string(15) ""
» Blog » Jak myślisz?
22-01-2013 00:34

Jak myślisz?

W działach: Opinie, Prywata, Bełkot | Odsłony: 25

Jak myślisz?

Notka o charakterze czysto przemyśleniowo-refleksyjnym. Czyli takie sobie pitu-pitu, choć nie ukrywam, że natchnione obserwowanymi ostatnio dyskusjami i własnymi doświadczeniami.

 

Więc co mnie boli. Sposób w jaki myślimy. Jak oceniamy. Jak postrzegamy innych. Jak analizujemy i wyciągamy wnioski.

 

Szufladkowanie i nieelastyczne myślenie. Pierwsze krzywdzi najbardziej postronnych, drugie nas samych. Obie się łączą.

Nie łapiecie się czasem na kategoryzowaniu innych? Wielu ludzi kreuje sobie w głowie takie właśnie szafki, komody, z różnymi szufladami, każda z inną nalepką: „Kobieta”, „Mężczyzna”, „Katolik”, „Czarny”, „Czerwone”, „Ostre”, „Gorzkie”, „Fajne”… I tak można mnożyć. W każdej szufladzie są ciuszki, różne cechy, w które natychmiast ubieramy coś lub kogoś, co pasuje do danej szufladki. Jedna cecha, jeden określnik ma zestaw innych cech, którymi opisujemy kogoś z jedna pasującą. „On jest gruby”, myślimy, i natychmiast dodajemy sobie „brzydki, słaba kondycja, złe odżywianie się, nie lubię, nie pogadam, nie będzie moim kumplem, skreślam”. Łapiecie już o co mi chodzi? Wkładamy ludzi i rzeczy w szufladki, oceniamy na tle kategorii, grupy. A teraz wyobraźcie sobie, że ktoś tak robi z Wami. Ba, na pewno robi. Ocenia nie przez pryzmat tego jacy na prawdę jesteście, ale przez pryzmat pewnych cech które posiadacie. Krzywdzące, prawda? O ileż lepiej by się nam żyło, gdybyśmy potrafili oceniać ludzi jako jednostki. Ileż mniej hejtu i flejmów by było. Pomyślcie tylko co by było gdyby takie cechy jak „kobieta” czy „homoseksualista” były tylko… pojedynczymi cechami. Czymś, co pomaga nam w określeniu osoby, a nie czymś, co ją z góry definiuje.

 

Ale to nie koniec, bo tu wchodzi nieelastyczne myślenie. Wszystko byłoby nawet okey, ale nie potrafimy zmieniać szufladek, albo przychodzi nam to z wielkim trudem. Przykład z życia wzięty. Miałem kiedyś, dawno, dawno temu kumpli. Może nawet bardziej, bo dostali szufladkę „przyjaciele”. Lata mijały, życie płynęło spokojnie pod znakiem RPGowania i kolejnych etapów edukacji. Ludzie się zmieniają. I powinny zmieniać się szufladki. Ja moim kumplom szufladki nie zmieniłem, bo nie przeszło mi przez myśl, że mogli by przestać nimi być. Albo że mój gust co do ludzi się zmieni. Albo że oni zyskają cech, których ja nie zdzierżę. Ale tak było. A szufladka pozostała ta sama. Ileż stresu, frustracji i kłótni wynikło z tego. „Ale jak to tak, my już nie…?” Kumple dawno stracili cechy w które ubierała je szuflada „przyjaciele”. A ja się zagapiłem.

 

Co dalej z tego wynika? Krzywdzimy samych siebie. Ktoś, kogo dawno temu zaklasyfikowaliśmy jako „nah, gópi, nie lubię”, po latach mógł się przecież zmienić i dziś byłby naszym najlepszym przyjacielem, gdyby nie fakt jego zaszufladkowania. Dziewczyna, która kiedyś się nam nie podobała, dziś może być superlaską. Ale ciężko nam takie rzeczy przełknąć – nie możemy się pozbyć z głowy szufladek, w które ich ubraliśmy. Dynamiczne ocenianie ludzi wydaje mi się lepszym sposobem, bardziej profitowym dla wszystkich.

