string(15) ""
» Blog » Jak grac Korporacją, czyli o zleceniodawcach słów kilka
05-10-2011 00:09

Jak grac Korporacją, czyli o zleceniodawcach słów kilka

Odsłony: 20

Ostatnio zakupiłem sobie Interface Zero ENG, bo nie mogę się doczekac na polską edycję, i potrzebowałem na szybko. To zresztą nieważnie, to nie będzie recenzja ani opinia I0.

Po przejrzeniu podręcznika, poczytaniu sobie różnych recenzji, posłuchaniu streszczenia Morela wreszcie, przypomniał mi się oczywiście Cyberpunk 2020, którym niegdyś zagrywałem się jak szalony.

Przypomniał mi się Cyberpunk i to, jak był grany i prowadzony. A często grany i prowadzony był źle. Źle pod względem logiki, ekonomii, wszystkiego. Choc wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, będąc nastoletnimi szczylami.
Pewnego razu usiadłem sobie po sesji w CP i policzyłem, ile sprzętu Arasaki (i Militechu) poszło w piach w scenariuszu, ilu ludzi zginęło, ilu poszło na rekonwalescencję, ile trzeba było wydac na prawników i polityków, żeby wszystko zatuszowac - słowem, ile kosztowała cała ta impreza. I to nie graczy, a Korporację, która głupio postanowiła stanąc naprzeciwko nam, drużynie. Czy też nie miała wyboru i została bezlitośnie zaatakowana przez kilku szaleńców z wielkimi gnatami.

Scenariusze jakie graliśmy były zwykle dośc przewidywalne, i z niewielkimi odchyłami wyglądały mniej więcej tak - Wynajmował nas Tajemniczy Nieznajomy, posrednik Kogoś Ważnego i chciał żeby mu coś przewieźc/ukraśc/znaleźc/zabic. Po czym jak się zgłaszaliśmy po zapłatę po wykonaniu zadania to zwykle się okazywało, że rozpętaliśmy kolejną n-dziestą Wojnę Korporacyjną, pośrednik nie żył, a na nas czekał elitarny oddział szturmowy Arasaki, żeby wyeliminowac wszelkich świadków.
Nuuuudy.
Oczywiście zawsze się okazywało, że elitarny oddział Arasaki nie był za bardzo elitarny, więc musiały przyleciec jeszcze trzy kolejne, żeby nas pogonic, co zwykle w końcu się udawało, choc zawsze, ale to zawsze musiały spaśc jakieś AV-ki szturmowe, w tempie kilku na godzinę gry.

Mistrz Gry na to pozwalał, nie dlatego że byliśmy niewiadomo jakimi przepakami, tylko raczej dlatego, że sam się chyba gubił w ilościach wojsk, jakie na nas rzucał, a potem mu było głupio i dawał nam uciec :)

W końcu kiedyś nie wytrzymałem i w heroicznej i prawie że mangowej scenie, na ogromnym placu, pośród płonących szczątków AV-ek (kilkanaście, w tym Arasaki, policyjne i ze dwie Trauma Teamu) i samochodów, jakiś rozdziabanych BWPów, masy trupów szedłem w stronę ostatniego Mega Nindży Zaibatsu, jakiegoś chromowanego megamunchkina, Broni Ostatecznej wyhodowanej czy też skonstruowanej tylko w jednym celu - usunąc naszą drużynę "bo za dużo wie". No więc szedłem żeby skręcic mu kark, na co zbytnio nie miałem szans, bo wiecie, płaszcz kuloodporny już był w strzępach, cyberręka była potrzaskana, Wyglądałem jak Bruce Willis po wszystkich Szklanych Pułapkach razem, amunicja się skończyła, koledzy gdzieś poranieni zwijali się z placu boju. I byłem tylko ja i ten koleś, też troszkę pokancerowany, ale miałem z nim szanse jak T-800 z T-1000. No i tak idę i idę i w pewnym momencie myslę sobie "dośc!" Zaibatsubot się tam pręży, robi jakieś rytualne fikumiku (chciał chyba mi pokazac że jestem godnym przeciwnikiem czy coś, samuraj jeden) a ja stanąłem, rozłożyłem ręce, rozejrzałem się dookoła po tej symfonii zniszczenia i zapytałem:
-"Nie taniej wyszło by po prostu zapłacic te 10.000 E$?"

