o selekcji itemów dla graczy boli mnie głowa

Jeden z moich graczy niezwykle wyróżnia się kosząc najwięcej XPków, dość często jest nie do zdarcia w walce i nierzadko bryluje poza nią dzięki zaklęciom swojego kapłana. Powiedziałem mu ostatnio, żeby starał się bardziej wzmacniać swoimi zaklęciami drużynę i jego reakcja mnie nieco zmęczyła. Najpierw tłumaczył mi, że to się nie opłaca i lekko zjeżył, potem zadeklarował próbę większego grania prodrużynowego wyjaśniając też, że moja pierwsza sugestia zabrzmiała mu jako atak (moja wina, ważne że chyba się dogadaliśmy). Gramy w bidną "Psią Gawędę" - psią bo mamy Psychowoja i Psionika (obaj na zasadach 3.0), ale też dlatego, że jest biednie i relatywnie mało magicznie. Świat w jakim prowadzę zdecydowanie daleki jest od Faeruńskeigo High Turbo Epic, jednakże biorąc pod uwagę poziomy ekipy magiczne złomy muszą się pojawiać.

No i pomijając moją niechęć i nieumiejętność do tworzenia mechanicznych przeciwników dla postaci (szkoda mi czasu i głowienia na konstruowanie średniolewelowych (6-10) BN do bicia) i żal, że nie zaprezentuję egzotycznych bohaterów np. Swordsage (bo szkoda czasu na zrozumienie tej klasy) zawsze gorzej mi się robi jak pomyślę o przydzielaniu magicznego wyposażenia. Tego jest tak dużo w DnD, jest to tak ważne dla mechaniki, że ogrom tego zagadnienia i ilości materiałów mnie paraliżująco przytłacza.

Do tego mam problem: jak opisywać magię, by nie popaść w śmieszność i nie pozbawić ją aury mistycyzmu budującego słynny, tak często wspominany w rpgowych dyskusjach klimat?

Wspomniane we wstępie "skarpety translokacji" to tak naprawdę łańcuszki. Łatwo jest mi jednak wyobrazić sobie coś takiego:

Te stare, przezroczyste skarpety wykonane z delikatnego materiału sprawiają dziwne wrażenie jakby swój zapach i kolor tkaniny zostawiły gdzieś hen daleko.

Jak opisywać drobne przedmioty magiczne tak, żeby nie psuły immersji?

 

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Dobrze, że przynajmniej zapał graczy do kolejnej sesji jest ogromny. Szczerze w mistrzowaniu chyba najbardziej lubię chwalenie sesji po spotkaniu i pytanie "kiedy gramy?" I chociaż dedeczki strasznie mnie frustrują momentami kiedy gracze patrzą bardziej na cyferki niż odgrywanie lub kiedy dostaję depresji na myśl o złożeniu interesującego mechanicznie przeciwnika to wciąż lubię ten system za samą ideę klas. Momenty naprawdę interesujących rozmów między postaciami graczy i bohaterami odgrywanymi przeze mnie, ciekawe akcje i filmowe sceny, duża doza humoru = świetna zabawa. Jak wszystko DnD ma swoje zady i walety. Na zady muszę czasem ponarzekać w ramach wentylu bezpieczeństwa ;) A następna sesja w przyszły czwartek. W międzyczasie zapewne zamieszczę na polteru notkę o kilku moich pomysłach na moją wersję Księstw Granicznych z FR.

PS. Wesołych świąt, dużo nagich torsów (dla Agrafki i nie tylko)oraz : expa, grozy, zagadek, tajemnic, Chaosu, spotkań z przyjaciółmi, mnóstwa pieniędzy na zapiekanki i romantyczne kolacje, a także świąt w gronie rodzinnym przy smacznym jajku.

