string(15) ""
» Blog » Jak myślisz?
22-01-2013 00:34

Jak myślisz?

W działach: Opinie, Prywata, Bełkot | Odsłony: 25

Jak myślisz?

Notka o charakterze czysto przemyśleniowo-refleksyjnym. Czyli takie sobie pitu-pitu, choć nie ukrywam, że natchnione obserwowanymi ostatnio dyskusjami i własnymi doświadczeniami.

 

Więc co mnie boli. Sposób w jaki myślimy. Jak oceniamy. Jak postrzegamy innych. Jak analizujemy i wyciągamy wnioski.

 

Szufladkowanie i nieelastyczne myślenie. Pierwsze krzywdzi najbardziej postronnych, drugie nas samych. Obie się łączą.

Nie łapiecie się czasem na kategoryzowaniu innych? Wielu ludzi kreuje sobie w głowie takie właśnie szafki, komody, z różnymi szufladami, każda z inną nalepką: „Kobieta”, „Mężczyzna”, „Katolik”, „Czarny”, „Czerwone”, „Ostre”, „Gorzkie”, „Fajne”… I tak można mnożyć. W każdej szufladzie są ciuszki, różne cechy, w które natychmiast ubieramy coś lub kogoś, co pasuje do danej szufladki. Jedna cecha, jeden określnik ma zestaw innych cech, którymi opisujemy kogoś z jedna pasującą. „On jest gruby”, myślimy, i natychmiast dodajemy sobie „brzydki, słaba kondycja, złe odżywianie się, nie lubię, nie pogadam, nie będzie moim kumplem, skreślam”. Łapiecie już o co mi chodzi? Wkładamy ludzi i rzeczy w szufladki, oceniamy na tle kategorii, grupy. A teraz wyobraźcie sobie, że ktoś tak robi z Wami. Ba, na pewno robi. Ocenia nie przez pryzmat tego jacy na prawdę jesteście, ale przez pryzmat pewnych cech które posiadacie. Krzywdzące, prawda? O ileż lepiej by się nam żyło, gdybyśmy potrafili oceniać ludzi jako jednostki. Ileż mniej hejtu i flejmów by było. Pomyślcie tylko co by było gdyby takie cechy jak „kobieta” czy „homoseksualista” były tylko… pojedynczymi cechami. Czymś, co pomaga nam w określeniu osoby, a nie czymś, co ją z góry definiuje.

 

Ale to nie koniec, bo tu wchodzi nieelastyczne myślenie. Wszystko byłoby nawet okey, ale nie potrafimy zmieniać szufladek, albo przychodzi nam to z wielkim trudem. Przykład z życia wzięty. Miałem kiedyś, dawno, dawno temu kumpli. Może nawet bardziej, bo dostali szufladkę „przyjaciele”. Lata mijały, życie płynęło spokojnie pod znakiem RPGowania i kolejnych etapów edukacji. Ludzie się zmieniają. I powinny zmieniać się szufladki. Ja moim kumplom szufladki nie zmieniłem, bo nie przeszło mi przez myśl, że mogli by przestać nimi być. Albo że mój gust co do ludzi się zmieni. Albo że oni zyskają cech, których ja nie zdzierżę. Ale tak było. A szufladka pozostała ta sama. Ileż stresu, frustracji i kłótni wynikło z tego. „Ale jak to tak, my już nie…?” Kumple dawno stracili cechy w które ubierała je szuflada „przyjaciele”. A ja się zagapiłem.

 

Co dalej z tego wynika? Krzywdzimy samych siebie. Ktoś, kogo dawno temu zaklasyfikowaliśmy jako „nah, gópi, nie lubię”, po latach mógł się przecież zmienić i dziś byłby naszym najlepszym przyjacielem, gdyby nie fakt jego zaszufladkowania. Dziewczyna, która kiedyś się nam nie podobała, dziś może być superlaską. Ale ciężko nam takie rzeczy przełknąć – nie możemy się pozbyć z głowy szufladek, w które ich ubraliśmy. Dynamiczne ocenianie ludzi wydaje mi się lepszym sposobem, bardziej profitowym dla wszystkich.