Dostałem owacje na stojąco od drużyny, MG przyznał mi rację, a zaibatsubot popełnił rytualne samobójstwo, pewnie dorzucając do rachunku Arasaki kilka lat R&D i miliony dolców. Pewnie cała filia Arasaki w Night City popełniła seppuku pałeczkami do ryżu, aż po ostatniego sprzątacza.

Wtedy właśnie policzyłem sobie koszty takiej operacji i przestałem grac w Cyberpunka.

To po tym przydługim wstępie przejdźmy do sedna sprawy.
Ja rozumiem, że wprowadzanie Korporacji jako przeciwnika (już pomijając aspekt wywoływanej u graczy paranoi, jeśli korporacja jest zleceniodawcą) z jej nieograniczonymi zasobami jest fajne, jest miodne i robi się to łatwo.
Ale warto zastanowic się nad paroma sprawami. Przede wszystkim, czy naprawdę Corp wysyłający na drużynę szwadron za szwadronem swoich elitarnych samurajów nie potrafi liczyc? To w końcu Corp, koleś z kasą, a tacy wiedzą jak tej kasy nie przepuszczac, inaczej nie byliby w stanie byc kolesiami z kasą. W powyższym przykładzie - zniszczony został sprzęt wart pewnie kilkadziesiąt milionów eurodolców, by zaoszczędzic kwotę 10.000 E$.
Ekonomiczny absurd. Oczywiście można stwierdzic, że "oni nie wiedzieli że drużyna tak im wymłóci". Czy można? Założę się że taki pan Corp miałby wykalkulowane przez AI czy inny komputer scenariusze powodzenia takiej akcji, wraz z dokładnym rachunkiem PRZED akcją za samą inicjację takiej operacji. Ściągnięcie ludzi z przepustek, zatankowanie AVek, uruchomienie Działu Prawniczego i PR, koszty amunicji, łapówki dla policji żeby się nie szwendała... Nadgodziny sekretarek, odwołane spotkania z kontrahentami, itd, itp. Jasne, nie ma się co zagłębiac w aż takie niuanse, ale warto sobie zadac pytanie - czy to ma sens?
Dla Pana Corpa najważniejsze będą zyski, i każdą akcję traktuje jako inwestycję. Jeśli ktoś posiada chip, który przejęty pozwoli wrzucic na rynek nowy towar, który przyniesie zyski rzędu powiedzmy 100 mln eurodolców, to inwestowanie w niego 200 mln nie ma sensu. Nie ma sensu inwestowanie nawet i 100 mln. A najlepiej zainwestowac jak najmniej. Po co więc ścigac tych biednych graczy, narażac drogi sprzęt i zasoby ludzkie, skoro taniej im zapłacic? Ot, wrzuci się w "koszty reprezentacyjne" i po sprawie.
Dobrze więc, zapłaciliśmy już, kilka AVek więcej w garażu, matki i żony naszych pracowników operacyjnych mogą dziś spac spokojnie. Akcjonariusze także. Kwestia usuwania świadków? Myślę że są subtelniejsze i tańsze sposoby, niż wysyłanie na "kontrahentów" grup szturmowych. Pomyślcie co powie ubezpieczyciel :)
Przekupienie szefa boostergangu, wynajęcie eurosolosa, wysłanie jakiegoś splamionego samuraja na "ostatnią misję", podrzucenie dowodów jakiejś zbrodni, zniszczenie reputacji w skandalu prasowym... tańsze i często skuteczniejsze niż wysyłanie karabinów.

Ten tok myślenia stosuje się do każdego działania Korporacji - jeśli powstaje chroniony kompleks badawczy, to koszt owego "chronienia" jest częścią inwestycji. Razem z kosztami marketingowymi, produkcyjnymi, naukowymi itd. Nikt nie bedzie obstawiał czolgami fabryki penicyliny czy aspiryny.

