string(15) ""
» Blog » Japońskie mniejszości - tego nie zobaczysz w anime:
16-10-2015 23:53

Japońskie mniejszości - tego nie zobaczysz w anime:

W działach: anime | Odsłony: 731

Przy okazji zeszłorocznej lektury „Historii Japonii” C. Totmana natrafiłem na temat o którym warto moim zdaniem napisać na blogu. Są to zamieszkujące Kraj Kwitnącej Wyspy mniejszości narodowe i etniczne oraz ich sytuacja w społeczeństwie.

Japonia w potocznej opinii stanowi kraj pod względem ludnościowym homogeniczny i faktycznie tak jest: na blisko 127 milionów mieszkańców tego państwa 95 do 98 procent ludność (zależnie od badań) należy do różnego rodzaju mniejszości, a około 120 milionów stanowią Yamato, czyli Japończycy.

W przeszłości ich stosunek do mniejszości narodowych był różny i zmieniał się w zależności od okresu w dziejach. Generalnie prowadzono jednak politykę przymusowej asymilacji oraz wynarodowienia, państwo to zresztą po dziś dzień znane z konserwatyzmu oraz izolacjonizmu. Los mniejszości był szczególnie ciężki przed II Wojną Światową oraz w okresie samej wojny, gdy kraj ogarnęła fala nacjonalizmu, szowinizmu i nieufności wobec wszystkiego, co zewnętrzne. Także po jej zakończeniu ich sytuacja nie zawsze uległa znaczącej poprawie.

Mimo, że obecnie mniejszości te nie stanowią dużego odsetka ludności wysp ich liczba i różnorodność jest znacząca. Do grupy tej należą:

Ainowie

Ainowie są chyba najbardziej znaną mniejszością żyjącą w Japonii, jednak bynajmniej nie największą.

Dla przypomnienia: Ainowie raczej byli rdzenną ludnością Wysp Japońskich, jednak już w III wieku przed naszą erą zaczęli być wypierani przez przybywające na nie ludy tunguskie oraz indonezyjskich żeglarzy, a następnie podbici przez Japończyków. W czasach historycznych ich zasięg na terenie Japonii ograniczał się do północnego końca Honsiu oraz wyspy Hokkaido. Zamieszkiwali też Sachalin, Wyspy Kurylskie i wybrzeża Kamczatki.

Mimo zajmowania rozległego geograficznie terytorium populacja Ainów nie była duża, szacuje się, że w XVI wieku żyło ich zaledwie 40 tysięcy. Byli dość słabo rozwiniętym ludem o gospodarce rybacko-łowieckiej. Zważywszy na fakt, że w tym okresie Japonia posiadała wielomilionową populacje, zorganizowane, rolnicze społeczeństwo oraz wojsko używające broni palnej łatwo przewidzieć, że w ewentualnej konfrontacji nie mieli szans. Tym bardziej, że Ainowie, z powodu izolacji w jakiej żyli nie nabrali odporności na choroby zakaźne.

Ainowie od XIII wieku prowadzili handel i wymianę z Japończykami, którzy pozostawali obojętni wobec ich wyspy. W XVII wieku jednak szogunat nadał wyłączność na handel z nimi rodowi Matsumae. Ten, zainteresowany zasobami Hokkaido (głównie metalami pozyskiwanymi ze złóż rozsypisokowych i drewnem budowlanym), bardzo poszukiwanymi w ubogiej w nie Japonii założył, początkowo niewielką, stałą bazę na Hokkaido.

Ainu_people.

Obecność Japończyków poważnie zaburzyła tradycyjny tryb życia Ainów. Po pierwsze: nowi przybysze przywieźli ze sobą ospę, która w krótkim czasie zabiła znaczną część populacji. Po drugie: w trakcie intensywnych polowań (w celu pozyskania skór i żywności) dysponujący lepszym sprzętem (i większymi zasobami ludzkimi) Japończycy zaburzyli system ekologiczny wyspy i gospodarczy tubylców. Ci więc popadli w skrajną nędzę.

Restauracja Menji nie poprawiła losu Ainów. Wręcz przeciwnie, nowy reżim, europeizując Japonię zwalczał wszystkie przejawy tradycyjnych ustrojów. Tak więc Ainom zabroniono nosić tradycyjnych strojów i ozdób, w tym tatuaży, oraz zajmować się myślistwem i rybołóstwem. Zmuszono ich też do zajmowania się rolnictwem, choć nie na długo: kilkanaście lat później bowiem odebrano im prawo do posiadania ziemi. W późniejszym okresie sytuacja była jeszcze gorsza.