 

Można by pomyśleć, że prowadziłoby to do niekonsekwencji we własnym działaniu, słowach, do hipokryzji. Nie do końca tak jest. Nie mówię, że powinniśmy za każdym razem zmieniać zdanie na temat czegoś, np. ulubionego wystroju mieszkania. Tak się zwyczajnie nie da. Na naszą ocenę i myślenie o czymś/o kimś ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest nasze doświadczenie oraz to, co pomyśleliśmy wcześniej. Ale właśnie, to tylko czynniki. Jedne z cech. Robienie z nich szufladek daje tylko wyraz naszej niemożliwości aktywnego pomyślunku. To co wiedzieliśmy o kimś, o czymś powinno tylko wspierać naszą ponowną ocenę. Czasem mówi się, że warto dać komuś drugą szansę, ale że ktoś nigdy jej nikomu nie daje. All wrong. To powinno wynikać z naszej dynamicznej oceny.

 

Popatrzmy: umeblowaliśmy mieszkanie w stylu nowoczesnym, odrzucając styl, powiedzmy, secesyjny (nie znam się na tym, ale do ćwiczenia myślowego to wystarczy). Secesja nam się nie spodobała. Wrzucamy ją do szufladek „pretensjonalne” i „mało praktyczne”. Po kilku latach stwierdzamy, że modern to jednak był błąd. Przypominamy sobie o secesji, która przecież i tak była lepsza od całej gamy innych wystrojów. Z jednej strony odpalają nam się szufladki i natychmiast zapominamy o secesji, bo przecież była pretensjonalna i mało praktyczna, nawet nie jedziemy do sklepu jej ponownie obejrzeć. Źle. Z drugiej zaś mówi się, że powinno dać się czemuś drugą szansę – jedziemy natychmiast i przemeblowujemy mieszkanie na secesję, całkowicie zapominając o szufladkach jakie miała. Też źle. Dobrze by było jeszcze raz ocenić, czy umeblowanie secesyjne nam odpowiada. Bazować powinno się na tym, co już o niej wiemy, że nam się nie spodobała i za jaką ją uważaliśmy. Ale trzeba do tego też dodać nową sytuację życiową, jak zmienił się nasz gust, co się stało, może dowiedzieliśmy się czegoś ciekawego o tym stylu od ostatniej wizyty w meblowym? I dopiero wtedy stwierdzamy czy próbujemy z secesją, czy dalej nie i szukamy czegoś innego. Myślenie elastyczne. Adaptujące się.

 

To niełatwe. Nie mówię na pewno, że sam nie szufladkuję i że myślę elastycznie. Ani że to co tu wypociłem (w głowie wyglądało lepiej) jest 100% true i właściwe. Ale warto czasem pomyśleć nad własnym sposobem myślenia ;)

 

Notka jest też eksperymentem na temat tego, jak bardzo ludzie lubią bełkot ;) Oraz na temat tego,  czy taki bełkot komukolwiek coś da.

Komentarze


Albiorix
   
Ocena:
+13
W ten sposób istoty inteligentne myślą i się uczą. Poprzez skojarzenia, zapamiętywanie i utrwalanie związków między zjawiskami, obiektami, cechami.

No na przykład widzisz że coś ma nogi i myślisz "o, to może być człowiek albo zwierze albo ewentualnie krzesło bądź stół". Taki stereotyp - że jak ma nogi to odrazu coś z powyższych. A przecież może to być nietypowy rodzaj brytwanny albo odrzutowy trolejbus z mlekiem. Ale myślący stereotypami i schematami prymityw obserwuje dalej i widzi ręce, nogi, głowę. Od razu zakłada że to człowiek i co więcej myśli że pewnie taki który rozumie język polski, i mówi mu "dzień dobry". A myśląc elastycznie pomyślielibyśmy że przecież to może być taka dziwna chmura węgoży. No a nawet jeśli tymczasowo założymy że jest to człowiek, to może jest wikingiem i gdzieś ma ukryty topór. Stereotyp podpowiada że kobiety w średnim wieku w XXI-wiecznej Polsce zwykle nie są wikingami no ale kto go tam wie, może tak się maskuje...