Jeśli Korporacja postanawia wypowiedziec wojnę innej Korporacji, musi miec do tej wojny biznesplan. Tzn - policzyc ryzyko, ewentualne zyski i możliwe straty - jeśli jest zysk (tereny i surowce, zniszczenie konkurencji), wojnę się wszczyna, jeśli nie ma, albo koszty przekroczą oczekiwane - to się ją przerywa.

Pieniądz będzie powodem, celem i środkiem działań, wiec warto zwrócic na niego uwagę przy rzucaniu na drużynę kolejnych fal szturmowców zaibatsu. Czy prawników. Warto więc zastanowic się nad budżetem, jaki przeznaczyłaby Korporacja na uzyskanie danego efektu.
Proponuję, żeby kwota ta nie przekraczała 10krotności tego, co zarobi drużyna, co znowu jest tylko 10% kosztów uzyskania - innymi słowy, jęsli korporacja ma na czymś zarobic, niech drużyna ma z tego 1%, a dodatkowy budżet w postaci dalszych 9% niech stanowi dodatkowe środki na działania, takie jak skontaktowanie się z ekipą, wynajecie pośredników i ewentualne "problemy" poźniej. Budżet można przekroczyc o dodatkowe 10%, ale zwykle oznacza to już problemy dla odpowiedizalnego za akcję Corpa.
Oczywiście mogą się zdarzyc scenariusze, w których w rękach graczy pojawia się coś tak rewolucyjnego, że postawi cały świat na głowie (patrz: "Johnny Mnemonic", ale film - Chodzi o recepturę na lek na N.A.S.) i Korporacje położą na tym łapę za wszelką cenę - ale znów, stosując zasadę 10% projektowanych zysków jako budżetu operacyjnego (przy takim leku zyski mogłyby wynosic miliardy dolarów) możemy spokojnie rzucic na graczy cały arsenał nuklearny Ukrainy. Tylko ile takich scenariuszy może byc? To już materiał na długą kampanię.

Oczywiście ważnym czynnikiem mogą byc tu osobowości samych CEO - jeśli np. ktoś zabije mu córkę, może się poważnie wkurzyc i nie patrząc na straty, posłac swoich samurajów po zemstę - ale jest spora szansa, że ktoś pod nim dostrzeże swoją szansę w szaleństwie szefa i go wyeliminuje, chocby kablując do Centrali. Albo zagniewani akcjonariusze wyślą mu głowę konia FedExem. Akurat dla drużyny może to nie miec wielkiego znaczenia, czy strzelają do nich Arasaki z konkretnych, finansowych powodów, czy też po prostu z zemsty. Choc byc może będą potrafili to wykorzystac żeby ocalic skórę.

Wycofanie się ze zbyt ryzykownego interesu jest umiejętnością kazdego dobrego Corpa. I każdego dobrego stratega, czy to ekonomicznego czy militarnego. "Sun Tzu w biznesie" to polecana pozycja dla wszystkich MG chcących wprowadzac na sesji Korporację.

Wystarczy więc przyjąc prostą zasadę - jeśli kłopot jest większy niż ewentualne zyski, odpuśc sobie. Jeśli jest porównywalny - zastanów się. Jeśli jest niewielki, a zyski duże - działaj!
A drużyna zarobi z tego góra 1% (mozna im zapłacic i 0.1%, a pozostałe 0.9% użyc do ich eliminacji, jeśli już naprawdę dużymi kwotami operujemy - 9% dodatkowego zysku, Saburo da awans!) i wszyscy bedą szczęśliwi.

Podobne myślenie mozna również zastosowac w co bardziej "realistycznych" settingach fantasy - choc tam "ekonomicznośc" może byc zakłócona poglądami czy ideologiami (choc też sie przecież zdarzało gdy "akcjonariusze" - czyli szlachta - buntowali się przeciwko CEO - królowi - gdy ten wszczynał prywatne niepopularne wojny na ktore trzeba było iśc, zamiast prosperowac).