Niedobitki Ainów na swoje szczęście jednak asymilowały się, powoli zapominając o swojej kulturze. Do tego stopnia, że na początku XX wieku ich lud uważano za wymierający, a w latach 50 rząd Japonii złożył ONZ dwa raporty stwierdzając, że zostali oni całkowicie zasymilowani, a Japonia jest krajem mono-etnicznym.

Sytuacja uległa zmianie pod koniec XX wieku, dzięki działaczom społecznym wywodzącym się z ludu Ainów. Ci na początku lat 80-tych otwarli pierwszą szkołę języka Ainów, rozpoczęli też starania o uznanie ich za mniejszość. W roku 1987, Stowarzyszenie Ajnów Hokkaido wysłało delegację do Grupy Roboczej ds. Ludów Tubylczych ONZ z prośbą o uznanie Ajnów za lud tubylczy.

Zaniepokojony sukcesami dyplomatycznymi odniesionymi przez Ainów za granicą rząd w Tokio nie mógł dłużej zaprzeczać ich istnieniu. Obecna linia głosi, że Japonia powinna być państwem wielokulturowym, oraz że rząd powinien wspierać rozwój kultury i tradycji ajnoskiej, jednak nie uznaje Ajnów za lud tubylczy ani nie ustala żadnych praw dla nich. Niemniej jednak promocja ich kultury odbywa się w dużej mierze ze środków rządowych.

Obecnie ocenia się, że żyje zaledwie od 25 do 200 tysięcy Ainów.

Brazylijczycy

Wraz ze wzrostem gospodarczym lat 70-tych i 80-tych w Japonii pojawiło się znaczące zapotrzebowanie na pracowników, w tym także niewykwalifikowanych. Zaniepokojony tym zjawiskiem rząd wprowadził bardzo restrykcyjne przepisy zezwalające jednak na legalne zatrudnienie obcokrajowcom. Umożliwiono też powrót „etnicznej ludności Japońskiej” do ojczyzny.

Z jakiegoś powodu „etnicznymi Japończykami” okazało się między innymi 150 tysięcy obywateli Brazylii.

Burakumin

Czyli „pariasi” lub „nieczyści”. Pochodzenie Burakumin jest nieznane, przypuszcza się, że mogą wywodzić się z podbitej ludności nie-japońskiej, przestępców zmuszonych od przymusowych robót lub chłopstwa, które porzuciło swe włości w okresie wojen Ery Muromachi. W okresie Edo stali się kastą wyrzutków i pariasów, którym zlecano prace uważane za nieczyste (i po prostu nieprzyjemne) jak zajęcia rzeźników, garbarzy, katów, grabarzy etc. Zamieszkiwali oddzielne osiedla i getta żeniąc się między sobą. Uważano ich za nieczystych i wyłączonych ze zwykłego życia społecznego.

W okresie Menji edyktem cesarskim zlikwidowano warstwę pariasów, a ich członków włączono do normalnego społeczeństwa. Przemiany tych czasów podniosły też prestiż społeczny oraz majątek wielu przedstawicielom tej klasy. W szczególności zniesienie buddyjskiego zakazu spożywania mięsa zwierząt domowych (nawiasem mówiąc nigdy zbyt pilnie nie przestrzeganego) sprawiło, że wielu rzeźników znacząco się wzbogaciło.

Nie znaczy to, że społeczeństwo japońskie pogodziło się z ich obecnością. Wprost przeciwnie: mimo, że formalnie nie istnieli cały czas posiadali znaczące trudności w życiu: dawni Burakumin mieli trudności w zawieraniu małżeństw poza swoim kręgiem, w znalezieniu pracy oraz w dostępie do urzędów i usług świadczonych przez państwo, wliczając w to odmowę wykonywania zadań administracyjnych czy nawet odmowę leczenia przez pracowników publicznej służby zdrowia. Nagminny był też proceder wynajmowania detektywów przez pracodawców oraz przyszłych małżonków sprawdzających pochodzenie Burakumin. Koniec końców jednak dostęp do umożliwiających to danych zamknięto dla osób prywatnych.