Myśląc pochopnie że to kobieta w średnim wieku tylko na podstawie rysów twarzy i stroju i w ogóle nie zastanawiając się kim jest naptawdę możemy być wielce niesprawiedliwi wobec tego wenusjańskiego pasterza wielorybów.
22-01-2013 00:51
Krzyś
   
Ocena:
0
Nie do końca chyba zrozumiałeś o co mi chodzi ;) Ale dziękuję za porcję wybornego sarkazmu.

Twój przykład jest trochę wyolbrzymiony i bierze wszystko ca napisałem nazbyt dosłownie.
Bardziej mówię przecież o tym, jak kogoś oceniamy, a nie jak widzimy.
Dwie nogi to tylko nasze dwie cechy, które 'pomagają' nam kogoś ocenić.

"Widzę dwie grube nogi. Blech, ta dziewczyna na pewno mi się nie podoba, musi być tłusta i brzydka, idę stąd". Z tym walczę. :)
22-01-2013 01:07
Kamulec
   
Ocena:
0
Komentarz na tą okazję*

*odbiera zbliżoną liczbę PP
22-01-2013 01:09
Albiorix
   
Ocena:
+5
A ja tylko mówię że zasadniczo ten sam mechanizm poznawczy pozwala odróżniać ludzi o konewek co np dziewczyny wysportowane od nieruchawych. Jeśli go odrzucił, and nigdy nie będziesz wiedział czy jeszcze ogórka czy pierścienie Jowisza.

Obserwujesz cechy obiektu.
Na tej podstawie go kategoryzujesz.
Na tej podstawie zakładasz że inne typowe cechy są prawdopodobne.
Na tej podstawie prognozuje reakcje i konsekwencje możliwych interakcji.
Na tej podstawie podejmujesz decyzję co z tym zrobić żeby ryzyko było małe i/lub korzyści duże.
22-01-2013 01:37
Kamulec
   
Ocena:
0
Przystępniej:
Widzisz człowieka dosiadającego pierwotniaka. Co robisz?
22-01-2013 02:56
Rysia777
   
Ocena:
0
Myślę, Krzysiu, że powinieneś napisać książę, "By żyło się lepiej", albo " Co ludzie robią a nie powinni". A nie jakieś RPGi i studia...
22-01-2013 10:28
Nit
   
Ocena:
+2
Chyba każdy kiedyś zadał sobie pytanie, co by było, gdybyśmy nie przypinali ludziom metek? Cóż, dobór naturalny już dawno to zweryfikował. Wystarczyło, żeby osobnik umiał odpowiedzieć sobie na kilka pytań dotyczących danego obiektu:
- Czy to coś jest niebezpieczne? – osobniki, które zbyt długo kontemplowały nad zagrożeniem ze strony szarżującego w ich kierunku nosorożca raczej szybko zostały wyeliminowane.
- Czy to osobnik płci przeciwnej mojego gatunku? – osobniki niezdolne do prawidłowego odpowiedzenia na to pytanie raczej się nie rozmnożą.
- Czy mogę to zjeść? – jeżli na poprzednie pytanie odpowiedź brzmi Tak, to na to pytanie powinna brzmieć Nie – chyba, że jesteś modliszką.

Niestety, myślenie, że lepiej nie katalogować osobnika z meczetą, ubranego w dres jako Niebezpiecznego i spodziewanie się, że wyjdzie z tego coś dobrego to marzenie ściętej głowy.
22-01-2013 10:54
Krzyś
   
Ocena:
+1
@Nit
Nie twierdzę, że mamy nie myśleć o kimś z maczetą jako o niebezpiecznym. Napisałem już, chyba nawet dwa razy, że takie pojedyncze cechy mają nam pomagać w określaniu kogoś. Ale nie z góry przesądzać. Wystarczy użyć zdrowego rozsądku i pamiętać, żeby nie uogólniać za nadto.