3
Notka polecana przez: Agrafka, Furiath, Podtxt
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Łodzianin
   
Ocena:
+1

Moje pomysły nie są szczególnie odkrywcze, ale możesz:
- spowolnić awans postaci graczy.
- przesunąć środek ciężkości kampanii w stronę budowania pozycji graczy w świecie. Niech zamiast dążyć do osobistej potęgi, postarają się o tytuły, posiadłości, wpływy i popleczników.
- wprowadzić odgórne ograniczenie poziomu postaci graczy (w takiej sytuacji warto przyciąć także maksymalny poziom BN'ów).
- wprowadzić zasady opcjonalne w celu zwiększenia śmiertelności lub uproszczenia rozpisywania postaci (tutaj mogą być pomocne np. "generic classes").
- przygotować ogólne rozpiski różnych powszechnie spotykanych przeciwników (żołnierzy, strażników miejskich, magów bojowych, bandytów itd.) i wykorzystywać je później na sesji.

04-04-2015 19:25
Aramin.
   
Ocena:
0

Generic classes dla NPC będą interesującą opcją, która nieco ułatwi budowę NPC - wielki props. Co do awansu to powiem tak: na 26 sesji gracze weszli z 3 lvl na 8. Czy to szybko? Nie wiem, a expa daję na oko.

Zwiększać śmiertelności nie za bardzo chcę - wystarczy już, że gracze mają gorszy ekwipunek niż domyślny.

- przygotować ogólne rozpiski różnych powszechnie spotykanych przeciwników (żołnierzy, strażników miejskich, magów bojowych, bandytów itd.) i wykorzystywać je później na sesji. <- SUPER! Takie proste i oczywiste, a ja na to w zasadzie nie wpadłem. Dzięki za wrzutę ;)

04-04-2015 22:22
Kamulec
   
Ocena:
0

Uogólnienia klas to trochę mocniejszy zbrojny, adept, fachowiec. Można ich użyć ale… czy Twoi gracze nie oczekują, że wrogi kapłan będzie karcił nieumarłych, wrogi druid zmieniał kształt, mnich walczył bez broni itd,?

05-04-2015 01:04
Vukodlak
   
Ocena:
0

- przesunąć środek ciężkości kampanii w stronę budowania pozycji graczy w świecie. Niech zamiast dążyć do osobistej potęgi, postarają się o tytuły, posiadłości, wpływy i popleczników

Ten punkt można też zapisać jako stawianie przed graczami wyzwań, których nie rozwiążą levelami i buildami. Czyli takich, których nie da się załatwić siłowo. Fajna sprawa, chyba że głównym motywem sesji jest właśnie taktyczne rozkminianie na gridzie encounterów, liczenie skali wyzwania, pedeków, złota i itemków, które wylatują z wrogów. Wtedy robienie czegoś takiego niuDeDekowcom jest zdeczka nie na miejscu.

05-04-2015 02:00
Hangman
   
Ocena:
0

Jeżeli graczom widzi się taki sposób gry, to można grać w D&D: Sims Mode. Nie wiem jak z resztą edycji, ale do d20 wdziałem Poradnik Budowniczego Twierdz. Sam w sobie niezbyt obszerny, ale trochę zabawek do tego typu gry wnosił.

Moim zdaniem taka gra jest o tyle bezsensowna, że D&D nie wspiera tego modelu gry mechanicznie.

05-04-2015 10:44
Łodzianin
   
Ocena:
0

@Kamulec

Zdolności klas generycznych są o tyle przyjemne, że można je łatwo zmieniać/rozbudowywać. Karcenie nieumarłych nie będzie większym problemem. Wystarczy dodać do listy zdolności np. taki zapis:

Rebuke Undead (Su)

As the cleric ability. Prerequisite: ability to cast divine spells, evil alignment

Odwzorowanie klas posiadających większą ilość zdolności specjalnych stanowi większy problem, ale przy odrobinie wysiłku powinno być to możliwe.

@Hangman, Vukodlak


Do adeków wyszedł nawet setting Birthright, skupiający się na zarządzaniu swoją domeną. Gdzieś w internecie istnieje fanowska konwersja na 3e.