Na niekorzyść Burakumin działały też ich związki z organizacjami przestępczymi: aż 70% członków Yakuzy wywodziła się z tej grupy.

Ruch walki o prawa Burakumin aktywny jest co najmniej od lat 20 poprzedniego stulecia i udało mu się uzyskać kilka sukcesów. Niemniej jednak nawet w latach 90-tych problem Burakamin zarówno w mediach jak i administracji oficjalnie nie istniał i traktowany był jako tabu.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

2
Notka polecana przez: Adeptus, jakkubus
Poleć innym tę notkę

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1

Jednym z Ajnów jest potomek Bronisława Piłsudskiego, brata późniejszego dyktatora II RP.

17-10-2015 14:23
Adeptus
   
Ocena:
+1

W temacie Japonii - może ktoś mi wreszcie wyjaśni, w jaki sposób Japończycy godzą filozofię "wystające gwoździe się wbija" i "jeśli spędzasz w pracy mniej niż 30 godzin na dobę, to jesteś godzien pogardy" z umiłowaniem mangi, anime, gier komputerowych, teleturniejów o pierdzeniu, cosplayu i różnych fetyszy?

17-10-2015 17:45
earl
   
Ocena:
+2

To dobre pytanie. Kiedyś w GW zostanawiano się, jak Izraelczycy godzą konserwatyzm religijny z tolerancją dla homoseksualistów i transwestytów. I też nie było żadnych konstruktywnych wniosków.

17-10-2015 18:24
Adeptus
   
Ocena:
0

Co do Izraelczyków, to wydaje mi się, że oni mają specyficzne podejście do swojej religii, traktują ją raczej jako formę tradycyjnej spuścizny, niż żywą wiarę, kompas moralny itd. Taki przykład - wielu Izraelitów nie podziela wierzeń i praktyk religijnych ortodoksów, w Boga nie wierzy, w zasady koszerności trochę wierzy, ale niespecjalnie praktykuje, ale jednocześnie uważa, że to dobrze, że istnieją wspólnoty ortodoksów, bo one pomagają ocalić "czysty" judaizm przed zapomnieniem. To jest takie trochę skansenowe podejście - fajnie, że ktoś kultywuje nasze tradycje, dzięki temu ja nie muszę.

 

17-10-2015 18:35
L. Norec
   
Ocena:
0

W temacie Japonii - może ktoś mi wreszcie wyjaśni, w jaki sposób Japończycy godzą filozofię "wystające gwoździe się wbija" i "jeśli spędzasz w pracy mniej niż 30 godzin na dobę, to jesteś godzien pogardy" z umiłowaniem mangi, anime, gier komputerowych, teleturniejów o pierdzeniu, cosplayu i różnych fetyszy?

Nie godzą. Jest to po prostu częścią ich kultury i ma swoje w niej miejsce jako folklor. Jeżeli kogoś nie da się wbić, to zaczyna funkcjonować w ich społeczeństwie jako osobliwość. Dzieciak od anime i gier jest Otaku. Rodzina się za niego wstydzi bo tak tam jest. Sprawa wyjaśniona.

17-10-2015 19:38
Adeptus
   
Ocena:
0

No dobrze, ale przecież anime, manga, jrpg itd. to jest potężny przemysł. I to wszystko w celu zaspokojenia potrzeb garstki pariasów? A "prawdziwi" Japończycy godzą się z tym, że ich kraj jest postrzegany przez pryzmat tych produkcji dla pariasów (zwłaszcza, że w większości przypadków, jeśli człowiek Zachodu mówi "jestem zafascynowany Japonią", to znaczy, że lubi mangę itd.). Znaczy - nie mówię, że na pewno nie jest tak, jak mówisz, ale jednak trochę to dziwne.

Notabene, przeraża mnie trochę, że u nas też zaczynają pojawiać się wzorce "etyki pracy" podobne do japońskich (choć raczej nie stamtąd importowane). Szczególnie w korporacjach jest propaganda w kierunku "nie pracujesz, żeby żyć, tylko żyjesz, aby pracować, Twoim celem powinna być samorealizacja przez dążenie do dobra firmy".

17-10-2015 19:43
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Adeptus: gożelnictwo to też potężny przemysł...

Wzorce pracy japońskie w pewnym stopniu są importowane, choć pośrednio, z krajów zachodnich, które je zapożyczyły od Japończyków.