@Kamulec, Rysia
Dziękuję za trolling. Naprawdę miło wiedzieć, że zawsze znajdzie się ktoś gotów do kpienia z czyichś przemyśleń.
22-01-2013 11:06
Nit
   
Ocena:
+1
@Krzyś

Rozumiem, o co Ci chodzi, ale zawsze musi być jakiś punkt wyjścia do poznawania kogoś: Jeśli zakwalifikujemy delikwenta do jednej szufladki (oznaczającej zbiór cech) na podstawie jakiejś pojedynczej cechy, a potem okaże się, że inne cechy owego delikwenta nie przystają do tej szufladki, to rozbijamy szufladkę na dwie– w taki sposób się uczymy. Ciekawa osobowość zmusza nas do ciągłego towrzenia nowych szufladek, albo redefiniowania już istniejących. Najciekawsze osobowości będą w swoich szufladkach same i nie będzie sposobu, żeby ktoś jeszcze trafił do ich szufladki.

Uważam, że przyprawianie ludziom metek nie stoi w opozycji do zgłębiania czyjejś osobowości, a jest wręcz narzędziem temu służącym.
22-01-2013 11:35
Krzyś
   
Ocena:
0
Tak, ale wszystko rozbija się o to 'rozbicie' szufladek - ja zaobserwowałem, że wiele osób tego albo nie potrafi, albo się im nie chce tego zrobić. I kicha, nawet jak ktoś ma tę ciekawą osobowość, to zostanie wsadzony do wielkiej, ogólnej szuflady na zawsze.
22-01-2013 11:45
earl
   
Ocena:
+1
Nie łapiecie się czasem na kategoryzowaniu innych?
Kategoryzowanie innych jest rzeczą naturalną. W ten sposób człowiek uporządkowuje sobie otaczające go zjawiska. Inaczej miałby kompletny mętlik w głowie. Inną sprawą jest to, że ta kategoryzacja powinna się zmieniać wraz z poznawaną na temat danych zjawisk wiedzą.

Jedna cecha, jeden określnik ma zestaw innych cech, którymi opisujemy kogoś z jedna pasującą.
Uogólniasz. Nieraz jest tak, że coś, co dla jednego bywa obelgą, dla drugiego staje się komplementem (i odwrotnie) - w zależności od kontekstu czy środowiska w jakim się obracamy. Dla przykładu - zwrot "świr" dla jednego może oznaczać potwarz, że ktoś go ocenia jako gościa walniętego w łeb, ale już w innej sytuacji "świr" może być komplementem jako określenie człowieka niestereotypowego, oryginalnego.

Wkładamy ludzi i rzeczy w szufladki, oceniamy na tle kategorii, grupy.
Dlatego, że łatwiej jest ocenić zachowania pewnych grup społecznych niż poszczególnych jednostek, gdyż są bardziej widoczne. I przynaleźność do nich powoduje, że ludzie są tak postrzegani a nie inaczej.

O ileż lepiej by się nam żyło, gdybyśmy potrafili oceniać ludzi jako jednostki.
A czy tak się nie robi? Po prostu wielu osób nie jesteśmy w stanie poznać osobiście i zorientować się, jakie są naprawdę. Musimy więc je oceniać przez pryzmat grupy, do której należą, bo to o tej grupie mamy jakieś informacje. Poza tym - jeśli idzie o osoby medialne. Często dana osoba inaczej zachowuje się w mediach, inaczej na stopie prywatnej. Nie mogąc jej poznać prywatnie, natomiast mając różnoraki przekaz z prasy, radia, TV czy internetu wyrabiamy sobie o niej opinie, która może stać w sprzeczności z tym, co dany człowiek sobą reprezentuje. Ale czy to jest nasza wina, czy może mediów albo tej osoby, która publicznie kreuje się na taką, jaką naprawdę nie jest?

Ktoś, kogo dawno temu zaklasyfikowaliśmy jako „nah, gópi, nie lubię”, po latach mógł się przecież zmienić i dziś byłby naszym najlepszym przyjacielem, gdyby nie fakt jego zaszufladkowania.
A nie pomyślałeś, że może wynikać to również stąd, że ludzkie drogi rozchodzą się i dawni koledzy ze szkoły czy pracy wybierają własne drogi życiowe? Wówczas nie ma możliwości skorygowania swoich błędów, bo też nie ma kontaktu z daną osobą. Natomiast kiedy taki kontakt jest możliwy, to wówczas jednak dochodzi często do zmiany światopoglądu, zwłaszcza, jeśli ten kontakt ma charakter obowiązkowy (np. wspólna praca czy interesy).