 

Można by pomyśleć, że prowadziłoby to do niekonsekwencji we własnym działaniu, słowach, do hipokryzji. Nie do końca tak jest. Nie mówię, że powinniśmy za każdym razem zmieniać zdanie na temat czegoś, np. ulubionego wystroju mieszkania. Tak się zwyczajnie nie da. Na naszą ocenę i myślenie o czymś/o kimś ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest nasze doświadczenie oraz to, co pomyśleliśmy wcześniej. Ale właśnie, to tylko czynniki. Jedne z cech. Robienie z nich szufladek daje tylko wyraz naszej niemożliwości aktywnego pomyślunku. To co wiedzieliśmy o kimś, o czymś powinno tylko wspierać naszą ponowną ocenę. Czasem mówi się, że warto dać komuś drugą szansę, ale że ktoś nigdy jej nikomu nie daje. All wrong. To powinno wynikać z naszej dynamicznej oceny.

 

Popatrzmy: umeblowaliśmy mieszkanie w stylu nowoczesnym, odrzucając styl, powiedzmy, secesyjny (nie znam się na tym, ale do ćwiczenia myślowego to wystarczy). Secesja nam się nie spodobała. Wrzucamy ją do szufladek „pretensjonalne” i „mało praktyczne”. Po kilku latach stwierdzamy, że modern to jednak był błąd. Przypominamy sobie o secesji, która przecież i tak była lepsza od całej gamy innych wystrojów. Z jednej strony odpalają nam się szufladki i natychmiast zapominamy o secesji, bo przecież była pretensjonalna i mało praktyczna, nawet nie jedziemy do sklepu jej ponownie obejrzeć. Źle. Z drugiej zaś mówi się, że powinno dać się czemuś drugą szansę – jedziemy natychmiast i przemeblowujemy mieszkanie na secesję, całkowicie zapominając o szufladkach jakie miała. Też źle. Dobrze by było jeszcze raz ocenić, czy umeblowanie secesyjne nam odpowiada. Bazować powinno się na tym, co już o niej wiemy, że nam się nie spodobała i za jaką ją uważaliśmy. Ale trzeba do tego też dodać nową sytuację życiową, jak zmienił się nasz gust, co się stało, może dowiedzieliśmy się czegoś ciekawego o tym stylu od ostatniej wizyty w meblowym? I dopiero wtedy stwierdzamy czy próbujemy z secesją, czy dalej nie i szukamy czegoś innego. Myślenie elastyczne. Adaptujące się.

 

To niełatwe. Nie mówię na pewno, że sam nie szufladkuję i że myślę elastycznie. Ani że to co tu wypociłem (w głowie wyglądało lepiej) jest 100% true i właściwe. Ale warto czasem pomyśleć nad własnym sposobem myślenia ;)

 

Notka jest też eksperymentem na temat tego, jak bardzo ludzie lubią bełkot ;) Oraz na temat tego,  czy taki bełkot komukolwiek coś da.

Komentarze


Albiorix
   
Ocena:
0
Po Wikipedii autor mi się podoba :)
22-01-2013 21:51
Kamulec
   
Ocena:
0
@Krzyś
Cała przyjemność po mojej stronie. Polecam się na przyszłość!
23-01-2013 08:41
oddtail
   
Ocena:
0
@Albiorix: cholera, teraz chciałbym zobaczyć odrzutowy trolejbus z mlekiem.

@Krzyś: problem z Twoją notką jest taki, że mieszasz w niej dwie kategorie.

Z jednej strony piszesz o tym, że mamy tendencję szufladkować. Z drugiej piszesz o stereotypach, które owszem, są formą szufladkowania, ale bardzo specyficzną (o tym dalej w komentarzu).