05-04-2015 14:10
von Mansfeld
   
Ocena:
+2

W Pathfinderze można konstruktywnie "simować" podczas tzw. Downtime, czyli między innymi możliwośc zbudowania własnych nieruchomości i zarządzania nimi:
http://www.d20pfsrd.com/gamemastering/other-rules/downtime

05-04-2015 15:05
Kamulec
   
Ocena:
0

@Łodzianin

Ale po co, skoro prościej po prostu zrobić kapłana? Jeżeli prowadzimy w świecie, gdzie są kapłani, druidzi i takie klasy mają BG, gracze tego oczekują też po BNach. Z SRD:

If you use these generic classes, you shouldn't also use the standard character classes (or variants of those classes). You can still include prestige classes, if you wish to add that level of complexity to your game, but you may have to tweak some prestige class prerequisites that include class features not available to these classes.

Jeśli chodzi o budowanie posiadłości, wpływów, politykę itd., to w D&D można je wprowadzać, ale oprócz, a nie zamiast wyzwań awanturniczych. Nie rozwiązuje to więc problemu pt. "nie chce mi się wymyślać statystyk".

05-04-2015 15:34
Łodzianin
   
Ocena:
0

@Kamulec

Właśnie niekoniecznie prościej. Głównie z powodu komórkowego systemu czarów wykorzystywanego przez kapłana, system na jakim operuje spellcaster jest prostszy do rozpisania. Wykorzystywanie generic classes obok zwykłych nie powinno mocno zaburzać balansu gry, aczkolwiek dobrze jeśli gracze wiedzą, że oponenci będą rozpisywani w ten sposób.

05-04-2015 16:05
Kamulec
   
Ocena:
0

Komórek ile ma BN prosto sprawdzić w jednej z ledwie paru tabelek (albo nauczyć się wzorów). Czasochłonne jest dobranie tego, czego nie wyczyta się z tabelki: dobranie atutów, czarów, zwojów, różdżek, eliksirów. Szczególnie o ile chce się wyjść poza to, co nasuwa się jako pierwsze – a wyjść należy, bo inaczej oponenci staną się przewidywalni i mało ciekawi. Wszystkie te rzeczy pozostają, jeśli zdecydować się na te uogólnione klasy (atutów jest nawet więcej).

05-04-2015 17:12
Łodzianin
   
Ocena:
0

Muszę się z tobą zgodzić co do doboru atutów, czarów i przedmiotów, ale dalej będę twierdził, że system czarów zaklinacza ułatwia opracowanie postaci. Nie musisz zastanawiać się nad wypełnieniem poszczególnych komórek, ale po prostu dobierasz znane czary, dopasowując je do funkcji pełnionej przez oponenta.

Generic classes nie mają tych atutów o wiele więcej od zwykłych. Fighter ma ich tyle samo, co wojownik, a spellcaster nie przewyższa pod tym względem czarodzieja. Generic classes pomagają w projektowaniu postaci, ponieważ operujesz jedynie na trzech schematach rozwoju i nie jesteś ograniczony listą umiejętności klasowych. Jeśli chcesz stworzyć postać bandyty używającego podstępnego ataku, zwinnego szermierza unikającego kul ognia lub krasnoludzkiego wojownika, wyszkolonego w wykrywaniu pułapek to nic nie stoi na przeszkodzie. Ułatwia także projektowanie bohaterów wykorzystujących magię. Zamiast zastanawiać się nad wypełnieniem komórek, dobiera się znane czary zgodne z konceptem maga (piromanta, uzdrowiciel, nekromanta itd.), nie zważając na ich przynależność do konkretnej listy.

05-04-2015 18:45
Aramin.
   
Ocena:
0

Uogólnienia klas to trochę mocniejszy zbrojny, adept, fachowiec. Można ich użyć ale… czy Twoi gracze nie oczekują, że wrogi kapłan będzie karcił nieumarłych, wrogi druid zmieniał kształt, mnich walczył bez broni itd,?