Dziewczyna, która kiedyś się nam nie podobała, dziś może być superlaską.
Akurat to nie jest trudne do zauważenia - moja koleżanka z liceum, która nie należała do najatrakcyjniejszych, kiedy poszła na studia (nie widziałem jej 2 lata) stała się jedną z najładniejszych dziewczyn na roku. Niestety, było już za poźno na jakiekolwiek starania, bo ktoś inny mnie ubiegł. Ale nie znaczy to, że takich kwestii się nie dostrzega.

To niełatwe. Nie mówię na pewno, że sam nie szufladkuję i że myślę elastycznie. Ani że to co tu wypociłem (w głowie wyglądało lepiej) jest 100% true i właściwe. Ale warto czasem pomyśleć nad własnym sposobem myślenia ;)
To nie jest zbyt trudne, wiem to po sobie. Problem leży w tym tylko, by mieć z daną osobą kontakt osobisty a nie przez sieć. Dla przykładu - dopóki nie pojechałem na zlot w ub, roku to wydawało mi się, że ludzie na Polterze są często sztywni, monotematyczni, nieraz oschli itd (oczywiście, poza paroma wyjątkami). Kilka dni zlotu sprawiło, że diametralnie zmieniłem o nich zdanie i uważam ich za rewelacyjne osoby, miłe, sympatyczne, wesołe, z poczuciem humoru i dystansu do siebie, wyluzowane. Gdybym nie spotkał się z nimi, to miałbym o nich, może nie negatywne, ale też niezbyt pozytywne zdanie. Osobisty kontakt sprawił, że nawet jeśli z kimś się pokłócę czasem, to i tak generalnie moja dobra ich ocena się nie zmieni.

22-01-2013 12:23
Krzyś
   
Ocena:
0
W większości muszę się z Tobą zgodzić Earlu, z tym, że

Ktoś, kogo dawno temu zaklasyfikowaliśmy jako „nah, gópi, nie lubię”, po latach mógł się przecież zmienić i dziś byłby naszym najlepszym przyjacielem, gdyby nie fakt jego zaszufladkowania.
A nie pomyślałeś, że może wynikać to również stąd, że ludzkie drogi rozchodzą się i dawni koledzy ze szkoły czy pracy wybierają własne drogi życiowe? Wówczas nie ma możliwości skorygowania swoich błędów, bo też nie ma kontaktu z daną osobą. Natomiast kiedy taki kontakt jest możliwy, to wówczas jednak dochodzi często do zmiany światopoglądu, zwłaszcza, jeśli ten kontakt ma charakter obowiązkowy (np. wspólna praca czy interesy).


Przyznaję, tu nie dopisałem, że chodzi mi o spotkanie z kimś takim po latach. Mój błąd.

To raczej oczywiste, że nie możemy zmienić o kimś zdania jeśli nie mamy z nim kontaktu.

Dziewczyna, która kiedyś się nam nie podobała, dziś może być superlaską.
Akurat to nie jest trudne do zauważenia - moja koleżanka z liceum, która nie należała do najatrakcyjniejszych, kiedy poszła na studia (nie widziałem jej 2 lata) stała się jedną z najładniejszych dziewczyn na roku. Niestety, było już za poźno na jakiekolwiek starania, bo ktoś inny mnie ubiegł. Ale nie znaczy to, że takich kwestii się nie dostrzega.


Nie przeczę, zauważyć nie trudno. Ale są tacy, którzy miewają problem z przyjęciem tego do wiadomości, zaakceptowaniem tego faktu.

Musimy więc je oceniać przez pryzmat grupy, do której należą, bo to o tej grupie mamy jakieś informacje

Nie "musimy". Możemy, jeśli chcemy. W takim wypadku chyba powinniśmy się powstrzymać od pewnych i ostatecznych sądów - trzeba mieć świadomość, że mogliśmy się pomylić.
22-01-2013 13:24
Rysia777
   
Ocena:
+2
@Krzyś
Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość.