Należy też zauważyć, że nie każdy Japończyk to salaryman zatrudniony w wielkiej korporacji. Spora część pracuje w wolnych zawodach, urzędach, sektorze medycznym, kulturalnym, prowadzi małe, często rodzinne firmy, trudni się rolnictwem lub jest błękitnymi kołnierzykami. W tych sektorach wzorce pracy są inne.

Salaryman to taki nasz leming. Czy raczej jego starszy i bogatszy kuzyn: japiszon.

17-10-2015 20:04
Adeptus
   
Ocena:
0

gożelnictwo to też potężny przemysł...

Zgadza się. I np. w Polsce znaczna część ludzi z tego przemysłu korzysta i jeśli ktoś to robi z umiarem, nie jest powodem do wstydu. Sensacją jest raczej ten, kto zdecydowanie się od wyrobów tego przemysłu odżegnuje ;) Zatem analogia chyba trochę nietrafiona.

Należy też zauważyć, że nie każdy Japończyk to salaryman zatrudniony w wielkiej korporacji. Spora część pracuje w wolnych zawodach, urzędach, sektorze medycznym, kulturalnym, prowadzi małe, często rodzinne firmy, trudni się rolnictwem lub jest błękitnymi kołnierzykami. W tych sektorach wzorce pracy są inne.

Aha. Bo na ogół o tym kulcie pracoholizmu w Japonii pisze się tak, jakby to była powszechna cecha całej współczesnej kultury japońskiej. Rozumiem, że to zwykłe uproszczenie.

 

17-10-2015 20:11
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Aha. Bo na ogół o tym kulcie pracoholizmu w Japonii pisze się tak, jakby to była powszechna cecha całej współczesnej kultury japońskiej. Rozumiem, że to zwykłe uproszczenie.

Należy wziąć pod uwagę jedno: otóż żadne media nie napiszą ci nic o czymś normalnym i zwykłym. Zawsze musisz mieć sensację, a najlepiej trupa.

Tak. O ile mi wiadomo sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponadto są różne dziedziny pracy. Przykładowo lokalna administracja ma jakoby opinię pracy z jednej strony nie za dobrze płatnej, z drugiej nie wymagającej wysiłku i zostawiającej dużo czasu dla siebie, a z trzeciej: społecznie cenionej. I z racji połączenia tych dwóch ostatnich cech jest bardzo poszukiwana. Kiedyś istniało też wiele stanowisk "tradycyjnych", na których nic się nie robiło, prócz pobierania pensji. Sporą część z nich jednak ponoć polikwidowano na skutek kryzysu.

Istnieje też problem symulowania pracy, co jest dość mocno związane z wbijaniem owych wystających gwoździ. U Diamonda był opis japońskiej fabryki, w której na linii produkcyjnej podkręca się prędkość pracy. Z drugiej strony: linia gdy ma przestoje sygnalizuje o tym świecąc światło alarmowe. Menager fabryki natomiast wymaga, by przestoje pojawiały się co jakiś czas, bo uważa, że gdy są to znaczy, że pracownicy faktycznie zasuwają pełnią sił.

Problem w tym, że system taki odsiewa dwa typy ludzi: z jednej strony słabszych, niż przeciętni, którzy odpadają. Z drtugiej strony: ponad przeciętnie zdolnych i zmotywowanych, bo tych tępią współpracownicy.

18-10-2015 00:27
Adeptus
   
Ocena:
0

U Diamonda był opis japońskiej fabryki, w której na linii produkcyjnej podkręca się prędkość pracy. Z drugiej strony: linia gdy ma przestoje sygnalizuje o tym świecąc światło alarmowe. Menager fabryki natomiast wymaga, by przestoje pojawiały się co jakiś czas, bo uważa, że gdy są to znaczy, że pracownicy faktycznie zasuwają pełnią sił.

To trochę jak w komunie. Komuniści chwalili się, że na Zachodzie wszystko jest produkowane chaotycznie, każdy robi co chce, a w komunie wszystko jest centralnie zaplanowane, kopalnia wydobędzie tyle żelaza, z tego jedna fabryka wyprodukuje tyle gwoździ, a druga tyle puszek i dzięki temu gospodarka jest maksymalnie efektywna. Ale jednocześnie nawoływali do przekraczania norm - a przecież na logikę, skoro wszystko jest tak drobiozagowo wyliczone, to jeśli fabryka gwoździ wyprodukuje więcej gwoździ niż zaplanowana, to zabraknie metalu na puszki. Tutaj trochę tak samo - nieważne, że pracownik pracuje za szybko, co powoduje przestoje, bo inne stanowiska pracy nie mogą utrzymać jego tempa, więc efektywność i tak nie wzrasta, ważne, że jest "przodownictwo pracy".