Właśnie w tym problem, że pomijając graczy to nawet ja sam preferuję tworzenie interesujących przeciwników. Kiedy walczą z Elfem czy Drowem, chciałbym dać im odczuć egzotykę takiej postaci np. robiąc z niej Swordsage/Duskblade. Jednakże kwestia zapoznania się z mechaniką takiej klasy mnie zniechęca > mam gorszy nastrój ;) Nie wspominając o tym, że raz na jakiś czas fajnie powalczyć z kimś innym niż barb/woj z PMP, który nawet nie wykorzystuje połowy swoich atutów (bo o nich nie pamiętam/ciężko mi to ogarnąć). Może mój problem to też zbyt duża ambicja - w końcu zamiast Swordsage mógłbym sobie klecić specyficzne buildy wojowników itp. ale mam wrażenie, że to nie to samo (marketing 3.5 mnie pokonał).

Jeśli chodzi o budowanie posiadłości, wpływów, politykę itd., to w D&D można je wprowadzać, ale oprócz, a nie zamiast wyzwań awanturniczych.

Zgadzam się co do wątku budowania wpływów. Dodam, że moi gracze znajdują się obecnie na terenach rozbitych na małe księstewka i jest duża szansa, że za zasługi dla lokalnego władyki dostaną wieś, czy twierdzę.

Odnośnie moich problemów - na razie postaram się dociągnąć do okrągłej #30 sesji. Chyba, że na następnej zginie mi więcej niż1 bohater graczy - a jest na to szansa, gdyż drużyna będzie odbijać z więzienia jednego bohatera i czeka na nich mała armia oponentów.

@polteru

Myślałem, że pies z kulawą nogą nie przeczyta notki, a tu dyskusja na 3 strony. DZIĘKUJĘ. Wiele komentarzy naprawdę dało mi dużo do myślenia.

06-04-2015 13:31
Petros
   
Ocena:
+1

A ja tak zapytam z innej beczki. Po czym Twoi Gracze poznają, że mają do czynienia z barbarzyńcą, czy innym paladynem? Bo piszesz o tym, że fajnie by było, gdyby walczyli z kimś ciekawszym i po prostu trochę nie ogarniam, jak to jest, że musisz specjalnie kminić nad jakimiś atutami i innymi klasami w tym względzie. Nie gram w DeDeki, więc wybacz moją ignorancję.

06-04-2015 22:50
Vukodlak
   
Ocena:
0

@Petros

Czysto po DeDekowemu: jeśli nie nosi płyty, porusza się szybciej od innych postaci, częściej zdaje rzuty obronne na wolę i wykrycie Chaosu maluje mu na twarzy czerwoną kropkę - jest barbarzyńcą. Jeśli wywęszy na postaciach złe artefakty, wskazuje od razu neutralnego/praworządnego/chaotycznego złego w drużynie, zaczyna świecić po rzuceniu wykrycia prawa/dobra - jest paladynem. To tylko pierwsze poziomy, na wyższych wystarczą dwie deklaracje MG odnośnie działań BNa przez okres dwóch tur, a bez żadnych zaklęć i dupereli wszyscy już wiedzą z kim mają do czynienia. Takie są właśnie DeDeczki.

07-04-2015 00:23
Petros
   
Ocena:
+1

A jakbym tak, jako MG, rzucił Graczom gościa, który jest pomalowany, wpada w berserka, a dodatkowo rzuca czarami nekromanckimi i walczy dwoma sztyletami, to co wtedy? Popsułem DeDeczki?

07-04-2015 00:51
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Gdzieżby tam. Po prostu stworzyłeś bezużyteczną i niezoptymalizowaną pulpę na 4 levelu: barbarzyńca 1/czarodziej 1/łotrzyk 1/tropiciel 1. Gracze w mig ogarniają co to jest i wyśmiewają Cię jako mizernego MG. Bo przecież każdy wie, że takie rzeczy to ma prestiżówka Mystical Megakoks Factotum z dodatku x i w ogóle się nie znasz, bo to dopiero od 9 levelu, a oni są na 2 i skala wyzwania nie pozwala wystawiać na nich tak potężnych wrogów, bo encounter musi być playable i defeatable. Ewentualnie ślinią się i pytają co to za nowa klasa i dlaczemu oni nie mieli do niej na starcie dostępu. =D

Zagrasz w DeDeczki?