Co do tekstu do jedynie zauważę, że mógłbyś się przejść na jakiś kurs psychologii, może przeczytać jakieś naukowe prace na temat 'czemu ludzki mózg tak pracuje' - tam zapewne znajdziesz odpowiedzi na frustrujące Cię pytania. Bo to nie wynika z tego, że ludzie są wredni i chamscy, dlatego ich mózgi upraszczają im życie. Nie, nie, nie.
22-01-2013 13:41
etcposzukiwacz
   
Ocena:
+1
@ Rysia777
Ale ludzie są wredni to fakt. Temu chyba trudno zaprzeczyć?
22-01-2013 13:46
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Wszystko rozbija się o zdolność do wyłapywania informacji z otoczenia i adaptacji. Szufladkowanie świadczy nie o szufladkowanym, tylko o szufladkującym. Zwykle negatywnie.
22-01-2013 13:50
Albiorix
   
Ocena:
+3
Ludzie są mili i dobrzy.
Jesteście do tego tak przyzwyczajeni że nawet nie zauważacie tych wszystkich ludzi którzy was nie zasztyletowali chociaż mieli okazję.
22-01-2013 14:47
Albiorix
   
Ocena:
0
Oczywiście że nie musimy przypinać łatek, ale "humanoid" albo "obiekt w przestrzeni" to też łatki. Jak ich nie przypniesz szybko do rzeczy które widzisz i nie zareagujesz odpowiednio, będziesz wpadał na ściany i drzewa i rozbijesz sobie nos.

No bo widzisz takie drzewo. I przypinasz mu łatkę "obiekt materialny" i "ciało stałe". I omijasz.
Albo możesz pomyśleć "o nie, przypięcie łatki temu drzewu źle by o mnie świadczyło. Powiniennem myśleć elastycznie. Więc badasz to zjawisko - bo bo przecież to może nie być obiekt materialny tylko ektoplazmatyczna emanacja bytu eterycznego albo przypadkowa emanacja z przestrzeni poznawczej innej monady więc może da się przez to coś przejść a może da się z tym ożenić, albo zjeść a może będzie śpiewać razem z tobą piosenki...." Bez łatek jest tyle możliwości! Więc stoisz i patrzysz na to drzewo i rozpatrujesz je wszystkie. To się nazywa autyzm.
22-01-2013 15:09
earl
   
Ocena:
0
@ Krzyś

Musimy więc je oceniać przez pryzmat grupy, do której należą, bo to o tej grupie mamy jakieś informacje

Nie "musimy". Możemy, jeśli chcemy. W takim wypadku chyba powinniśmy się powstrzymać od pewnych i ostatecznych sądów - trzeba mieć świadomość, że mogliśmy się pomylić.


Niemniej jednak są grupy, które jednoznacznie nam się kojarzą, często źle, dzięki swoim zachowaniom (np. szalikowcy), więc ktoś, kto należy do takiej grupy automatycznie jest odpowiednio oceniany, niezależnie od tego, co on tam robi. I trudno to ganić.
22-01-2013 16:07
Albiorix
   
Ocena:
+1
Dobra, rozwijając:

Nie ma kwantowego wyboru w stylu; używasz stereotypów albo nie. Stereotypy to produkt uboczny tak elementarnych procesów poznawczych. Więc ograniczasz się do "cechy mają pomagać a nie określać". Walczysz z myśleniem "ma grube nogi pewnie jest gruba", bo przecież może jest chuda na górze. Ale już "ma dwie nogi, pewnie jest ssakiem naczelnym albo ewentualnie ptakiem brodzącym tudzież podpórką pod karabin" jest dla Ciebie OK. A to przecież to samo. Wykorzystujesz wiedzę zdobytą dotychczas żeby mieć możliwie pełny obraz całości na podstawie jedynie częściowych informacji, identyfikować obiekty i wybrać optymalne zachowanie wobec nich - np czy zagadać czy uciekać a jeśli zagadać to czy "niestety nie mam drobnych" czy "będzie w następnym tygodniu panie profesorze" czy może "tak, dobrze, jeszcze troszeczkę językiem, tak". W tym celu musisz odróżniać od siebie ludzi. Na podstawie takich cech jak biała broda i stary garnitur oceniasz że prawdopodobnie jest to ta sama osoba co twój profesor który wczoraj wyglądał tak samo i reagował podobnie. Możesz oczywiście zgodnie ze swoją radą założyć, że ludzie się zmieniają i powiedzieć "Cześć ziutek! Dzisiaj jesteś moim profesorem czy kimś innym? Masz tu resztkę taniego wina na wypadek gdybyś od wczoraj stał się żulem alkoholikiem. A w ogóle może zainteresowałeś się ostatnio sportem? Przedwczoraj nie lubiłeś ale dzisiaj nie wiem, więc co myślisz o Legii?". Jest to jednak obarczone pewnym ryzykiem że ten człowiek nadal jest naszym profesorem i wolałby jednak pozostać w tematyce wykładów i egzaminów.

Zamiast skokowego wyboru tak naprawdę jest płynne przejście - ile procent wiedzy i skojrzeń chcesz wykorzystać do oceny sytuacji a jak wiele wolisz wybadać na miejscu - na wypadek gdyby Twoje stereotypy, oceny i prognozy okazały się do niczego.

Im więcej wykorzystujesz starej wiedzy tym łatwiej podejmujesz decyzje, jesteś w stanie dalej wybiegać z planami i podejmować działania szybciej, już na wczesnym etapie zbierania informacji. Ponosisz jednak większe ryzyko zignorowania istotnych zmian (o czym wspomniałeś), błędnej oceny nietypowych przypadków lub powtarzania błędów w ogóle. Jesteś mniej elastyczny i bardziej przewidywalny.


Im więcej badasz za każdym razem, tym więcej to zajmuje czasu ocena każdego przypadku. Ponosisz też pewne koszty i ryzyko z tym związane, np ryzyko obrażenia profesora.


Człowiek który wykorzystuje mniej więcej 0% starych informacji i 100% nowych danych z percepowanej rzeczywistości jest jak w moich poprzednich przykładach - wpatruje się w rzeczy ale ich nie rozpoznaje, nie wie jak zareagować i ogólnie jest otoczony mgłą i zagadkami, jak niemowlę dla którego wszystko jest nowe a twarz wyskakująca zza kartki jest cudem i zaskoczeniem.

Człowiek który wykorzystuje mniej więcej 100% starych informacji i 0% nowych danych z otoczenia jest całkowicie ślepy i głuchy, chodzi swoją utartą ścieżką i wykonuje swoje wyuczone czynności. Jeśli na jego drodze znajdzie się ściana to jej nie zauważy i będzie bezowocnie mielił nogami przekonany że dalej idzie.

Tak naprawdę masz na myśli "zamiast wykorzystywać 80% starych danych, wykorzystujcie 74%". Czyli "jak widzisz grubą osobę to zignoruj wcześniejsze doświadczenia z grubymi osobami i nie zakładaj że jest niewysportowana i lubi jeść. Ale jeśli chcesz wykorzystać swoją wiedzę do odróżnienia grubego człowieka od morsa - to w porządku".
Dalsze zejście w dół tej skali uważasz po prostu za absurdalne przykłady.

Więc ogólnie, postulujesz kosmetyczne i luźno określone zmiany postrzegania, czyli nic konkretnego.
22-01-2013 21:03
Scobin
   
Ocena:
+3
Niedawno wyszła książka Daniela Kahnemana (psycholog, przed dekadą dostał Nobla z ekonomii) o dwu sposobach myślenia, automatycznym i refleksyjnym. Kahneman trochę za bardzo skupia się na wadach tego pierwszego, ale w ostatecznym rachunku przyznaje, że myślenie automatyczne (bezwysiłkowe, stereotypowe) jest bardzo użyteczne i świadczy o zadziwiających zdolnościach poznawczych człowieka. Książkę serdecznie polecam, jest przystępnie napisana i przyda się także niepsychologom (może wręcz przede wszystkim im). Jej tytuł to "Pułapki myślenia".
22-01-2013 21:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.