Tylko że, jak zauważyło paru komentujących, tak (tzn. szufladkując) działa nasz mózg. Dzięki temu, że jesteś zdolny do instynktownej abstrakcji wszystkiego, co postrzegasz, nie jesteś przytłoczony informacjami. Jak może wiesz (albo i nie), zapamiętujemy może parę procent tego, co postrzegamy. A dlaczego tak jest? Bo dzięki temu mamy zdolność do czegoś, co nazywa się "koncentracja". Bez tej zdolności Twój mózg nie potrafiłby ocenić, że książka którą czytasz jest ważniejszym bodźcem niż widziany kątem oka, spadający za oknem jesienny liść. Ba, Twój mózg odbierałby szum krwi w Twoich uszach, ciężar Twoich nóg, fakturę papieru w czytanej książce, kolor sufitu, wspomnienie o tym co jadłeś na śniadanie i ileś innych rzeczy jako równie ważne, jak czytana książka. Co de facto uniemożliwiałoby wykonywanie żadnej nawet najprostszej czynności. Taka selektywność jest możliwa tylko przy bardzo radykalnym odsiewie informacji, a ten radykalny odsiew możliwy jest wyłącznie jeśli istnieją proste algorytmy "tak lub nie". Czyli szufladkowaniu zawdzięczamy swoją inteligencję już na najbardziej podstawowym poziomie.

Ludzie, którzy w jakiś sposób mają zaburzony ten proces cierpią, na przykład, z powodu ADHD. Co w najcięższych przypadkach praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

Druga rzecz, którą zawdzięczasz szufladkowaniu to zdolność do odczuwania emocji. Emocje to tak naprawdę bardzo prosty szablon, który pozwala podjąć szybkie, łatwe decyzje. Nawet jeśli odczuwa się je subiektywnie inaczej niż procesy analityczne, ich funkcjonalna istota bytu to podejmowanie decyzji w sytuacji, gdy owa decyzja jest albo mniej istotna, albo jest podejmowana wielokrotnie, albo nie ma na nią czasu. Słowo "emocja" jest naładowane, well, emocjonalnie, ale przykładem emocjonalnej decyzji jest kupowanie batonika w sklepie albo ubieranie się rano do pracy. Mózg dzięki swojej cudownej zdolności szufladkowania ustala bez problemu, że mamy ochotę na Twixa albo że dziś włożymy koszulę numer 7, bo jako jedyna jest czysta i uprasowana.

To może brzmieć jak prosta decyzja, ale znowu - ludzie, którzy mają zaburzenia emocji często są całkowicie sparaliżowani przy takich prostych decyzjach i próba, powiedzmy, wyboru pasty do zębów podczas zakupów zmusza ich mózg do drobiazgowej analizy, trwającej niezwykle dużo czasu. Wyobraź sobie teraz, że te pięćset drobnych czynności, które trwają po parę sekund każda i które wykonujesz każdego dnia wymagają starannego przemyślenia za każdym razem. Że musisz bardzo dobrze przemyśleć, czy chcesz otworzyć okno w pokoju bo duszno, czy nie - bo może zmarzniesz. Albo że zastanawiasz się starannie nad każdym zdaniem wypowiedzianym do pani w sklepie, gdzie kupujesz bułki, składając je pieczołowicie słowo po słowie.

A żeby było weselej, nawet gdyby doba jakimś cudem miała sto godzin, to i tak nie gwarantuje że te decyzje zostałyby podjęte. Nasz mózg działa tak, że kiedy już zaczynamy się skłaniać ku jednemu wyborowi, staje się on dla nas psychologicznie bardziej atrakcyjny. Tu właśnie wchodzą te emocje, o których mówiłem. Skłaniamy się ku jednej wersji, mózg stwierdza "OK, już wiem, stop", bam! decyzja podjęta. Bez tego mechanizmu kontynuujemy analizę i nie ma żadnego punktu, w którym uznajemy że mamy dostateczne informacje. Co nasz proces decyzyjny zamienia w, że użyję programistycznej metafory, nieskończoną pętlę bez żadnego warunku przerywającego tę pętlę. "za i przeciw" każdego wyboru można dosłownie analizować w nieskończoność, jeśli nie potrafimy wartościować różnych "za i przeciw", a bez szufladkowania takie wartościowanie byłoby niemożliwe.