07-04-2015 03:13
Petros
   
Ocena:
+1

Yyy...to ja podziękuję. :P

Powiem Ci szczerze, że nigdy nie ogarniałem systemu d20 ani ludzi, którzy z taką lubością na nim pykają. Inna sprawa ma się z DeDeczkowymi settingami - Planescape, to dla mnie mistrzostwo; fajny też jest Dark Sun, Ravenloft i Eberron. Inna sprawa, że d20 na tych settingach po prostu nie działa, ale coby nie było, to trzeba przyznać TSR, że stworzyli kilka interesujących pozycji. Mechanika jednakowoż zawsze mnie odstręczała i to się już raczej nie zmieni. Ja jestem sawedżowcem (ex-warhammerowcem, żeby było śmieszniej) pełną gębą i o ile mogę się bawić na BRP w jej różnych formach, mogę się bawić na Fejcie i nie mam nic do Apokalipsy, to d20 niet...po prostu niet.

Za tydzień będę próbował kampanii do PFa pt. "Mummy's Mask" i MG uparł się na d20. Na całe szczęście dedekowcem nie jest, jakichś uproszczeń i "unormalnień" będzie używał, więc może tragedii nie będzie. Jak nam te cholerne d20 będzie wybitnie przeszkadzać, to się przesiądziemy na co innego i finał.

07-04-2015 07:40
von Mansfeld
   
Ocena:
0

"A jakbym tak, jako MG, rzucił Graczom gościa, który jest pomalowany, wpada w berserka, a dodatkowo rzuca czarami nekromanckimi i walczy dwoma sztyletami, to co wtedy? Popsułem DeDeczki?"

W Pathfinderze byłaby to klasa Skald, która dobrała sobie jedynie nekromantyczne czary z listy Skalda. :> Ale to nadal grubym nićmi szyte (Skald to hybryda barbarzyńcy i barda).

@Petros

D&D to nie jest Typowy Mainstream Do Traktowania Identycznie Wszystkiego :-) Wbrew pozorom, to jest siła różnych edycji D&D: możesz grać w rózne edycje D&D (oldskullowe, njuskullowe), a potem wrócić do "mainstreamowych" gier i nadal odczuć różnicę.

07-04-2015 10:07
Kamulec
   
Ocena:
0

A jakbym tak, jako MG, rzucił Graczom gościa, który jest pomalowany, wpada w berserka, a dodatkowo rzuca czarami nekromanckimi i walczy dwoma sztyletami, to co wtedy? Popsułem DeDeczki?"

Walka sztyletami w berserku jest bez sensu nawet grając narracyjnie. Czarów rzucał nie będzie, bo DeDekowy szał w założeniu oznacza, że się nie rzuca czarów. Gdyby zaś mógł, to byłyby zapewne defensywne – to logiczne, że jak ktoś jest przede wszystkim wojownikiem, nie opłaca mu się zatrzymywać w środku walki i zaczynać jakiejś inkantacji, by zranić wroga.

Poza tym D&D, podobnie jak inne gry, kreśli pewne ramy i jakkolwiek można tam wrzucić wiele, to nie cokolwiek.

07-04-2015 10:54
Vukodlak
   
Ocena:
+1

@Petros

Bo Planescape, Dark Sun, Ravenloft czy Birthright powstały w czasach, gdy DeDeki nie były tylko analogową podróbką komputerowych gierek do rozkminiania encounterków. Gdybyś spróbował współczesnej "typowej" braci Zakonu DeDeczków odpalić Planescape czy Ravenloft w założeniach twórców tych settingów, to by Cię wyśmiano. Pathfinder to jest dokładnie to samo co D&D 3.0 i 3.5. Jeśli będzie przeszkadzał (a będzie), to są wersję D&D sprzed czasu 3.0 i po 4. Ale to tylko w sytuacji, gdy MG będzie musiał mieć k20, HPki, klasy i levele. Co w sumie jest sensowne, bo łatwiej mu będzie wtedy przerabiać wrogów i BNów z Pathfindera na jakieś AD&D, D&D 5, niż na Savage Worlds, BRP czy co tam sobie wybierzecie.

07-04-2015 15:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.