Tak na koniec, mały przykład z Gibsona:
Pamiętacie, chyba w Mona Lizie Turbo (a może w Grafie Zero?) była sytuacja, w której zaibatsu wykupiło (wykupiła? jak to się odmienia?) cały pasaż handlowy w którym miał się odbyc końcowy deal, żeby uzyskac "legalne" wejście dla swoich szturmowców jako służb ochrony obiektu - pomysł fajny, zwłaszcza że pewnie po samym dealu planowali pasaż sprzedac, nawet ze stratą, ale różnica wciąż byłaby inwestycją w zyski z deala. Takie właśnie myślenie polecam wprowadzic na sesję.

Mam nadzieję, że się te moje przemyslenia do czegoś przydadzą, czy to w starym dobrym Cyberpunku 2020, czy też w Interface Zero. Czy w każdym innym settingu, gdzie liczą się pieniądze, a nie walka Dobra ze Złem.



Komentarze


37965

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Wspominka o tym, że ktoś kiedyś rozgrywał munchkinowski hns ze scenografią CP oraz refleksja, iż to jedynie scenografia była, gdyż forma wymusiła zignorowanie elementu CP definiującego (jak i MG nie poradził sobie z mechaniką). 18 polecanek za przypomnienie, iż w SteamPunku mamy silniki parowe, serio?
05-10-2011 11:43
de99ial
   
Ocena:
+9
Całe szczęście miałem MGa od CP, który czuł klimat i mimo, że nie znał zasad działania korporacji to intuicyjnie wiedział co i jak. I my też. (koniec podstawówki początek liceum)

Korporacja to nie przeciwnik z którym można wygrać. Korporacja to przeciwnik, przed którym można się jakiś czas bronić, ale kiedy korporacja powie "dość" życie się kończy. Druga rzecz można uszkodzić pewnych ludzi w strukturach, ale samej korporacji to nie ruszy. Innymi słowy - przeciwnik nie do pokonania.

Pamiętam, że kiedy na sesjach CP spotykaliśmy się z korporacją na następnej musieliśmy tworzyć nowych patałachów. Ale wszystkie sesje wspominamy do dziś.

Przykład - Tajemniczy Nieznajomy wynajmuje nas. Jest kompleks magazynów za miastem i jeden konkretny, który należy wysadzić. Macie 10 kg c6, kapitał na broń (kilka PMów, jeden kałasz) i wio. W rzeczywistości kompleks został zbudowany przez korporację, dwa trzy kilometry od niego ustawiono trybuny (nieduże), zaopatrzono je w lornetki i inny sprzęt przybliżający i odbyła się prezentacja nowej broni (minigun na nogach). Oczywiście nasze patałachy miały główną rolę.

Mieliśmy szansę gdybyśmy się wcześniej zorientowali. 10kg c6 to potężny ładunek. Spartoliliśmy bo wpuszczono nas w maliny. No mały sukces - stłukliśmy jedno światło tej maszynki. Światło umieszczone tam tylko po to aby inwestorzy mogli obserwować maszynkę w akcji, bo samo urządzenie korzystało z innych narządów optycznych.

Ekipa w piach. Wspomnienia do końca życia.

Tak wyglądały nasze spotkania z korporacjami.
05-10-2011 11:43
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Paralaktyczny - to była koncówka pewnej serii, która zakończyła się (i miała mnóstwo momentów pomiedzy) hack'n'slashem - ale akurat temat uznałem za tyle istotny, że o nim wspomniałem, bo jak widziałem wielokrotnie później, wielu MG w wielu środowiskach powtarzało ten błąd.
Bo akurat CP2020 wręcz zachęcał do munczykinowania.
Sam chetnie bym wrócił do grania w CP, ale za każdym razem gdy próbowałem, okazywało się że ludzie grają i prowadzą właśnie tak, jak my tych naście lat temu.
Może trzeba by poprowadzic samemu? Akurat w CP mnie to omineło, bo owe przygody dawały nam fun - tyle że były bez sensu. Może zabiorę się za to, jak wyjdzie I0
05-10-2011 12:09
Albiorix
   