Przed tym problemem ratuje nas to, że nasz mózg potrafi szufladkować.

I trzecia prosta, głęboka kwestia: "moc obliczeniowa" naszego mózgu jest w całości oparta o tę zdolność szufladkowania. Jak zauważyli inni komentujący, to pozwala Ci odróżniać ludzkie twarze od nieożywionych obiektów, nie wpadać na drzewa i robić wiele użytecznych rzeczy. Ale to pozwala również rozumieć słowo pisane (i to niezależnie od charakteru pisma/użytej czcionki! Mój Boże!), odróżniać rzeczy jadalne od niejadalnych, biegać bez przewracania się...

Dowcip w tym, że Twoja notka powinna być o tym, że "nie powinniśmy budować opinii o innych na bazie stereotypów". Z czym się zgadzam. Tylko że to nie ma nic wspólnego ze schematycznym myśleniem. Stereotyp to coś, co powstało przez consensus, więc jest to opinia innych na temat czegoś/kogoś, którą przyjmujemy bez weryfikacji. Tylko że o ile wyciąganie własnych wniosków jest o wiele bardziej sensowne i uczciwe wobec znanych nam ludzi, to nie należy się łudzić, że będzie świadczyło o bardziej "elastycznym" myśleniu. Wnioski, jakie wyciągamy na temat konkretnych osób, nawet pojedynczych, korzystają z tego samego mechanizmu abstrakcji, co wnioski które doprowadziły do zrodzenia się stereotypów. Czasem prowadzi to do wniosków krzywdzących, co jest niefortunną cechą naszych mózgów. Sam przyznam, że nie podoba mi się sposób, w jaki ludzką opinię jest naprawdę trudno zmienić, ale to nie ma nic wspólnego z szufladkowaniem albo jego brakiem, to trochę inna właściwość ludzkiej psychiki. Też zresztą potrzebna, ale ten komentarz i tak jest o wiele za długi. W każdym razie, uciec się od tego co nazywasz "szufladkowaniem" nie da bez zagłębiania się w jakiś dziwny, okołokartezjański bełkot.

A na to nie ma czasu, bo nigdy nie kupimy tego batonika.

EDIT: a tak w ogóle to, że w swojej notce piszesz przede wszystkim o tym, jak oceniamy ludzi już samo w sobie jest przykładem reakcji emocjonalnej. O batonika byś się tak nie martwił. I zupełnie słusznie. Tylko że to dowodzi, że zdolność Twojego mózgu do stworzenia szufladki (w tym przypadku "człowiek") raz jeszcze uratowała sytuację.
23-01-2013 11:27
Krzyś
   
Ocena:
0
Mam wrażenie że wiele z Was podeszło do mojego tekstu zbyt... naukowo. A to tylko kilka luźnych przemyśleń kogoś kto się nie zna na naukowym podejściu do tematu. Więc udowadnianie mi że nie mam racji w momencie w którym sam wiem, że nie do końca ja mam... ;)
Najlepiej chyba ujął o co mi chodzi Nit pisząc o rozdrabnianiu szufladek.

@Oddtail
Nie mogę odmówić Ci racji, ale mam wrażenie że gdzieś odchodzisz od kwintesencji mojej wypowiedzi - że nie podoba mi się, jak ludzie nie potrafią racjonalnie spojrzeć i właściwie kogoś/czegoś ocenić, bo zaburzają im to cechy wzięte znikąd, ze stereotypu, szufladki, metki itd

@All
Tak w ogóle, to bardzo podoba mi się ta dyskusja (jeśli można ją tak nazwać), fajno że znaleźli się bystrzejsi ode mnie i wytłumaczyli jak co działa :) (mówię całkiem serio)
23-01-2013 15:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.