Słyszałem też, ze w japońskich firmach dobrze jest widziane, jak pracownicy przysypiają w pracy, bo to znaczy, że spełniają odpowiedni standard przepracowania.

Hmm, tyle, że... rozumiem, że pracoholizm nie dotyka ogółu Japończyków. ALe co z tym "wbijaniem gwoździ"? Czy ono też nie jest takie powszechne? Bo to też stoi w sprzeczności z tym całym otaku.

18-10-2015 00:36
Wiron
   
Ocena:
0

Liczą się pozory. Publicznie udajesz że masz jakieś szanowane hobby np. gra w golfa. A czym naprawdę się interesujesz mało kogo obchodzi, byle byś się do tego nie przyznawał.

18-10-2015 04:30
Drachu
   
Ocena:
0

Riukowie są w Anime :P

W Samurai Champloo jeden z głównych bohaterów - Mugen konkretnie - przyznaje się do pochodzenie z Ryukyu (ku przerażeniu oponentów, bo na Okinawie to sami wariaci i przestępcy :P)

18-10-2015 11:56
Tyldodymomen
   
Ocena:
0

Już dwa dni wisi i adeptus z earlem naprodukowali dopiero 12 komentarzy ?

18-10-2015 12:05
Satosan
   
Ocena:
+1

W "Pracowałem dla cesarza" P. Czerkawiński napisał, że japoński kult pracy ma w sobie wiele fasadowości - liczy się to, co się pokazuje, a nie to, co się faktycznie robi (jest to podobno w ogóle cecha tamtejszej kultury). W efekcie nawet osoby deklarujące pracę po 30 godzin na dobę mają czas, by załatwić swoje sprawy czy poczytać komiks pod biurkiem (na którym za chwilę będą udawać sen ze zmęczenia).

Samą książkę polecam każdemu bez wyjątku - autor, jako jeden z niewielu opisujących japońską kulturę przedstawicieli świata zachodu, faktycznie wszedł w tamtejsze społeczeństwo i zajął w nim bardzo wysoką pozycję nauczyciela akademickiego. Opisuje świat zupełnie różny od naszego nie oceniając go, tylko wyjaśniając rządzące nim mechanizmy.

18-10-2015 12:38
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Na Joemonster jest sobie gość o nicku Nagato. Wyjechał swego czasu na kilkutygodniową wycieczkę do Japonii i sporządził kilka notek na ten temat. Pokazywał, że ta kultura tylko z wierzchu wygląda na wysublimowaną i niezwykle zaawansowaną. Fasada, maski i wrażenia - a pod spodem prymitywizm i dwulicowość. Czyli niczym się od reszty świata nie różni. Warto się z zapoznać.

Jedną z notek poświęcił pracy i również potwierdza, że ten legendarny kult to kolejna ściema. Ludzie śpią w biurach, żeby wyglądać na wyczerpanych pracą; ludzie celową mylą się na liniach produkcyjnych, żeby wyglądać na wyczerpanych pracą; a prowadzący własne interesy rzeczywiście harują do oporu i są wyczerpani pracą.

Podobnie z II Wojną Światową. Ogromnym faux pas jest publiczne wspominanie o roli Japonii w konflikcie. Za wywieszenie amerykańskiej flagi, można się liczyć z problemami w bardziej konserwatywnych dzielnicach (w centrach czasami się coś takiego widzi). Ogólny konsensus jest taki, że Japonia egzystowała sobie jakoś w czasie wojny i nagle, ni z tego i owego, oberwała dwiema atomówkami - co sami Japończycy mają za wielką niesprawiedliwość.

20-10-2015 15:06
dyskordianin
   
Ocena:
0

Gdyby ktoś szukał książki, o której wspomina Satosan - nie Czerkawiński, tylko Czerkawski.

21-10-2015 14:18
Satosan
   
Ocena:
0

dyskordianin - Faktycznie - mój błąd. Dziękuję.

21-10-2015 23:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.