Ocena:
0
Niby rzeczy oczywiste a czyta się bardzo fajnie :) Szczęśliwie nigdy nie grałem w Cyberpunka w którym korporacje rzucają na nas X oddziałów bojowych. Jak przeskrobywaliśmy sobie w korporacjach to wysyłały na nas prawników i kończyliśmy zdyskredytowani i poszukiwani przez policję :(
05-10-2011 16:30
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Oczywistości czasem warto przypominać, bo ludzie mają tendencje do brania ich za oczywistość :)

Wolalbym sie potykac ze szturmowcami Arasaki, niż z prawnikami Arasaki - łatwiej wygrać :D
05-10-2011 16:35
Gerard Heime
   
Ocena:
+3
@Zegarmistrz

Zależy, jak rozumiesz inwazję kosmitów. Generalnie ubezpieczenie all-risk powinno pokryć w sytuację, w której np. latający spodek spadnie ci na chałupę albo zawadzi o komin w trakcie lądowania ;-)

Plus, nie zapominaj, że są różnego rodzaju specjalistyczne ubezpieczalnie, które ubezpieczają np. sportowców (w Polsce słyszałem, że takie niszowe ubezpieczenia oferuje Pramerica) Musiałbym się dowiedzieć czy np. żołnierze PMC są ubezpieczani, ale pewnie tak.

Odnośnie jeszcze tematu dyskusji.

W Count Zero korporacja Maas-Neotek próbuje zabić Angie Mitchell za pomocą działa szynowego zamontowanego na sterowcu. Efekt eksplozji mylony jest na początku z taktycznym ładunkiem nuklearnym.

Stosunkowo prosty i tani sposób na zabicie bandy uzbrojonych po zęby solosów i zdecydowanie adekwatny, by powstrzymać wyciek ultranowoczesnej technologii, do której konkurencja nie ma dostępu.

EDIT:

Tak na marginesie, nawet na dzień dzisiejszy bardziej opłaca się załatwić przeciwnika pojedynczym pociskiem Tomahawk (1.45mln USD za pocisk) niż np. stracić jeden pojazd opancerzony Stryker (3.8 mln USD za pojazd).

Alternatywą są latające drony w stylu Raptora, która są w stanie zrzucić na głowę niczego niespodziewającym się solosom laserowo naprowadzane pociski Hellfire, bomby JDAM, Paveway II albo coś równie sympatycznego. Zakładając, że solosi nie mają żadnej metody wykrycia i zestrzelenia Raptora, to koszt jednej bomby Paveway to 19,000 USD.

Można by powiedzieć, że zabiła ich promocja ;-)
06-10-2011 11:02
bohomaz
   
Ocena:
+1
Komentarz usunięty na prośbę autora.
06-10-2011 13:23
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bohomaz
Tak, o to właśnie chodziło, by były jakieś podstawy dla budżetu, jaki MG wystawia na akcję.
Co oczywiście nie przeszkadza nikomu tworzyc specjalnych przypadków jak te podane przez ciebie czy Siriela. Ważnym jest jednak, by MG nie rzucał bez sensu coraz wiecej środków bez logicznego (czytaj: ekonomicznego) uzasadnienia.
Gerard - no pewnie że można, tylko wtedy może stac się to mało grywalne :)
Ja bym był raczej za tym, by takich środków używac w ostateczności, by po prostu zabic bohaterów po wielkiej i długiej kampanii. Albo jako "karę boską" na którą nie ma rady - ale z tym ostrożnie.

06-10-2011 22:24
karp
   
Ocena:
0
Fajny tekst, sympatycznie się czytało.

Siriel +1 z przytupem ;)

Do tego dodałbym jeszcze czynnik ludzki, taki jak ambicja, zawiść, prestiż, chęć pokazania kto tu rządzi i z kim się nie zadziera, bo choćbyś nie wiem kim był i co zrobił, to potem jesteś trup i już. No przecie to bezcenne i nieprzeliczalne na mamonę ;)
07-10-2011 10:18
~Kolejorz

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Świetny tekst :) Aż mi się łezka w oku zakręciła na wspomnienie CP2020 :)
07-10-2011 10:29
Swietlo
   
Ocena:
0
Racjonalność działania korporacji jest przereklamowana.
Szczególnie korporacji opartych na pozaeuropejskim pojęciu Honoru.
W niektórych sytuacjach utrata twarzy da się przeliczyć na pieniądze – wiec jeśli danej sprawy nie da się wyciszyć to może i lepiej wywalić grubą kaskę by pokazać „My nikomu nie odpuszczamy, z nami nie ma miękkiej gry”
07-10-2011 12:55
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Pojęcie Honoru wydaje sie byc przereklamowane bardziej niz racjonalnosc dzialalnosci firm :). Jakichkolwiek, zwlaszcza korporacji.
Honorem to sie szybciej panienka w ZUSie uniesie, niz szef korporacji czy dzialu.
07-10-2011 13:06
Swietlo
   
Ocena:
0
Tu nie do końca chodzi o to, czy gość na szczycie korporacji dostaje kwasów na myśl o tym, że ktoś go obrobił.
Gdyby sie dało to wyciszyc to oki - ale jak sie nie da to:
1. idzie sygnał dana korporacja jest źle zabezpieczona
2. co gorsza można ją skubać prawie bezkarnie -bo usiadą policzą tyzyko i odpuszczą

generalnie nie twierdze ze wszystkie korporacje będą sie mściły do śmierci - ale w niektórych przypadkach to moze być skalkulowane działanie. Nawet jeślśi nie ekonomiczne i racjonalne.

Jest jeszcz ejedna kwestia. Nasi bohaterowie nabruździli korporacji - oki. Korporacja usiadła oszacowała straty, wywaliła szefa ochrony który sie nie sprawdził i wzieła nowego. Nowy bedzie poprawiał zabezpieczenia - ale przy okazji czy nie zechce odstrzelić naszych bohaterów choćby po to by pokazać, że jest tym właściwym na stanowisku?
To oczywiście zakłada pewną dowolnosc w działaniu poszczególnych działow - oraz fakt że korporacja nie musi byc monolitem (w zyciu nie spotkałem grupy ponad 10 ludzi bez koterii, stronnictw, różnych interesów i wspólzawodnictwa)
07-10-2011 13:22
zegarmistrz
   
Ocena:
+1
Wiesz, ale jest różnica między "nie odpuszczać", a "użyć nieproporcjonalnie wielkie środki". Zwłaszcza gdy można mieć to samo znacznie taniej. Jeden śmigłowiec szturmowy to przecież 20-25 milionów dolców, podczas, gdy rakieta Jevelin odpalona z ręcznej wyrzutni to ledwie 60 tysięcy, a snajpera z wielkokalibrówką obskoczyć można już w 1/2 tej kwoty...

Efekt taki sam, a sygnał wysłany.
07-10-2011 13:36
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Korporacje wolą przejmowac kontrolę niż rozwalac wszystko dookoła - tym bardziej jeśli druzyna sie wykaże, ze jest lesza niz szturmowcy Arasaki, zabijanie jej jest bez sensu - lepiej ich zatrudnic jako nowych, lepszych szturmowców arasaki.
Patrz FBI i hackerzy - zamiast ch wsadzac, zatrudniają.

Ciekawy pomysł na sesję - tylko z modyfikacją. Druzyna ośmiesza szefa ochrony, wywala sie go z firmy, zatrudnia nowego. Nowy akurat może byc zadowolony i wdzięczny drużynie (może sam to nawet zaaranżował?) i zamiast gnebic druzyne doceni jej wklad i wbuduje ją w swoje środki (nawiąże wspólprace, będzie dawał zlecenia). Nie wykańcza się assetów, tylko się je przejmuje. To marnotrawstwo środków i talentów, zawsze poszukiwanych przez korporacje.
Za to stary, zhańbiony szef ochrony, nie majacy nic do stracenia... właśnie on miałby powody się mścic na druzynie.
Tym bardziej że jesli ją wykończy, udowodni, ze wcześniej zawiódł ktoś inny, nie on, po drugie dowali swojemu następcy (skoro zatrudnia patałachów przez ktorych mnie zwolnili, to niech ma za swoje, i to podwójnie)
07-10-2011 13:37
Swietlo
   
Ocena:
0
Zegarmistrz - fakt.

Zigzak - fajny pomysł.
07-10-2011 13:58
~Kret

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bardzo dobry tekst - dzieki za przywolanie wspomnien o CP2020.

Jesli pamietasz film "Incepcja", to tam tez jest scena w ktorej zleceniodawca calej afery przyznaje sie do wykupienia linii lotniczych, do ktorych nalezy samolot na ktory lot wykupil miejsce cel operacji.

Ale mozna jeszcze dodac jeden element - tzw. korporacyjnej ch...jni. Czyli mieszaniny inercji organizacyjnej, tumiwisizmu, miedzyludzkich napiec i wyscigow, niedokonczonych projektow, procedur zamrazajacych srodki a niepozwalajacych zwolnic ludzi no i czasu, ktorego strefy na swiecie potrafia dzialac na korzysc, ale tez na niekorzysc operacji. To zjawisko sprawia, ze nie potrafie kupic korporacji jako doskonale zorganizowanej miedzynarodowej mafii. W mafii trzeba sie napracowac, a w korporacji - naudawac, ze sie pracuje. ;)
12-10-2011 01:58
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Przy kilku komentarzach tutaj mam wrazenie ze ludzie strasznie mono patrza na kwestję Korporacji przez pryzmat Polski i tego jak jest w Polsce - zwlaszcza Kret mi przypomnial o mentalności ZUSowskej :)
Pracowalem w trzech duzych zagranicznych korporacjach i poza Polską nie widac takich elementow o ktorych wspominacie. W Polsce pracowalem w dwoch duzych firmach (bankach, by byc dokladnym, w jednym wciaz pracuje) i powiem, ze tu rowniez tego nie ma.
Tak ogromne instytucje wywalają mnostwo kasy na controlling, jakosc pracy, i przede wszystkim - na zmaksymalizowanie zyskow.
Sprawy o ktorych wspomnial Kret czy wczesniej Siriel to sie zdarzają w MiSiach polskich i w upanstwowoinych instytucjach, jak NFZ czy wlasnie ZUS. Co jak co, ale prywata i "trzymanie stolkow" nie jest nigdzie premiowane i sa metody by takie elementy blyskawicznie wykryc i im zaradzic. I zakladam, ze w przyszlosci, gdzie pieniadz liczy sie jeszcze bardziej, beda tez jeszcze dokladniejsze instrumenty kontroli jak chocby AI korporacyjne.
Z takim panienka z ZUSu nie ma szans na malowanie pazurów :)
12-10-2011 08:12
~Kret

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie chwalac sie kto gdzie pracowal odpowiem tylko, ze te doswiadczenia nie pochodzily z urzedow w ogole, nie pochodzily tez z Polski.

Nastawienie na maksymalizacje zysku, definiowanie korporacji jako instytucji, ktora ma cechy ludzkie (czegos "chce", zachowuje sie jak czlowiek) to wizja mlodych pracownikow moim zdaniem.
12-10-2011 11:55
Albiorix
   
Ocena:
0
To kwestia konkretnych działów i osób. Im bardziej mierzalne są kompetencje i wyniki ludzi w danej dziedzinie / branży / dziale, tym bardziej obiektywne metody selekcji kadr mogą być użyte.

Działy techniczne z reguły składają się z ludzi którzy na prawdę chcą po prostu rozwiązać problemy, profesjonalnie wykonać swoją robotę itd. Działy marketingu i pokrewne składają się w dużym stopniu z ludzi którzy po prostu mają dobre wyniki sprzedaży, są przebojowi, aktywni, nastawieni na sukces.

Natomiast wszędzie tam, gdzie mogą się zaczepić ludzie których wyniki ciężko zmierzyć i ocenić - jakaś administracja, jakieś sprawy wewnętrzne, jakieś cuda finansowe, wszystko z bardzo długim czasem rozliczenia wyników (w tym techniczne i marketingowe) - jest różnie. To już zależy od ludzi, od poziomu kolesiostwa itp. Jeśli ważną osobą w grupie finansowej jest np były mafiozo, który dobiera sobie ludzi według własnego gustu, to wygląda to całkiem inaczej niż gdy robi to wizjoner ze Stanford.
12-10-2011 13:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.